piątek, 28 kwietnia 2017

#152 Mediolan- Galleria Vittorio Emanuele II.

Witajcie kochani!
Zastanawiałam się co jeszcze z Mediolanu mogłabym wam pokazać, bo choć był to intensywny czas i zobaczyliśmy tak wiele nowości to nie wszędzie robiłam zdjęcia, bo byłam zbyt pochłonięta światem realnym, nacieszeniem się towarzystwem ecc..
Myślę, że rozumiecie. :)
Np. z Castello sforzesco mam może ze dwa zdjęcia choć i tak zastanawiam się w jaki sposób mogłabym go wam pokazać... Jest ogromny, cały park, cały teren, tego nie da się uchwycić na zdjęciu!

Właśnie dlatego dziś pokażę wam inne miejsce, na pewno doskonale znane wam z wszechobecnych fotografii. Kto nie marzy o małych zakupach w Pradzie w tej właśnie galerii? ;)
Mi wystarczyłby apartament w hotelu na górze (uh co za odstępstwo;)).
W ogóle opowiem wam o biznesie życia jaki zrobiłam z moim chłopakiem. Cały czas mówił mi, żebyśmy poszli na drinka w galerii, a ja ciągle mówiłam "No weź, wydamy majątek za byle jakiego drinka!"
Dlatego też zaprowadziłam go w inne miejsce, tuż obok galerii, ale jednak poza nią i za plasterek ananasa i dwa drinki zapłaciliśmy 38 euro (zawsze wzbraniam się od przeliczania euro na złotówki, ale tym razem jednak zrobię wyjątek, bo ok. 160 zł to zaporowa cena za dwa aperole (btw. cała butelka aperolu to koszt 6-10 euro) i kawałek ananasa ahah).  czyli więcej niż kosztowały one w galerii. Jestem rekinem biznesu, codzienne sytuacje ciągle mi to uświadamiają.:D









Podoba wam się? :)

sobota, 22 kwietnia 2017

#151 5 włoskich produktów, których nie cierpię.

Witajcie kochani!
Dziś, żeby nie było zawsze tak idealnie, przygotowałam dla was post z 5 włoskimi produktami, które są w czołówce moich włoskich znienawidzonych produktów. Wiem, że może wydaje wam się to w tym momencie zabawne, ale tak, nawet ja, kompletny włoski świr, mam produkty, za którymi nie przepadam!

1. Chino.

Nie cierpię tego napoju odkąd tylko pamiętam. Już po jednym łyku mam dreszcze i drętwieje mi język, fuj! Jednak warto spróbować, bo np. moja rodzina to uwielbia...

2. Podpaski Lines idea.

Ja wiem, to prawdopodobnie najzabawniejsza rzecz jaką czytacie na moim blogu, ale jak myślałam o produktach, których nie cierpię z całego serca to właśnie one były moją pierwszą myślą! Niemniej jednak nie chciałam was aż tak szokować i zamieściłam je na drugiej pozycji. Daruję wam też zdjęcia i opisy ahah, ale ten kto je wymyślił raczej nie był kobietą.

3. Chleb.

Nie lubię włoskiego chleba i basta. :( Zwłaszcza tego super twardego, wyschniętego i bez soli. No i obowiązkowo z wielką dziurą w środku... Zawsze się o to kłócę z Włochami. Oni mi mówią "pffff nie jadłaś po prostu dobrego" (Włosi są w stanie do ostatniej kropli krwi bronić swoich produktów). A ja mówię "hola hola jadłam już z kilkaset różnych chlebów więc chyba, któryś musiał być ten "dobry"". Lepiej już jednak się nie kłócić, bo Włocha broniącego swojego nigdy się nie przegada. Oh my god oni są wszyscy tak pewni siebie i swoich rzeczy, że nawet nie macie pojęcia.

4. Lukrecja.

Włoski przysmak narodowy. Z lukrecji robi się... hm... wszystko? Jest na każdym kroku w każdej możliwej postaci. Ja nie cierpię, nigdy się nie przekonam i już samo spojrzenie na te wyroby mnie zniechęca.

