Dzień dobry, a może lepiej dobry wieczór? ;)
Troszkę kazałam wam czekać na nowy wpis, ale mam nadzieję, że wynagrodzi on wam czas oczekiwania. Myślałam, że to już koniec wpisów konkretnie o Neapolu, a potem spojrzałam do mojego pamiętnika gdzie wszystko mam zapisane (taaak, ja zapisuje w pamiętniku, nie w planerze przez co mój dziennik jest jeszcze bardziej osobisty i chaotyczny) i okazało się, że planowałam dodać wam jeszcze wpis o Via dei Tribunali, Piazza Dante i innych ciekawych zaułkach, o których wcześniej jakoś nie po drodze było mi pisać.
Via dei Tribunali jest jedną z główniejszych ulic w centrum miasta. To przy niej lub w jej bliskim sąsiedztwie są wszystkie najważniejsze atrakcje- Napoli Sotteranea, Cappella Sansevero, Basilica di San Lorenzo Maggiore... Na Via dei Tribunali z łatwością też kupić można wszelkiego rodzaju pamiątki i najbardziej typowe dla Neapolu wyroby, o których będę pisać, w którymś z następnych postów. Tam też kwitnie nocne życie i według mnie wraz z Corso Umberto I tworzą dwie najciekawsze ulice miasta. Najciekawsze pod względem knajp, zakupów i tego typu atrakcji.
Dla fanek makijażu- tu na Via dei Tribunali kupić możecie nawet kosmetyki od Kylie! 😆 Oczywiście za pewne obok oryginalnych nie leżały, ale to dowód na to, że w Neapolu kupimy wszystko.
Piazza Dante jest za to jedną z moich ulubionych Piazz w Neapolu. Głównie dlatego, że tuż obok kupić można miliony książek, a ja jestem typowym książkoholikiem i w księgarniach czuje się jak ryba w wodzie! Poza tym jest taka duża, przestronna, non stop coś się na niej dzieje. Ludzie próbują namówić cię do podpisania jakieś petycji, tuż obok rozdają coś za darmo, stacja metra także przyciąga turystów, a na to wszystko spokojnie i z pomnika spogląda sam Dante... Mam też wrażenie, że Piazza Dante jest jednym z bardziej pilnowanych miejsc, bo zawsze stoi tam sporo wojska. Pewnie dlatego, że obok jest wejście do metra, a oni najchętniej stoją właśnie przy stacjach metra, dworcach i na dużych placach.
Nie mam pojęcia gdzie na moich zdjęciach podziała się figura Dantego, bo byłam pewna, że ją fotografowałam! Ah może tylko nie mogę znaleźć. Czasem tak mam, że robiąc tysiąc zdjęć, potem na szybko nie mogę znaleźć tego właściwego.
Neapol to oczywiście plątanina setek uliczek, z czego każda ma niesamowity klimat i tak naprawdę im dalej w głąb tym fajniej! Dwa razy tylko miałyśmy nieciekawą sytuację. Raz, gdy oddaliłyśmy się z centrum, a ja koniecznie chciałam skręcić w boczną uliczkę, aby zrobić zdjęcie chłopcu grającemu w piłkę. Zdjęcie jakieś wyszło, ale niestety niezbyt dobre, ponieważ od razu zaczęło obserwować nas dwóch mężczyzn (na oko Pakistańczyków), którzy uśmiechnęli się do siebie i skręcili za nami w wąską uliczkę mimo, iż wcześniej stali oparci o dom naprzeciwko. Od razu się zorientowałyśmy i szybko cofnęłyśmy. Oni także się cofnęli i wrócili pod dom, pod którym stali... Drugi raz był kilkanaście minut później, gdy szukając sklepu zaszłyśmy w tak zwane "niebezpieczne ulice". Od razu zaczął przerażać mnie widok tych uliczek, mieszkańców i ich domów, ale ja uparcie chciałam iść dalej aż do sklepu! Ostatecznie jednak na naszej drodze znalazło się dwóch 20-30 letnich Neapolitańczyków, którzy dość nachalnie zaczęli proponować nam ślub (swoją drogą, ślub? Hmmm jacy romantyczni chłopcy;)) , a ja w między czasie dowiedziałam się, że to ulica pod tytułem "Uciekaj stamtąd szybko!" Takim to sposobem nie poszłam ani do sklepu ani nie zostałam żoną żadnego z dwóch uroczych Neapolitańczyków, którzy postanowili uparcie nazywać mnie bionda (blondynka) prosząc o rękę. Strasznie irytuje mnie, gdy ktoś krzyczy za mną "Ciao bionda!", ale na całe szczęście nie zdarza się to tak często. Zazwyczaj zamiast bionda używają innych przymiotników, które choć oklepane, są zdecydowanie mniej drażniące niż bionda.
Wracając jednak do tematu... Napoli pełne jest uroczych zaułków, które należy zwiedzać, oglądać, chłonąć, ale jednocześnie zachowywać zdrowy rozsądek i nie pchać się wszędzie tam gdzie być nas nie powinno. Jak dla mnie wciąż jest to miasto zagadka, ale mam jeszcze dużo czasu na zrozumienie go w pełni i przekazania wam wszystkich wyników moich obserwacji.
Buziaki i mam nadzieję, że podobał wam się taki trochę krótszy post! :*
piątek, 20 października 2017
niedziela, 15 października 2017
#184 Neapol cz.3- Il teatro di San Carlo, la cappella Sansevero, Napolisotterranea, la Galleria Umberto I.
Witajcie kochani na początku 3 części moich neapolitańskich przygód! Mam nadzieję, że i tym razem się wam spodoba. Dziś będzie trochę więcej na temat miejsc, które można odwiedzić podczas wycieczki po Neapolu. Być może widzieliście coś z mojej małej listy?
Nieważne jak dobrze znam miasto, zawsze najbardziej polegam na "lokalsach" i czuję się niezwykle wyróżniona, gdy w jakimś mieście mam kogoś znajomego i dzięki temu wiem gdzie zjeść naprawdę najlepszą pizzę (a nie tylko to co reklamują jako "najlepszą".;), na której stacji wsiąść do pociągu, aby ominąć tłumy pozostałych turystów i przede wszystkim co naprawdę jest warte uwagi i gdzie przystanąć na dłużej. (Tutaj w pamięci od razu mam moją ukochaną S. z którą moja kwietniowa wycieczka po Mediolanie była niczym tor przeszkód i wyścig w jednym;D).
