Etykiety

sobota, 19 listopada 2016

#100 Włochy kryminalnie.

Ciao! :)
Wybranie tematyki wpisu nie jest łatwe. Zawsze najwięcej czasu zajmuje mi zdecydowanie się, który temat najlepiej byłoby poruszyć teraz, a który w następnej kolejności. Z początku myślałam też, że wpis nr 100 powinien być czymś specjalnym, ale ostatecznie uznałam, że każda notka, która ujrzy światło dzienne jest w jakimś stopniu specjalna więc nie warto zbytnio kombinować ;)
Dziś chciałabym przedstawić wam drugą część kryminalnych historii z półwyspu Apenińskiego.
Zbrodnia w Perugii, bo to o niej będę pisać, przez długi czas była na świeczniku całych Włoch, a prawdopodobnie mogę zaryzykować i powiedzieć- na świeczniku całego świata. To co się wydarzyło między grupką studentów było na tyle wstrząsające, że media od razu podchwyciły wątek i zrobiły z tego sensację dla mas. Niekończące się spekulacje, nowe tropy, setki wywiadów, artykułów, aż w końcu film inspirowany całą historią. Do obejrzenia, ale niespecjalnie porywający ("Twarz anioła").
Trochę tak jakby reżyser zapomniał, że to wszystko działo się naprawdę. Że brutalnie zamordowana została młoda dziewczyna z Anglii.
Przez kogo?
Wydawało się, że to wiedzą wszyscy. Czy jednak na pewno?
Meredith
Tym, którzy pierwszy raz słyszą o sprawie, z pewnością jestem winna krótkie wyjaśnienia.
1 listopada 2007r. w pięknej Perugii wydarzyło się coś tragicznego. Zamordowana została młodziutka Brytyjka- Meredith Kercher, która studiowała w tym mieście w ramach studenckiej wymiany studentów Erasmus. Wynajmowała mieszkanie wraz z dwoma także studiującymi Włoszkami. Na niecałe dwa miesiące przed śmiercią, do dziewczyn wprowadziła się Amanda Knox, zamożna (co nie pozostaje bez znaczenia) uczennica z USA.
Według ustaleń śledczych, rozrywkowa (oj tak zdecydowanie należała do rozrywkowych dziewczyn) Amanda postanowiła wyprawić halloweenowe party w domu wynajmowanym z koleżankami. Impreza miała zamienić się w niezłą libację alkoholową połączoną z dużą ilością narkotyków. Następnego dnia Meredith już nie żyła.
Ofierze podcięto gardło i zadano ponad 40 ran kutych. Śledczy ustalili, że jej śmierć była bardzo powolna, a sama dziewczyna niewiarygodnie cierpiała pozostając świadoma praktycznie do swoich ostatnich tchnień życia.
Wytypowanie oskarżonych nie było trudne. Praktycznie od razu w ręce policji wpadli: Amanda Knox, jej włoski chłopak Raffaele Sollecito i ich kolega, pochodzący z Afryki, Rudy Guede. Śledczy ustalili, że najprawdopodobniej do zbrodni doszło, gdy Meredith odmówiła udziału w orgii. Wtedy to Raffaele i Rudy mieli trzymać ofiarę, a Amanda powolnym ruchem podcinać jej gardło i zadawać kolejne ciosy. Pojawiły się spekulacje na temat tego, że Brytyjka została dodatkowo zgwałcona, była naga. Oczywiście cała trójka próbowała jak najszybciej się z tego wykręcić. Spanikowany Rudy, od razu po zabójstwie uciekł do Niemiec i dopiero tam został złapany. Tłumaczył to tym, że jest niewinny, a bezlitosna Amanda i jej chłopak próbują go wrobić. Para także próbowała zrzucić winę na innych. Uważali, że do domu ktoś się włamał i zabił Meredith, a oni nie mają z tym nic wspólnego. Na nic jednak te tłumaczenia. W mieszkaniu zabezpieczono krwawy odcisk dłoni Rudy'ego. Na nożu, który był narzędziem zbrodni odciski palców Amandy, a na staniku ofiary, DNA Raffaela. Naga, zamordowana dziewczyna przykryta była prześcieradłem. Śledczy uznali, że taki gest wykonać mogła najpewniej kobieta. Okryć zwłoki prześcieradłem. Sąsiadka studentek wyznała, że słyszała krzyki i widziała uciekającą parę, którą mogli być właśnie Amanda i Raffaele. Sama Knox nawet w najmniejszym stopniu nie przejęła się zbrodnią. Następnego dnia po morderstwie, całowała się namiętnie ze swoim włoskim kochankiem na jednej z ulic. Na rozprawy zawsze przybywała roześmiana, kolorowo ubrana, jednym słowem- szczęśliwa.
Jak to się skończyło?
Guede skazany został na 30 lat pozbawienia wolności, ale później wyrok obniżono do 16. Amanda skazana została na 26 lat, a Raffaele na 25. Na tym jednak nie koniec. W 2011 w sprawie znaleziono luki, uznano, że popełniono zbyt wiele błędów. Doszło do apelacji. W styczniu 2014, para ponownie została skazana. Ona na 28,5 lat, Raffaele stale na 25. Amanda jednak coraz szybciej stawała się ulubienicą mediów. Opisywano ją jako "morderczynię o twarzy anioła", "piękną i niewinną". Za Amandą stały oczywiście ogromne pieniądze. Za dziewczyną wstawił się sam Donald Trump, a jej rodzice wynajęli specjalistę od PR, który rozpoczął tworzenie akcji pt"Amanda jest niewinna". Podczas, gdy włoskie i brytyjskie media domagały się skazania dziewczyny i nie pozostawiały na niej suchej nitki, amerykańskie dzienniki przedstawiały ją jako anioła, który padł ofiarą włoskich, nieporadnych śledczych.
W 2014 roku para została uniewinniona.
Amanda na nowo stała się słodką ulubienicą mediów, które były w stanie zrobić wszystko, aby namówić dziewczynę na wywiad...
W całej tej sprawie wszyscy zapomnieli o Meredith. 22 latce, która przecież ktoś jednak brutalnie zamordował (i najpewniej była to Amanda)! Podczas, gdy bliscy opłakiwali ofiarę, media zachwycały się nowymi strojami Knox i jej nieskazitelną urodą. Ofiara została pogwałcona po raz drugi.
Nic dziwnego, że więcej informacji w internecie można znaleźć wpisując Amanda Knox niż Meredith Kercher....



