sobota, 16 września 2017

#181 5 rzeczy, których nie wiesz o Mediolanie.

Witaj mój drogi czytelniku!
Czy zastanawiałeś się kiedyś jakie sekrety kryją odwiedzane przez ciebie miasta? Jeśli tak to trafiłeś w idealne miejsce w blogosferze.

Kto z was był już w Mediolanie? Ręka w górę! Myślę, że sporo z moich czytelników, ponieważ zauważyłam, że to miasto cieszy się ogromną popularnością w Polsce i sama zastanawiam się dlaczego? Ze względu na to, iż Milano słynie jako "stolica mody", dlatego, że wszyscy chcą zobaczyć na żywo Duomo czy może dlatego, że bilety lotnicze są mega tanie? :D

Ja przez długi czas traktowałam Mediolan po macoszemu i jedynie przez niego przejeżdżałam. Dopiero fakt, że moja przyjaciółka jest Mediolanką, sprawił, że postanowiłam dać temu miastu jedną, jedyną szansę... I wiecie co? Polubiłam je choć jest zupełnie inne od mojego ukochanego południa. Brak w nim neapolitańskiego chaosu czy sycylijskich, uroczych uliczek ciągnących się w cieniu drzew cytrusowych... Polubiłam je mimo, iż jest sprzeczne z tym co we Włoszech podoba mi się najbardziej...

Nie rozpisuje się bardziej tylko od razu zapraszam was do części poświęconej mediolańskim ciekawostkom. :)

1. Będąc w Galerii Vittorio Emanuele II warto zwrócić uwagę na małe wgłębienie w podłodze, w mozaice gdzie należy zrobić pełny obrót na pięcie, aby zapewnić sobie wieczne szczęście (tutaj słyszałam dwie wersje. Jedna mówi o tym, że wystarczy jeden, pełny obrót, druga zaleca trzy obroty).

2. Mediolan jest najdroższym, włoskim miastem do życia, a także jednym z najdroższych na świecie. Ceny wynajmów i kupna mieszkań są zatrważające. Nie mówiąc o pozostałych kosztach życia. Wymarzony przeze mnie i moją przyjaciółkę apartament kosztuje 15 tys euro za metr kwadratowy co za 100 metrów daje już 1 500 000 euro czyli około 6 450 000 złoty (wybaczcie tą matematykę:P), a i tak nie jest to najdroższy apartament w mieście.

3. Wiecie czym jest Wall of Dolls? Jest to mur w jednej z części miasta gdzie kobiety przymocowywały lalki na znak sprzeciwu wobec femminicidio. Czym jest to zjawisko opowiem wam w następnej notce!

4. Spritz jest chyba jednym z najbardziej północno włoskich napojów! W Mediolanie spritza napić się można w praktycznie każdej knajpce i powiem wam, że z widokiem na Duomo ma to swój klimat.:)

5. Via Monte Napoleone to najdroższa ulica w Mediolanie, pełna butików i dobrych cukierni. Wynajem 1 metru kwadratowego pod sklep kosztuje ponad 7 tysięcy euro miesięcznie.


Byliście/ chcielibyście się wybrać? :)

poniedziałek, 11 września 2017

#180 6 ekskluzywnych miejsc do odwiedzenia choć raz we Włoszech.

Witajcie! :)
Dzisiejszy post jest trochę marzycielski, ale każdemu przyda się trochę fantazji i luksusu, prawda? :) Przygotowałam dla was listę restauracji, miejsc, hoteli, które nie należą do najtańszej turystyki, ale za to prezentują się wspaniale i z pewnością są w stanie oczarować wielu z was! Jest to taka moja mała, prywatna lista i mam nadzieję, że chociaż niektóre z tych podpunktów uda mi się kiedyś odhaczyć. 