Takim to właśnie sposobem trafiłam do Napoli Sotterranea! Ja nie miałam pojęcia o tym miejscu i szczerze pewnie bym się nie dowiedziała, bo budynek, z którego schodzi się w podziemia nie rzuca się specjalnie w oczy mimo, iż jest w centralnej części miasta. Dostałam więc rekomendację jakie to wspaniałe miejsce i jak koniecznie trzeba je zobaczyć, no więc... wybrałam się. Nie żałuję jakoś specjalnie, że tam poszłam, bo miejsce z pewnością jest warte uwagi, z pewnością bardzo oryginalne i nigdy wcześniej o nim nie słyszałam! Jedynym minusem było to, że naprawdę czułam lęk w niektórych momentach wycieczki. Wycieczka po Sotteranea polega na tym, że schodzimy głęboko, głęboko pod ziemię gdzie jest już dość zimno i wilgotno. Z ust leci para, ma się uczucie takiego dziwnego oblepienia ciała. Korytarze, którymi się chodzi są szerokości szczupłej osoby i nawet ja kilkakrotnie ocierałam się dość mocno o kamienne przejście mimo, że należę do osób szczupłych. Osoby puszyste raczej nie miałyby szans tamtędy przejść. Kolejnym minusem jest to, że wąskie korytarze zdają się nie mieć końca, a w nich nie ma światła! Nie masz więc pojęcia czy zaraz nie zaczną się schody lub gwałtowne zejście w dół. W połowie wycieczki dostaje się świeczki, które tak naprawdę nie dają żadnego światła i jedynie dodają zmartwień. Ja na przykład cały czas byłam pewna, że idący za mną ludzie podpalą mi włosy.;D Po jakieś godzinie spędzonej pod ziemią, w końcu wychodzi się na zewnątrz gdzie wysłuchać jeszcze możemy opowieści o tym miejscu + zwiedzić pozostałości teatru. Wycieczka łącznie trwa ok. półtorej godziny i kosztuje 10 euro. Czy wybrałabym się ponownie? Raczej nie, ale tylko z tego względu, że chodzenie ze świeczkami wąskimi korytarzami raczej nie jest przyjemnością do powtórki, zwłaszcza, gdy kosztuje 10 euro.
Niemniej jednak cieszę się, że w ogóle mogłam poznać takie miejsce, bo nigdy wcześniej o nim nie słyszałam.
(https://www.napolisotterranea.org/)
La cappella Sansevero była kolejnym miejscem, o którym nie wiedziałam mimo, iż zdaje się być dość popularną atrakcją. Powiem szczerze- nie chciałam się tam wybierać, ale zostałam namówiona i przekonana słowami, że to najlepsza neapolitańska atrakcja i jeśli tego nie zobaczę to w ogóle moja wycieczka była bezsensowna. Wejście kosztuje 4, albo 5 euro, ale wydaje mi się, że było to jednak 5 euro. I wiecie co? Nie żałuję! Nie można tam niestety robić żadnych zdjęć więc postaram się dodać coś z internetu, ale moim zdaniem żadna fotografia nie odda jej piękna! Rzeźba Chrystusa umiejscowiona centralnie, robi piorunujące wrażenie, a jednocześnie wprowadza lekki niepokój. "Mam wrażenie, że zaraz otworzy oczy"- powiedziała moja koleżanka i naprawdę takie można było odnieść wrażenie. Cała kaplica- muzeum wypełniona jest cudownymi rzeźbami i naprawdę jest to miejsce top do odwiedzenia podczas pobytu w Neapolu! Z boku sali znajdują się także dwa ciała- kobiety i mężczyzny, które pełniły rolę modeli anatomicznych. O ile Sotteranea było fajną przygodą, ale niekoniecznie potrzebną, tak odwiedzenie capella Sansevero to całkowity must visit i na pewno jeszcze tam wrócę, bo za te 5 euro można napatrzeć się na prawdziwe cuda. Dla jednych to dużo, dla innych mało, a ja uważam, że jest to optymalna cena jak na muzeum.
Odwiedzenie teatru San Carlo było sprawą dość niepewną. Od dawna chciałam zobaczyć jego wnętrze, ale z drugiej strony wciąż nie byłam pewna czy zrobić to już teraz... Ostatecznie kupiłam jednak bilet, który kosztował mnie 7 euro (pamiętajcie moi drodzy, że w większości miejsc we Włoszech do 25 roku życia bilety są znacznie tańsze!) i odczekałam około 30 minut, bo tyle zostało do rozpoczęcia wycieczki. Teatru nie zwiedza się na własną rękę tylko zbiera grupę ok.20 osób, którą oprowadza przewodnik. Ja trafiłam na bardzo miłą panią, która nie była Włoszką, ale płynnie opowiadała po włosku i angielsku dzięki czemu każdy mógł być usatysfakcjonowany. :) Wnętrze teatru zrobiło na mnie wrażenie i bardzo podobała mi się forma samej wycieczki, ponieważ my- zwiedzający mogliśmy spokojnie usiąść na widowni, a pani przewodnik z wielkim zaangażowaniem opowiadała o historii i dziejach teatru. Zazwyczaj, gdy ktoś opowiada zbyt dużo, wyłączam się po jakiś 10 minutach, a tutaj wysłuchałam uważnie wszystkiego i wszystko było naprawdę bardzo interesujące. Zachęcam każdego kto waha się czy zwiedzanie teatru jest czymś ciekawym.
