niedziela, 15 października 2017

#184 Neapol cz.3- Il teatro di San Carlo, la cappella Sansevero, Napolisotterranea, la Galleria Umberto I.

Witajcie kochani na początku 3 części moich neapolitańskich przygód! Mam nadzieję, że i tym razem się wam spodoba. Dziś będzie trochę więcej na temat miejsc, które można odwiedzić podczas wycieczki po Neapolu. Być może widzieliście coś z mojej małej listy?

Nieważne jak dobrze znam miasto, zawsze najbardziej polegam na "lokalsach" i czuję się niezwykle wyróżniona, gdy w jakimś mieście mam kogoś znajomego i dzięki temu wiem gdzie zjeść naprawdę najlepszą pizzę (a nie tylko to co reklamują jako "najlepszą".;), na której stacji wsiąść do pociągu, aby ominąć tłumy pozostałych turystów i przede wszystkim co naprawdę jest warte uwagi i gdzie przystanąć na dłużej. (Tutaj w pamięci od razu mam moją ukochaną S. z którą moja kwietniowa wycieczka po Mediolanie była niczym tor przeszkód i wyścig w jednym;D).

Takim to właśnie sposobem trafiłam do Napoli Sotterranea! Ja nie miałam pojęcia o tym miejscu i szczerze pewnie bym się nie dowiedziała, bo budynek, z którego schodzi się w podziemia nie rzuca się specjalnie w oczy mimo, iż jest w centralnej części miasta. Dostałam więc rekomendację jakie to wspaniałe miejsce i jak koniecznie trzeba je zobaczyć, no więc... wybrałam się. Nie żałuję jakoś specjalnie, że tam poszłam, bo miejsce z pewnością jest warte uwagi, z pewnością bardzo oryginalne i nigdy wcześniej o nim nie słyszałam! Jedynym minusem było to, że naprawdę czułam lęk w niektórych momentach wycieczki. Wycieczka po Sotteranea polega na tym, że schodzimy głęboko, głęboko pod ziemię gdzie jest już dość zimno i wilgotno. Z ust leci para, ma się uczucie takiego dziwnego oblepienia ciała. Korytarze, którymi się chodzi są szerokości szczupłej osoby i nawet ja kilkakrotnie ocierałam się dość mocno o kamienne przejście mimo, że należę do osób szczupłych. Osoby puszyste raczej nie miałyby szans tamtędy przejść. Kolejnym minusem jest to, że wąskie korytarze zdają się nie mieć końca, a w nich nie ma światła! Nie masz więc pojęcia czy zaraz nie zaczną się schody lub gwałtowne zejście w dół. W połowie wycieczki dostaje się świeczki, które tak naprawdę nie dają żadnego światła i jedynie dodają zmartwień. Ja na przykład cały czas byłam pewna, że idący za mną ludzie podpalą mi włosy.;D Po jakieś godzinie spędzonej pod ziemią, w końcu wychodzi się na zewnątrz gdzie wysłuchać jeszcze możemy opowieści o tym miejscu + zwiedzić pozostałości teatru. Wycieczka łącznie trwa ok. półtorej godziny i kosztuje 10 euro. Czy wybrałabym się ponownie? Raczej nie, ale tylko z tego względu, że chodzenie ze świeczkami wąskimi korytarzami raczej nie jest przyjemnością do powtórki, zwłaszcza, gdy kosztuje 10 euro.
Niemniej jednak cieszę się, że w ogóle mogłam poznać takie miejsce, bo nigdy wcześniej o nim nie słyszałam.

(https://www.napolisotterranea.org/)