1. Town House Galleria w Mediolanie.
Czyli pięciogwiazdkowy hotel zlokalizowany w samym środku Galerii Vittorio Emanuele II w Mediolanie. Zawsze wyobrażam sobie jak budzę się rano, wychodzę na balkon i spoglądam na zaspaną jeszcze Galerię, a potem jem śniadanie z tym samym widokiem. Przyrzekam, zadowoliłaby mnie nawet 1 noc choć pewnie przykro by mi było tak szybko wyjeżdżać. :D
Pokój na jedną noc z widokiem na galerię kosztuje średnio ponad 2 tysiące złoty. Nieco droższe są pokoje z balkonem, ale myślę, że przy kwocie 2 tys za noc, kolejne 200-300 złoty nie robi już różnicy.;)


(https://destinia.co.uk/h/h224175-hotel-townhouse-galleria)

2. Restauracja Grotta Palazzese w Polignano a mare.
Kilka lat temu zobaczyłam tą uroczą restaurację przez przypadek na jednej z włoskich stron internetowych i od razu się zakochałam. Czyż nie szczytem romantyzmu jest zjeść tam kolacje o zachodzie słońca?! 😍 Nigdy żadna restauracja nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak właśnie Grotta Palazzese i póki co nawet nie chce sobie wyobrażać jak tam jest cudownie na żywo, bo jeszcze tam pojadę i wydam wszystko na kolacje. :D
Wspomnieć trzeba, że coperto dla jednej osoby kosztuje 10 euro czyli wybierając się na romantyczną kolację we dwójkę, przygotować trzeba 20 euro za samą możliwość wejścia. Butelka wody to chyba najtańsza opcja- 4 euro. Calamarata all'amatriciana czyli makaron przypominający kalmarowe krążki kosztuje 42 euro. Ceny są dość wysokie, ale myślę, że z mojej listy to będzie najszybsza i najłatwiejsza opcja do spełnienia. :D


(http://www.grottapalazzese.it/en/i-ristoranti/the-summer-cave-001.html)

3. Capri.
Czyli witamy na najdroższej wyspie Europy! Chciałam na nią płynąć w tym roku, ale cena za przepłynięcie na kilka godzin jest zabójcza i wcale się nie opłaca, ale jeśli uda mi się odłożyć wystarczające środki na godne przeżycie wakacji to wezmę ją pod uwagę na następne wakacje. Capri marzy mi się od dawna, ale jeszcze nie zgłupiałam, żeby wydać 60 euro na prom, żeby spędzić tam kilka godzin. :( 
Zobaczcie tylko jak urocza jest Grotta Azzurra gdzie pływać można małą łódeczką! 

(https://feel-planet.com/wp-content/uploads/2016/04/Grotta-Azzurra.jpg , http://files.salsacdn.com/article/10172_Le_stagioni_di_Capri/imagemain/viakrupp_d_0_0_900.20170804185629.jpg)

4. Zakupy na Via del Corso w Rzymie.
Która kobieta nie chciałaby choć raz w życiu poszaleć w ekskluzywnych butikach?! Jeśli miałabym taką możliwość to zdecydowanie zrobiłabym to na 1,5kilometrowej via del Corso. Całe szczęście zakupowe miejsca na via del Corso są bardzo zróżnicowane i obok butików takich jak Ralph Lauren, Liu Jo czy Miss Sixty znajdują się też: Zara, Disney shop czy Guess więc przy najbliższej wizycie w Rzymie poświęcę trochę czasu na zakupy i kupię coś szalonego na via del Corso.;D
(https://pl.pinterest.com/canaletto/rome/?lp=true)

5. Le sirenuse w Positano.
Kolejny pięciogwiazdkowy hotel na mojej top liście. Zobaczyłam go całkiem niedawno na instagramie no i cóż... Przepadłam. Positano jest bajkowe samo w sobie, a te urocze hotele dodatkowo sprawiają, że nie chciałoby się wyjeżdżać! Koszt jednej nocy to średnio 2 tys euro co daje nam sumkę prawie 9 tys złoty. Czy tyle jest warta noc w raju?;)

(http://www.positano.com/en/c/le-sirenuse)

6. Porto Cervo Club Billionaire.
"Sardinia dance club for super-rich and very famous"
Można powiedzieć, że jestem całkiem antyklubową osobą i takie zabawy w ogóle nie dają mi radochy, ale dla klubu w Porto Cervo na Sardynii zrobiłabym wyjątek. Dużo słyszałam o tym miejscu, dużo też zdjęć przewinęło mi się pod palcami na instagramie i tak od paru lat uważam, że Porto Cervo musi mieć świetny klimat. :) Samo wejście nie jest takie drogie (30 euro). Ok, nie jest to tanio, ale też nie tyle ile spodziewałabym się po takim miejscu. Ceny drinków zaczynają się ponoć od 15 euro w górę i kilkaset euro za butelkę szampana. Minusem za to może być fakt, iż co roku w club Billionaire bawią się celebryci i dzieci najbogatszych ludzi więc za pewne, aby wejść do klubu i dobrze się bawić, przyda się także odpowiednie nazwisko. ;)
(https://www.jetsetreport.com/nightlife.php?articleId=175)



Czy któreś z tych miejsc szczególnie wam się spodobało? :)

sobota, 9 września 2017

#179 5 najlepszych miejsc na zdjęcie na Sycylii.