Galerię Umberto I odwiedzałam praktycznie cały czas, gdyż mieszkałam naprzeciwko wejścia do niej. Galeria jest w remoncie (jak to powiedział mój kolega " w remoncie od zawsze na zawsze" ) przez co nie robi aż takiego wrażenia jak chociażby Galeria Vittorio Emanuele II w Mediolanie. Nie robi aż takiego wrażenia, a przecież została zaprojektowana przez tego samego architekta! Jak dla mnie jest jednak o wiele bardziej uboższą mediolańską wersją. Jedyny punkt wspólny to mcdonald! Ahah. Jeden z kolegów powiedział też mijając ją "W Mediolanie w Galerii mają Gucciego i Pradę. W Neapolu w Galerii mamy gruz i robotników!" ;) Zapamiętały mi się te słowa, bo trudno się z tym nie zgodzić. Galeria Umberto I jest dość mała, pozbawiona ozdób, które podziwiać możemy w Mediolanie, a przede wszystkim właśnie bardzoooo źle zagospodarowana. ;) Jedyne co zaobserwowałam to to, że co wieczór w okolicy McDonalda odbywają się tańce. :D Tańce polegają na tym, że przychodzi pan z mikrofonem i głośnikami i zaczyna śpiewać piosenki typu włoskie disco polo, a następnie łapie nieświadome niczego, przechodzące kobiety i zaczyna z nimi tańczyć.
Która atrakcja zaciekawiła was najbardziej? Napiszcie mi koniecznie!
Nieważne jak dobrze znam miasto, zawsze najbardziej polegam na "lokalsach" i czuję się niezwykle wyróżniona, gdy w jakimś mieście mam kogoś znajomego i dzięki temu wiem gdzie zjeść naprawdę najlepszą pizzę (a nie tylko to co reklamują jako "najlepszą".;), na której stacji wsiąść do pociągu, aby ominąć tłumy pozostałych turystów i przede wszystkim co naprawdę jest warte uwagi i gdzie przystanąć na dłużej. (Tutaj w pamięci od razu mam moją ukochaną S. z którą moja kwietniowa wycieczka po Mediolanie była niczym tor przeszkód i wyścig w jednym;D).
Takim to właśnie sposobem trafiłam do Napoli Sotterranea! Ja nie miałam pojęcia o tym miejscu i szczerze pewnie bym się nie dowiedziała, bo budynek, z którego schodzi się w podziemia nie rzuca się specjalnie w oczy mimo, iż jest w centralnej części miasta. Dostałam więc rekomendację jakie to wspaniałe miejsce i jak koniecznie trzeba je zobaczyć, no więc... wybrałam się. Nie żałuję jakoś specjalnie, że tam poszłam, bo miejsce z pewnością jest warte uwagi, z pewnością bardzo oryginalne i nigdy wcześniej o nim nie słyszałam! Jedynym minusem było to, że naprawdę czułam lęk w niektórych momentach wycieczki. Wycieczka po Sotteranea polega na tym, że schodzimy głęboko, głęboko pod ziemię gdzie jest już dość zimno i wilgotno. Z ust leci para, ma się uczucie takiego dziwnego oblepienia ciała. Korytarze, którymi się chodzi są szerokości szczupłej osoby i nawet ja kilkakrotnie ocierałam się dość mocno o kamienne przejście mimo, że należę do osób szczupłych. Osoby puszyste raczej nie miałyby szans tamtędy przejść. Kolejnym minusem jest to, że wąskie korytarze zdają się nie mieć końca, a w nich nie ma światła! Nie masz więc pojęcia czy zaraz nie zaczną się schody lub gwałtowne zejście w dół. W połowie wycieczki dostaje się świeczki, które tak naprawdę nie dają żadnego światła i jedynie dodają zmartwień. Ja na przykład cały czas byłam pewna, że idący za mną ludzie podpalą mi włosy.;D Po jakieś godzinie spędzonej pod ziemią, w końcu wychodzi się na zewnątrz gdzie wysłuchać jeszcze możemy opowieści o tym miejscu + zwiedzić pozostałości teatru. Wycieczka łącznie trwa ok. półtorej godziny i kosztuje 10 euro. Czy wybrałabym się ponownie? Raczej nie, ale tylko z tego względu, że chodzenie ze świeczkami wąskimi korytarzami raczej nie jest przyjemnością do powtórki, zwłaszcza, gdy kosztuje 10 euro.
Niemniej jednak cieszę się, że w ogóle mogłam poznać takie miejsce, bo nigdy wcześniej o nim nie słyszałam.
(https://www.napolisotterranea.org/)
La cappella Sansevero była kolejnym miejscem, o którym nie wiedziałam mimo, iż zdaje się być dość popularną atrakcją. Powiem szczerze- nie chciałam się tam wybierać, ale zostałam namówiona i przekonana słowami, że to najlepsza neapolitańska atrakcja i jeśli tego nie zobaczę to w ogóle moja wycieczka była bezsensowna. Wejście kosztuje 4, albo 5 euro, ale wydaje mi się, że było to jednak 5 euro. I wiecie co? Nie żałuję! Nie można tam niestety robić żadnych zdjęć więc postaram się dodać coś z internetu, ale moim zdaniem żadna fotografia nie odda jej piękna! Rzeźba Chrystusa umiejscowiona centralnie, robi piorunujące wrażenie, a jednocześnie wprowadza lekki niepokój. "Mam wrażenie, że zaraz otworzy oczy"- powiedziała moja koleżanka i naprawdę takie można było odnieść wrażenie. Cała kaplica- muzeum wypełniona jest cudownymi rzeźbami i naprawdę jest to miejsce top do odwiedzenia podczas pobytu w Neapolu! Z boku sali znajdują się także dwa ciała- kobiety i mężczyzny, które pełniły rolę modeli anatomicznych. O ile Sotteranea było fajną przygodą, ale niekoniecznie potrzebną, tak odwiedzenie capella Sansevero to całkowity must visit i na pewno jeszcze tam wrócę, bo za te 5 euro można napatrzeć się na prawdziwe cuda. Dla jednych to dużo, dla innych mało, a ja uważam, że jest to optymalna cena jak na muzeum.
Odwiedzenie teatru San Carlo było sprawą dość niepewną. Od dawna chciałam zobaczyć jego wnętrze, ale z drugiej strony wciąż nie byłam pewna czy zrobić to już teraz... Ostatecznie kupiłam jednak bilet, który kosztował mnie 7 euro (pamiętajcie moi drodzy, że w większości miejsc we Włoszech do 25 roku życia bilety są znacznie tańsze!) i odczekałam około 30 minut, bo tyle zostało do rozpoczęcia wycieczki. Teatru nie zwiedza się na własną rękę tylko zbiera grupę ok.20 osób, którą oprowadza przewodnik. Ja trafiłam na bardzo miłą panią, która nie była Włoszką, ale płynnie opowiadała po włosku i angielsku dzięki czemu każdy mógł być usatysfakcjonowany. :) Wnętrze teatru zrobiło na mnie wrażenie i bardzo podobała mi się forma samej wycieczki, ponieważ my- zwiedzający mogliśmy spokojnie usiąść na widowni, a pani przewodnik z wielkim zaangażowaniem opowiadała o historii i dziejach teatru. Zazwyczaj, gdy ktoś opowiada zbyt dużo, wyłączam się po jakiś 10 minutach, a tutaj wysłuchałam uważnie wszystkiego i wszystko było naprawdę bardzo interesujące. Zachęcam każdego kto waha się czy zwiedzanie teatru jest czymś ciekawym.