La cappella Sansevero była kolejnym miejscem, o którym nie wiedziałam mimo, iż zdaje się być dość popularną atrakcją. Powiem szczerze- nie chciałam się tam wybierać, ale zostałam namówiona i przekonana słowami, że to najlepsza neapolitańska atrakcja i jeśli tego nie zobaczę to w ogóle moja wycieczka była bezsensowna. Wejście kosztuje 4, albo 5 euro, ale wydaje mi się, że było to jednak 5 euro. I wiecie co? Nie żałuję! Nie można tam niestety robić żadnych zdjęć więc postaram się dodać coś z internetu, ale moim zdaniem żadna fotografia nie odda jej piękna! Rzeźba Chrystusa umiejscowiona centralnie, robi piorunujące wrażenie, a jednocześnie wprowadza lekki niepokój. "Mam wrażenie, że zaraz otworzy oczy"- powiedziała moja koleżanka i naprawdę takie można było odnieść wrażenie. Cała kaplica- muzeum wypełniona jest cudownymi rzeźbami i naprawdę jest to miejsce top do odwiedzenia podczas pobytu w Neapolu! Z boku sali znajdują się także dwa ciała- kobiety i mężczyzny, które pełniły rolę modeli anatomicznych. O ile Sotteranea było fajną przygodą, ale niekoniecznie potrzebną, tak odwiedzenie capella Sansevero to całkowity must visit i na pewno jeszcze tam wrócę, bo za te 5 euro można napatrzeć się na prawdziwe cuda. Dla jednych to dużo, dla innych mało, a ja uważam, że jest to optymalna cena jak na muzeum.



Odwiedzenie teatru San Carlo było sprawą dość niepewną. Od dawna chciałam zobaczyć jego wnętrze, ale z drugiej strony wciąż nie byłam pewna czy zrobić to już teraz... Ostatecznie kupiłam jednak bilet, który kosztował mnie 7 euro (pamiętajcie moi drodzy, że w większości miejsc we Włoszech do 25 roku życia bilety są znacznie tańsze!) i odczekałam około 30 minut, bo tyle zostało do rozpoczęcia wycieczki. Teatru nie zwiedza się na własną rękę tylko zbiera grupę ok.20 osób, którą oprowadza przewodnik. Ja trafiłam na bardzo miłą panią, która nie była Włoszką, ale płynnie opowiadała po włosku i angielsku dzięki czemu każdy mógł być usatysfakcjonowany. :) Wnętrze teatru zrobiło na mnie wrażenie i bardzo podobała mi się forma samej wycieczki, ponieważ my- zwiedzający mogliśmy spokojnie usiąść na widowni, a pani przewodnik z wielkim zaangażowaniem opowiadała o historii i dziejach teatru. Zazwyczaj, gdy ktoś opowiada zbyt dużo, wyłączam się po jakiś 10 minutach, a tutaj wysłuchałam uważnie wszystkiego i wszystko było naprawdę bardzo interesujące. Zachęcam każdego kto waha się czy zwiedzanie teatru jest czymś ciekawym.



Galerię Umberto I odwiedzałam praktycznie cały czas, gdyż mieszkałam naprzeciwko wejścia do niej. Galeria jest w remoncie (jak to powiedział mój kolega " w remoncie od zawsze na zawsze" ) przez co nie robi aż takiego wrażenia jak chociażby Galeria Vittorio Emanuele II w Mediolanie. Nie robi aż takiego wrażenia, a przecież została zaprojektowana przez tego samego architekta! Jak dla mnie jest jednak o wiele bardziej uboższą mediolańską wersją. Jedyny punkt wspólny to mcdonald! Ahah. Jeden z kolegów powiedział też mijając ją "W Mediolanie w Galerii mają Gucciego i Pradę. W Neapolu w Galerii mamy gruz i robotników!" ;) Zapamiętały mi się te słowa, bo trudno się z tym nie zgodzić. Galeria Umberto I jest dość mała, pozbawiona ozdób, które podziwiać możemy w Mediolanie, a przede wszystkim właśnie bardzoooo źle zagospodarowana. ;) Jedyne co zaobserwowałam to to, że co wieczór w okolicy McDonalda odbywają się tańce. :D Tańce polegają na tym, że przychodzi pan z mikrofonem i głośnikami i zaczyna śpiewać piosenki typu włoskie disco polo, a następnie łapie nieświadome niczego, przechodzące kobiety i zaczyna z nimi tańczyć.






Która atrakcja zaciekawiła was najbardziej? Napiszcie mi koniecznie!

wtorek, 10 października 2017

#183 Neapol cz.2- lungomare, castel dell'ovo, castel nuovo.