5. Perugina.

Kolejny włoski klasyk. Walentynki, urodziny, święta? Bądź pewny, że ktoś podaruje ci te czekoladki! Może nie jest to jakiś znienawidzony przeze mnie produkt, ale mówię wam... Kosztuje sporo... a smakuje jak byle jaka czekolada z byle jakiego sklepu. :( Naprawdę nie warto przepłacać tylko dlatego, że to największa klasyka...



Jakie produkty znalazłyby się na waszej czarnej liście? :)

czwartek, 20 kwietnia 2017

#150 Mediolan- Il museo del Novecento.

Witajcie kochani. :*
Dziś zabieram was w kolejne interesujące miejsce w samym sercu Mediolanu! Odwiedziliśmy je z moim chłopakiem bardzo spontanicznie choć o samym muzeum wiedziałam już dużo wcześniej i zawsze podziwiałam w social media zrobione z niego zdjęcia z widokiem na centrum miasta. Ah!
Mimo to nie wiedziałam czy będę mieć czas na wizytę. Spytałam jednak moją S. "Hej warto tam iść?" Odpowiedz była krótka i zachęcająca"Ja uwielbiam!". Decyzja była więc równie sprawna i tak o to już kilka minut później byliśmy w środku. Przygotowałam też określoną na wstępie kwotę za wejście, a pani z uśmiechem od razu mówi do nas "ingresso gratuito"( wejście bezpłatne). Tym bardziej był to znak, że nie powinniśmy rezygnować ze spontanicznej wyprawy. ;)

Samo muzeum jest bardzo nowoczesne, przeszklone, zupełnie inne od tych, które do tej pory odwiedzałam. Mieści się na kilku piętrach, można chodzić samemu dookoła, jechać windą lub schodami ruchomymi, do koloru do wyboru. ;) W środku możemy obejrzeć dzieła XX wieku, zdecydowanie króluje futuryzm. Wśród najbardziej znanych artystów mamy tam dzieła Picasso i Modiglianiego. Miłym zaskoczeniem była dla mnie rzeźba Umberto Boccioni "Jedyna forma ciągłości w przestrzeni", którą zobaczyć możemy na monecie 20 centów. :D
Zawsze chciałam zobaczyć ją w rzeczywistości, ale nie miałam pojęcia, że znajduje się w mediolańskim muzeum więc niespodzianka była jak najbardziej udana.











Lubicie odwiedzać muzea podczas swoich podróży? :)

sobota, 15 kwietnia 2017

#149 Mediolan- Bosco Verticale.

Wróciłam i mam się świetnie!
Choć tęsknie bardzo. Nawet nie za samym Mediolanem co za moją przyjaciółką. Spędziłyśmy kilka perfekcyjnych dni i już się nie mogę doczekać naszych dalszych przygód. Wykorzystałyśmy ten czas do maksimum i nie mam prawa na nic narzekać, no może na to, że nie zostałam na dłużej głupia ja!
Widziałam naprawdę wszystkie mniej lub bardziej znane miejsca, które chciałam odwiedzić, a wszystko pewnie dzięki mojej cudownej mediolańskiej przewodniczce. Naprawdę dobrze mieć kogoś kto zabierze cię na najlepsze, nieturystyczne jedzenie, najlepsze lody i pokaże miejsca gdzie nie dochodzą turyści. Spędziłyśmy ten czas doskonale, tworząc nowe, zrozumiałe tylko dla nas żarty, plotkując o wszystkim co miało miejsce w ostatnim czasie, a także jedząc kolację z jej rodziną, która była CUDOWNA. Naprawdę poczułam się jakbym była częścią tej niesamowicie życzliwej, włoskiej rodziny. Niestety po wyjeździe pora wracać do rzeczywistości. Zanim to jednak nastąpi przygotowałam dla was serię mediolańskich wpisów gdzie pokażę wam kilka najfajniejszych miejsc!