Galerię Umberto I odwiedzałam praktycznie cały czas, gdyż mieszkałam naprzeciwko wejścia do niej. Galeria jest w remoncie (jak to powiedział mój kolega " w remoncie od zawsze na zawsze" ) przez co nie robi aż takiego wrażenia jak chociażby Galeria Vittorio Emanuele II w Mediolanie. Nie robi aż takiego wrażenia, a przecież została zaprojektowana przez tego samego architekta! Jak dla mnie jest jednak o wiele bardziej uboższą mediolańską wersją. Jedyny punkt wspólny to mcdonald! Ahah. Jeden z kolegów powiedział też mijając ją "W Mediolanie w Galerii mają Gucciego i Pradę. W Neapolu w Galerii mamy gruz i robotników!" ;) Zapamiętały mi się te słowa, bo trudno się z tym nie zgodzić. Galeria Umberto I jest dość mała, pozbawiona ozdób, które podziwiać możemy w Mediolanie, a przede wszystkim właśnie bardzoooo źle zagospodarowana. ;) Jedyne co zaobserwowałam to to, że co wieczór w okolicy McDonalda odbywają się tańce. :D Tańce polegają na tym, że przychodzi pan z mikrofonem i głośnikami i zaczyna śpiewać piosenki typu włoskie disco polo, a następnie łapie nieświadome niczego, przechodzące kobiety i zaczyna z nimi tańczyć.
Która atrakcja zaciekawiła was najbardziej? Napiszcie mi koniecznie!
wtorek, 10 października 2017
#183 Neapol cz.2- lungomare, castel dell'ovo, castel nuovo.
Witajcie kochani w drugim z kolei neapolitańskim poście.
Dziś zabieram was w 3 piękne miejsca z czego jedno całkowicie magiczne. Gdy po raz pierwszy byłam w Neapolu widziałam to miejsce z pewnej odległości i marzyłam o dniach spędzonych spokojnie właśnie tam. Mogłabym spędzać tam całe dnie, całe noce, poranki i zmierzchy. Mogłabym czytać tam książki, uczyć się, rozmyślać, pisać. Mogłabym zaprzedać duszę temu miejscu.
O czym mowa?
O neapolitańskim lungomare, promenadzie, która ciągnie się wzdłuż morza i z każdego punktu pozwala podziwiać Wezuwiusza. Nie będzie to dla was zaskoczeniem, gdy powiem wam, że na tej promenadzie przesiedziałam pół swojego wyjazdu. Spacerowałam po niej w jedną i drugą, siedziałam, obserwowałam, robiłam zdjęcia, jadłam w drogich knajpkach tylko po to by móc jeszcze na nią patrzeć. To było pierwsze miejsce po Piazza Plebiscito, do którego zmierzałam od razu po przyjeździe starając się je wymacać w mroku. To było też ostatnie, którego opuścić nie chciałam.
Jestem jednym z tych marzycieli, który o wszystkim myśli za długo i za intensywnie, ale wyobrażałam sobie spokój na lungomare tak długo, że po znalezieniu się tam, oczy wypełnione miałam łzami nie mogąc uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Chciałam, żeby czas w końcu stanął w miejscu. Obserwowałam Wezuwiusza, który po woli stawał się różowy, różowo błękitny, różowo pomarańczowy i pierwszy raz od dawna czułam się wolna i szczęśliwa. Oczy miałam lekko wilgotne, gdy wyksztusiłam w końcu z siebie, że to jest najpiękniejsze miejsce jakie w życiu widziałam. Mój kolega uśmiechnął się i powiedział- Najlepsze na świecie, teraz w końcu to rozumiesz.
Zrozumiałam i to naprawdę do mnie dotarło. Zrozumiałam, że nie ma nic spokojniejszego, nic bardziej harmonijnego pomiędzy błękitem morza, niebieskością nieba i mocą Vesuvio, który niczym strażnik ludzkich istnień wyznacza ich tor.
Nie ma w tych słowach żadnej przesady. Neapol od 5 lat miał w moim sercu szczególne miejsce, ale dopiero teraz wchłonęłam go całkowicie pod skórę i zrozumiałam dlaczego tak bardzo go kocham.
Dziś zabieram was w 3 piękne miejsca z czego jedno całkowicie magiczne. Gdy po raz pierwszy byłam w Neapolu widziałam to miejsce z pewnej odległości i marzyłam o dniach spędzonych spokojnie właśnie tam. Mogłabym spędzać tam całe dnie, całe noce, poranki i zmierzchy. Mogłabym czytać tam książki, uczyć się, rozmyślać, pisać. Mogłabym zaprzedać duszę temu miejscu.
O czym mowa?
O neapolitańskim lungomare, promenadzie, która ciągnie się wzdłuż morza i z każdego punktu pozwala podziwiać Wezuwiusza. Nie będzie to dla was zaskoczeniem, gdy powiem wam, że na tej promenadzie przesiedziałam pół swojego wyjazdu. Spacerowałam po niej w jedną i drugą, siedziałam, obserwowałam, robiłam zdjęcia, jadłam w drogich knajpkach tylko po to by móc jeszcze na nią patrzeć. To było pierwsze miejsce po Piazza Plebiscito, do którego zmierzałam od razu po przyjeździe starając się je wymacać w mroku. To było też ostatnie, którego opuścić nie chciałam.
