Etykiety

środa, 11 marca 2020

Pavia- perełka Lombardii

Witajcie kochani czytelnicy!

Pamiętam ten upalny, wrześniowy dzień, tak jakby to było wczoraj. Mieszkałam już wtedy w Mediolanie, ale cały czas czułam się jakby to były wakacje. Póki co trwała jeszcze moja beztroska i chęć zwiedzania nowych miejsc. Pavia lub jak wolicie Pawia była na mojej liście od dawna. Niezbyt duża, dzięki czemu niezatłoczona i położona nad urokliwą rzeką Ticino. Kusząca jest także odległość od Mediolanu, ponieważ jest to tylko około 30 kilometrów! Bilet pociągowy kosztuje grosze, o ile nie pomylicie pociągów, tak jak ja. 25 lat jeżdżenia do Włoch, a ja wciąż czasem się na to nabieram 😁. Wiecie, co najbardziej urzekło mnie w Pavii? Kolorowe domki położone nieco na uboczu miasta, malowniczy most, którym można przejść się z jednego brzegu na drugi, a także wieże, które przypominają mi te z Bolonii.














Ciekawa jestem, czy odwiedziliście kiedyś to miasto? :)

poniedziałek, 3 lutego 2020

Cornetto czy brioche? O co w końcu chodzi z tym rogalikiem?

Witajcie kochani!

Ah cornetto i brioche. Aż trudno sobie wyobrazić ile czasu spędziłam na "wykłócaniu się" w ich kwestii.
Na pewno każdy kto, choć raz był we Włoszech kojarzy te piękne rogaliki (czasem bardziej przypominające półksiężyc, czasem mniej), które nabyć można w wielu wariantach smakowych. Najczęściej spotykane są te puste lub z nadzieniem czekoladowym, pistacjowym lub z crema pasticcera. Jest to taki biały, słodki krem, ale nie mam zielonego pojęcia, jaki to ma polski odpowiednik. Krem cukierniczy? Nie chce was wprowadzić w błąd.
Zazwyczaj Włosi tłumaczyli mi to tym, że na południu Włoch używa się nazwy "cornetto" a na północy "brioche". To z tego powodu cały czas pozostawałam nieco niepokorna i za każdym razem, zamawiając cornetto w Mediolanie, powtarzałam, że chcę właśnie "cornetto" i nawet, gdy poprawiali mnie na "biorche", powtarzałam jeszcze raz, że "cornetto, cornetto". Moja mediolańska przyjaciółka cały czas pół żartem- pół serio mówiła: "Oj Mediolańczycy są na tym punkcie przewrażliwieni. Szybko narobisz sobie wrogów!"

Fakt, że spory o to, czy mówić "cornetto", czy może jednak "brioche" są dosyć zabawne. Poza jednak znanymi mi różnicami w nazewnictwie, wynikającym z zamieszkiwania różnych regionów kraju, postanowiłam przyjrzeć się tematowi nieco bliżej i ustalić, czy faktycznie istnieją jakieś konkretne różnice między tymi rogalikami.

Po wnikliwych obserwacjach i uważnym przeanalizowaniu kilku blogów kulinarnych okazuje się, że tak, prawdziwe cornetto różni się od prawdziwej brioche, ale to, co najczęściej można kupić we włoskich kawiarniach to jedno i to samo pod dwoma różnymi nazwami.
Pozwolę sobie zacytować jedną z takich stron:

Ore 8:30 circa del mattino, siamo al bar. Mentre a Milano qualcuno sta facendo colazione con cappuccino e brioche, qualcun altro a Napoli la sta facendo con cappuccino e cornettoma staranno per caso facendo la stessa colazione? La risposta è sì, entrambi stanno mangiando la stessa cosa: chiamarla brioche è soltanto un uso improprio del termine, diffuso al nord Italia. Lacucinaitaliana

Jest około 8:30 rano, jesteśmy w barze. Podczas gdy w Mediolanie ktoś je śniadanie składające się z cappuccino i brioche, ktoś inny w Neapolu je śniadanie z cappuccino i cornetto...Oznacza to, że jedzą takie samo śniadanie? Tak, obydwoje jedzą dokładnie to samo: nazywanie jej brioche jest tylko niepoprawnym terminem, który rozpowszechnił się na północy Włoch.