Witajcie kochani w drugim z kolei neapolitańskim poście.
Dziś zabieram was w 3 piękne miejsca z czego jedno całkowicie magiczne. Gdy po raz pierwszy byłam w Neapolu widziałam to miejsce z pewnej odległości i marzyłam o dniach spędzonych spokojnie właśnie tam. Mogłabym spędzać tam całe dnie, całe noce, poranki i zmierzchy. Mogłabym czytać tam książki, uczyć się, rozmyślać, pisać. Mogłabym zaprzedać duszę temu miejscu.
O czym mowa?
O neapolitańskim lungomare, promenadzie, która ciągnie się wzdłuż morza i z każdego punktu pozwala podziwiać Wezuwiusza. Nie będzie to dla was zaskoczeniem, gdy powiem wam, że na tej promenadzie przesiedziałam pół swojego wyjazdu. Spacerowałam po niej w jedną i drugą, siedziałam, obserwowałam, robiłam zdjęcia, jadłam w drogich knajpkach tylko po to by móc jeszcze na nią patrzeć. To było pierwsze miejsce po Piazza Plebiscito, do którego zmierzałam od razu po przyjeździe starając się je wymacać w mroku. To było też ostatnie, którego opuścić nie chciałam.
Jestem jednym z tych marzycieli, który o wszystkim myśli za długo i za intensywnie, ale wyobrażałam sobie spokój na lungomare tak długo, że po znalezieniu się tam, oczy wypełnione miałam łzami nie mogąc uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Chciałam, żeby czas w końcu stanął w miejscu. Obserwowałam Wezuwiusza, który po woli stawał się różowy, różowo błękitny, różowo pomarańczowy i pierwszy raz od dawna czułam się wolna i szczęśliwa. Oczy miałam lekko wilgotne, gdy wyksztusiłam w końcu z siebie, że to jest najpiękniejsze miejsce jakie w życiu widziałam. Mój kolega uśmiechnął się i powiedział- Najlepsze na świecie, teraz w końcu to rozumiesz.
Zrozumiałam i to naprawdę do mnie dotarło. Zrozumiałam, że nie ma nic spokojniejszego, nic bardziej harmonijnego pomiędzy błękitem morza, niebieskością nieba i mocą Vesuvio, który niczym strażnik ludzkich istnień wyznacza ich tor.
Nie ma w tych słowach żadnej przesady. Neapol od 5 lat miał w moim sercu szczególne miejsce, ale dopiero teraz wchłonęłam go całkowicie pod skórę i zrozumiałam dlaczego tak bardzo go kocham.

"Można o tym wszystkim mówić i opowiadać, można malować, ale to, co się widzi, przekracza wszelkie wyobrażenia. Brzegi, zatoki, Wezuwiusz, miasta, przedmieścia, zamki, wille! Wieczorem wybraliśmy się jeszcze do groty Posilippo i trafiliśmy na chwilę, gdy słońce, zachodząc z przeciwnej strony, oświetlało jej wnętrze. Wybaczam wszystkim, którzy w Neapolu odchodzą od zmysłów. Przypominam sobie ze wzruszeniem mego ojca, który zachował na zawsze niezatarte wrażenie po obejrzeniu tego wszystkiego, co dziś widziałem po raz pierwszy. Mówią, że człowiek, który widział ducha, nigdy już nie będzie wesoły. O moim ojcu można by powiedzieć coś wręcz przeciwnego: nigdy nie poddawał się bez reszty ponurym nastrojom, bo zawsze mógł wspominać Neapol. Zachowuję niewzruszony spokój, co zresztą leży w moim usposobieniu, ale szeroko, bardzo szeroko otwieram oczy, kiedy widzę cuda."
J.W. Goethe 

"Neapol nie jest miastem, jest światem."
M. Masini

"Wróciłem do Włoch, do Neapolu, ponieważ dla mnie Italią jest Neapol. Neapol jest rzeczą, która najbardziej przekonuje mnie do Włoch."
A. De Laurentiis

(Większość cytatów tak jak i 2 z 3 powyższych nie są przetłumaczone na język polski(albo o tym nie wiem), nie są też zbyt popularne więc jeśli chcecie mogę przygotować dla was więcej takich wprowadzających w klimat cytatów!)

Nigdy o tym nie mówiłam, ale kilka miesięcy temu miałam sen, z którego nie chciałam się budzić. Siedziałam na lungomare i obserwowałam wschód słońca. Widziałam podpływające do brzegu łodzie rybackie, widziałam słońce unoszące się coraz wyżej nad drżącą taflą wody. Czułam spokój na mojej twarzy i w jakiś dziwny sposób zdawałam sobie sprawę z tego, że jedynie śnię. To pewnie przyczyniło się do moich wilgotnych oczu. 