Przed wyjazdem do Mediolanu powiedziałam mojej S., że może się walić i palić, ale ja chce zobaczyć Bosco Verticale. Oczywiście było "Mamma mia, nawet ja tam nie byłam!". Ale wybraliśmy się i nie żałuję, bo naprawdę robi wrażenie. Niestety S. powiedziała, że nie stać nas na taki apartament, a szkoda. ;)

Bosco Verticale mieści się w nowoczesnej części miasta, tuż obok biurowców i licznych sklepów. Nic więc dziwnego, że cena takiego mieszkanka przysparza o ból głowy. Na całym osiedlu rośnie więcej niż 900 drzew, na żywo naprawdę robi to niemałe wrażenie!





Jak podoba wam się to niezwykle oryginalne miejsce? :)

piątek, 7 kwietnia 2017

#148 Pisa- rady praktyczne.

Witajcie kochani! <3
Długi czas zastanawiałam się czy napisać post o Pisie, który będzie takim zbiorem rad praktycznych jak np. ten, który pisałam o Wenecji. Planowałam też umieścić Pisę w jednym z postów o piękniejszych miastach Włoch, bo choć może czytając poniższy tekst będziecie mieć mieszane uczucia, to z pewnością Pisa potrafi zachwycić jeśli spojrzymy na nią w inny sposób.
Ze względu jednak, że w Pisie zdarzyło mi się być kilka razy to ryzykuję i piszę ten wpis dla wszystkich tych, których dopiero czeka wycieczka do tego osławionego miasta. :)

Wiecie co najbardziej zapamiętałam z Pisy? Ok, może nie najbardziej, ale na pewno dość mocno.
Wszędzie nachalni sprzedawcy z Afryki, próbujący nam wcisnąć małe krzywe wieżyczki czy podrabiane torebki i okulary.
Pamiętam jak za pierwszym razem w Pisie byłam w ogromnym szoku, gdy zobaczyłam ich wszystkich leżących w cieniu pod budynkami. Co prawda w mieście nie byłam już od kilku lat więc mam nadzieję, że ta sytuacja się zmieniła. Dajcie mi koniecznie znać jeśli coś o tym wiecie. :)
Drugą rzeczą, którą zapamiętałam dość mocno to ochroniarze, którzy zakazują deptania trawy na placu cudów, gdy próbujesz zrobić sobie idealne zdjęcie. Nie wiedzieć czemu i tak wszyscy biegają po tych trawnikach w jedną i drugą, ale zawsze to mi się obrywało za stanięcie chociażby na skrawku tej trawy...
Po trzecie mimo tych kilku razy w Pisie nadal czuje jakiś niedosyt. Tak naprawdę nie mam pojęcia co jeszcze mogłabym tam zobaczyć, a mimo to czuję się trochę nieswojo myśląc o Pisie. Może to jedno z tych miast, w których powinno spędzić się miesiące? Ale z drugiej strony wciąż nie wiem co chciałabym robić tam miesiącami. Z pewnością nie chciałabym tam mieszkać.

1. Nie chodź oczywistą drogą.
Wiem, że w Pisie wszyscy biegną czym prędzej na Pole Cudów tak jakby miało ono zaraz zniknąć, ale spokojnie. Warto przejść się po całym mieście chociażby promenadą wzdłuż Arno lub murów miejskich. Na samo Pole Cudów wybrałabym się raczej późniejszym popołudniem i raczej nie skupiałabym się na spędzeniu czasu tylko na nim. Głównie też dlatego, że w sezonie pełno tam wycieczek przez co ludzi są setki, setki...

2. Wejdź na krzywą wieżę.
Wiecie, że na nią można wejść? Odkrywcza jestem z pewnością. Ja zawsze szukam wysokich punktów widokowych w miastach mimo, iż mam lęk wysokości. Z góry wszystko wygląda magicznie. Bilet kosztuje ok.15 euro i pamiętać trzeba, że na górę nie można ze sobą zabierać żadnych toreb, bagażu ecc.