Amanda oraz okładka jej książki

Jeden z filmów opartych na historii

Pierwsza część wywiadu/artykułu o Amandzie

Słyszeliście o tej zbrodni? 

środa, 16 listopada 2016

#99 5 miejsc we Włoszech gdzie mogłabym zamieszkać.

Witajcie kochani! :)
Jeśli jesteście ze mną już dłużej czyli przynajmniej od początków tego bloga (niektórzy może są jeszcze z poprzedniego, prawie 7 letniego? <3)to na pewno wiecie, że moje życie i myśli stale krążą wokół Włoch oraz tego gdzie w przyszłości mogłabym znaleźć dla siebie bezpieczną przystań. Mam swoją listę (jakże długą) trzech miejsc gdzie byłoby mi najłatwiej z wielu względów, ale wam jej nie zdradzę. Nie chcę zdradzać tych względów, a poza tym nie są to moje wymarzone miejsca. Jakiś czas temu doszło czwarte miejsce, które zdradzę wam pod koniec tego postu jako nr 5. Może słowo, że doszło jest zbyt poważne... Ono dopiero dochodzi, dojrzewa, dopiero nabieram do niego zaufania.
Gdzie jednak zamieszkałabym gdybym mogła rzucić wszystko w minutę i się tam przenieść?