Jaka jest jednak różnica pomiędzy obydwoma tymi słodkościami w ich oryginalnej wersji? Brioche pochodzi z Francji i jest wyrobem na bazie drożdży, który powstaje przy użyciu masła, mąki, cukru, jajek oraz wody i smalcu. Jest bardziej puszysty i miększy niż klasyczne cornetto, które w oryginalnej wersji zawsze ma formę półksiężyca. Do wyrobienia cornetto dodatkowo dodaje się mleka i rezygnuje ze smalcu. Obie słodkości mogą być natomiast puste, jak i wypełnione kremem lub marmoladą. 

Niemniej jednak wychodzi na to, iż to co na północy zwą brioche, wciąż pozostaje po prostu cornetto!





Jaki rodzaj cornetto smakuje wam najbardziej?

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Kosztorys życia w Mediolanie

Cześć!
Zastanawialiście się kiedyś ile może kosztować życie w Mediolanie? Przeprowadzając się do tego miasta zdawałam sobie sprawę, że ceny, jak i jakość życia i świadczonych usług znacznie różni się względem innych włoskich miast. W końcu jest to najdroższe miejsce do życia w całych Włoszech! Oczywiście różnice między Mediolanem a Florencją (w której koszta życia plasują się zaraz na drugiej pozycji najdroższych miast Italii), czy Mediolanem a Rzymem są znacznie mniejsze, niżeli porównując Mediolan i miasta położone na samym południu lub na Sycylii. Choćby już z tego powodu wolałabym mieszkać w moim kochanym Neapolu! Gdyby tylko możliwości i zarobki szły w parze z cenami eh...

Jak wygląda codzienne utrzymanie w Mediolanie?

Na samym początku na pewno warto poruszyć kwestie zamieszkania. Cena za pokój w przeciętnej dzielnicy to wydatek od 450 euro w górę za miesiąc. Oczywiście zdarzają się przypadki, że ktoś za pokój w Mediolanie płaci 350, czy 400 euro. Moje gratulacje! Takie okazje także się trafiają, choć ja osobiście na taką nie natrafiłam, a szukałam mieszkania wytrwale przez kilka miesięcy. Pytając o tę kwestię Mediolańczyków, także oni potwierdzają, że znaleźć coś poniżej 450 euro to cud i niesamowity łut szczęścia. Oczywiście im lepsza dzielnica, tym ceny są wyższe. "Lepsza dzielnica" to najczęściej okolice samego centrum lub bezpośrednie sąsiedztwo uniwersytetów. W tak zwanej Città Studi, czyli dzielnicy, która teoretycznie skupia najwięcej studentów, pokoje kosztują nawet od 800 euro w górę. Ile kosztować będzie całe mieszkanie? Tutaj przedział jest bardzo szeroki, bo wiele zależy od wielkości mieszkania, ilości pokoi, lokalizacji i dodatkowych udogodnień. Myślę, że ta kwestia na całym świecie wygląda podobnie. Niemniej jednak raczej nie znajdzie się mieszkania poniżej 800/900 euro za miesiąc. 800/900 euro to naprawdę doskonała okazja, jeśli chodzi o mediolańskie mieszkanko! Mam znajomego, który za swoją uroczą kawalerkę w Città Studi płaci 1500 euro. Mieszkanie faktycznie jest nowoczesne i zadbane, ale kurczę! To wciąż tylko niewielka kawalerka i ponad 6000 złotych za miesiąc! Może i nie powinno się tak przeliczać, ale warto podkreślić, że dla przeciętnego Włocha 1500 euro to także bardzo dużo pieniędzy! Więc w tym przypadku porównanie do naszych 6000 złotych dla wielu będzie słuszne.

