piątek, 29 lipca 2016

#58 Pamiętnik z wakacji- Pizzo.

Pewnie zauważyliście, że rozkręcam się z włoskimi postami coraz bardziej, ale to chyba dobrze, prawda? :)
Dziś przygotowałam dla was drugą część włoskiego pamiętnika z podróży. Tym razem padło na Pizzo gdzie wybraliśmy się dwukrotnie i tak naprawdę to wciąż było za mało! Pierwszego dnia zwiedzaliśmy miasto, jedliśmy tartufo i generalnie spędziliśmy miły dzień choć nachodziliśmy się jak szaleńcy(ponad 10 km). Za drugim razem pojechaliśmy autem i dzięki temu było trochę spokojniej, bo nie musieliśmy wyrobić się na ten konkretny pociąg (o całkiem nowej miłości do włoskich pociągów będzie innym razem, przy okazji garść wiadomości jak nie zagubić się na włoskim peronie i co zrobić zanim wsiądziemy do pociągu;)). Dzięki temu udało nam się popływać w usypanej zatoczce, która była po prostu prześliczna i odwiedzić Piedigrotta, która zrobiła na mnie takie wrażenie, że chyba nigdy nie zapomnę tego widoku. Wielokrotnie oglądałam to miejsce na zdjęciach i myślałam sobie "no ok jest ładnie, ale o co cały ten szum?". Kolejne miejsce, którego piękna i magii nie ukaże żadne zdjęcie. Naprawdę weszłam i zaniemówiłam. Stałam w miejscu z uniesioną głową i oglądałam każdy milimetr ściany i sufitu. Najchętniej bym została tam na cały dzień!
Postaram się wam krok po kroku opisywać co widzicie na fotografiach.

Gdy przyjechaliśmy do Pizzo wiał silny wiatr (po południu zaczęło lać. Dosłownie. Na szczęście jak to bywa z włoskim, letnim deszczem, nie trwało to dłużej niż kwadrans, a potem wyszło słońce i zaczął się prawdziwy upał ;)).






Po krótkim spacerze plażą, wybraliśmy się na spacer wzdłuż plaży! :D (ohoho) Podczas spaceru mijaliśmy takie cudowne miejsca, widzieliśmy takie widoki. Cały czas myślałam, że jestem na jakiś egzotycznych wyspach...Wybraliśmy się także na molo, a później na zamek Murata i generalny spacer po mieście. 












Kilka dni później tak jak wam mówiłam, wybraliśmy się na krótką kąpiel w morzu i zwiedzanie Piedigrotta. :) 








Kochani mam nadzieję, że podobał wam się post, bo jeszcze nigdy nie dodałam na bloga aż tylu zdjęć! :) Jednak wszystkie te miejsca były tak piękne, tak magiczne... Że nie mogłabym już bardziej tego okroić. 

środa, 27 lipca 2016

#57 Top włoskie piosenki na lato.

Włosi co roku mają hity, których słucha każdy! Teksty są powszechnie znane, a Włosi podśpiewują je przy każdej okazji.
W taxówce, w autobusie, na plaży, w barze! Liczy się dobra zabawa więc i ja śpiewam choć kompletnie tego nie potrafię.
Są przecież takie sytuacje w życiu, gdy najważniejsza jest zabawa, a pozytywny nastrój szybko się udziela więc, gdy śpiewają wszyscy, śpiewaj i ty, bo i tak nikt nigdy nie wychwyci czy fałszujesz czy nie!
Poniżej chciałam wam przedstawić listę pięciu piosenek, które w tym roku podbiły serca mieszkańców słonecznej Italii, a w tym także i moje.

Bezapelacyjny numer jeden- J-AX, Fedez- Vorrei ma non posto. Śpiewałam ją jeszcze w domu ucząc się do egzaminów więc tekst mam opanowany w 100%, a melodię rozpoznaję w sekundę. :D Często spotykana w radiu, telewizji jak i jako dzwonek na komórkę. Kompletny szał na miarę zeszłorocznej Maria Salvador. Do tego ten teledysk to czyste szaleństwo na poprawę nastroju, polecam piosenkę chociażby dlatego. :)

Numer dwa- Alessandra Amoroso - Vivere a colori. Bardzo pozytywna piosenka, która ma dopiero nieco ponad dwa tygodnie, a już stała się prawdziwym hitem lecącym w każdym radiu.