1. Rzym
Nie wiem czy to duże zaskoczenie dla was czy też nie.
Moje rzymskie wakacje nie należały do najszczęśliwszych na świecie, ale... Wiecie jak to jest, gdy nagle znajdujecie się w miejscu zapierającym dech w piersiach? Nagle wszelkie problemy oraz dolegliwości stają się małe, malutkie. Nagle i ty sam stajesz się tyci tyci. Te wszystkie miejsca, o których czytałeś czy oglądałeś w TV nagle znajdują się przed tobą i są milion razy lepsze niż mogłeś to sobie wyobrazić w najśmielszych snach. Nagle stajesz na jednym z mostów na Tybrze i zaczynasz rozumieć, że para oczu to za mało, aby zarejestrować wszystko.
Opowiem wam o wszystkich rzymskich obsesjach we wpisie poświęconym Rzymowi. :)
2.  Aquileia
To jedno z tych miejsc, które nigdy mi się nie znudzą mimo, że byłam tam wiele wiele razy. Za każdym razem patrzę na nie inaczej mimo, iż pamiętam każdy najdrobniejszy szczegół. Setki razy szłam już tą ocienioną aleją i drugie tyle jadłam tam zimnego arbuza przy jednym z drewnianych stołów w najlepszej knajpce na świecie oferującej właśnie wino i zimne arbuzy mniam! Odnalazłabym się tam bez problemu mimo, iż od zawsze uważam, że północ kraju nie za bardzo jest dla mnie.
3. Siena
Tutaj mamy sytuacje podobną do Aquilei. Siena to miasto, w którym byłam wielokrotnie, podczas jednych wakacji byłam tam praktycznie przez cały czas. Już podczas mojej pierwszej wizyty, powiedziałam sobie, że chciałabym tam zamieszkać. Codziennie gubić się w tych wąskich, urokliwych uliczkach, jeść kawałki okropnej pizzy na głównym placu (bo nikt mi nie powie, że pizza sprzedawana na kawałki jest doskonała. Nawet we Włoszech!) i po prostu żyć. Podnosić głowę do góry stojąc pośrodku placu i żyć.
4. Neapol
Ale nie samo centrum, bo mogłabym zwariować na stałe. Chciałabym zamieszkać gdzieś pomiędzy Neapolem, a Pompejami. Na tyle, abym zawsze mogła podskoczyć do Neapolu na Spaccanapoli, ale za to w leniwe weekendy powracać do Pompei i relaksować się. Mogłabym prowadzić naprawdę urokliwe życie na południu. Południe zdecydowanie jest moje i chyba właśnie poniżej Rzymu zaczynam czuć, że żyję.
 Moja przyjaciółka na jednej z napoletańskich ulic. O swoich zdjęciach z tego dnia, pragnę zapomnieć :D
 5. Mediolan?
To właśnie moja nowa i niepewna opcja na liście. Mediolan nigdy nie wydawał mi się miejscem dla mnie, a mimo to wielu ludzi mówiło mi: POWINNAŚ ZAMIESZKAĆ TAM, ale we mnie zawsze było tak dużo sceptycyzmu... Z wielu powodów, które zawsze przeważały. Po co wybierać Mediolan mając do wyboru Rzym, Neapol nawet Wenecję? Szaleństwo. Ostatnio moje nastawienie zaczęło się trochę zmieniać. Dzięki mojej cudownej, mediolańskiej przyjaciółce, która próbuje mnie przekonać do tego miasta i tworzy dla mnie długie listy, gdzie powinno się szukać pracy, gdzie wynająć mieszkanie, który hotel jest ok, gdzie zjeść najlepsze jedzonko, jakich miejsc unikać i gdzie są najpiękniejsze punkty widokowe. Jednym słowem WSZYSTKO. Nie wiem czy podzielimy się z wami wszystkimi sekretami, ale gdy do niej pojadę na pewno stworzymy wspólnego posta z cudownościami!
Zamazane zdjęcie i przekreślona nazwa są wyrazem mego niezdecydowania emocjonalnego. :P
Przypominam wam także moi drodzy, że klikając w zakładkę Włochy, znajdziecie wszystkie dotychczasowe posty o Italii!
A poniżej podlinkuję wam 3 najbliższe memu sercu, może ktoś nowy chętnie przeczyta zanim przekopie się przez kilkadziesiąt innych. :)
KLIK - o tym jak rozpoczęła się moja piękna historia.
KLIK -Wenecja rady praktyczne przed pierwszą podróżą.
KLIK - Włosi na przesłuchaniu, czyli o tym dlaczego Mediolan miałby być lepszy od Neapolu i czy naprawdę Mediolan nocą jest groźniejszy? 

Do napisania! :)

poniedziałek, 14 listopada 2016

#98 Film- Sconosciuta.

