środa, 30 marca 2016

#26 Idealność.

Weź do ręki długopis i połóż przed sobą kartkę papieru.
Jak najszybciej wypisz pięć cech charakteru jakimi mógłbyś/aś się określić. Jeśli wskazałeś/aś na "perfekcyjność", "nad ambicje" lub coś w tym stylu... Już jesteś stracony.
W świecie ideały nie istnieją. Nic nigdy nie układa się tak jak samo jak sobie wymarzyliśmy. Zawsze stanie na drodze "coś" co wszystko poprzeinacza. Wiem coś o tym, bo zawsze staram się za bardzo. Zarywam noce i stresuję się tylko po to, aby dosięgnąć idealności. Idealnej wiedzy, idealnego stanu rzeczy, idealnego układu. A, gdy los coś zmienia... gdy ktoś coś zmienia.
Jestem po prostu wściekła. Jak większość tak żyjących ludzi.
Tylko czy przypadkiem nie popadamy w paranoje?
Bezdechy, drżące dłonie i jeden wielki cel- zrobić coś perfekcyjnie.
Tak to potem wychodzi, że przygotowuje się do egzaminu wiekami, a gdy nie osiągnę wymarzonego efektu rozkładam wszystko na czynniki pierwsze zastanawiając się gdzie popełniłam błąd?
Do obłędu doprowadza mnie kłócenie się z kimś i analizowanie co poszło nie tak i dlaczego jest jak jest.
Zapadam się do środka, gdy ktoś mnie ogranicza, bo przestawia moje idealne ściany, które postawiłam wokół siebie.
Po prostu... Szaleję, gdy coś idzie nie tak.
Ale czy to dobra droga? Czy ludzie z wpisaną wadą genetyczną pod tytułem" perfekcyjność" mają szansę na normalność?
Przecież... idealne życie nie istnieje więc po co je gonimy? Ale o tym to innym razem.




Dodawajcie mnie na snapka- Skyeeniki i podawajcie swoje. :)

poniedziałek, 28 marca 2016

#25 Ciasto czekoladowe z mascarpone.

Dzień dobry :*
Jest już prawie po świętach, ale nie zaszkodzi jeśli życzę wam wesołych świąt spędzonych z rodziną. Celebrujcie ten czas i pamiętajcie, żeby się nie objadać! :D
Nie dam wam jednak odpocząć od słodkiego. Na moim blogu kolejny przepis i to w dodatku taki, który pachnie czekoladą i rozpływa się w ustach. Idealny na święta jak i na co dzień. Poznajcie "serniczek" z mascarpone i czekoladą! :)

Składniki:
-225 g zimnego masła
-100 g cukru do wypieków lub pudru
-450 g mąki 00
-5 żółtek jaj
-50 g gorzkiego kakao
-750 g serka mascarpone
-wanilia
-100 g cukru pudru
-100 g gorzkiej czekolady
-1 jajko

Przygotowanie:
Przesiewamy mąkę, dodajemy cukier puder i kakao. Do tego posiekane masło i żółtka. Wszystko dokładnie zagniatamy! Ciasto idzie na ok.30 min do lodówki (owinięte folią). W mikserze miksujemy mascarpone, środek wanilii, cukier puder i jajko. Miksujemy i dodajemy startą lub pokrojoną drobno czekoladę (ja wolę pokroić:P). Mieszamy. Wyjmujemy ciasto i wałkujemy je tak, aby dopasować do formy (24-25cm). Nakłuwamy ciasto i obciążamy, aby nie rosło. Pieczemy ok. 20 min w nagrzanym do 175 stopni piecu. Wyjmujemy i na przestudzone ciasto wylewamy masę. Układamy paseczki z resztek ciasta i pieczemy 15 min w 175 stopniach.
Smacznego!





czwartek, 24 marca 2016

#24 Kurczak w karmelu.

Dzień dobry kochani!
Dziś mam dla was takie pyszności, że aż mi ślinka cieknie, gdy patrzę na te zdjęcia. Zdecydowanie jest to mój ulubiony sposób przyrządzania kurczaka. Kto nie jadł niech żałuje! Najważniejsze jest wyłapanie proporcji. Kurczak musi być słodki, aż rozpływający się w ustach, a potem stopniowo z każdym kolejnym gryzem stawać się lekko pikantny. Wiem, brzmi jak magia, ale naprawdę jest to realne i, gdy już uzyskacie coś takiego będziecie stale mieć nadzieje, że następny będzie równie wyśmienity! Nie będziecie chcieli jeść już inaczej zrobionego kurczaka, mniam!