3. Skoro jesteś w Toskanii to jedź jak w Toskanii.
Jeśli masz czas i okazje to spróbuj tradycyjnego toskańskiego chleba. Ja naprawdę go nie lubię, ale jestem ciekawa waszych odczuć! Tradycyjnie chleb toskański wypiekany jest bez soli i jest dość twardy. Zdecydowanie jest to coś innego od innych rodzajów chleba. :)
Daniem, bez którego także nie ma toskańskiej wyprawy z pewnością jest także stek wołowy Bistecca alla fiorentina. Do tego oczywiście Focaccia, która przypomina ciasto na pizze, ale jest grubsza. Tradycyjnymi ciastkami są Cantucci.

4. Wybierz odpowiedni czas na Toskanię.
Kiedy najlepiej wybrać się do Pisy, lub ogólnie mówiąc do Toskanii? Najpiękniejsza jest wczesną jesienią- to fakt powszechnie znany, ale z doświadczenia wiem, że wrześniowe popołudnia często bywają tam już chłodne. Zdarzają się opady deszczu i niezbyt przyjemny wiatr. Mnie uwiodła sierpniowa Toskania i taką chce ją pamiętać. :)

5. Dojazd.
Z Pisy łatwo się "wydostać" na dalsze zwiedzanie. Bilety autobusowe do Florencji czy Lukki to już tylko koszt kilku euro więc jeśli jesteście w Pisie, nie zmarnujcie takiej okazji! ;)





Kto z was był w Pisie? :*


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

#147 Czy Włochy to raj na ziemi?

Witajcie kochani! :)
Miałam ostatnio jakąś wewnętrzną potrzebę ukrycia się przed światem zewnętrznym. Mogłabym napisać na ten temat wiele, ale chyba nie warto rozdrapywać na blogu garstkę świeżych ran. Wpisy były ostatnio tak rzadko jak na mnie. Ostatni był tydzień temu, a napisany chyba 2 tygodnie wstecz. Tak naprawdę nie wiedziałam kiedy pojawię się tu ponownie. Myślałam o tym, że gdy znajdę chęć, wenę i siłę to napiszę troszkę postów. No i jestem. Decyzję podjęłam spontanicznie 10 min temu. Jestem i szykuję troszkę nowych rzeczy, aby starczyło na czas, gdy znów mnie nie będzie.
W poniedziałek wracam do Włoch. Na super krótko, tak krótko jeszcze w Italii nie byłam, ale cieszę się tak samo jak gdybym miała spędzić tam miesiąc. Wiem jaki jest powód tej radości, wy dowiecie się, gdy wrócę. :)

Dziś mam dla was dość nietypowy post i choć może tytuł jest lekko zagadkowy to z pewnością nie będę podważać swojej miłości do Włoch. Miejsce, z którym łączy mnie tak wiele lat i uczuć nie jest w stanie zrobić nic, aby mnie zniechęcić. Miewamy gorsze momenty jak to w każdej miłości bywa. Czasem jestem zła. Wściekam się na Italię przez krótki czas (możecie się śmiać no, bo i jak tu komuś wytłumaczyć, że można się wściekać na jakieś miejsce?) za to, że załatwiła mi rozdwojone życie, że nie mogę być z nią na zawsze nie tęskniąc za osobami stąd i że nie mogę żyć tutaj na zawsze nie tęskniąc za każdym jej detalem. Czasem naprawdę dąsam się jak mała dziewczynka, ale potem to wszystko mija. Nie ma mnie bez Italii. Słodka zależność. Niemniej jednak nie jest to ślepa miłość. Wiem jak dużo osób deklaruje miłość do pewnych miejsc, a potem po tygodniach, miesiącach czy latach tam spędzonych obrusza się, że nie tak miało to wyglądać. Znam wady(choć wciąż pewnie nie wszystkie, ale czy kogoś możemy poznać całkowicie?) Italii. Wiem, że nie jest rajem. Wiem co mówią mi też Włosi i czasem nawet żartują "Trochę jednak naiwna jeszcze jesteś.", gdy opowiadam im o milionach pięknych, włoskich rzeczy. Wiem, ale ten związek musi i tak trwać.