Witajcie kochani. :)
Dziś troszkę filmowo, bo dawno nie proponowałam wam niczego na długie, jesienne wieczory. Pomysłów na wpisy mam co prawda co niemiara i z pewnością dłuuuugo mi się nie skończą, ale właśnie próbując napisać coś innego, spojrzałam kątem oka na niekończącą się listę filmowych produkcji czekających na polecenie. Pora się za to wziąć, bo nigdy nie wyjdę na prostą. ;)

"Sconosciuta" jest pozycją przygnębiającą. Muszę powiedzieć to od razu, aby być z wami szczera. Dołuje i wywołuje niepokój już od pierwszej sceny, a co gorsza widz przez jakieś 3/4 filmu nie rozumie czemu dzieje się to co się dzieje. Jeśli myślicie, że to lepiej, jesteście w błędzie. Film staje się jeszcze trudniejszy w odbiorze, a my, widzowie, jeszcze bardziej zaplątani. Rosnące emocje, rysujące się na horyzoncie rozwiązanie i wychodzące na jaw nowe fakty, sprawiają, że chwilami brakuje nam tchu, powietrze gęstnieje od nadmiaru ukrywanych sekretów.

Sama fabuła jest na tyle wstrząsająca, że po skończeniu sensu, po prostu brakuje nam słów. Mi brakowało choć zazwyczaj filmy nie wywierają na mnie trwałego szoku. Siedziałam z ręką przyciśniętą do ust, jak gdybym bała się, że za moment zacznę krzyczeć. Chciałam krzyczeć, ale nic z tego. Film odebrał mi całą siłę.

Od przeszłości nie da się uciec. Wszelkie złe drogi, które obieramy i wszelkie nieodpowiednie decyzje, których bohaterami się stajemy, wpływają na nas i wracają jak boomerang w najmniej odpowiednim momencie. Na ekranie możemy obserwować wszystkie etapy historii Ireny (główna bohaterka). Poznajemy ją uwikłaną w mroczne sekrety przeszłości, o której chciałaby zapomnieć i towarzyszymy jej podczas teraźniejszej drogi, która po woli także zamienia się w koszmar. Irena dojrzewa i stopniowo znajduje w sobie siłę dzięki, której z ofiary staje się oprawcą.

Giuseppe Tornatore (mój ukochany reżyser!) po raz kolejny stworzył obraz skłaniający do refleksji nad własnym życiem. Nie jest to tylko płaski, przezroczysty ciąg klatek, o którym zapomnimy wraz z nowym świtem. Tornatore wykreował świat przesiąknięty przemocą (tutaj pojawia się pytanie... W jakim stopniu jest to świat wykreowany, a w jakim, nasz codzienny, który tak bardzo pragniemy odsunąć od naszych myśli?) za pomocą wielu narzędzi. Muzyka Ennio Morricone (stale kocham), która wyjątkowo staje się nie do zniesienia (ze względu na niepokój, który potęguje), ciemne kadry, kręte schody, które przysparzają o zawroty głowy i doskonała mimika bohaterów.

Skusisz się czy jednak nieprzespane, pełne przemyśleń noce, nie są dla ciebie? ;)

Przy okazji mam dla was cudowną niespodziankę. ;) W końcu polecam wam film, który bez problemu znajdziecie po polsku!

piątek, 11 listopada 2016

#97 Wiadomości z Włoch.

Witajcie kochani! :)
Na początku chciałabym bardzo bardzo podziękować wam za tak dużą liczbę odwiedzin mojego bloga, ponieważ wykres stale leci w górę, wow! Jest mi bardzo miło. Tak samo dziękuję za każdy ciepły e-mail i komentarz. Bardzo się cieszę, że mogę przedstawiać wam kawałek mojego świata, mojego drugiego domu, moich poglądów i do tego spotykam się z tak miłym odbiorem!

Dziś mam dla was garść ciekawych informacji z Włoch. Dla tych, którzy nie czytają po włosku, na pewno trudno dotrzeć do interesujących wydarzeń, a przecież to, że ktoś nie zna języka nie znaczy, że nie musi się daną tematyką interesować.

1. 8 listopada zmarł Umberto Veronesi, Mediolańczyk bardzo zasłużony dla całych Włoch. Jeśli jesteście italopsycholami (ah) na pewno choć raz zetknęliście się z jego osobą. Veronesi był okrytym sławą onkologiem, który zajmował się badaniami nad leczeniem i zapobieganiem nowotworom. Później został także politykiem- w latach 2000-2001 pełnił funkcję ministra zdrowia. W między czasie opracował i wydał "La dieta del digiuno". Dzisiaj w Mediolanie odbyło się ostatnie pożegnanie mistrza.