Składniki:
-ok. 8 pełnych łyżek brązowego cukru
-ciepła woda
-dwie piersi z kurczaka
-czerwona cebula średniej wielkości
-kilka łyżek sosu sojowego
-pieprz

Przygotowanie:
W misce umieszczamy pokrojone w paski piersi z kurczaka i zalewamy 3 łyżkami sosu sojowego. Dodajemy pieprz i mieszamy.
Brązowy cukier wsypujemy na rozgrzaną patelnię. Zazwyczaj daje ok.8 łyżek, ale nie powiem wam na pewno, bo zazwyczaj takie rzeczy dorabiam na oko. Liczę na wasze wyczucie! :) Cały czas mieszamy i, gdy zacznie się topić, szybko wlewamy na patelnię 2-3 łyżki gorącej wody. Uwaga! Musicie mieszać cały czas inaczej cukier zbije się w twarde grudki i przegracie starcie z karmelem.;) Gdy konsystencja będzie już gładka i gęsta, wrzucacie na patelnię pokrojoną w piórka cebulę. Dokładnie mieszacie przez 1-2 minuty po czym dodajecie kurczaka. Dodajecie jeszcze trochę sosu sojowego i pieprzu i dokładnie mieszacie. Smażycie aż kurczak będzie gotowy do jedzenia co jakiś czas mieszając.
Smacznego!



Przykładowy sposób podania z ryżem z warzywami i grillowanym ananasem z cynamonem. :)
PS. Postanowiłam tytułować wpisy, aby był większy porządek i, aby łatwiej było znaleźć to czego poszukujecie. 

wtorek, 22 marca 2016

#23 Co dziwi mnie we Włoszech i Włochach część 3

Mam nadzieję, że jeszcze nie zanudziłam was tą serią na śmierć! Sama uwielbiam czytać ciekawostki o różnych częściach świata nawet, gdy jeszcze tam nie byłam więc mam nadzieję, że podchodzicie do tego tematu podobnie jak ja :).
Ze swojej strony mogę wam obiecać, że póki co będzie to ostatni wpis mówiący o tym co dziwi mnie we Włoszech (co nie oznacza, że będzie to zupełny koniec włoskiej serii! Co to to nie:)).

1. Czas we Włoszech płynie zupełnie inaczej niż w Polsce. Gdy jakiś sklep ma być otwarty np. o 10 nikt się nie zdziwi, gdy otworzy się o 10:30. Jeśli prosisz kogoś o zrobienie czegoś TERAZ najpewniej zamyśli się, zagada i zrobi to później, albo w najgorszym wypadku wcale. Pamiętam sytuację, gdy zepsuła się nam lodówka. Pan przez telefon powiedział, że przyjdzie po przerwie. Nie przyszedł. Po ponownym telefonie powiedział, że przyjdzie jutro. Nie przyszedł.
Minęły trzy dni, no cóż ;) Włosi się nie spieszą i zawsze mają czas na to na co nie trzeba. Czasem jest to cudowne. Wyluzować się choć na chwilę, ale czasem denerwuje, gdy musisz na kogoś czekać w nieskończoność!
2. Po domu często chodzi się w butach. Spytałam kiedyś koleżankę czemu, bo przecież nie jest to zbyt higieniczne. Odpowiedziała, że dzięki temu zawsze jest się gotowym do wyjścia, a przecież i tak zazwyczaj mają płytki w pokojach więc zamieciesz i po sprawie. ;) Ja tak czy siak nie wyobrażam sobie tego. Byłoby mi zbyt niewygodnie.
3. Całkowity chaos na drodze. Wszyscy krzyczą, trąbią, prawie, że się zderzają, parkują gdzie popadnie, zastawiają sobie samochody, porzucają skutery gdziekolwiek jest miejsce... A mimo to w większości przypadków wychodzą z tego wszystkiego cało i w dodatku dają ci w miarę spokojnie przejść przez ulicę! :D Wszyscy na to marudzą, a ja naprawdę zawsze zostaje przepuszczana!
I wiecie co? Marzę o zrobieniu prawka we Włoszech!
4. Jeśli marzy wam się luksus w postaci włoskiej karty do telefonu, musicie podpisać umowę i dać dowód do skserowania.
5. Słodkie śniadanka! Kiedyś mnie to dziwiło, ale w gruncie rzeczy słodkie śniadanka uzależniają! Może to niezbyt mądry pomysł zaczynać dzień słodkimi rogalikami, ciastem lub sucharkami i mega słodkim dżemem, ale cóż... Mi to odpowiada!
6. Włosi (słyszałam, że Francuzi i Hiszpanie także, ale nie wiem ile w tym prawdy?) są całkowicie uzależnieni od whatsappa!
Nie masz, nie istniejesz!
7. Chcecie posłuchać muzyki w radiu? Musicie się sporo naszukać! Zwłaszcza rano w radiu zazwyczaj prowadzone są rozmowy.
Uwielbiam ich słuchać więc mnie to nie odstrasza, ale często może powodować zdziwienie, bo jednak większość ludzi włącza radio dla muzyki ;)