Idąc Lungomare prędzej czy później (zależnie, z której strony się idzie) przed człowiekiem wyrośnie monumentalny Castel dell'ovo. Oh co za piękne widoki rozpościerają się z jego okien i tarasów! To tam spotkałam sławną mewę, która zawsze towarzyszy neapolitańskim zdjęciom (lol naprawdę zaczynam podejrzewać, że to zawsze jest jedna i ta sama...) i zrobiłam jej milion fotek, tak dla upamiętnienia, że i mi udało się ją spotkać... Wejście na castel dell'ovo jest nieodpłatne i w sumie jedyne co może cię spotkać to zaczepienie przez dziesiątki sprzedawców z Afryki i Azji, którzy będą próbować sprzedać ci breloczki, bransoletki, zabawki... ewentualnie też będą krzyczeć za tobą "Bella", "Carina", Sposami"... 
Sam Castel dell'ovo jest zamkiem średniowiecznym, usytuowanym na małej wysepce i to właśnie dlatego sprawia wrażenie usytuowanego pośrodku morza. Jego nazwa (Castel dell'ovo znaczy tyle co zamek jajeczny) wzięła się z pewnej legendy mówiącej o tym, że Wergiliusz będący w posiadaniu magicznego jajka, umarł w Neapolu, a owe jajko zostało wmurowane w fundament zamku co zapewniło mu niezniszczalność. 








Castel Nuovo znajduje się w bardziej centralnej części miasta, niedaleko teatru San Carlo. Jeśli zaczniecie swoje zwiedzanie od Castel dell'ovo, możecie być zaskoczeni, bo Castel nuovo sprawia wrażenie jeszcze większego! Castel nuovo powstał w XIII wieku dla Karola Andegaweńskiego i do tej pory jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta. Nie wchodziłam do środka, wybrałam inne atrakcje do zobaczenia i jakoś później nie chciało nam się już do niego wracać. Ok, może brzmi to dziwnie. Mijałyśmy Castel nuovo kilkanaście razy. Następnym razem obiecuję się wybrać!



Dajcie znać jak podobał wam się kolejny wpis z neapolitańskiej serii i koniecznie napiszcie mi czy bylibyście zainteresowani notką o współczesnych problemach Neapolu, a nie tylko słodzeniem o tym co cieszy oczy! :)

piątek, 6 października 2017

#182 Neapol cz.1 Quartieri Spagnoli, Piazza Plebiscito, Palazzo Reale...