Jak wygląda kwestia wyżywienia? Oczywiście, udając się do supermarketów większość produktów można kupić w ujednoliconej cenie, a więc nie jest to nic szczególnego. W Mediolanie nie brakuje sklepów z ekskluzywną żywnością, bio owocami itd, ale jeśli ktoś chce zaoszczędzić, spokojnie może się bez tego obejść. To dlatego warto wspomnieć o kosztach jedzenia na mieście. Doświadczenie podpowiada mi, że ceny są nieco wyższe, niż w większości włoskich miast. Niewiele. Zazwyczaj jest to dosłownie 1/2/3 euro w porównaniu do Florencji, czy Rzymu. Ogromna przepaść robi się dopiero, wtedy gdy porównuje się Mediolan i Neapol lub Mediolan i miasta sycylijskie. W Mediolanie jest pewna pizzeria, która należy do tego samego właściciela co bardzo popularna pizzeria w Neapolu. Właściwie jest to, to samo. Po prostu kolejna filia. W Neapolu lokal ten jest malutki, kilka stolików, stare krzesła i szybka obsługa. Wszystko w iście neapolitańskim stylu, a pizza kosztuje 4 euro. W Mediolanie lokal jest ekskluzywny, przestronny i ze zdecydowanie większą ilością rodzajów pizzy do wyboru. Tutaj kosztuje już ona pomiędzy 9 a 13 euro.
Koszt kawy zależny jest tak naprawdę od miejsca, które się wybierze. Z radością stwierdzam, że jest kilka takich, w których espresso faktycznie kosztuje tylko 1 euro!
To jedna z moich ulubionych kaw. Espresso z przeróżnymi dodatkami. Między innymi bitą śmietaną i nutellą. Kosztuje prawie 3 euro, ale faktycznie jest dość oryginalna.
Moim absolutnym nr 1 jest Marocchino w Ravizza. Koszt takiej kawki to 2,60 euro, ale akurat w tym przypadku warta jest ona każdej ceny! Ciastka w tej kawiarni mają przeróżne ceny. Średnio od 2 do 5 euro.
Ile kosztuje "normalny" posiłek w knajpie? Makarony to zazwyczaj koszt 10-20 euro za porcję. Dania rybne często sięgają ponad 20 euro. Podobnie wygląda kwestia dań mięsnych. Oczywiście zawsze można zjeść gdzieś taniej 😌. Tak wyglądają jednak ceny w dobrych (choć nie najlepszych) knajpkach w Mediolanie. Aperol Spritz można wypić za 5 euro, ale raczej tylko na jakieś świetnej okazji Happy Hour. Zazwyczaj ceny zaczynają się od 8 euro. Choć zazwyczaj w tej cenie wliczone są drobne przekąski (orzeszki, chipsy, oliwki) może się zdarzyć, że do drinka nic się nie dostanie 😟. Ja z reguły unikam miejsc, gdzie Aperol Spritz kosztuje więcej niż 8 euro.

Transport publiczny najbardziej opłaca się, gdy posiada się kartę miejską. Tyle, że aby ją wyrobić, potrzeba podać adres, pod którym mieszka się w Mediolanie ecc. Wyrobienie karty miejskiej to jednorazowy koszt 10 euro. Ja co miesiąc doładowywałam ją za 22 euro, ale ceny te mogą się różnić, ponieważ uzależnione jest to od stref, którymi się przemieszczamy oraz od naszego wieku. Ja korzystałam z oferty, która przeznaczona jest dla osób do 27 lub 28 roku życia i ona kosztuje właśnie 22 euro miesięcznie. Najbardziej podstawowy bilet miejski kosztuje 2 euro (w lipcu podnieśli ceny, wcześniej kosztował chyba 1,40 albo 50). i na dłuższą metę w ogóle się to nie opłaca.

Mówiąc o transporcie, warto wspomnieć również o kosztach taxówek i uberów. Są one naprawdę wysokie i średnio się to opłaca 😟. Kilka minut jazdy za 20 euro? Eh.

Mieszkając we Włoszech warto nabyć również włoski nr telefonu, który umożliwia bezproblemowe korzystanie z internetu i rozmowy na terenie Włoch. Aktywacja numeru kosztowała mnie w sieci TIM około 20 euro. Potem doładowywałam telefon za 15 euro co miesiąc. W tej ofercie miałam 60 GB internetu i duuużo (ale nie pamiętam już ile) minut rozmów z włoskimi numerami. Social media były za darmo bez transferu danych. Co ciekawe, we Włoszech trudno o ofertę, która miałaby mniej niż 30 GB internetu miesięcznie. Najczęściej jest to właśnie 60 w górę!

Co natomiast z rozrywkami, takimi jak kino, muzeum, czy galeria sztuki? Tutaj ceny są podobne jak i w całych Włoszech więc nikogo nie powinno to zadziwić.