Moim zdaniem oczywiście! :)
Pomysł na wpis pojawił się w mojej głowie bardzo spontanicznie, a że jestem wielką miłośniczką robienia zdjęć i wiem, że wiele z was także w taki sposób utrwala cenne momenty, pomyślałam, że taka notka może być w jakiś sposób przydatna dla każdego kto wybiera się do Italii i przy okazji chciałby odkryć trochę wyjątkowych miejsc.

1. Taras widokowy w Taorminie.
Uwielbiam tarasy widokowe, bo widok z góry zawsze jest czymś niepowtarzalnym i pozwala nam dostrzec wiele szczegółów, których nie zauważamy będąc na dole i spacerując uliczkami. Widok na morze i Isola Bella w Taorminie był z pewnością jednym z piękniejszych widoków jakie widziałam w życiu i mówię to z ręką na sercu. Błękit sprawia wrażenie jak gdyby nigdy się nie kończył, a przyjemny wiatr z nad morza choć na chwilę przynosi ukojenie.




2. Targ rybny w Katanii.
Od razu uprzedzam, choć w sumie wydaje się to logiczne, że  nie jest to miejsce przeznaczone na wszelkiego rodzaju selfie i sesje. Mimo to takie miejsca przynajmniej jak dla mnie, mają swój unikalny klimat i pozwalają zaobserwować życie i zwyczaje panujące w danym mieście.






3. Etna.
Etna długo była moim marzeniem i, gdy je zrealizowałam, byłam najszczęśliwsza na świecie! Zwłaszcza, że wycieczce towarzyszyły pioruny i burza co finalnie zaowocowało przepiękną tęczą i niebem. Jak już mówiłam, patrzenie na wszystko z góry dostarcza mi jakiegoś dziwnego poczucia wolności, a jednocześnie pomaga dostrzec więcej rzeczy. W sumie pewnego dnia mogłabym mieć nawet sesję ślubną na którymś z wulkanów ahah, czemu nie! Uwielbiam wulkaniczny krajobraz.





4. Boczne uliczki Monreale.
Monreale jest magicznym miastem pełnym kolorowych, przesyconych słońcem zaułków. Choć było to już dość dawno, wciąż pamiętam jak robiłyśmy tak z moją przyjaciółką setki zdjęć, a potem po prostu siedziałyśmy na schodach i cieszyłyśmy oczy widokami. Włoskie miasta generalnie słyną z malowniczych, bocznych uliczek, ale te w Monreale mają w sobie coś tak szczególnego, że warto na chwilę przystanąć i zrobić zdjęcie!




5. Pusta plaża o wschodzie słońca w San Saba.
No któż by słyszał o takiej małej wiosce jak San Saba, na którą składa się jedna restauracja, jeden hotel i jedna plaża? ;) Mnie jednak prostota tego miasteczka całkowicie oczarowała, a przede wszystkim jego praktycznie pusta plaża, która najpiękniej wyglądała nad ranem, otulona jasno różowym niebem.


Co spodobało wam się najbardziej?

środa, 6 września 2017

#178 Potrawy, których trzeba spróbować będąc we Włoszech.

Hej kochani! :)
Włoska kuchnia jest tak powszechnym tematem, że wielu osobom zdaje się, że widzą o niej już wszystko. Tymczasem włoskich specjałów jest tak dużo, że nie sposób ich zliczyć. Każdy region, każde miasto ma swoje tradycyjne potrawy, które co prawda często są do siebie podobne, ale jednak ich sposób przyrządzania czy choćby jeden składnik mogą się różnić. W dzisiejszym wpisie przedstawię wam moje top potrawy, których po prostu trzeba spróbować wybierając się do Włoch!