 A co was dziwi? - Pytam tradycyjnie :D
Do napisania kochani!




niedziela, 20 marca 2016

#22 leksykon szczęścia.

Żyjemy w szalonych czasach choć pewnie każdy tak mówił o epoce, w której przyszło mu żyć. Zawsze idealizujemy, myślimy, że w innym miejscu i w innym czasie wszystko byłoby prostsze, ale czy to nie tak, że nasze problemy nie zniknęłyby całkiem tylko po prostu przerodziły się w inne, o których teraz nawet nie myślimy?
A więc tak. Nasza rzeczywistość jest zabiegana, szybka, stresująca. Nie dostrzegamy małych promyków radości i sama się na tym łapie raz po raz. Wiele razy myślę, że mój świat runął w gruzach choć to przecież nie prawda. Wciąż oddycham, jestem cała. Mogę spojrzeć w niebo i przymknąć oczy, gdy razi słońce. Mogę wejść na najwyższą górę świata i wykrzyczeć co zechcę. Mogę być wszędzie, świat nadal robi obroty. Nic nie runęło, przestań tak myśleć.
Nauczyć się myśleć pozytywnie to jak nauka pływania. Nie przychodzi tak łatwo, ale zostaje z nami na zawsze choć czasem jest łatwiej, czasem trudniej. Norma.
Staram się znajdować uśmiechy losu w wielu prostych sprawach. W ludziach, którzy są obok, w miejscach, które rejestrują moje oczy.
Cieszę się, gdy mam mojego chłopaka obok. Gdy próbuje poprawić mój humor po całym ciężkim dniu i widzę, że mu na tym zależy.
Gdy wilgotny pyszczek mojego psa trąca moje dłonie jak gdyby chciała powiedzieć:"Hej nie jesteś sama".
Gdy długimi wieczorami oglądam filmy z moją rodziną i wiem, że dziś nie muszę już nigdzie iść. Rodzina, koc i ciepła herbata.
Śmieję się, gdy rozmawiam ze znajomymi z Włoch i uświadamiam sobie, że choć tak bardzo brakuje mi tego miejsca zawsze mogę z nimi o tym porozmawiać. Moje oczy jaśnieją, gdy świeci słońce i pojawiają się pierwsze piegi. Gdy siedzę z moją przyjaciółką na ławce i jem lody. Jest tak bardzo gorąco i spocone włosy lepią się do policzków. Ale jest pięknie.
Otaczam się ludzmi, których kocham i dostrzegam w ich oczach tą samą miłość. I chciałabym ich zatrzymać na zawsze.
Zawsze na tych samych pozycjach mego serca. I spędzać tak ten szalony czas, w którym przyszło mi żyć.
Leksykon szczęścia zamyka się więc w tych paru chwilach, gdy naprawdę nie myślisz o niczym złym. Gdy świat układa
się w pozytywną całość. Gdy chcesz płakać. Tak bardzo płakać, ale są to łzy szczęścia. Leksykon swojego szczęścia tworzymy sami.
I naprawdę nie powinniśmy opierać go na rzeczach nabytych. Nie marzyć o nowych telefonach, szminkach, sukienkach, samochodach. Nie marzyć dniami i nocami o rzeczach, które są lub ich nie ma. Powinniśmy zawsze odnajdywać miłość w osobach, miejscach i uczuciach. Nic nie trafia się dwa razy, nic się nie powtarza, nic nie cofniemy, nikt nie powiedział, że mamy to na zawsze. Więc dbajmy o to i spełniajmy marzenia naszego leksykonu szczęścia dbając jedynie o to, aby nigdy nie stracić w oczach tych, których kochamy.