2. Czas na kolejne wielkie nazwisko. Do zapamiętania przez każdego italopsychola. Roberto Saviano, autor przecudownych książek między innymi "Gomorry", wraca do formy z nową powieścią! "La paranza dei bambini" jest od wczoraj dostępna we włoskich księgarniach i już nie mogę się doczekać aż trafi w moje łapki! Saviano jest moim idolem jeśli mogę tak o nim mówić, a jednocześnie spełnieniem moich najskrytszych marzeń. Tematyka włoskiej mafii to mój konik odkąd tylko pamiętam, a Saviano imponuje mi jak mało kto. Człowiek ,który tak naprawdę poświęcił swoje życie dla prawdy. Działał w Camorrze tylko po to, aby zdobyć informacje. Do tej pory żyje pod ochroną policji i stale musi zmieniać miejsce zamieszkania. Jak jednak, dla mnie na zawsze pozostanie wzorem.

3. Io voto no.
Myślę, że wielu z was mogło o tym już słyszeć. 4 grudnia w niedzielę we Włoszech wielki dzień. To właśnie wtedy odbędzie się bardzo ważne referendum, od którego zależy czy wprowadzone będą znaczne zmiany (które niekoniecznie się podobają). Moja przyjaciółka mówi, że jeśli referendum nie przejdzie to Renzi obiecał opuścić swoje stanowisko (jest premierem). Co będzie zobaczymy, ale już od dłuższego czasu wszędzie we włoskim internecie widzę tylko Io voto no i to samo powtarzają mi znajomi. Jestem bardzo ciekawa, ale też trochę zaniepokojona tym co z tego wyjdzie. W wielu miastach odbywają się protesty. Dziś np. w Mediolanie przy McDonalds na piazza Duomo (dotyczący "Buona scuola"/Dobra szkoła). Moja mediolańska przyjaciółka mówi mi z grozą "Zobaczysz co się będzie działo w Italii 4 grudnia! Co to będzie! Idę głosować i wracam do domu!" Ale ja mam nadzieję, że wszystko skończy się tak jak oni (i w sumie jestem za nimi) sobie tego życzą.

Mam nadzieję, że przypadł wam do gustu taki wpis inny niż dotychczas! :)
Do usłyszenia niebawem :*

wtorek, 8 listopada 2016

#96 5 miejsc, które chce jeszcze zobaczyć we Włoszech.

Witajcie kochani!
Temat wpisu narodził się bardzo spontanicznie, 5 min temu, a zaczęło się od zdjęcia, które zapisałam sobie na pulpicie jakiś czas temu. Patrzyłam tak na nie przez moment i pomyślałam, że najbardziej na świecie chciałabym się tam teraz przenieść i... boom! Temat posta gotowy, zwłaszcza, że mam kilka takich włoskich miejsc, które jeszcze czekają na odwiedzenie.

Miałam/mam ogromnego farta w życiu jeśli chodzi o podróże, a zwłaszcza o Włochy, bo przez ten cały czas udało mi się odwiedzić wszystkie włoskie regiony, większość dużych miast, Sycylię i Elbę. Ale czy to coś znaczy? Z pewnością bardzo dużo, ale... Wiecie jak kocham Włochy, to praktycznie mój drugi dom i ciągle czuje niedosyt. Ciągle znajduję wioseczki, wysepki, plaże, które chce zobaczyć, po których chce biegać, gdzie chce żyć. Wiem, że to nierealne i zobaczyć wszystkiego się nie da. Fizycznie niemożliwe. Jednak chociaż tych parę kolejnych miejsc chciałabym w przyszłości odhaczyć i wiem, po prostu jestem pewna, że się uda! :)

WSZYSTKIE FOTOGRAFIE POCHODZĄ Z INTERNETU I NIE SĄ MOJEGO AUTORSTWA. :)

1. L'isola della Goiola/ Wyspa Goiola
Najmniejsza z wysp Neapolu, ale zobaczcie jaka urzekająca. Bardzo marzy mi się usiąść na tym mostku, ale z drugiej strony zobaczcie jaki on jest wąski! A ludzie bez problemu po nim chodzą. Nie wiem czy bym się odważyła, ale bardzo możliwe, bo takie sytuacje nie zdarzają się często.


2. L' isola di Lampedusa/ Wyspa Lampeduza
Moje małe wielkie marzenie. Jakiś czas temu plaża na Lampeduzie(Rabbit beach) została okrzyknięta najpiękniejszą świata i ja już nawet po fotografiach jestem w stanie się zgodzić, a co dopiero na żywo... Czemu więc małe wielkie marzenie? Ponieważ poza dość wysokimi kosztami jest całkowicie osiągalna. Problemem jest niestety tylko to, że Lampeduza od dłuższego czasu jest głównym punktem, do którego przypływają uchodźcy, a dużą wyspą nie jest...