Włochy nie są takim bezpiecznym państwem jak mogłoby się wydawać(bo przecież ludzie uśmiechnięci).
Italia jest mieszanką gwałtowności, porywczości i ludzi, którzy nie zawsze chcą nam pomóc. O niektórych ryzykach już wam pisałam więc postaram się nie powtarzać tak bardzo tylko zwrócić wam uwagę na nowe rzeczy. :)

1. Mafia.
O włoskiej mafii słyszał chyba każdy. Nie jestem jeszcze zbyt dużym specem w tej dziedzinie choć przyznam, że to interesująca mnie tematyka i staram się czytać o niej jak najwięcej z wiarygodnych źródeł. Pewnego razu bardzo dawno temu koleżanka spytała mnie czy wiem dlaczego
Włosi nie są w stanie połączyć się mostem z Sycylią już od tyluuuu lat? Nie byłam pewna. Powiedziała mi, że wszystko z powodu mafii, która ma wpływy(znaczne wpływy) z transportu wodnego i nie może dopuścić do budowy mostu.
Mafia to oczywiście także haracze, wyłudzenia, porwania, przemyty. Nic co wpływałoby dobrze na kraj. Jakiś czas temu opowiedziano mi też historię młodej kobiety, która została poważnie okaleczona, gdyż nie chciała płacić haraczu. W głowie też zawsze mam historię z przed 5 już lat (musiałam to sprawdzić, bo byłam przekonana, że minęły dopiero 2-3 omg...), gdy pod szkołą w Brindisi w Apulii wybuchła bomba zabijając nastoletnią uczennicę. Przypadkowych ofiar bywa wiele.
Do tego sprawa tych nieszczęsnych śmieci, których wywóz też jest przez mafię kontrolowany.

2. Śmieci.
No właśnie, śmieci. Kampania i Kalabria (Apulia po części też) toną w śmieciach. Nie ma ich komu wywozić więc są wywożone nielegalnie i zakopywane w ziemi, ewentualnie palone. Chemiczne odpady zakopane pod ziemią od tak. Wyobrażacie sobie? Na tych terenach
ludzie chorują na wszelkie choroby jeden za drugim. Nowotwory, problemy z tarczycą, bezpłodność... Kto z was słyszał o "terra dei fuochi"? 

3. Kradzieże.
Pisałam wam już o tym! Kradzieży jest we Włoszech coraz więcej. Do tej pory pamiętam jak sama nieomal stałam się jej ofiarą w letnią noc na jednej z bocznych uliczek.
Pomimając tylko tą sytuację, we Włoszech coraz częściej kradnie się samochody, skutery, AUTOKARY. Bagaże z aut pozostawionych na parkingu, a także oczywiście telefony, portfele, aparaty. Po prostu trzeba uważać. 
Jak ukraść skuter w 40 sekund? KLIK

4. Brak pracy i perspektyw.
Im dalej na południe tym trudniej o znalezienie pracy. Dość często młodzi ludzie z Neapolu mówią, że chcieliby wyjechać. Nawet nie na północ. Najlepiej daleko poza granice państwa.
"Zrozum w końcu, że Neapol nie ma żadnych perspektyw. Możesz tam umrzeć i nigdy nic nie zarobić."- usłyszałam kiedyś od znajomej osoby z północy kraju. Nie przesadzajmy też oczywiście. Dla bogatszych z północy, Neapol to zawsze będzie bieda i rozpacz, ale to prawda, że z pracą nie jest najłatwiej.
"Chcesz pracę w Neapolu kiedy nawet dla mnie jej tu nie ma."
Wiem, że czasem myśląc o przeprowadzce do Włoch ludzie myślą "o piękny domek w Toskanii i boska praca". Tylko tak naprawdę ilu osobom może się udać kupić ten piękny dom na jednej z najdroższych ziem świata? :D

5. Trzęsienia ziemi.
Ostatnio po sierpniowych i listopadowych wydarzeniach chyba każdy jest w tym temacie. Większość ludzi myśli, że to jedyne trzęsienie ziemi we Włoszech od lat. 
Oczywiście jedyne tak silne w ostatnim czasie, co nie zmienia faktu, że włoska ziemia drży bardzo bardzo często, a właściwie praktycznie bez przerwy. 