Dzień dobry moi kochani!
Ale długo mnie tu nie było, kto zauważył brak mojej obecności? ;)
Moja nieobecność spowodowana była wyjazdem do Neapolu, a po powrocie brakiem weny by zająć się wpisami. Teraz już jestem i mam zamiar przygotować dla was 10 (tak, 10!) wpisów o Neapolu i okolicznych miastach. Niezmiernie się cieszę, że będę mogła podzielić się z wami moim ulubionym miejscem na całej ziemi i przekazać wam trochę neapolitańskiego piękna. Ostatnim razem w Neapolu spędziłam zbyt mało czasu by móc się nim nacieszyć i od tego czasu cały czas dojrzewała we mnie chęć powrotu do najpiękniejszego miasta jakie me oczy widziały. Nie bez powodu poświęciłam Napoli cały długi licencjat. ;)
Nie sposób się jednak nie zgodzić z powiedzonkiem, iż Neapol można pokochać, albo znienawidzić i nie da się pozostać wobec niego neutralnym. Neapol jest miastem pełnym kontrastów i rzeczy, które przerazić mogą niedoświadczonego italopodróżnika.
Musicie przejść przez ulicę szerokości warszawskiej Marszałkowskiej tyle, że bez świateł? Nic trudnego. ;) Po prostu wychodzicie na ulicę, ale nie liczcie na to, że ktokolwiek się zatrzyma! Samochody i skutery po prostu w jakiś nieznany mi i magiczny sposób ominą was z każdej strony. Najważniejsze, aby pamiętać o nie zatrzymywaniu się i Broń boże nie cofaniu się! Najpewniej jedynymi autami, które się zatrzymają będą policyjne, których w mieście nie brakuje, ale nie robiłabym sobie nadziei na cud, bo pozostałe pojazdy i tak będą jechać prosto na ciebie, nic nie robiąc sobie obecności policjantów.
Hitem nad hitami było, gdy sobotniej nocy wracałam ze znajomymi do hotelu i nagle prosto na nas, po chodniku sunął rozpędzony skuter! Krzyknęłam z sercem w gardle "Oddio!" (O Boże) czym rozśmieszyłam wszystkich moich, przyzwyczajonych do tego towarzyszy. Niemniej jednak dzięki mojemu krzykowi przerażenia zapewniłam sobie idealną ochronę. M. jedna z Włoszek już do końca drogi pilnowała, abym nie wpadła pod żaden samochód i dawała mi jasne wskazówki: idź, stój, uważaj, teraz. ;D
Neapol nie jest też miastem najwyższych standardów. Opakowania po tym co zjedliśmy i wypiliśmy po prostu zostawialiśmy na środku ulicy (O zgrozo). Sklepy odzieżowe na głównej ulicy nocą po prostu zastawiają wejścia setkami kartonów po zmianie kolekcji i nikt o to nie dba jeśli śmieciarka nie zabierze tego przez kilka dni. Psy, których jest od groma po prostu załatwiają się na ulicy, bo trawniki w centrum nie istnieją.
Po takim opisie można pomyśleć, że Neapol to kraj trzeciego świata, ale wystarczy zrobić kilkanaście kroków w dół na lungomare, aby zaniemówić i zapomnieć o wszystkich złych słowach rzucanych w myślach na Napoli. Lungomare w środku tygodnia jest oazą spokoju, jednym z najspokojniejszych miejsc w jakim kiedykolwiek byłam. W weekend odwiedzane jest za to przez mieszkańców i turystów i zwłaszcza wieczorem zaczyna tętnić życiem.
Nie liczą się dla mnie wszystkie minusy, które można by było wymieniać i wymieniać, kocham ten neapolitański chaos. Lubię jak dużo się dzieje, lubię manewrować między ludźmi, lubię życzliwe uśmiechy i pozdrowienia. Lubię sposób w jaki zasypia Piazza Plebiscito i w jaki wszystko milknie u stóp Wezuwiusza. Czuję się bardziej żywa w Neapolu niż w jakimkolwiek innym miejscu na świecie.

Tym krótkim (albo i nie tak krótkim) wstępem, chciałabym zabrać was w 10 odcinkową podróż po zapierających dech w piersiach miejscach i pokazać wam kawałek mojej ukochanej ziemi. Na pierwszy ogień pójdzie kilka neapolitańskich miejsc.

1. Quartieri Spagnoli.
Właśnie w tej okolicy mieszkałyśmy z koleżanką. Dzielnica złodziei zrywających torebki przechodzącym ciemnymi uliczkami kobietom, tak mówią. Część Quartieri Spagnoli faktycznie wieczorem sprawia wrażenie miejsca pogrążonego w mroku i zapomnianego, ale to tylko złudzenie! W każdej z odnóg nie brakuje restauracji, które wręcz nachalnie próbują pozyskać klientów. Siadasz przy jednym ze stolików stojących praktycznie na ulicy i rozkoszujesz się pysznym (i tanim;)) jedzeniem, obserwując starsze kobiety stojące na balkonach kamienic i wołające do siebie przez całą szerokość uliczki. Może się to wydawać dość zabawne, ale w rzeczywistości te uliczki są tak wąskie, że stojące na przeciw siebie kobiety, z łatwością mogłyby podawać sobie pranie. Uliczkami faktycznie non stop kręcą się młodzi chłopcy na skuterach, ale na całe szczęście nie widziałam, aby kogokolwiek napadali. ;)
Quartieri Spagnoli jest miejscem tak charakterystycznym, że nie sposób nie wejść tam choć na trochę będąc w Neapolu. Jak dla mnie te uliczki są jak zatrzymanie czasu, który płynie tam zupełnie inaczej. Nie macie pojęcia ile razy wyobrażałam sobie siebie stojącą pod neapolitańskimi tabliczkami z cytatami o miłości. Myślałam o tym tak długo aż owe tabliczki tuż obok Wezuwiusza stały się dla mnie symbolem Neapolu. Stanie tam po raz pierwszy było tak przyjemnie grzejącym uczuciem w serduszku, że stawałam tam za każdym razem mijając to miejsce i za każdym razem czułam to samo. "Jesteś tu Moni!"