3. Polignano a mare, Puglia
Pamiętam piękny rejs po grotach, w który popłynęliśmy, gdy byłam kilkuletnim dzieckiem. To było tak bardzo dawno, ale wciąż pamiętam to miejsce i tak bardzo chciałabym tam wrócić i spać w hotelu w grocie, a później jadać kolacje w restauracji w grocie! To nie do końca w tej chwili na moją kieszeń, ale któż wie, któż wie. :> 

4. Porto cervo, Sardegna/ Sardynia
Mam dla was mały quiz. Gdzie w lato bawią się włoscy celebryci, europejscy milionerzy i gdzie wejście do klubu kosztuje więcej niż miesięczna wypłata przeciętnego człowieka? Oczywiście w Porto Cervo! :> Jeśli choć raz byliście w Monako myślę, że możecie to sobie przyrównać. 


5. L'isola di Capri/ Wyspa Capri
I znów mamy wyspę. Kolejną z wysp Neapolu, która szczyci się mianem najdroższej wyspy Europy, a przynajmniej tak przed chwilką wyczytałam. Do tej pory myślałam, że to miano posiada Sardynia, albo Ibiza, ale cóż. Myślę, że nawet jeśli nie byliście na Capri to kojarzycie przynajmniej słynną drogę. :)

Właśnie tak wygląda moje top 5. :) Są to dość ekskluzywne miejsca, głównie dlatego, że większość "zwykłych" miejsc widziałam, a na te jakoś zawsze najciężej zebrać. Mam jednak nadzieję, że wszystko się kiedyś uda i zobaczycie na blogu moje zdjęcia z tych miejsc. <3
Jak wyglądałoby wasze top 5 do zobaczenia? :)

sobota, 5 listopada 2016

#95 Długa historia o tym jak przestać bać się Włochów.


Ciao kochani!
Obiecałam wam ostatnio bardziej osobiste posty o moich włoskich przygodach. Językowych, kulturalnych.. i mam zamiar dotrzymać danego słowa!
Dlatego też przychodzę dziś do was z wpisem o dość intrygującym tytule, prawda?
Jeśli pomyśleliście, że mam zamiar opisywać jakieś najgorsze cechy Włochów lub coś w tym stylu to jesteście w dużym błędzie.
Dziś będzie o tym jak zacząć żyć na spokojnie. Przełamać bariery językowe. Porażki przekuwać w sukces i z każdej sytuacji wyciągać lekcje. Myślę, że to dobre w kontekście nauki każdego dowolnego języka obcego, nie tylko włoskiego i dlatego jest to notka dość uniwersalna.