6. Polityka i finanse.
Jest to bardzo smutny dla mnie temat, ponieważ jest najczęściej poruszany przez Włochów w rozmowach ze mną z serii tych ciężkich tematów. Jest mi bardzo przykro słuchać tego, bo zazwyczaj z całkowitym spokojem opowiadają mi o rozrywających serce sprawach. Zaczynają od słów "Kochałem Italię, ale teraz już nie...". Opowiadają mi o milionach długów, braku pieniędzy
na odbudowy miejsc dotkniętych kataklizmem, problemach z bankami i zawsze z takim wielkim smutkiem mówią "Jesteśmy naprawdę biednym państwem i to się nie zmieni dopóki rząd się nie zmieni." 

7. Maschilista. 
Od maschilismo czyli jakby to najprościej powiedzieć seksizmu. Seksizm jest wciąż bardzo obecny we Włoszech, zwłaszcza na południu i na samej Sycylii. Jeszcze lata temu mój znajomy z północy kraju mówił mi, że Neapol to raj maschilistów i żebym nigdy w takie związki nie brnęła ahah. Trochę niestety tej smutnej prawdy w tym jest. 

Jest coś co dołożylibyście do listy włoskich problemów? 

wtorek, 28 marca 2017

#146 Książka- Triumf śmierci.

Dzień dobry kochani!
Dzisiaj nadszedł ten wesoły dzień, w którym po raz pierwszy (tak mi się wydaje) powiem wam coś więcej o pewnej włoskiej książce. Gdy nie mam nic obowiązkowego do czytania na uczelnię, to oczywiście sięgam jedynie po książki włoskich autorów lub książki o mafii. Jasne, czasem zrobię jakiś wyjątek, ale dopóki nie przeczytam wszystkich włoskich arcydzieł, które sobie postanowiłam to szkoda mi dzielić czas na innych. ;)
Dziś będzie o książce, która wyrządziła w mej głowie niemałe spustoszenie. "Triumf śmierci" Gabriele D'Annunzio. Kocham wiersze D'Annunzio całym sercem więc któregoś z pięknych dni postanowiłam, że nabędę kilka jego książek i także przeczytam. Wiedziałam, że będzie to intelektualna wyprawa, ale nie spodziewałam się, że aż taka! Na pierwszy ogień poszedł wspomniany już "Triumf śmierci". Nie zraziło mnie, że tak wielu Włochów próbowało mnie zniechęcić do czytania. Sięgnęłam po nią z radością i ogromnym podekscytowaniem. "Oto trzymasz w rękach cudownego D'Annunzio"- powtarzałam sobie dotykając stron. AH!

Co powiedziałabym więc o samej książce?
Nie jest to lekka pozycja. Właściwie po 200-300 stronach(całość ma 500), czytelnik zaczyna czuć się zmęczony. Nie znudzony. Zmęczony psychicznie. Dodatkowo mniej więcej po tym czasie 200-300 stron zaczęłam domyślać się jakie będzie zakończenie i naprawdę czułam się tym mocno zaniepokojona, wręcz przerażona. Bohater wykańczał mnie psychicznie, ale tak bardzo chciałam dowiedzieć się czy mam rację (miałam), że brnęłam w jego emocjonalne przemyślenia dalej i dalej...
Zakończenie jest jednak trochę suche. Takie jak się domyślałam, ale takie zimne... Nagłe.
Jeśli macie wolną chwilę, depresyjny nastrój i chcecie pogrążyć się jeszcze bardziej to jak najbardziej polecam. Z pewnością jest to książka udana. Język jest doskonały, opisy także. Po prostu jest w niej coś niepokojącego... Coś przed czym ostrzegali mnie inni... Niemniej jednak nie żałuję i cieszę się, że spełniłam swoje małe czytelnicze marzenie nawet jeśli teraz moja głowa eksploduje od nadmiaru myśli.


Czytaliście kiedyś coś D'Annunzio?