2. Via Toledo/Metropolitana Toledo.
Via Toledo jest dość długą ulicą biegnącą wzdłuż Quartieri Spagnoli i to właśnie przy niej spałyśmy. Według mnie jest to najlepszy możliwy punkt noclegowy w mieście, ponieważ wszędzie jest blisko i w każde interesujące miejsce można dojść na piechotę. Niestety przy ulicy jest dość głośno przez co 3 pierwsze noce prawie nie zmrużyłam oka, ale po tym czasie można się przyzwyczaić. ;) Via Toledo jest też wspaniałym punktem do robienia zakupów, gdyż znajdują się na niej ogromne ilości sieciówek i mniejszych sklepów. Na Via Toledo znajdziecie też kilka naprawdę dobrych cukierni- Casa Infante, sławny Gay Odin gdzie możecie kupić czekoladowego Wezuwiusza czy Gambrinus usytuowany już na rogu tej ulicy. Z małych knajpek oferujących jedzenie na wynos możecie natomiast kupić zawijaną pizzę, smażone ziemniaczki, albo pulpety. Wszystko tak samo pyszne!
Na ulicy znajduje się też wejście do 1 linii metra, na stację Toledo, która na żywo naprawdę robi wrażenie! Z pewnością wielu z was widziało w internecie zdjęcia schodów, które sprawiały wrażenie schodów do innej galaktyki. Tak, to właśnie stacja Toledo! 


3. Piazza Plebiscito.
Możecie pomyśleć, że jestem szalona, ale Piazza Plebiscito była moim kolejnym must see odkąd pamiętam! Na zdjęciach sprawiała wrażenie wspaniałej, na żywo zaniemówiłam! Mieszkanie tuż obok niej było jak spełnienie marzeń. Pierwszego wieczoru stałam pośrodku niej i nie wiedziałam gdzie jeszcze skierować swój wzrok. To też na tej piazzy tego właśnie wieczoru pewien Jamajczyk próbował namówić nas na założenie z nim zespołu muzycznego.;D I to na tej piazzy ostatniego wieczoru śpiewałam "Mi sono innamorato di te..." przy akompaniamencie trąbki. Piazza Plebiscito jest miejscem wieczornych spotkań okolicznej młodzieży oraz zakochanych par, które całe dnie całują się na schodkach. Dla mnie Piazza Plebiscito zawsze kojarzyć się będzie z wielkim boiskiem, na którym dzieci grają w piłkę. W Neapolu brak zieleni oraz ogólnodostępnych boisk więc dzieci tworzą je sobie same, wszędzie gdzie się da.






4. Palazzo Reale.
Na przeciwko Piazza Plebiscito znajduje się Palazzo Reale. Swoją drogą pierwszego dnia mojego pobytu, zwolniony pracownik usiłował skoczyć z jego balkonu. Pod oknami rozstawiono materace, pojawiło się strasznie dużo policji, straży pożarnej i karetek. Nikt jednak nie próbował z nim porozmawiać ani ściągnąć go w jakiś sposób na dół. Policjanci palili papierosy, jedli kanapki, rozmawiali ze sobą. Spytałam kolegę Włocha, z którym wtedy szłam "Ej czemu oni nic nie robią? " "Piękne pytanie:D". Wyglądało to mniej więcej tak jakby wszystkim było całkowicie wszystko jedno.
Palazzo Reale w Neapolu jest jednym z czterech Pałaców Królewskich dynastii Burbonów. Jak ja im zazdroszczę takich posiadłości! ;)


W komentarzach koniecznie dajcie mi znać jak podobał wam się wpis!
PS. Chyba będzie 11 części, inaczej zamęczę was długością postów. ;)

sobota, 16 września 2017

#181 5 rzeczy, których nie wiesz o Mediolanie.

Witaj mój drogi czytelniku!
Czy zastanawiałeś się kiedyś jakie sekrety kryją odwiedzane przez ciebie miasta? Jeśli tak to trafiłeś w idealne miejsce w blogosferze.