- Nigdy nie było mi głupio, że powiedziałam coś źle, dłużej niż minutę. Głupiej mi było, gdy nie mówiłam nic. Gdy coś przekręciłam, zazwyczaj byłam poprawiana z cierpliwością i uśmiechem (lub nie byłam wcale, ale o tym niżej...).
ZA TO
-Chciałam zapaść się pod ziemię za każdym razem, gdy chciałam coś powiedzieć i jakaś dziwna moc blokowała mi to w gardle.
MIMO TO
- We Włoszech łatwiej mówić po włosku niż w Polsce. Nagle wszystkie zbłąkane słowa pojawiają się w oka mgnieniu. Nigdy na żadnym kursie włoskiego, w szkole, na studiach, nigdy nie udało mi się zebrać włoskich myśli tak szybko jak podczas rozmowy z Włochem we Włoszech. Myślę, że to kwestia osłuchania. Gdy wsiąkasz w jakiś klimat i rozumiesz co wokół ciebie mówią, zaczynasz myśleć w tym języku i wyłapywać słowa z "powietrza".;)
- Gdy byłam młodsza i mówiłam "giusto", gdy powinnam mówić "gusto" i NIKT NIGDY NIE ZWRÓCIŁ MI UWAGI za co jestem zła, bo mogłam sobie oszczędzić mówienia "giusto" i "giusto" i "giusto" ;) Czemu nikt mi nie powiedział no!
- Gdy myślałam, że coś ze mną ostro nie tak, gdy nie rozumiałam 5 przekrzykujących się na raz Włochów.
- Gdy skupiałam się co odpowiedzieć i nie pamiętałam co mówi rozmówca. Chciałam zapaść się pod ziemię. ZNÓW. Byłam z siebie taka dumna, bo ułożyłam w głowie śliczne zdania do wypowiedzenia, ale co, gdy dotyczyły one jedynie pierwszej części przemowy, a drugiej nie pamiętałam?
- Sprawdzałam wszystko w słowniku, a im więcej sprawdzałam tym więcej mi umykało. Pewnie dlatego, że zamiast się wysilić to wolałam dla pewności coś sprawdzić.
- Mając 15 lat musiałam przeprowadzić swoją pierwszą rozmowę telefoniczną z Włoszką. Byłam przerażona, bo nie cierpię rozmawiać przez telefon i generalnie jestem okropnie zestresowana nawet, gdy w Polsce muszę zadzwonić do kogoś kogo ledwo znam i, gdy tylko to możliwe, unikam. ;D. Do tego mając 15 lat posługiwałam się tylko prostymi zdaniami, BYŁAM PRZERAŻONA i tak bardzo do tego zmuszona. Zadzwoniłam i drżącym głosem powiedziałam, że nie zdążymy na czas odebrać kluczy do domu. Przemiła pani odpowiedziała, że nie ma problemu i zostawi nam zapalone światło, żebyśmy trafili (był już praktycznie środek nocy). Odpowiedziałam "Va bene, grazie" i... Zaczęłam płakać do słuchawki. Byłam tak zestresowana, a jednocześnie szczęśliwa, że udało mi się wysłowić przez telefon, że zaczęłam płakać i do końca miesiąca się za to wstydziłam, mijając tą zdezorientowaną kobietę, której i tak finalnie wszystko wyjaśniłam ahah.
- A co było, gdy miałam 12 lat? Wynajmowaliśmy przepiękne mieszkanie przez 3 lata z rzędu. Chyba nigdy go nie zapomnę. Prawdopodobnie było to najpiękniejsze mieszkanie i okolica w jakiej pomieszkiwałam we Włoszech. Wszystko tam było tak idealne, że nawet ja mistrzyni "NIE MAM POJĘCIA GDZIE JESTEM" i w dodatku jako dziecko, chodziłam wszędzie sama. Do parku, na plażę, po pizze, po lody, do sklepu... Trafiałam dosłownie wszędzie chyba po raz pierwszy. ;D (PS. Jestem psychopatką, ale często oglądam to mieszkanko w internecie i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś je wynajmę!). Zgubiłam wątek. Tak więc jak już wam mówiłam, chodziłam wszędzie sama. Pewnego dnia jak zwykle poszłam do kiosku. Po cukierki i gazetę. Sprzedawca zagadywał, w końcu kupowałam u niego te gazety codziennie już od pół miesiąca. Mój ubogi zasób słownictwa pozwalał mi jedynie na jakieś potwierdzenia. Tak morze jest piękne, tak pogoda piękna, tak, dziękuję, tak, proszę. ;D Ale jemu to nie przeszkadzało w mówieniu do mnie, jak to Włochowi. Tego ostatniego dnia zebrałam się, żeby powiedzieć coś ambitniejszego i oczywiście zapomniałam słowa. Zrobiło mi się tak głupio, że uśmiechnęłam się, wybrałam szybko cukierki i PIERWSZĄ LEPSZĄ gazetę nawet na nią nie patrzeć. Wystarczająco zawstydziłam się faktem, że nie mogę się wysłowić. Sprzedawca spojrzał na okładkę, gdy podawałam mu pieniądze i zaśmiał się, a ja naprawdę nie wiedziałam o co mu chodzi. Dopiero, gdy wyszłam ze sklepu okazało się, że kupiłam jakieś badziewne pismo o gwiazdach topless na plaży. Tak to się kończy. Gdy wstydzisz się, że nie możesz się wysłowić, okazuje się, że robisz coś jeszcze gorszego! ;D