A co składa się na wasz leksykon szczęścia? Chcecie takie wpisy częściej?

piątek, 18 marca 2016

#21 Placki bananowe.

Macie już pomysł na sobotnie śniadanie? Tak, jutro sobota! ;)
Jeśli nie, a lubicie słodkie poranne posiłki to ten przepis jest dla was idealny! Idźcie więc do sklepu po banany i wyczekujcie śniadania.:D

Składniki:
-dojrzały banan średniej wielkości
-płaska łyżka mąki kukurydzianej
-paseczek gorzkiej czekolady
-dużo cynamonu! (lub wedle uznania;))
-2 jajka
-oliwa/olej/masło klarowane

Przygotowanie:
W miseczce rozbijamy dwa jajka i rozgniatamy banana. Dokładnie mieszamy. Dodajemy mąkę kukurydzianą, startą lub drobno posiekaną czekoladę i wybraną ilość cynamonu. Wszystko dokładnie mieszamy! Smażymy na rozgrzanym tłuszczyku i gotowe! ;) Na koniec posypujemy cynamonem.




Lubicie słodkie śniadania?:)

wtorek, 15 marca 2016

#20 CO DZIWI MNIE WE WŁOSZECH I WŁOCHACH? CZĘŚĆ 2

Dziś przychodzę do was z drugą częścią "dziwot" związanych z Italią. Oczywiście są to jedynie moje odczucia, ale mam nadzieję, że wam się spodobają i także podzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami na temat Włoch lub innych państw. :)


1. Włosi naprawdę są lokalnymi patriotami! Może nie jest to tak bardzo dziwiące, ale z całą pewnością zachwycające! Zawsze podkreślają skąd pochodzą, często wspominają z jakiego regionu bądź miasta są ich rodzice... Opowiadają o swoim mieście z wielką dumą i zawsze próbują przekonać cię do tego, że ich miejsce zamieszkania jest sto razy lepsze niż jakiekolwiek inne nawet we Włoszech! ;) Czasem dochodzi do tego, że tłumaczą ci, że mają lepsze jedzenie, lepiej grają w piłkę, mają lepszą muzykę, lepsze święta i wszystko naprawdę wszystko jest lepsze niż w mieście 50km dalej ;)
2. Jestem prawdziwą fanką długich i skomplikowanych słów. Gdy widzę długie słowo wiem, że muszę przynajmniej spróbować się go nauczyć. Jednak ilekroć użyję jakiegoś naprawdę długiego słowa, które nie jest tak często używane spotykam się z pytaniem" Wow, a skąd ty znasz takie słowo?" To jest naprawdę zabawne, spotkałam się z tym wiele wiele razy i nadal nie potrafię zrozumieć co w tym szokującego. :D
3. Nieważne, że pytasz o drogę kogoś kto idzie w przeciwną stronę, a ty potrzebujesz iść dajmy na to na pocztę, która jest kilometr stąd i to w dodatku w lewo, a twój rozmówca musi iść w prawo... W 99% przypadków miły pan lub miła pani postanowi cię i tak tam zaprowadzić wypytując przy okazji co tu robisz, jak długo i jak ci się podoba. Przyznajcie, że to naprawdę przemiłe!
4. Jeśli chodzi o edukację, a przynajmniej o uczelnie wyższe. Zawsze zastanawiało mnie czemu nie można wprowadzić po prostu %, albo jakieś w miarę mało skomplikowanej punktacji? Czemu można uzyskać za każdym razem 30 pkt w tym trzeba mieć chyba ponad połowę by zdać? Czemu oceny są podawane w skali 1-30? Aj nie wiem, pewnie znów to mieszam, może kiedyś zrozumiem. :D
5. Jeśli już w temacie uniwerków... Wytłumaczcie mi jak można na obronę pracy zapraszać rodzinę i setkę przyjaciół z tortem/szampanem/prezentem? Pod taką presją nie zdałabym nigdy. :D
6. I czemu spóźniając się, nie przychodząc, wychodząc wcześniej i generalnie kiedy się chce... nie ponosi się żadnych konsekwencji?! U mnie na wydziale to niewykonalne.
7. Podrywasz mnie mając dziewczynę?! Że duży odsetek Włochów lubi romansować i kręcić na boku to chyba wie każdy. Ale, żeby tak z dziewczyną na kolanach krzyczeć do innej przez pół ulicy" Ciao bella!"? Prosić o numer w jej obecności, podrywać, "szczerzyć się"? Kolejna rzecz, której nigdy nie zrozumiem...;) Tak jak par, które idą spokojnie za rękę i nagle jedno z nich dostaje w twarz... Po czym dalej idą spokojnie za rękę... Aż chciałoby się powiedzieć- Ah taki życie! ;)