Mam nadzieję, że udało mi się pokrótce opowiedzieć o kosztach życia w Mediolanie, a przynajmniej o tych najbardziej oczywistych kwestiach, takich jak mieszkanie, czy wyżywienie. Jeśli macie jakieś pytania lub chcecie opowiedzieć o własnych doświadczeniach, piszcie śmiało w komentarzach!
Do usłyszenia 👋

niedziela, 19 stycznia 2020

Mediolan- miasto ludzi niemiłych

Kilka miesięcy w Mediolanie minęło mi w zatrważającym tempie i de facto wróciłam z niego nieco wcześniej, będąc z tego faktu wręcz zadowolona, co z reguły nie zdarza mi się, gdy muszę wracać z Włoch.
Mediolan jednak wyssał ze mnie sporą dawkę energii. Może to nie wina samego miasta, ale wielu spraw, które się w nim toczyły, co finalnie przelało czarę goryczy.

Starsi czytelnicy pewnie pamiętają wpis, w którym opowiadałam wam o włoskicj miejscach, w których mogłabym zamieszkać. Znalazł się tam Rzym, pomimo swojego chaosu komunikacyjnego i zbyt dużej ilości turystów (kurczę, mogłabym dać szansę temu Rzymowi, gdyby tylko trochę się postarał!) i oczywiście Neapol. Wymieniłam również Sienę, która jest moją słabością odkąd miałam naście lat i gubiłam się w jej magicznych uliczkach z kawałkiem pizzy w dłoni. Na listę wpisałam również Mediolan, choć potem przekreśliłam jego nazwę i dodałam nieostre zdjęcie, aby podkreślić moje wahania. 

To właśnie moja nowa i niepewna opcja na liście. Mediolan nigdy nie wydawał mi się miejscem dla mnie, a mimo to wielu ludzi mówiło mi: POWINNAŚ ZAMIESZKAĆ TAM, ale we mnie zawsze było tak dużo sceptycyzmu... Z wielu powodów, które zawsze przeważały. Po co wybierać Mediolan mając do wyboru Rzym, Neapol nawet Wenecję? Szaleństwo.

Tak pisałam o Mediolanie w 2016 roku. Równe 3 lata później wypakowałam walizki w położonej na północy miasta dzielnicy i zaczęłam prowadzić zupełnie inne życie od tego, które do tej pory znałam. Kiedyś wydawało mi się, że faktycznie Mediolan mógłby w jakieś dalekiej przyszłości stać się moim domem ze względu na możliwości, jakie daje, ale nigdy nie nosiłam tego miejsca pod sercem.

Faktycznie, po pierwszym tygodniu mediolańskiej codzienności, czułam się, jak Neapolitanka siłą przesiedlona na północ. Jadałam pizzę (ale tylko w neapolitańskich pizzeriach, helloł!), piłam ulubioną kawę, wertowałam książki i cały czas narzekałam. Narzekałam do tego stopnia, że mój neapolitański przyjaciel powiedział, że jestem już prawdziwą dziewczyną z Neapolu, ale jeśli otworzę oczy nieco szerzej to na pewno Mediolan nie okaże się taki zły.
Mi jednak bardzo brakowało tego ciepła. Tej życzliwości, która pozwalała mi się ogrzewać na Sycylii, w Kampanii, Kalabrii, czy Apulii. Brakowało mi tego bezinteresownego podejścia do drugiego człowieka. Brakowało mi przypadkowych spotkań i znajomości nawiązywanych na ulicy. Tego, że po powrocie z Neapolu najczęściej wracałam z nowymi przyjaźniami i godzinami spędzonymi na śmiechu i zabawie, podczas gdy tutaj czułam tylko chłód i wycofanie. To dlatego w mojej głowie zaczęłam generalizować i coraz częściej określać Mediolan jako miasto ludzi niemiłych....

Czy mediolańska przygoda czegoś mnie nauczyła? O tym opowiem wam kolejnym razem!

czwartek, 25 lipca 2019

#223 Zobaczyć Neapol i nie umrzeć

Wiele razy spotkałam się ze stwierdzeniem, że do Neapolu przyjeżdża się tylko raz i to po to, aby szybko z niego uciec. Co więc robię w tym mieście kolejny raz z rzędu, planując dalsze powroty i snując plany na przyszłość?

Neapol to jedno z tych miejsc, które kochasz, albo nienawidzisz. Brzmi banalnie, ale zapewniam was, że tak to właśnie wygląda. Ja jednak nie wyobrażam sobie mojego życia bez tego kawałka ziemi na stałe wrytego w serce. W poprzednim życiu na pewno byłam Neapoletanką, ponieważ z ogromną łatwością odnajduje się w panującym tam chaosie, hałasie i rumorze. Nie straszne mi skutery między którymi trzeba skakać z niemałą gracją, aby nie zostać potrąconym, czy ostrzeżenia przed spadającymi na głowę kawałkami elewacji (sic! W tym roku widziałam panią, której taki kawałek spadł na głowę. Na całe szczęście nie było to zbyt groźne i szybko ją opatrzyli bez większego uszczerbku na zdrowiu).