Wiecie co jest największym (według mnie) motywatorem do nauki języka obcego? Znajomi i wstyd.
Ewentualnie znajomi + wstyd, bo to już najlepsza motywacja jaka może być! ;)
Np. gdy byłam młodsza (byłam w gimnazjum dajmy na to) zupełnie nie interesowałam się językiem angielskim. Wiedziałam, że jest potrzebny, ba! Bardzo potrzebny, ale nigdy szczególnie za nim nie przepadałam, a do tego nie miałam z kim go praktykować w "żywym środowisku." Uczyłam się bardziej z przymusu, bo jest taki potrzebny niż z jakieś realnej potrzeby. Miałam już przecież swój włoski, który chciałam chłonąć z miłości. Moje nastawienie zmieniło się, gdy poznałam przemiłą dziewczynę z Francji, z którą porozumiewać się mogę tylko po angielsku, bo przez całe moje życie mój poziom z francuskiego najprawdopodobniej nie przekroczył A2, a po latach nie używania spadł poniżej A1. xd Znalazłam realną motywację, a język angielski przestał być aż tak diaboliczny. Co do wstydu. Wstyd, że będąc we Włoszech wypadło mi z głowy jakieś słowo, że nie wiem co powiedzieć, że nie zrozumiałam wszystkiego... Doprowadzał mnie do rozpaczy. Obiecałam sobie kiedyś, że nigdy więcej nie poczuję tego wstydu. Realna motywacja gotowa.
Co do samych Włochów. Każdy kto rozpoczyna swoją przygodę z tym krajem/kulturą/językiem, powinien zdawać sobie sprawę, że we Włoszech dużo gorsze jest milczenie niż mówienie źle. Nikt nie będzie na ciebie krzyczał czy obrażał się, że kaleczysz nieco jego język. Jeśli ktoś cię poprawia, nie obrażaj się. Nie sądzę, aby ktoś to robił z poirytowaniem. Lepiej słuchać i zapamiętywać co mają ci do powiedzenia. Nikt nie poprawi cię lepiej niż rdzenny mieszkaniec i nigdy nie ma co się spierać, że wiesz lepiej. Pokora, zawziętość i dobrzy ludzie dookoła. To zawsze klucz do sukcesu.

Kochani piszcie mi o swoich przygodach/ małych porażkach/ radościach/ doświadczeniach związanych z pierwszymi konfrontacjami języka, którego się uczyliście z życiem codziennym.
O czym jeszcze chcielibyście poczytać?
Buziaki! :*

czwartek, 3 listopada 2016

#94 Włoskie piosenki na listopad.

Wiecie, że uwielbiam zasypywać was muzycznymi, włoskimi przebojami! ;) Ostatnio moje serce podbiło kilka szczególnych utworów i bardzo chce się z wami nimi podzielić. Wyobraźcie sobie, że dzień po opublikowaniu wpisu z piosenkami na październik, mój drugi ulubiony, włoski artysta wypuścił nową piosenkę, a ja już nie miałam jak wam jej zareklamować! :P

1. Marco Mengoni- Sai che
Właśnie o tym artyście i o tej piosence pisałam wyżej. :) Rzadko tak mam, że pokocham jakiś utwór od pierwszego przesłuchania, ale w tym całkowicie się zadurzyłam. Kocham głos Marco, jego teksty, teledyski, klimat. Dzięki niemu mogę zamknąć oczy, włączyć muzykę i przenieść się do Italii w każdej dowolnej chwili. Może to zabawne, ale słuchając go zawsze mam wrażenie, że wszelkie problemy jakoś się ułożą. Po prostu uwielbiam jego spokojne piosenki o miłości nawet jeśli są bardzo nieszczęśliwe.
2. Tiziano Ferro- Potremmo ritornare
Czekałam na tą piosenkę od ponad roku, nie żartuję! Z Ferro łączą się moje najlepsze wspomnienia. Między innymi to na jego piosenkach wieki temu uczyłam się włoskiego. To jego teksty niejednokrotnie dodawały mi siły, a jego głos uspokajał mnie w niewyjaśniony sposób. Chciałabym kiedyś poznać Tiziano!!
3. Zucchero- 13 buone ragioni
Wiem, że to nie jest jesienna i najnowsza piosenka, ale zaczęła mi się podobać dopiero kilka tygodni temu i od tej pory ciągle jej słucham. :D
4. Francesca Michielin- Almeno tu
Młodziutka dziewczyna o hipnotyzującym głosie.
5. Giorgia- Oronero
To moja pierwsza w życiu piosenka Giorgii, ale zaintrygował mnie teledysk. :)
6. Emis Killa, Neffa- Parigi
7. Vasco Rossi- Un mondo migliore
Teledysk! :)
Miłego słuchania. :)