Kto z was był już w Mediolanie? Ręka w górę! Myślę, że sporo z moich czytelników, ponieważ zauważyłam, że to miasto cieszy się ogromną popularnością w Polsce i sama zastanawiam się dlaczego? Ze względu na to, iż Milano słynie jako "stolica mody", dlatego, że wszyscy chcą zobaczyć na żywo Duomo czy może dlatego, że bilety lotnicze są mega tanie? :D

Ja przez długi czas traktowałam Mediolan po macoszemu i jedynie przez niego przejeżdżałam. Dopiero fakt, że moja przyjaciółka jest Mediolanką, sprawił, że postanowiłam dać temu miastu jedną, jedyną szansę... I wiecie co? Polubiłam je choć jest zupełnie inne od mojego ukochanego południa. Brak w nim neapolitańskiego chaosu czy sycylijskich, uroczych uliczek ciągnących się w cieniu drzew cytrusowych... Polubiłam je mimo, iż jest sprzeczne z tym co we Włoszech podoba mi się najbardziej...

Nie rozpisuje się bardziej tylko od razu zapraszam was do części poświęconej mediolańskim ciekawostkom. :)

1. Będąc w Galerii Vittorio Emanuele II warto zwrócić uwagę na małe wgłębienie w podłodze, w mozaice gdzie należy zrobić pełny obrót na pięcie, aby zapewnić sobie wieczne szczęście (tutaj słyszałam dwie wersje. Jedna mówi o tym, że wystarczy jeden, pełny obrót, druga zaleca trzy obroty).

2. Mediolan jest najdroższym, włoskim miastem do życia, a także jednym z najdroższych na świecie. Ceny wynajmów i kupna mieszkań są zatrważające. Nie mówiąc o pozostałych kosztach życia. Wymarzony przeze mnie i moją przyjaciółkę apartament kosztuje 15 tys euro za metr kwadratowy co za 100 metrów daje już 1 500 000 euro czyli około 6 450 000 złoty (wybaczcie tą matematykę:P), a i tak nie jest to najdroższy apartament w mieście.

3. Wiecie czym jest Wall of Dolls? Jest to mur w jednej z części miasta gdzie kobiety przymocowywały lalki na znak sprzeciwu wobec femminicidio. Czym jest to zjawisko opowiem wam w następnej notce!

4. Spritz jest chyba jednym z najbardziej północno włoskich napojów! W Mediolanie spritza napić się można w praktycznie każdej knajpce i powiem wam, że z widokiem na Duomo ma to swój klimat.:)

5. Via Monte Napoleone to najdroższa ulica w Mediolanie, pełna butików i dobrych cukierni. Wynajem 1 metru kwadratowego pod sklep kosztuje ponad 7 tysięcy euro miesięcznie.


Byliście/ chcielibyście się wybrać? :)

poniedziałek, 11 września 2017

#180 6 ekskluzywnych miejsc do odwiedzenia choć raz we Włoszech.

Witajcie! :)
Dzisiejszy post jest trochę marzycielski, ale każdemu przyda się trochę fantazji i luksusu, prawda? :) Przygotowałam dla was listę restauracji, miejsc, hoteli, które nie należą do najtańszej turystyki, ale za to prezentują się wspaniale i z pewnością są w stanie oczarować wielu z was! Jest to taka moja mała, prywatna lista i mam nadzieję, że chociaż niektóre z tych podpunktów uda mi się kiedyś odhaczyć. 

1. Town House Galleria w Mediolanie.
Czyli pięciogwiazdkowy hotel zlokalizowany w samym środku Galerii Vittorio Emanuele II w Mediolanie. Zawsze wyobrażam sobie jak budzę się rano, wychodzę na balkon i spoglądam na zaspaną jeszcze Galerię, a potem jem śniadanie z tym samym widokiem. Przyrzekam, zadowoliłaby mnie nawet 1 noc choć pewnie przykro by mi było tak szybko wyjeżdżać. :D
Pokój na jedną noc z widokiem na galerię kosztuje średnio ponad 2 tysiące złoty. Nieco droższe są pokoje z balkonem, ale myślę, że przy kwocie 2 tys za noc, kolejne 200-300 złoty nie robi już różnicy.;)


(https://destinia.co.uk/h/h224175-hotel-townhouse-galleria)