W Neapolu łapie jakąś taką pewność siebie, której brakuje mi w pozostałych miejscach na świecie. Uśmiecham się szerzej niż zwykle, przymykam oczy z rozkoszą i wychylam się niebezpiecznie poza balkon, śmiejąc się przy tym zawsze, że któregoś dnia w końcu się urwę (oh yes, w Neapolu znane są także przypadki urwanego balkonu, który spadł z kimś kilka pięter niżej 😓).
Kilka nocy temu wracaliśmy sobie do domu, gdy mój kompan przerwał nagle rozmowę i powiedział- Oh patrz tutaj! Już myślałam, że zaraz pokaże mi coś super romantycznego, ale okazało się, że wskazuje jedynie na trzy tłuste, OGROMNE karaluchy, które przebiegły nam praktycznie pod nogami i z obojętnością dodał- No cóż, w Neapolu mamy ich miliony. Nie jak w Warszawie, prawda?

Większość moich znajomych, słuchając takich historii łapie się za głowę i mówi- No way, po co tam właściwie jechać?
Nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie. Ja po prostu czuje się tam jak w raju, nawet jeśli tak naprawdę otacza mnie piekło (słowa mojego neapolitańskiego przyjaciela, ja Neapolu nie nazwałabym tak dosłownie piekłem 😂). Mimo całkowitej świadomości, że dookoła czai się jakoś więcej niebezpieczeństw, cała otoczka tego miasta sprawia, że nie potrafię się martwić. Wszystkie smutki ulatują w Neapolu, a ja czuję, że moja dusza i głowa stają się nagle o wiele lżejsze. Spędzam godziny obserwując Wezuwiusz, mocząc stopy, siedząc na kamieniach przy lungomare, czy opierając się o kamienne lwy na placu Plebiscito i po prostu nie myśląc już o niczym. Nic złego nie zaprząta mi głowy, gdy jestem w Neapolu. To miasto to moja idealna odtrutka. Jadę tam w kiepskim stanie, czasem siedzę w samolocie ze łzami w oczach, martwię się codziennością, a potem ląduje i mimowolnie się uśmiecham. Ciao Napoli.
Ciągnąc za sobą ciężką walizkę (czy kiedyś nauczę się zabierać ze sobą mniej rzeczy?), mijam znajome palmy, które rosną na trasie prowadzącej na przystanek, z którego odjeżdża lotniskowy samolot i już wiem, że od teraz aż do końca pobytu towarzyszyć mi będzie szczęście.
"Jesteś neapolitańskim szczęściem" powiedział mi ostatnio kolega i bardzo chciałabym w to wierzyć. Ufać, że jest to moje szczęśliwe miejsce, które sprawuje nade mną opiekę i otacza nade mną lekką pierzynkę, która ochroni mnie przed każdym niepowodzeniem.

Smutku nie cenią w Neapolu, a ja właśnie od jego mieszkańców uczę się radości z najmniejszych rzeczy. Czasem serce ściska mi się na widok tych naprawdę mini mini mieszkanek w centrum, w których brakuje nawet bieżącej wody i myślę sobie, że ja nie wytrzymałabym tam nawet minuty. Potem krążę po mieście i myślę o tym godzinami, aż natrafiam na jakąś sympatyczną twarz, która zagaduje mnie o samopoczucie, pyta skąd jestem, czemu tak dobrze mówię po włosku, czy pomaga mi zapakować zakupy. Myślę sobie, wtedy że w prostocie tkwi siła. Że trzeba szukać tych najdrobniejszych gestów, które składają się na najpiękniejszą całość, jaką można sobie wyobrazić. Że może jak najczęściej trzeba być jak ten pan w podartych butach, który brudnym nożykiem obiera pomarańcza, siedząc na ulicy, a mimo to nie traci uśmiechu i zagaduje przechodniów. Oh jak to banalnie brzmi, ale ile w tym wszystkim uroku.