1. Pizza.
Byłoby nieco dziwnie, gdyby nie znalazła się w tym zestawieniu, prawda? Pamiętajcie jednak, że pizza pizzy nie równa. Nawet we Włoszech. Już wam o tym pisałam, ale powtórzę setny raz. :) W popularnych, turystycznych miejscach często można natknąć się na pizzowego bubla, który powstał z mrożonego ciasta. Wybierajcie więc swoją pierwszą pizzerię bardzo ostrożnie. :) Niekoniecznie kierujcie się przewodnikami czy internetowymi ocenami. Spytajcie Włocha mieszkającego w danym mieście na stałe lub kierujcie się intuicją. Tutaj sprawdzi się metoda obserwacji i oddalania się od centrum. Miejsce, w którym wieczorem jadają grupy Włochów z pewnością nie może być złe. :) Często najlepsze pizzerie to też te, których wygląd nie powala na kolana.
Raczej odradzałabym branie wymyślnych pizz typu pizza z frytkami i parówką. Postawienie na klasykę czyli na Margheritę lub wersję z rukolą i prosciutto z pewnością wyjdzie wam na dobre. :)


2. Carbonara.
To co dostać można w Polsce bardzo często różni się od prawdziwej carbonary. Przede wszystkim zapamiętajmy to raz na zawsze! W carbonarze nie ma żadnej śmietany! Carbonara jest jednym z moich ulubionych makaronów, a więc często gości na moim stole. Z doświadczenia jednak wiem, że nawet we Włoszech łatwo trafić na niezbyt udaną carbonarę.

3. Frittata di pasta.
Przysmak głównie południa Włoch. Nic innego niż zapieczony makaron z sosem, ale jakie to jest dobre! Musicie koniecznie spróbować. Takie proste dania najlepiej ukażą wam smak włoskiej kuchni. Danie najczęściej kupicie w małych budkach oferujących jedzenie na wynos. Piszę ten post w środku nocy i zaraz zaślinię klawiaturę. Po prostu kocham frittata di pasta i nie wyobrażam sobie jak chociaż raz w życiu można tego nie spróbować. U mnie dość często pojawia się na stole.
(http://la.repubblica.it/cucina/ricetta/frittata-di-spaghetti-napoletana/45696/)

4. Arancini.
Ta przekąska także bardziej popularna jest na południu kraju niż na północy, ale za nią tęsknie za każdym razem, gdy opuszczam gorące południe. Arancini to smażona kuleczka z ryżem, serem i różnymi dodatkami. Dowód na to, że najprostsze jedzenie jest najlepsze na świecie.

5. Risotto alla milanese.
Do spróbowania zwłaszcza jeśli jesteście w Mediolanie lub przynajmniej w Lombardii. Ma charakterystyczny żółty kolor i niepowtarzalny smak. W gruncie rzeczy w risotto alla milanese nie znajdziecie żadnych wyszukanych składników, ale zapewniam was, że w prostocie tkwi siła, a jeśli macie okazję spróbować oryginalnego, mediolańskiego risotto to czasem lepiej sięgnąć po nie niż po pizzę. :) Risotto milanese to król wśród wszystkich risotto, a jego receptura sięga XVI wieku.
(http://www.ganzomag.com/risotto-alla-milanese-italian-risotto.html)

6. Tiramisù.
O tym deserze słyszał każdy i chyba nie ma osoby, która by go nie próbowała. Ja kocham tiramisù i mogę już nawet powiedzieć, że na czym jak na czym, ale na tiramisù znam się bardzo dobrze i szybko potrafię odróżnić oryginał od falsyfikatu. W Warszawie znam tylko dwa miejsca, które mają naprawdę doskonałe tiramisù, a i we Włoszech natknęłam się parę razy na turystyczną podróbę. Niemniej jednak zachęcam do szukania miejsca gdzie jest ono właśnie takie jak powinno być, bo nie istnieje nic lepszego niż poprawnie wykonane tiramisù.

7. Cannoli.
Nie jestem ich fanką, ale będąc na Sycylii warto ich spróbować i samemu wyrobić sobie o nich zdanie. Dla mnie zdecydowanie za słodkie.