 I tradycyjnie pytam o wasze przeżycia z jakiejkolwiek części świata? :)



sobota, 12 marca 2016

#19 Zielony makaron.

 Hej!
Dziś przychodzę do was z przepisem na pyszny makaron. Tak, tak makaronu nigdy zbyt wiele! Makaron smakuje idealnie na śniadanie, na lunch do szkoły/pracy, na obiad i na kolacje. Zaufajcie mi, że makaron można naprawdę przygotować na sto różnych sposobów i jeść o każdej porze dnia i nocy. Najlepiej sięgać po oryginalne włoskie, które można kupić we włoskich sklepach w Warszawie, ale myślę, że w innych większych miastach także nie ma z tym problemu!

Składniki:
-garść zielonych oliwek
-garść czarnych oliwek
-1/3 szklanki oliwy
-garść szpinaku
-garść bazylii
-przyprawy
-dowolny makaron

Przygotowanie:
Makaron gotujemy, a w tym czasie blendujemy zielone oliwki, bazylię, oliwę i szpinak. Polewamy tym ugotowany makaron i posypujemy czarnymi oliwkami.
Smaczniej i prościej być nie mogło!



Lubicie takie makarony? 

środa, 9 marca 2016

#18 Co dziwi mnie we Włoszech i Włochach? Część 1

Witajcie kochani!
Dziś mam dla was kolejny post z serii i mam nadzieję, że się spodoba, bo dość długo myślałam nad jego ideą i nad tym jak sprawnie przedstawić to co mam na myśli. Od razu zaznaczam, że są to tylko moje własne, wieloletnie odczucia i nie mam na celu nikogo krytykować! ;)
Postanowiłam podzielić się z wami rzeczami, które zawsze dziwiły mnie we Włoszech (celowo czas przeszły, bo teraz to już chyba naprawdę mało co może mnie jeszcze zaskoczyć... Choć kto wie ;)). Jestem ciekawa czy macie podobne odczucia, albo czy są jakieś rzeczy, które dziwią was w innych zakątkach świata?

1. Włosi są mistrzami w nadużywaniu dwóch słów. "Allora" i "dai". Tak mi to weszło w nawyk, że sama ciągle tego używam. Moje "Oh daaaaaaaai"  wyraża chyba więcej niż tysiąc różnych słów i gestów. Aż śmieszne, że kiedyś nie byłam w stanie zrozumieć tego fenomenu i za każdym razem, gdy słyszałam czy widziałam wyraz "dai" zastanawiałam się "Ale teraz to o co chodzi?"

2. Boh. Jak już jesteśmy w temacie słów. Włosi używają tego uniwersalnie. Gdy coś się nie uda, gdy coś jest niewarte tłumaczenia, gdy coś jest głupie/śmieszne/żałosne. Gdy jesteś zdołowany, gdy ci wszystko jedno. Powiedz Boh i na pewno każdy cię zrozumie!