Tego wieczora, gdy w mojej głowie najwięcej było przemyśleń, myśli biły się o pierwszeństwo, a ja nie wiedziałam, jak je poskromić, mój przyjaciel zabrał mnie na samą górę Posillipo, aż do miejsca nazywanego 13 discese, z którego rozciąga się najpiękniejszy widok na miasto. Tuż za naszymi plecami wyrastały najdroższe mieszkania w Neapolu, z zapierającym dech w piersiach widokiem na Wezuwiusza i morze. Nie potrafiłam wydusić z siebie ani jednego słowa, a on powiedział "Obejrzyj się za siebie. Właśnie w tym domu będziesz kiedyś mieszkać". Tylko radości i nadzieje cenią w Neapolu. Zawsze noszę je w sercu i, gdy zjeżdżaliśmy słynnymi zakrętami do miasta, powiedział jeszcze "Ostatnie spojrzenie na raj, później są już tylko szare ulice".





poniedziałek, 17 czerwca 2019

#222 10 wyrażeń, które koniecznie trzeba poznać

Witajcie!
Jak się macie? Znów minęło trochę czasu odkąd dla was pisałam, ale tak naprawdę ostatnio czas nie działa na moją korzyść i nawet nie wiem gdzie gubię go aż tyle!
Ciągle rośnie natomiast lista tematów, które chciałabym poruszać, a dziś mam dla was coś naprawdę przyjemnego! Ucząc się języka obcego, zawsze największą ciekawość budzą u mnie wyrażenia slangowe. Pamiętam, że gdy miałam jakoś 17-18 lat i mówiłam po włosku już całkiem swobodnie, obiecałam sobie, że od teraz będę przysłuchiwać się Włochom jeszcze uważniej i wyłapywać od nich typowe slangowe powiedzonka, słowa klucze, czy dialektyczne wyrażenia. W ciągu ostatnich lat zgromadziłam ich w swojej głowie naprawdę wiele i wciąż zdarza mi się, że używam ich w mowie potocznej, co zawsze wśród Włochów powoduje ogromną radość i komentarze w stylu "Ale skąd ty to wiesz?", "Tak mówisz, że zapominam, że jesteś Polką, nie Włoszką". 😁 Zawsze uważałam, że słowa klucze i slangowe wyrażenia są niesamowicie ważne przy nauce każdego języka. To właśnie dzięki nim nabieramy pewnej swobody, nasze wypowiedzi przestają być "sztywne i wyuczone", a sam sposób mówienia bardziej wpada w ucho. 

W dzisiejszym poście z wielką przyjemnością przedstawię wam moje ulubione słowa klucze/ wyrażenia, których używam na co dzień i uznaje je za szczególnie ważne i/lub popularne w mowie codziennej :)

1. Che figata! 
Czy da się jeździć do Włoch/znać język włoski i nie używać tego wyrażenia? 😵 Zdecydowanie jedno z moich ulubionych, ale też bardzo często używanych! Che figata oznacza jakąś szczególnie cudowną/piękną/interesującą rzecz. Bardziej dobitnie powiedziałabym, że używa się tego, gdy coś jest zajebiste. 😁

"Domani vado a Roma!"
"Che figata!"

"Jutro jadę do Rzymu!"
"Ale zajebiście!"

Myśląc o wyrażeniu che figata, od razu nasuwa mi się namyśl jedno z moich ulubionych słów, czyli figo. Dla mnie wiele rzeczy jest... figo. Figo można określić pięknego chłopca. 😁 Ale nie tylko. Generalnie, gdy coś bardzo nam się podoba, jest ponadprzeciętne, zareagować możemy, mówiąc figo

"Ti piace questo posto?"
"Sì, molto figo."

"Podoba ci się to miejsce?"
"Tak, jest piękne."


2. Che schifo!
Kolejne wyrażenie, którego nie mogłoby zabraknąć. Che schifo wyraża obrzydzenie i zniesmaczenie. Używane może być, zarówno w kontekście jedzenia, jak i codziennych sytuacji, które nie przypadną nam do gustu. Nie jest to najpiękniejsze wyrażenie, ale wśród znajomych, czy w sytuacjach bardzo spontanicznych i codziennych jest używanego baaaardzo często.

"Che schifo mangiare la pizza con l'ananas!"

"To obrzydliwe jeść pizzę z ananasem!"