8. Spaghetti all'amatriciana.
Bardzo proste i bardzo smaczne danie. Amatriciana składa się głównie z boczku, pomidorów i sera pecorino, a więc powinna zasmakować praktycznie wszystkim. :) Pamiętacie zeszłoroczne trzęsienie ziemi we Włoszech? Wtedy też powstała akcja zgodnie, z którą, pieniądze pozyskane ze sprzedaży Amatriciany szły na poszkodowanych.
(http://www.abeautifulplate.com/classic-spaghetti-allamatriciana/)

9. Bistecca alla fiorentina.
Ponoć najbardziej znane włoskie steki zje się właśnie w Toskanii. :) Ja za stekami aż tak bardzo nie przepadam, ale osławionego steku z Florencji spróbować trzeba.


(https://www.tripadvisor.com/LocationPhotoDirectLink-g187901-d1210602-i32143907-Restaurant_La_Stella-San_Gimignano_Tuscany.html)

Wasze ulubione włoskie danie to...?:)

niedziela, 3 września 2017

#177 Włoskie rozczarowania.

Dzień dobry! :)
Ten post nie ma na celu zniechęcenia nikogo do odbycia swojej włoskiej wyprawy! Mam jednak nadzieję, że dzięki niemu niektóre osoby zejdą na ziemie, a uświadomienie sobie pewnych faktów sprawi, że ich wakacje będą jeszcze lepsze. :)

1. Dobre jedzenie w turystycznych miejscach.
Tak już jest, że turystyka zaczyna rządzić światem. Coraz więcej ludzi podróżuje, a wielkie miasta są wręcz przepełnione przyjezdnymi z różnych stron świata. Jeśli macie ochotę na dobrą i przede wszystkim PRAWDZIWĄ pizzę, nie oczekujcie, że dostaniecie ją na głównym placu w Wenecji, Mediolanie czy Rzymie. Ok, może pizza będzie zjadliwa, ale najpewniej nie będzie to ten oryginał, którego chcielibyście spróbować podróżując do Włoch. Przepłacić za mrożony placek z nieświeżymi składnikami można wszędzie, prawda? Więc po co robić to także w Italii?
Lepiej wybierać knajpki oddalone od centrum przynajmniej o kilka ulic, najlepiej takie, w których jadają tylko/ w większości Włosi. Jeśli macie możliwość spytajcie mieszkańców o miejsca godne polecenia. Jeśli nie, możecie kierować pytania do mnie i też zawsze wam jakoś pomogę. :)

2. Zdjęcie z panią z Wenecji.
O tym już pewnie kiedyś pisałam, ale powtórzę jeszcze raz. Jeśli myślicie, że człowiek przebrany za Gladiatora czy ślicznie wystrojona pani w Wenecji podchodzą do was po to, abyś miał piękne zdjęcie z wakacji to jesteście w błędzie. Taka przyjemność kosztować będzie duuużo (zazwyczaj ponad 20 euro).

3. Wycieczki.
Nie przepłacaj. W centrum miast znajdziecie dużo biur oferujących wykupienie wycieczki w dane miejsce, ale bardzo często okazać się może, że za takie same lub mniejsze pieniądze możecie zorganizować to sami, a nie być "przywiązanym" do pani przewodnik i całej grupy wycieczkowiczów. Nie mówiąc już o wycieczkach proponowanych przez polskie biura turystyczne. Przejrzałam kiedyś ofertę i często są 2 krotnie wyższe od ceny proponowanej przez lokalne włoskie biuro lub od kosztów za jakie sami możemy tam pojechać.

4. Kwestia bezpieczeństwa.
Ostatnio sporo się mówi o bezpieczeństwie w turystycznych regionach Europy. Włochy są państwem średnio bezpiecznym, ale nie ma też co wpadać w panikę. Wystarczy pilnować swoich rzeczy, nie wymachiwać wszędzie telefonem i aparatem, nie wchodzić do dzielnic, do których boją się zaglądać nawet Włosi. Odradzałabym też wieczorne, samotne spacery po dużych miastach i jazdy nocnymi pociągami.

5. Strajki.
Można by powiedzieć, że Włochy to kraj strajków więc przed wyjazdem lepiej dowiedzieć się czy w regionie, do którego zmierzamy, nie szykuje się nic niespodziewanego. Nagle może się bowiem okazać, że trafiliśmy w sam środek strajku kolejarzy czy taksówkarzy i nie mamy jak się dostać do hotelu.