Jestem jednym z tych marzycieli, który o wszystkim myśli za długo i za intensywnie, ale wyobrażałam sobie spokój na lungomare tak długo, że po znalezieniu się tam, oczy wypełnione miałam łzami nie mogąc uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Chciałam, żeby czas w końcu stanął w miejscu. Obserwowałam Wezuwiusza, który po woli stawał się różowy, różowo błękitny, różowo pomarańczowy i pierwszy raz od dawna czułam się wolna i szczęśliwa. Oczy miałam lekko wilgotne, gdy wyksztusiłam w końcu z siebie, że to jest najpiękniejsze miejsce jakie w życiu widziałam. Mój kolega uśmiechnął się i powiedział- Najlepsze na świecie, teraz w końcu to rozumiesz.
Zrozumiałam i to naprawdę do mnie dotarło. Zrozumiałam, że nie ma nic spokojniejszego, nic bardziej harmonijnego pomiędzy błękitem morza, niebieskością nieba i mocą Vesuvio, który niczym strażnik ludzkich istnień wyznacza ich tor.
Nie ma w tych słowach żadnej przesady. Neapol od 5 lat miał w moim sercu szczególne miejsce, ale dopiero teraz wchłonęłam go całkowicie pod skórę i zrozumiałam dlaczego tak bardzo go kocham.
"Można o tym wszystkim mówić i opowiadać, można malować, ale to, co się widzi, przekracza wszelkie wyobrażenia. Brzegi, zatoki, Wezuwiusz, miasta, przedmieścia, zamki, wille! Wieczorem wybraliśmy się jeszcze do groty Posilippo i trafiliśmy na chwilę, gdy słońce, zachodząc z przeciwnej strony, oświetlało jej wnętrze. Wybaczam wszystkim, którzy w Neapolu odchodzą od zmysłów. Przypominam sobie ze wzruszeniem mego ojca, który zachował na zawsze niezatarte wrażenie po obejrzeniu tego wszystkiego, co dziś widziałem po raz pierwszy. Mówią, że człowiek, który widział ducha, nigdy już nie będzie wesoły. O moim ojcu można by powiedzieć coś wręcz przeciwnego: nigdy nie poddawał się bez reszty ponurym nastrojom, bo zawsze mógł wspominać Neapol. Zachowuję niewzruszony spokój, co zresztą leży w moim usposobieniu, ale szeroko, bardzo szeroko otwieram oczy, kiedy widzę cuda."
J.W. Goethe
"Neapol nie jest miastem, jest światem."
M. Masini
"Wróciłem do Włoch, do Neapolu, ponieważ dla mnie Italią jest Neapol. Neapol jest rzeczą, która najbardziej przekonuje mnie do Włoch."
A. De Laurentiis
(Większość cytatów tak jak i 2 z 3 powyższych nie są przetłumaczone na język polski(albo o tym nie wiem), nie są też zbyt popularne więc jeśli chcecie mogę przygotować dla was więcej takich wprowadzających w klimat cytatów!)
Nigdy o tym nie mówiłam, ale kilka miesięcy temu miałam sen, z którego nie chciałam się budzić. Siedziałam na lungomare i obserwowałam wschód słońca. Widziałam podpływające do brzegu łodzie rybackie, widziałam słońce unoszące się coraz wyżej nad drżącą taflą wody. Czułam spokój na mojej twarzy i w jakiś dziwny sposób zdawałam sobie sprawę z tego, że jedynie śnię. To pewnie przyczyniło się do moich wilgotnych oczu.
Idąc Lungomare prędzej czy później (zależnie, z której strony się idzie) przed człowiekiem wyrośnie monumentalny Castel dell'ovo. Oh co za piękne widoki rozpościerają się z jego okien i tarasów! To tam spotkałam sławną mewę, która zawsze towarzyszy neapolitańskim zdjęciom (lol naprawdę zaczynam podejrzewać, że to zawsze jest jedna i ta sama...) i zrobiłam jej milion fotek, tak dla upamiętnienia, że i mi udało się ją spotkać... Wejście na castel dell'ovo jest nieodpłatne i w sumie jedyne co może cię spotkać to zaczepienie przez dziesiątki sprzedawców z Afryki i Azji, którzy będą próbować sprzedać ci breloczki, bransoletki, zabawki... ewentualnie też będą krzyczeć za tobą "Bella", "Carina", Sposami"...
Sam Castel dell'ovo jest zamkiem średniowiecznym, usytuowanym na małej wysepce i to właśnie dlatego sprawia wrażenie usytuowanego pośrodku morza. Jego nazwa (Castel dell'ovo znaczy tyle co zamek jajeczny) wzięła się z pewnej legendy mówiącej o tym, że Wergiliusz będący w posiadaniu magicznego jajka, umarł w Neapolu, a owe jajko zostało wmurowane w fundament zamku co zapewniło mu niezniszczalność.
Castel Nuovo znajduje się w bardziej centralnej części miasta, niedaleko teatru San Carlo. Jeśli zaczniecie swoje zwiedzanie od Castel dell'ovo, możecie być zaskoczeni, bo Castel nuovo sprawia wrażenie jeszcze większego! Castel nuovo powstał w XIII wieku dla Karola Andegaweńskiego i do tej pory jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta. Nie wchodziłam do środka, wybrałam inne atrakcje do zobaczenia i jakoś później nie chciało nam się już do niego wracać. Ok, może brzmi to dziwnie. Mijałyśmy Castel nuovo kilkanaście razy. Następnym razem obiecuję się wybrać!
Dajcie znać jak podobał wam się kolejny wpis z neapolitańskiej serii i koniecznie napiszcie mi czy bylibyście zainteresowani notką o współczesnych problemach Neapolu, a nie tylko słodzeniem o tym co cieszy oczy! :)
piątek, 6 października 2017
#182 Neapol cz.1 Quartieri Spagnoli, Piazza Plebiscito, Palazzo Reale...
Dzień dobry moi kochani!
Ale długo mnie tu nie było, kto zauważył brak mojej obecności? ;)
Moja nieobecność spowodowana była wyjazdem do Neapolu, a po powrocie brakiem weny by zająć się wpisami. Teraz już jestem i mam zamiar przygotować dla was 10 (tak, 10!) wpisów o Neapolu i okolicznych miastach. Niezmiernie się cieszę, że będę mogła podzielić się z wami moim ulubionym miejscem na całej ziemi i przekazać wam trochę neapolitańskiego piękna. Ostatnim razem w Neapolu spędziłam zbyt mało czasu by móc się nim nacieszyć i od tego czasu cały czas dojrzewała we mnie chęć powrotu do najpiękniejszego miasta jakie me oczy widziały. Nie bez powodu poświęciłam Napoli cały długi licencjat. ;)
Nie sposób się jednak nie zgodzić z powiedzonkiem, iż Neapol można pokochać, albo znienawidzić i nie da się pozostać wobec niego neutralnym. Neapol jest miastem pełnym kontrastów i rzeczy, które przerazić mogą niedoświadczonego italopodróżnika.