3. Mi fa cagare!
Tego używam chyba najrzadziej ze wszystkich zamieszczonych we wpisie wyrażeń. Średnio podoba mi się jego sens i wydźwięk, ale przez Włochów używane jest nagminnie. Dlatego też warto przynajmniej wiedzieć, co oznacza. Mi fa cagare używa się, aby podkreślić, że coś fa schifo, czyli budzi obrzydzenie, jest nie do przyjęcia. Warto jednak pamiętać, że jest to wyrażenie wulgarne!

"Ti piace questo ristorante?"
"Mi fa cagare, si mangia proprio male!"

"Lubisz tę restaurację?"
"Jest okropna, nie da się tam dobrze zjeść!"

4. Dai!
Moje ukochane i używane, gdy tylko nadarzy się taka okazja (czyli ciągle). Dai jest super uniwersalne i wyraża tak naprawdę... wszystko? Słowem dai można określić zniecierpliwienie, rozdrażnienie, złość, ale i zachętę. Na przykład, wtedy gdy próbuje się namówić kogoś na jakiś wyjazd. Wtedy gdy ktoś cię zdenerwuje i rzucasz groźne "dai, basta", ale i wtedy gdy płaczesz ze śmiechu i też rzucasz, tym razem wesołe, "dai, basta."

"Dai, basta! Mi stai dando fastidio!"

"No już, dość. Denerwujesz mnie!"

5. Basta!
Basta chyba jest znane przez wszystkich i nie wymaga specjalnego tłumaczenia. Używane, wtedy gdy mamy już czegoś dosyć. Często stosowane jako przerywnik kłótni. Oczywiście ma też swoje wydźwięki bardziej optymistyczne. Na przykład można powiedzieć basta, gdy twoje zamówienie w restauracji jest już kompletne, albo nie chcesz więcej wina. 😁

"Smetti di mentire, basta!"

"Dość, przestań kłamać!"

6. Meno male!
Używane często, gdy chcemy wyrazić ulgę. Dosłownie przetłumaczyłabym to jako "dzięki Bogu" lub "na całe szczęście". Często używane jest też w sposób ironiczny. 

"Mi sento meglio."
"Meno male!"

"Czuję się już lepiej."
"Całe szczęście!"

7. Boh.
Bardzo nieformalne, choć niestety zdarza mi się o tym zapominać. Boh oznacza tyle co "nie wiem". Wyraża więcej niż tysiąc słów. 😂 Czasami zadajesz komuś poważne pytanie i oczekujesz rozbudowanej odpowiedzi, a on mówi ci tylko boh i w sumie nie wiesz, czy śmiać się, czy płakać. Zazwyczaj gdy ktoś na poważne pytanie odpowie mi boh, ja odpowiadam ma dai i po prostu komunikacja jest cudowna. 😁

"Dove vai in vacanza?"
"Boh"

"Gdzie jedziesz na wakacje?"
"Nie wiem"

8. Figurati!
Figurati oznacza coś w stylu "nie martw się tym", "nieważne!", "nie ma za co". Często jest używane na przykład w sytuacjach, gdy ktoś przeprasza za to, że nieumyślnie sprawił komuś przykrość, a druga osoba odpowiada figurati! To też częsta reakcja na podziękowanie za udzieloną pomoc, co podkreśla, że osoba, która udzielała pomocy, zrobiła to bezinteresownie i z przyjemnością. 

"Grazie, mi hai fatto un grosso favore"
"Ma figurati!"

"Dziękuje, zrobiłeś mi wielką przysługę"
"Ależ nie ma za co!"

9. Che palle!
Che palle wyrażają znudzenie, rozdrażnienie. Używane do podkreślenia beznadziejności danej sytuacji. 

"Ho la febbre e non posso uscire stasera."
"Che palle!"

"Mam gorączkę i nie mogę wyjść dziś wieczorem."
"Masakra!"

10. Magari!
Choć dosłownie oznacza "może", używane jest w wielu innych kontekstach. Często aby wyrazić pragnienie i/lub nadzieję na jego spełnienie. Po polsku bardziej pasowałoby powiedzieć, iż jest to coś w stylu "być może", "fajnie by było". 

"Andiamo a Roma?"
"Magari!"

"Jedziemy do Rzymu?"
"Fajnie by było!"



Które z wyrażeń/ słów już znaliście, a które są dla was całkowitą nowością? Może macie innych ulubieńców? 💘




poniedziałek, 1 kwietnia 2019

#221 Gdzie całować się we Włoszech?