6. Różne sposoby nakładania lodów.
Można by powiedzieć, że to tylko niewielkie oszustwo, ale za to dość powszechne i wkurzające. Porcje lodów nałożone packą zawsze są większe niż te nałożone gałkownicą. Jeśli nie mówisz po włosku, albo od razu rzuca się w oczy, że jesteś turystą to najpewniej za tą samą cenę dostaniesz mniejszą porcję nałożoną gałkownicą. To bardzo prosta sprawa, ale lepiej zwracać na to uwagę i nie przymykać oka na żadne oszustwo! ;)


Mam nadzieję, że zwróciłam waszą uwagę na 6 głównych utrudnień lub drobnych oszustw, które trzeba brać pod uwagę wybierając się do Włoch. Co jeszcze byście dodali? :)

czwartek, 31 sierpnia 2017

#176 5 faktów o włoskich wakacjach.

Dzień dobry moi kochani! :)
Lato już prawie się skończyło, ale ja wciąż liczę na dobrą pogodę przez jeszcze jakieś 2 miesiące.:D Dlatego też dziś mam dla was iście wakacyjny wpis. 10 rzeczy, których nie wiedzieliście o włoskim lecie/wakacjach, a które być może zawsze was ciekawiły. Mam nadzieję, że uda mi się was zaskoczyć. :)

1.Ferragosto.
Chyba każdy kto był choć raz w Italii w okresie wakacyjnym, choć raz słyszał to słowo. Ferragosto to święto bardzo klimatyczne i wyczekiwane przez większość Włochów. Wypada ono 15 sierpnia, a więc zbiega się ze świętem katolickim, ale nie ma z nim nic wspólnego. Ferragosto organizowane jest od czasów starożytnych i było uroczystym zakończeniem prac w polu i zbiorów. Czymś na miarę polskich Dożynek. 15 sierpnia jest dniem, gdy nikt (z wyjątkiem naprawdę skrajnych przypadków) nie pracuje. Miasta robią się kompletnie puste i wszyscy Włosi jadą nad morze, aby odpoczywać wraz z całymi rodzinami. Włosi podchodzą do tego święta z ogromną uczuciowością i przez cały dzień otrzymać można setki życzeń zatytułowanych "Buon Ferragosto!". W tym roku otrzymałam chyba kilkadziesiąt takich wiadomości. Moja przyjaciółka powiedziała, że jeszcze jedno "Buon Ferragosto" i zwymiotuje (cytat dosłowny.:D). 15 sierpień to zdecydowanie ten dzień, który spędza się na biwakowaniu z rodziną, kąpielami w morzu i przesyłaniem setek życzeń oraz zapytań "Jak spędzasz Ferragosto? Z rodziną? Z przyjaciółmi? Gdzie?"


2. Długość wakacji.
Długość wakacji dla uczniów szkół może być czymś czego pozazdrościć mogą dzieci z wielu innych krajów.
Wakacje we Włoszech nie zaczynają i nie kończą się natomiast w tym samym czasie. Wszystko zależy od regionu. Np. wakacje w Abruzzo (centralna część Włoch) w tym roku rozpoczęły się 7 czerwca i skończą się 11 września podczas, gdy w regionie Fiuli Venezia Giulia wakacje rozpoczęły się 14 czerwca, a skończą się tak samo 11 września. Są też regiony gdzie dzieci pójdą do szkoły dopiero 15 września jak i takie, które rozpoczną naukę już 5.
Nic nigdy nie jest jednak do końca tak kolorowe i do niektórych szkół uczęszcza się także w sobotę.
Wtedy oczywiście szkolne dni są znacznie krótsze i np. szkoła jednego dnia trwa 2-4 godziny.
Gorzej mają studenci, którzy egzaminy zdają i w lipcu i we wrześniu, a więc formalnie mają wolny tylko sierpień. Pewnie wszystko zależy od uczelni, ale moi przyjaciele w tym roku "siedzieli z egzaminami" aż do 27 lipca, a za kilka dni znów je rozpoczynają.