Numer trzy- Jovanotti - Ragazza Magica- kolejny bezapelacyjny hit, który przyprawia mnie o dreszcze i naprawdę nie było nic lepszego niż jazda autem krętymi uliczkami i słuchanie jego pięknego głosu. A do tego to delikatne- la mia ragazza magica. Odpływam na samo wspomnienie. Właśnie w tym momencie ją sobie włączam. :)

Numer cztery- Nek - Uno di questi giorni- ponieważ Nek nigdy nie zawodzi, a fragmenty "Tu vuoi sapere chi e' il king?" zna każdy!

Numer pięć- Marco Mengoni - Solo due satelliti- Ja po prostu uwielbiam Marco i jego piosenki mogę zaśpiewać w nocy o północy!
Fakt, że we włoskich radiach jego hity lecą non stop jest naprawdę naprawdę... brak mi słów! Solo due satelliti zdecydowanie ma przepiękny tekst, a głos Marco to po prostu coś zjawiskowego! Słuchając tego na zmianę chce mi się płakać, a na zmianę cieszyć. Marco pięknie mówi o miłości.


Oczywiście jak to bywa moja lista hitów to sami bardzo znani wokaliści, ale w końcu kto jak nie oni ma tworzyć przeboje? :)
Jakie są wasze ulubione piosenki na lato?

poniedziałek, 25 lipca 2016

#56 Pamiętnik z wakacji- Tropea.

Powroty są trudne.
Czasem tak trudne, że czuję jak cały ten chaos opada mi na barki. Ciężko przychodzi oddychanie nowym powietrzem i porzucanie miejsc, które się kocha.
Miejsc, w których jestem realna. Tak naprawdę realna.
Czas mija tak szybko, gdy go o to nie prosisz, że na pewno jest w tym ukryta jakaś drobna złośliwość. Trzeba wrócić do rzeczywistości, za tydzień zaczynam praktyki..


W dzisiejszym poście chciałabym pokazać wam jedno z piękniejszych miejsc jakie widziałam. Tropea jest naprawdę zachwycająca (pisałam wam o niej http://dolceecannella.blogspot.com/2016/02/15-najpiekniejsze-miejsca-we-woszech.html )
jednak myślę, że dopiero w tym roku odkryłam jej prawdziwe, ukryte piękno. Stało się wszystko to czego pragnęłam. Byliśmy tam z Tomasem prawie codziennie, kąpaliśmy się w morzu, robiliśmy zakupy, spacerowaliśmy wąskimi uliczkami, jedliśmy pizzę, albo po prostu obserwowaliśmy przechodzących ludzi. Tak niewiele mi we Włoszech potrzeba do szczęścia.
Jednym z fajniejszych miejsc w Tropei była szkoła (tak, tak). Uczniowie odbierali akurat wyniki matur i cieszyli się wolnością, szkoła była otwarta, można było sobie po niej spacerować i oglądać wystawy uczniów. Największe wrażenie jednak robiły widoki ze szkoły. Jak można uczyć się w takiej scenerii?! Poniżej zdjęcia z okna! ;)

Myślę, że Tropea jest naprawdę jednym z piękniejszych miejsc jakie widziałam we Włoszech, a jednocześnie tak samo chaotyczna jak inne miasta południa. Większości obcokrajowców to przeszkadza (przynajmniej z tego co mówią), a ja kocham ten chaos. Uwielbiam spacerować się środkiem drogi, nadjeżdzające w dzikim pędzie samochody, klaksony, przekleństwa i korki. Uwielbiam ten chaos każdą komórką mego ciała. Uwielbiam te zatłoczone plaże Tropei gdzie z trudem można postawić nogę, ale widoki wynagradzają wszystko. Nie ma piękniejszej perły południa. Chyba mogłabym zamieszkać na którymś z tarasów widokowych, albo chociaż na tej pseudo wyspie i obserwować miasto dniem i nocą. To jest tak wciągające, tak uspokajające, nie wiem czego więcej można chcieć od życia. 











Jeśli szukasz miejsca, w którym naprawdę poczujesz, że żyjesz to z pewnością jest to Tropea. Jestem naprawdę szczęśliwa, że udało mi się w tym roku tam wrócić i odkryć ją do końca, nareszcie mogę powiedzieć, że przeszłam to miasto wrzesz i wzdłuż, że obejrzałam wszystko co chciałam. A do tego... Zjadłam najlepsze tartufo ever z którym nie mogą równać się drogie oryginały z Pizzo. Radość pana, któremu powiedziałam, że jest bezkonkurencyjny i totalnie przewyższa lody z Pizzo była piękna, a z drugiej strony był na to całkowicie przygotowany. Dziwne, ale widocznie jednak nie zawsze oryginał i pierwowzór jest lepszy. 
Czekajcie na kolejny odcinek pamiętników z wakacji haha :D

środa, 20 lipca 2016

#55 Muffiny szarlotki.