2. Restauracja Grotta Palazzese w Polignano a mare.
Kilka lat temu zobaczyłam tą uroczą restaurację przez przypadek na jednej z włoskich stron internetowych i od razu się zakochałam. Czyż nie szczytem romantyzmu jest zjeść tam kolacje o zachodzie słońca?! 😍 Nigdy żadna restauracja nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak właśnie Grotta Palazzese i póki co nawet nie chce sobie wyobrażać jak tam jest cudownie na żywo, bo jeszcze tam pojadę i wydam wszystko na kolacje. :D
Wspomnieć trzeba, że coperto dla jednej osoby kosztuje 10 euro czyli wybierając się na romantyczną kolację we dwójkę, przygotować trzeba 20 euro za samą możliwość wejścia. Butelka wody to chyba najtańsza opcja- 4 euro. Calamarata all'amatriciana czyli makaron przypominający kalmarowe krążki kosztuje 42 euro. Ceny są dość wysokie, ale myślę, że z mojej listy to będzie najszybsza i najłatwiejsza opcja do spełnienia. :D


(http://www.grottapalazzese.it/en/i-ristoranti/the-summer-cave-001.html)

3. Capri.
Czyli witamy na najdroższej wyspie Europy! Chciałam na nią płynąć w tym roku, ale cena za przepłynięcie na kilka godzin jest zabójcza i wcale się nie opłaca, ale jeśli uda mi się odłożyć wystarczające środki na godne przeżycie wakacji to wezmę ją pod uwagę na następne wakacje. Capri marzy mi się od dawna, ale jeszcze nie zgłupiałam, żeby wydać 60 euro na prom, żeby spędzić tam kilka godzin. :( 
Zobaczcie tylko jak urocza jest Grotta Azzurra gdzie pływać można małą łódeczką! 

(https://feel-planet.com/wp-content/uploads/2016/04/Grotta-Azzurra.jpg , http://files.salsacdn.com/article/10172_Le_stagioni_di_Capri/imagemain/viakrupp_d_0_0_900.20170804185629.jpg)

4. Zakupy na Via del Corso w Rzymie.
Która kobieta nie chciałaby choć raz w życiu poszaleć w ekskluzywnych butikach?! Jeśli miałabym taką możliwość to zdecydowanie zrobiłabym to na 1,5kilometrowej via del Corso. Całe szczęście zakupowe miejsca na via del Corso są bardzo zróżnicowane i obok butików takich jak Ralph Lauren, Liu Jo czy Miss Sixty znajdują się też: Zara, Disney shop czy Guess więc przy najbliższej wizycie w Rzymie poświęcę trochę czasu na zakupy i kupię coś szalonego na via del Corso.;D
(https://pl.pinterest.com/canaletto/rome/?lp=true)

5. Le sirenuse w Positano.
Kolejny pięciogwiazdkowy hotel na mojej top liście. Zobaczyłam go całkiem niedawno na instagramie no i cóż... Przepadłam. Positano jest bajkowe samo w sobie, a te urocze hotele dodatkowo sprawiają, że nie chciałoby się wyjeżdżać! Koszt jednej nocy to średnio 2 tys euro co daje nam sumkę prawie 9 tys złoty. Czy tyle jest warta noc w raju?;)

(http://www.positano.com/en/c/le-sirenuse)

6. Porto Cervo Club Billionaire.
"Sardinia dance club for super-rich and very famous"
Można powiedzieć, że jestem całkiem antyklubową osobą i takie zabawy w ogóle nie dają mi radochy, ale dla klubu w Porto Cervo na Sardynii zrobiłabym wyjątek. Dużo słyszałam o tym miejscu, dużo też zdjęć przewinęło mi się pod palcami na instagramie i tak od paru lat uważam, że Porto Cervo musi mieć świetny klimat. :) Samo wejście nie jest takie drogie (30 euro). Ok, nie jest to tanio, ale też nie tyle ile spodziewałabym się po takim miejscu. Ceny drinków zaczynają się ponoć od 15 euro w górę i kilkaset euro za butelkę szampana. Minusem za to może być fakt, iż co roku w club Billionaire bawią się celebryci i dzieci najbogatszych ludzi więc za pewne, aby wejść do klubu i dobrze się bawić, przyda się także odpowiednie nazwisko. ;)
(https://www.jetsetreport.com/nightlife.php?articleId=175)



Czy któreś z tych miejsc szczególnie wam się spodobało? :)