3. Prace domowe na plażę?
Włoskie dzieci często na wakacje otrzymują przeróżne zadania, które muszą rozwiązać/przeczytać/zrozumieć na kolejny rok szkolny. Toż to prawdziwa katorga, rozwiązywać zadania w 40 stopniowym upale. Od razu uśmiecham się, gdy przypominam sobie moją koleżankę, której zadania z matematyki rozwiązywał dziadek podczas, gdy ona pływała w morzu z przyjaciółmi. :D

4. Zwiedzanie.
Jeśli myślisz, że w jeden dzień zwłaszcza w okresie czerwiec- wrzesień zobaczyć jedno z dużych miast takich jak Wenecja (która w sumie aż tak duża nie jest), Mediolan, Rzym, Palermo itd. to już możesz sobie darować. Nie dość, że jeden dzień to generalnie bardzo mało na poznanie jakiegoś miejsca (nie jestem fanką zwiedzania typu: Byłam, przebiegłam, odhaczyłam, nadal nic nie wiem) to w dodatku w ciepłych miesiącach jest to tym bardziej praktycznie niewykonalne.

5. Festa.
Włosi uwielbiają wszelkiego rodzaju święta, przyjęcia i inne okazje do zabawy z najbliższymi sobie ludźmi. Każde miasto i miasteczko obchodzi święto patrona miasta. Dużo wiosek i mniejszych miasteczek ma także dni poświęcone tradycyjnym w ich regionie wyrobom itd. Krótko mówiąc, Włoch zawsze znajdzie sposobność do świętowania. Wakacje i generalnie okres letni to czas, gdy możliwości do świętowania jest jeszcze więcej i warto przed wyjazdem do Italii zorientować się co i gdzie będzie się dziać. Przyrzekam wam, że każde miejskie święto jest niezapomnianym przeżyciem. :)
Tak więc na przykład w małej miejscowości Lastebasse położonej na północy kraju, 16 lipca możemy uczestniczyć w święcie ryby La festa del Pesce. W lipcu i sierpniu w Sienie organizowane jest słynne Palio czyli wyścig koni na głównym placu.


Dajcie znać co was zaskoczyło i czy podobają wam się takie wpisy! :)
Buziaki.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

#175 25 włoskich faktów o mnie.

Hej!
Dziś przychodzę do was z bardzo luźnym postem, a mianowicie z faktami o mnie, które mniej lub bardziej dotyczą także Włoch, albo moich włoskich przygód. :) Często jestem pytana o to skąd ta miłość do Włoch, jak nauczyłam się języka itd więc mam nadzieję, że te kilka podpunktów rozwieje wasze wątpliwości, a może przy okazji dowiecie się o mnie czegoś nowego. :)

Myślę, że to fajny przerywnik do tradycyjnych postów. :)