3. Czemu południowcy, głównie Sycylijczycy chodzą tak grubo ubrani? Mówiąc grubo mam na myśli 30 stopni w cieniu i długie jeansy, koszulę z długim rękawem i jeszcze najlepiej, żeby wiedział gdzie znajduje się jego najbliższa kurtka czy sweter. Przecież cóż to będzie, gdy wieczorem się ciut ochłodzi?! ;)

4. Teraz coś co całkowicie chwyta mnie za serce. Starsze małżeństwa (mam na myśli państwo po ok. 80 lat) spacerujące pod rękę w eleganckich ubraniach. Dzień w dzień. Widziałam bardzo dużo takich par i za każdym razem robi mi się tak cieplutko na sercu, gdy widzę starszego pana w eleganckich spodniach, koszuli i marynarce i panią w długiej sukience. Myślę sobie, że to naprawdę wyjątkowe mieszkać w jednym miasteczku całe życie i zawsze chcieć wyglądać tak ładnie i dostojnie idąc nawet na zwykły spacer uliczką.

5. Nieważne, że zdążyłam powiedzieć dopiero "Ciao". Włosi i tak cię pochwalą jaki twój włoski jest piękny i będą cię podziwiać, że interesuje cię akurat ich język i ich kultura. Jasne. Zawsze jest miło, gdy ktoś uczy się twojego języka, ale dla nich już jesteś wyjątkowy.

6. "Come stai?" To jest tak uniwersalne, że nawet, gdy nikogo nie obchodzi odpowiedz, musi zadać ci to pytanie. Czasem oni nawet nie oczekują odpowiedzi. Po prostu pytają jak się masz i zakładają, że wszystko jest najlepiej na świecie, bo przecież co złego mogłoby cię spotkać? ;)

Na dziś to tyle, bo postanowiłam podzielić te ciekawostki na dwa osobne wpisy. Tak jak mówiłam wyżej. Piszcie co was zaskakuje w innych częściach naszej planety, a ja na dniach dodam drugą część! ;)

sobota, 5 marca 2016

#17 Omlet na śniadanie.

Cześć słoneczka!
Przez chwilę zastanawiałam się czy dodać wpis z włoskiej serii czy jednak jakiś przepis i zdecydowałam się na przepis, bo dawno takiego nie było, a to w końcu blog głównie kulinarny. Przepraszam jeśli pojawią się jakieś błędy ortograficzne czy gramatyczne, ale od dwóch dni chyba z przemęczenia robię takie błędy, że głowa mała! Całe szczęście, że zauważam je w porę. :D Mam nadzieję, że to tylko chwilowy spadek energii i koncentracji, bo nigdy wcześniej nie miałam z tym problemu.
Dzisiejsza propozycja nadaje się dla każdego kto lubi pożywne śniadania, a przy okazji nie chce wykonywać czegoś skomplikowanego. Trudno znaleźć mi nazwę na moje śniadaniowe dzieło, ale jest to coś pomiędzy omletem i frittatą. Jedno jest pewne. Gdy spróbujecie, będziecie jeść aż do znudzenia.

Składniki:
-3 jajka
-kabanosy/salami/kiełbaska
-szczypiorek
-plasterek żółtego sera
-kawałek papryki
-pomidor
-cebula
-przyprawy
(Ale tak naprawdę wszystko inne co lubicie i pasuje też się nada!)

Przygotowanie:
Jajka wbijamy do miseczki, dodajemy pokrojone w kosteczkę inne składniki, doprawiamy i energicznie mieszamy. Tak przygotowane jajka wylewamy na rozgrzaną na odrobinie oliwy, patelnię i smażymy. Ja smażę tylko na 1 stronie aż do całkowitego ścięcia się jajek na górze. Smacznego!


wtorek, 1 marca 2016

#16

Witajcie słoneczka!
Nie będę ukrywać, że ostatnio cierpię na brak czasu. Na zrobienie czeka kilkanaście prezentacji, do przeczytania na studia jeszcze więcej książek <łapie się za głowę>, ale w ostatnich dniach czas naprawdę ze mną nie współgra. Mam nadzieję, że to zmieni się już w czwartek i trochę odetchnę. :)
Właśnie z powodu tego całego zamieszania postanowiłam dodać wam zdjęcia, które jakiś czas temu zrobiła mi moja przyjaciółka. Blog modowy to to nie jest. Nigdy nie był i nie będzie, ale zawsze można urozmaicić go jakimiś innymi fotografiami.
PS. Czy ktoś wie gdzie jest wiosna ze zdjęć?!







sweter- Kupiony w Chinach
Legginsy- Topshop
Buty-Bata

Miłego dnia :*