Musicie przejść przez ulicę szerokości warszawskiej Marszałkowskiej tyle, że bez świateł? Nic trudnego. ;) Po prostu wychodzicie na ulicę, ale nie liczcie na to, że ktokolwiek się zatrzyma! Samochody i skutery po prostu w jakiś nieznany mi i magiczny sposób ominą was z każdej strony. Najważniejsze, aby pamiętać o nie zatrzymywaniu się i Broń boże nie cofaniu się! Najpewniej jedynymi autami, które się zatrzymają będą policyjne, których w mieście nie brakuje, ale nie robiłabym sobie nadziei na cud, bo pozostałe pojazdy i tak będą jechać prosto na ciebie, nic nie robiąc sobie obecności policjantów.
Hitem nad hitami było, gdy sobotniej nocy wracałam ze znajomymi do hotelu i nagle prosto na nas, po chodniku sunął rozpędzony skuter! Krzyknęłam z sercem w gardle "Oddio!" (O Boże) czym rozśmieszyłam wszystkich moich, przyzwyczajonych do tego towarzyszy. Niemniej jednak dzięki mojemu krzykowi przerażenia zapewniłam sobie idealną ochronę. M. jedna z Włoszek już do końca drogi pilnowała, abym nie wpadła pod żaden samochód i dawała mi jasne wskazówki: idź, stój, uważaj, teraz. ;D
Neapol nie jest też miastem najwyższych standardów. Opakowania po tym co zjedliśmy i wypiliśmy po prostu zostawialiśmy na środku ulicy (O zgrozo). Sklepy odzieżowe na głównej ulicy nocą po prostu zastawiają wejścia setkami kartonów po zmianie kolekcji i nikt o to nie dba jeśli śmieciarka nie zabierze tego przez kilka dni. Psy, których jest od groma po prostu załatwiają się na ulicy, bo trawniki w centrum nie istnieją.
Po takim opisie można pomyśleć, że Neapol to kraj trzeciego świata, ale wystarczy zrobić kilkanaście kroków w dół na lungomare, aby zaniemówić i zapomnieć o wszystkich złych słowach rzucanych w myślach na Napoli. Lungomare w środku tygodnia jest oazą spokoju, jednym z najspokojniejszych miejsc w jakim kiedykolwiek byłam. W weekend odwiedzane jest za to przez mieszkańców i turystów i zwłaszcza wieczorem zaczyna tętnić życiem.
Nie liczą się dla mnie wszystkie minusy, które można by było wymieniać i wymieniać, kocham ten neapolitański chaos. Lubię jak dużo się dzieje, lubię manewrować między ludźmi, lubię życzliwe uśmiechy i pozdrowienia. Lubię sposób w jaki zasypia Piazza Plebiscito i w jaki wszystko milknie u stóp Wezuwiusza. Czuję się bardziej żywa w Neapolu niż w jakimkolwiek innym miejscu na świecie.
Tym krótkim (albo i nie tak krótkim) wstępem, chciałabym zabrać was w 10 odcinkową podróż po zapierających dech w piersiach miejscach i pokazać wam kawałek mojej ukochanej ziemi. Na pierwszy ogień pójdzie kilka neapolitańskich miejsc.
1. Quartieri Spagnoli.
Właśnie w tej okolicy mieszkałyśmy z koleżanką. Dzielnica złodziei zrywających torebki przechodzącym ciemnymi uliczkami kobietom, tak mówią. Część Quartieri Spagnoli faktycznie wieczorem sprawia wrażenie miejsca pogrążonego w mroku i zapomnianego, ale to tylko złudzenie! W każdej z odnóg nie brakuje restauracji, które wręcz nachalnie próbują pozyskać klientów. Siadasz przy jednym ze stolików stojących praktycznie na ulicy i rozkoszujesz się pysznym (i tanim;)) jedzeniem, obserwując starsze kobiety stojące na balkonach kamienic i wołające do siebie przez całą szerokość uliczki. Może się to wydawać dość zabawne, ale w rzeczywistości te uliczki są tak wąskie, że stojące na przeciw siebie kobiety, z łatwością mogłyby podawać sobie pranie. Uliczkami faktycznie non stop kręcą się młodzi chłopcy na skuterach, ale na całe szczęście nie widziałam, aby kogokolwiek napadali. ;)
Quartieri Spagnoli jest miejscem tak charakterystycznym, że nie sposób nie wejść tam choć na trochę będąc w Neapolu. Jak dla mnie te uliczki są jak zatrzymanie czasu, który płynie tam zupełnie inaczej. Nie macie pojęcia ile razy wyobrażałam sobie siebie stojącą pod neapolitańskimi tabliczkami z cytatami o miłości. Myślałam o tym tak długo aż owe tabliczki tuż obok Wezuwiusza stały się dla mnie symbolem Neapolu. Stanie tam po raz pierwszy było tak przyjemnie grzejącym uczuciem w serduszku, że stawałam tam za każdym razem mijając to miejsce i za każdym razem czułam to samo. "Jesteś tu Moni!"
2. Via Toledo/Metropolitana Toledo.
Via Toledo jest dość długą ulicą biegnącą wzdłuż Quartieri Spagnoli i to właśnie przy niej spałyśmy. Według mnie jest to najlepszy możliwy punkt noclegowy w mieście, ponieważ wszędzie jest blisko i w każde interesujące miejsce można dojść na piechotę. Niestety przy ulicy jest dość głośno przez co 3 pierwsze noce prawie nie zmrużyłam oka, ale po tym czasie można się przyzwyczaić. ;) Via Toledo jest też wspaniałym punktem do robienia zakupów, gdyż znajdują się na niej ogromne ilości sieciówek i mniejszych sklepów. Na Via Toledo znajdziecie też kilka naprawdę dobrych cukierni- Casa Infante, sławny Gay Odin gdzie możecie kupić czekoladowego Wezuwiusza czy Gambrinus usytuowany już na rogu tej ulicy. Z małych knajpek oferujących jedzenie na wynos możecie natomiast kupić zawijaną pizzę, smażone ziemniaczki, albo pulpety. Wszystko tak samo pyszne!