1. Mam 22 lata i od prawie 21 jestem w Italii co najmniej raz do roku.
2. Byłam w każdym regionie poza Sardynią, Lampedusą i małymi wysepkami w Zatoce Neapolitańskiej. Mimo to ciągle chciałabym oglądać więcej i więcej. Włochy to tysiące, ba setki tysięcy małych miasteczek, a ja chciałabym zobaczyć je wszystkie!
3. Mam przyjaciół Włochów i to w dużej mierze dzięki nim nauczyłam się włoskiego, a także teraz poznaje bardzo dużo kolokwialnych słów i zwrotów. Np. z moją przyjaciółką rozmawiamy przez cały dzień- pisząc, nagrywając, dzwoniąc do siebie i często zdarzają się dni, gdy mówię po włosku o wiele więcej niż po polsku.
4. Kiedy miałam 14 lat zgubiłam się w dużym, włoskim mieście. Było już prawie ciemno, a ja wiedziałam jedynie tyle, że jestem kilka kilometrów od domu. Nie miałam telefonu, ani pieniędzy. Prosiłam ludzi o pomoc, ale nie byłam w stanie przypomnieć sobie na jakiej ulicy mieszkam. W akcje desperacji postanowiłam iść cały czas prosto (co innego mi pozostało?) i na całe szczęście po jakiś dwóch godzinach dotarłam.
5. Za to dwa lata wcześniej prawie zabiłam kamieniem chłopaka, któremu się podobałam. Nie wracajmy do tego. xD
6. Mam fioła na punkcie długich, włoskich słów. Zawsze je notuje i zapamiętuje nawet te najbardziej absurdalne.
7. Chciałabym mieć pracę związaną z językiem włoskim bądź kulturą Włoch, ale nie chciałabym uczyć.
8. Kiedy zamykam oczy i myślę o Włoszech, zawsze widzę siebie pośród uliczek w Sienie. Przez długi czas myślałam, że to miejsce idealne dla mnie, ale teraz chyba nie chciałabym mieszkać akurat tam.
9. Jeśli już mówimy o miejscach gdzie chciałabym mieszkać... Kiedyś często jeździłam do Peskary przez co przechodziłam jakąś dziwną fascynację tym miastem mimo, iż nic specjalnego tam nie ma...
10. Moim ulubionym włoskim pisarzem jest Gabriele D' Annunzio, którego dzieła przez wielu uznawane są za bardzo ciężkie w odbiorze. Trudno się z tym nie zgodzić, ale jak dla mnie D'Annunzio jest doskonały. Uwielbiam szczególnie jego wiersze, ale nie są one przetłumaczone na język polski. Jeśli jednak dobrze znacie włoski to gorąco polecam. :) Jest szczególnie jeden, który za każdym razem doprowadza mnie do łez. Jest najpiękniejszym wierszem świata.
11. Większość filmów i seriali oglądam po włosku chyba, że akurat korzystam z polskiej telewizji.
12. Kiedyś kolega powiedział mi, że nikt na całym świecie nie wymawia słowa "stronzo" (dupek) tak pięknie jak ja. To chyba zostało już moje słowo firmowe ups ahah.
13. Często słucham włoskiego hymnu i go sobie podśpiewuje. Uspokaja mnie to.
14. Jeśli myślicie, że jecie dużo makaronu to wyobraźcie sobie, że ja mam tygodnie, gdy jadam makaron kilka razy dziennie. Na szczęście po jakiś 2-3 tygodniach jedzenia makaronu non stop przychodzi czas, gdy jem go "tylko" kilka razy w tygodniu.
15. Mój ulubiony język występujący we Włoszech to neapolitański (bo jak wiecie lub nie, neapolitański nie jest uznawany za dialekt). Uwielbiam jego brzmienie i bardzo chciałabym w nim mówić! Rozumieć, trochę rozumiem, słów trochę znam, ale mówić jest ciężko. Drugim ulubionym dialektem i akcentem jest ten z Bergamo.
16. Jestem wielką fanką Vespy. Moja przejażdżka niestety nie należała do zbyt udanych, ale i tak marzę o własnej Vespie. <3
17. Kiedy byłam mała, wyjazdy do Włoch kojarzyły mi się z cytrynowymi lodami. W Polsce jadałam wszystkie możliwe smaki, a w Italii tylko cytrynowe. Teraz nie mogę nawet patrzeć na ten smak.
18. Znajomość języka dawała mi świetne przywileje, gdy byłam nastolatką. Często dostawałam darmowe pizze, lody, napoje w restauracjach.
19. Abruzzo, Kalabria, Sycylia to moje ulubione części Włoch.
20. Mój pokój to jedna wielka, włoska kraina. Naprawdę, mam w pokoju przeróżne, niekiedy dziwaczne rzeczy kojarzone z Italią.
21. Tak, Włochy są moim drugim domem. Moi włoscy przyjaciele żartują, że jestem o wiele bardziej nich niż polska ahah. Kocham zarówno Polskę jak i Włochy i ciężko byłoby mi wybierać. Jestem też ogromną fanką piłki nożnej więc, gdy zdarzają się mecze Polska- Włochy to 90 min ze stresu mam wyjęte z życia, a i tak kończy się tak, że jestem bardzo smutna, bo przecież ktoś odpaść musiał!
22. Bardzo przeżywam, gdy coś złego dzieje się w Italii. Gdy mam możliwość zawsze staram się jakoś pomóc.
23. Jestem też strasznie nerwowa, gdy ktoś mówi, źle o Włochach lub Włoszech jako kraju. Wiem, że nie powinnam się tym przejmować, ale mało rzeczy denerwuje mnie tak jak właśnie to.
24. Saviano jest moim wzorem i nie liczy się co inni o nim mówią...
25. Obejrzałam serial "Gomorra" 7 razy w całości i nie polecam oglądać go ze mną, bo znam cały na pamięć i cały czas zdradzam fabułę. :D


To już tyle na dzisiaj. Dajcie mi koniecznie znać czy podobają wam się takie luźniejsze wpisy oraz zasugerujcie o czym jeszcze chcielibyście u mnie poczytać! :)

Buziaki.