Dawno temu natrafiłam na artykuł (a potem na jeszcze jeden), który zainspirował mnie do napisania czegoś o włoskim romantyzmie, najbardziej romantycznych miejscach we Włoszech, a finalnie także o idealnych lokalizacjach na magiczny, niezapomniany pocałunek.

Pięknych miejsc we Włoszech zdecydowanie nie brakuje, ale warto zwrócić szczególną uwagę na te najbardziej urzekające, w które warto wybrać się na przykład ze swoim partnerem! Zwłaszcza jeśli choć na chwilę chcesz zapomnieć o całym świecie i poczuć się niczym bohaterka starej komedii (zdarza mi się ulegać romantyzmowi Rzymu i wyobrażać sobie, że kręcę sceny do "The roman holiday". Ah każdy ma jakieś swoje fiksacje).

1. Wenecja- Most Westchnień
Zawsze trudno mi zdecydować, czy bardziej lubię Wenecję, czy jednak jej nie lubię, ale z całą pewnością jest to miasto, które warto odwiedzić przynajmniej raz w życiu. Wydaje mi się co prawda, że z każdym rokiem romantyzm Wenecji odlatuje coraz dalej, ale może na was zrobi zupełnie inne wrażenie? Skradzione pocałunki na ponte dei sospiri na pewno zapadną w pamięć.


2. Mediolan- Navigli
Jeśli chodzi o miejskie zachody słońca, najpiękniejsze z całą pewnością można uchwycić właśnie w Navigli. O ile całe miasto jest dość surowe, nowoczesne i nieprzystępne, tak samo Navigli jest niczym jego całkowicie odrębna część. Mogłabym siedzieć tam godzinami i popijać spritz ramię w ramię z kimś wyjątkowym. Dla mnie Navigli to taka namiastka zachodów słońca na lungomare w Neapolu (wybaczcie mi to marne porównanie).


3. Scilla- Widok na Sycylię
Scilla jest niesamowicie romantyczna! Niewielkie miasteczko położone praktycznie na samym końcu kontynentalnych Włoch, z którego widać wybrzeże Sycylii! Warto wejść na zamek, z którego to właśnie rozpościerają się niezapomniane widoki. Powiem wam, że zawsze lubiłam takie miejsca, w których zdaje się jakby inny świat (w tym przypadku Sycylia) był na wyciągnięcie ręki.



4. Neapol- Lungomare
Jeśli zabrakłoby tutaj Neapolu, ktoś mógłby pomyśleć, że dzieje się ze mną coś niedobrego! Neapol i lungomare to całkowite must have. Jak dla mnie, najromantyczniejsze miejsce na ziemi i nikt nigdy nie przekona mnie, że Wenecja, czy Werona mogą wyjść z tego porównania zwycięsko. Głęboko wierzę, że lungomare istnieje właśnie po to, aby się tam całować, oglądać zachody słońca, pić wino, milczeć lub rozmawiać o wszystkim. Kawałek raju, którego mi aktualnie bardzo brakuje.


5. Fiesole- Widok na Florencję
Fiesole jest zdecydowanie spokojniejsze i mniej turystyczne niż Florencja, co nie oznacza, że nie przyciąga turystów. Z całą pewnością jednak znaleźć można tam wytchnienie i odpoczynek po całodniowym przemierzaniu ulic Florencji. W Fiesole swoje dzieła pisał Boccaccio, który ponoć tak jak ja, siedział na murze i obserwował majaczącą się w oddali Florencję. Niesamowicie urokliwe i romantyczne miejsce na długie, letnie popołudnia i wieczory.


6. Rzym- Fontana di Trevi
No tak, klasyk. Nieco oklepany, ale wciąż klasyk. Fontana di Trevi zawsze chwyta mnie za serce, bez względu na to ile razy już ją widziałam. Według mnie jest to najbardziej romantyczne miejsce w całej włoskiej stolicy. Oczywiście warto przyjść tam nad ranem, albo w nocy, gdy jest pięknie podświetlona, ponieważ w ciągu dnia nici z romantyzmu- turyści są wszędzie!


7. Sirmione- Jezioro Garda
Sirmione jest tak piękne, że aż przykro mi, że nie da się jego uroku uwiecznić na fotografii. Tam po prostu trzeba być i po raz kolejny powtórzę się- przeżyć tam choć jeden zachód słońca i udać się na długi spacer nad wodą.

Może przyszły wam na myśl jakieś inne włoskie miejsca idealne na pocałunki? ;)