Na ulicy znajduje się też wejście do 1 linii metra, na stację Toledo, która na żywo naprawdę robi wrażenie! Z pewnością wielu z was widziało w internecie zdjęcia schodów, które sprawiały wrażenie schodów do innej galaktyki. Tak, to właśnie stacja Toledo!
3. Piazza Plebiscito.
Możecie pomyśleć, że jestem szalona, ale Piazza Plebiscito była moim kolejnym must see odkąd pamiętam! Na zdjęciach sprawiała wrażenie wspaniałej, na żywo zaniemówiłam! Mieszkanie tuż obok niej było jak spełnienie marzeń. Pierwszego wieczoru stałam pośrodku niej i nie wiedziałam gdzie jeszcze skierować swój wzrok. To też na tej piazzy tego właśnie wieczoru pewien Jamajczyk próbował namówić nas na założenie z nim zespołu muzycznego.;D I to na tej piazzy ostatniego wieczoru śpiewałam "Mi sono innamorato di te..." przy akompaniamencie trąbki. Piazza Plebiscito jest miejscem wieczornych spotkań okolicznej młodzieży oraz zakochanych par, które całe dnie całują się na schodkach. Dla mnie Piazza Plebiscito zawsze kojarzyć się będzie z wielkim boiskiem, na którym dzieci grają w piłkę. W Neapolu brak zieleni oraz ogólnodostępnych boisk więc dzieci tworzą je sobie same, wszędzie gdzie się da.
4. Palazzo Reale.
Na przeciwko Piazza Plebiscito znajduje się Palazzo Reale. Swoją drogą pierwszego dnia mojego pobytu, zwolniony pracownik usiłował skoczyć z jego balkonu. Pod oknami rozstawiono materace, pojawiło się strasznie dużo policji, straży pożarnej i karetek. Nikt jednak nie próbował z nim porozmawiać ani ściągnąć go w jakiś sposób na dół. Policjanci palili papierosy, jedli kanapki, rozmawiali ze sobą. Spytałam kolegę Włocha, z którym wtedy szłam "Ej czemu oni nic nie robią? " "Piękne pytanie:D". Wyglądało to mniej więcej tak jakby wszystkim było całkowicie wszystko jedno.
Palazzo Reale w Neapolu jest jednym z czterech Pałaców Królewskich dynastii Burbonów. Jak ja im zazdroszczę takich posiadłości! ;)
W komentarzach koniecznie dajcie mi znać jak podobał wam się wpis!
PS. Chyba będzie 11 części, inaczej zamęczę was długością postów. ;)
Ale długo mnie tu nie było, kto zauważył brak mojej obecności? ;)
Moja nieobecność spowodowana była wyjazdem do Neapolu, a po powrocie brakiem weny by zająć się wpisami. Teraz już jestem i mam zamiar przygotować dla was 10 (tak, 10!) wpisów o Neapolu i okolicznych miastach. Niezmiernie się cieszę, że będę mogła podzielić się z wami moim ulubionym miejscem na całej ziemi i przekazać wam trochę neapolitańskiego piękna. Ostatnim razem w Neapolu spędziłam zbyt mało czasu by móc się nim nacieszyć i od tego czasu cały czas dojrzewała we mnie chęć powrotu do najpiękniejszego miasta jakie me oczy widziały. Nie bez powodu poświęciłam Napoli cały długi licencjat. ;)
Nie sposób się jednak nie zgodzić z powiedzonkiem, iż Neapol można pokochać, albo znienawidzić i nie da się pozostać wobec niego neutralnym. Neapol jest miastem pełnym kontrastów i rzeczy, które przerazić mogą niedoświadczonego italopodróżnika.
Musicie przejść przez ulicę szerokości warszawskiej Marszałkowskiej tyle, że bez świateł? Nic trudnego. ;) Po prostu wychodzicie na ulicę, ale nie liczcie na to, że ktokolwiek się zatrzyma! Samochody i skutery po prostu w jakiś nieznany mi i magiczny sposób ominą was z każdej strony. Najważniejsze, aby pamiętać o nie zatrzymywaniu się i Broń boże nie cofaniu się! Najpewniej jedynymi autami, które się zatrzymają będą policyjne, których w mieście nie brakuje, ale nie robiłabym sobie nadziei na cud, bo pozostałe pojazdy i tak będą jechać prosto na ciebie, nic nie robiąc sobie obecności policjantów.
Hitem nad hitami było, gdy sobotniej nocy wracałam ze znajomymi do hotelu i nagle prosto na nas, po chodniku sunął rozpędzony skuter! Krzyknęłam z sercem w gardle "Oddio!" (O Boże) czym rozśmieszyłam wszystkich moich, przyzwyczajonych do tego towarzyszy. Niemniej jednak dzięki mojemu krzykowi przerażenia zapewniłam sobie idealną ochronę. M. jedna z Włoszek już do końca drogi pilnowała, abym nie wpadła pod żaden samochód i dawała mi jasne wskazówki: idź, stój, uważaj, teraz. ;D
Neapol nie jest też miastem najwyższych standardów. Opakowania po tym co zjedliśmy i wypiliśmy po prostu zostawialiśmy na środku ulicy (O zgrozo). Sklepy odzieżowe na głównej ulicy nocą po prostu zastawiają wejścia setkami kartonów po zmianie kolekcji i nikt o to nie dba jeśli śmieciarka nie zabierze tego przez kilka dni. Psy, których jest od groma po prostu załatwiają się na ulicy, bo trawniki w centrum nie istnieją.
Po takim opisie można pomyśleć, że Neapol to kraj trzeciego świata, ale wystarczy zrobić kilkanaście kroków w dół na lungomare, aby zaniemówić i zapomnieć o wszystkich złych słowach rzucanych w myślach na Napoli. Lungomare w środku tygodnia jest oazą spokoju, jednym z najspokojniejszych miejsc w jakim kiedykolwiek byłam. W weekend odwiedzane jest za to przez mieszkańców i turystów i zwłaszcza wieczorem zaczyna tętnić życiem.
Nie liczą się dla mnie wszystkie minusy, które można by było wymieniać i wymieniać, kocham ten neapolitański chaos. Lubię jak dużo się dzieje, lubię manewrować między ludźmi, lubię życzliwe uśmiechy i pozdrowienia. Lubię sposób w jaki zasypia Piazza Plebiscito i w jaki wszystko milknie u stóp Wezuwiusza. Czuję się bardziej żywa w Neapolu niż w jakimkolwiek innym miejscu na świecie.
Tym krótkim (albo i nie tak krótkim) wstępem, chciałabym zabrać was w 10 odcinkową podróż po zapierających dech w piersiach miejscach i pokazać wam kawałek mojej ukochanej ziemi. Na pierwszy ogień pójdzie kilka neapolitańskich miejsc.
1. Quartieri Spagnoli.
Właśnie w tej okolicy mieszkałyśmy z koleżanką. Dzielnica złodziei zrywających torebki przechodzącym ciemnymi uliczkami kobietom, tak mówią. Część Quartieri Spagnoli faktycznie wieczorem sprawia wrażenie miejsca pogrążonego w mroku i zapomnianego, ale to tylko złudzenie! W każdej z odnóg nie brakuje restauracji, które wręcz nachalnie próbują pozyskać klientów. Siadasz przy jednym ze stolików stojących praktycznie na ulicy i rozkoszujesz się pysznym (i tanim;)) jedzeniem, obserwując starsze kobiety stojące na balkonach kamienic i wołające do siebie przez całą szerokość uliczki. Może się to wydawać dość zabawne, ale w rzeczywistości te uliczki są tak wąskie, że stojące na przeciw siebie kobiety, z łatwością mogłyby podawać sobie pranie. Uliczkami faktycznie non stop kręcą się młodzi chłopcy na skuterach, ale na całe szczęście nie widziałam, aby kogokolwiek napadali. ;)
Quartieri Spagnoli jest miejscem tak charakterystycznym, że nie sposób nie wejść tam choć na trochę będąc w Neapolu. Jak dla mnie te uliczki są jak zatrzymanie czasu, który płynie tam zupełnie inaczej. Nie macie pojęcia ile razy wyobrażałam sobie siebie stojącą pod neapolitańskimi tabliczkami z cytatami o miłości. Myślałam o tym tak długo aż owe tabliczki tuż obok Wezuwiusza stały się dla mnie symbolem Neapolu. Stanie tam po raz pierwszy było tak przyjemnie grzejącym uczuciem w serduszku, że stawałam tam za każdym razem mijając to miejsce i za każdym razem czułam to samo. "Jesteś tu Moni!"
2. Via Toledo/Metropolitana Toledo.
Via Toledo jest dość długą ulicą biegnącą wzdłuż Quartieri Spagnoli i to właśnie przy niej spałyśmy. Według mnie jest to najlepszy możliwy punkt noclegowy w mieście, ponieważ wszędzie jest blisko i w każde interesujące miejsce można dojść na piechotę. Niestety przy ulicy jest dość głośno przez co 3 pierwsze noce prawie nie zmrużyłam oka, ale po tym czasie można się przyzwyczaić. ;) Via Toledo jest też wspaniałym punktem do robienia zakupów, gdyż znajdują się na niej ogromne ilości sieciówek i mniejszych sklepów. Na Via Toledo znajdziecie też kilka naprawdę dobrych cukierni- Casa Infante, sławny Gay Odin gdzie możecie kupić czekoladowego Wezuwiusza czy Gambrinus usytuowany już na rogu tej ulicy. Z małych knajpek oferujących jedzenie na wynos możecie natomiast kupić zawijaną pizzę, smażone ziemniaczki, albo pulpety. Wszystko tak samo pyszne!
Na ulicy znajduje się też wejście do 1 linii metra, na stację Toledo, która na żywo naprawdę robi wrażenie! Z pewnością wielu z was widziało w internecie zdjęcia schodów, które sprawiały wrażenie schodów do innej galaktyki. Tak, to właśnie stacja Toledo!
3. Piazza Plebiscito.
Możecie pomyśleć, że jestem szalona, ale Piazza Plebiscito była moim kolejnym must see odkąd pamiętam! Na zdjęciach sprawiała wrażenie wspaniałej, na żywo zaniemówiłam! Mieszkanie tuż obok niej było jak spełnienie marzeń. Pierwszego wieczoru stałam pośrodku niej i nie wiedziałam gdzie jeszcze skierować swój wzrok. To też na tej piazzy tego właśnie wieczoru pewien Jamajczyk próbował namówić nas na założenie z nim zespołu muzycznego.;D I to na tej piazzy ostatniego wieczoru śpiewałam "Mi sono innamorato di te..." przy akompaniamencie trąbki. Piazza Plebiscito jest miejscem wieczornych spotkań okolicznej młodzieży oraz zakochanych par, które całe dnie całują się na schodkach. Dla mnie Piazza Plebiscito zawsze kojarzyć się będzie z wielkim boiskiem, na którym dzieci grają w piłkę. W Neapolu brak zieleni oraz ogólnodostępnych boisk więc dzieci tworzą je sobie same, wszędzie gdzie się da.
4. Palazzo Reale.
Na przeciwko Piazza Plebiscito znajduje się Palazzo Reale. Swoją drogą pierwszego dnia mojego pobytu, zwolniony pracownik usiłował skoczyć z jego balkonu. Pod oknami rozstawiono materace, pojawiło się strasznie dużo policji, straży pożarnej i karetek. Nikt jednak nie próbował z nim porozmawiać ani ściągnąć go w jakiś sposób na dół. Policjanci palili papierosy, jedli kanapki, rozmawiali ze sobą. Spytałam kolegę Włocha, z którym wtedy szłam "Ej czemu oni nic nie robią? " "Piękne pytanie:D". Wyglądało to mniej więcej tak jakby wszystkim było całkowicie wszystko jedno.
Palazzo Reale w Neapolu jest jednym z czterech Pałaców Królewskich dynastii Burbonów. Jak ja im zazdroszczę takich posiadłości! ;)
W komentarzach koniecznie dajcie mi znać jak podobał wam się wpis!
PS. Chyba będzie 11 części, inaczej zamęczę was długością postów. ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