Witajcie kochani! :)
Dziś mam dla was drugi automatyczny wpis na czas mojej nieobecności.
Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, dodawajcie mnie szybko na snapka (skyeeniki) gdzie relacjonuje podróż.:)
Wracając jednak do wpisu. Postanowiłam, że obydwa moje automatyczne wpisy będą kulinarne. Jest to bardzo przemyślany zabieg, ale nie będę was teraz wtajemniczać. :D
Jeśli lubicie jabłka, wszelkie jabłeczniki to ten przepis po prostu nie może wam nie pasować. Fakt, ja na przykład wolę tradycyjną szarlotkę, ale takie muffinki są świetną alternatywą i łatwiej je ze sobą gdzieś zabrać. :)

Składniki:
- 3 jabłka
- cynamon wedle uznania
- 130 g masła
- pół szklanki cukru pudru
- 2 jajka
- 3/4 szklanki mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 3 łyżki mleka

Przygotowanie:
W garnku na małym ogniu dusimy obrane i pokrojone jabłka z dodatkiem cynamonu. Blenderem ucieramy masło, cukier i jajka na gładką masę. Dodajemy mąkę z proszkiem do pieczenia i dokładnie mieszamy. Dodajemy mleko i mieszamy jeszcze raz. Wkładamy troszkę ciasta do papilotek, na to układamy ostudzone jabłka i znów warstwę ciasta. Pieczemy 15-20 min w 190 stopniach. :)


środa, 13 lipca 2016

#54 Rogaliki z masłem migdałowym.

Hejka!
Na wypadek gdybyście o mnie zapomnieli podczas mojego wyjazdu, przygotowałam dla was wpis, który magicznie dodaje się sam w odpowiednim momencie. :D
Dziś mam dla was przepis, który jest idealny na lato, ponieważ potrzebujemy tylko 2 składników, odrobinki czasu i bardzo mało zdolności kulinarnych!

Składniki:
- rolka ciasta francuskiego
- masło migdałowe
(tak to naprawdę wszystko)

Przygotowanie:
Rozwijamy płat ciasta i wycinamy na nim równe, dość duże kwadraty. Na każdym kwadracie kładziemy po 2-3 łyżki masła migdałowego i składamy w trójkąt. Boki możemy posmarować roztrzepanym jajkiem. Pieczemy 15 min w 180 stopniach.



Lubicie takie przekąski? :)

piątek, 8 lipca 2016

#53 Pierwszy raz we Włoszech.

Chciałam dodać ten wpis od jakiegoś czasu choć nigdy nie było na niego dobrej pory.
Tak naprawdę dopiero od tygodnia wiem kiedy powinien się pojawić, kiedy jest ten idealny moment.
Trochę ponad tydzień temu trzymałam na kolanach stos albumów z moich dziecięcych podróży.
Wśród nich był jeden specjalny, który zaczynał się od pewnej daty- 10.07 20 lat temu. Pierwszy dzień, pierwszy raz we Włoszech, do których trafiliśmy tak naprawdę bardzo spontanicznie, naprawdę!
Choć od tej pory jeżdżę do Włoch regularnie to właśnie 10.07.2016 mam w tym roku wylot. Nie zwróciłam na to wcześniej uwagi, nie pamiętałam, ale gdy połączyłam ze sobą fakty... Jest to dla mnie coś naprawdę specjalnego. Kiedy minęło tyle lat? Co stało się ze wszystkimi tymi osobami, z którymi kontaktu już teraz nie mam? Jak potoczyły się ich losy...?
Nie będę was zapewniać jak to doskonale pamiętam pierwszy raz na ziemi włoskiej, bo tak nie było.
Jednak dzięki zdjęciom, pamiątkom, często widzę przed oczami pojedyncze obrazy i uśmiecham się na samą myśl.
Miałam dwa latka. Już wtedy zmieniła się moja historia i ułożyła się nowa przyszłość.
To jest doskonały przykład na to jak pewne momenty zmieniają nasze losy na zawsze. Być może gdybym wtedy nie zaczęła jeździć do Włoch, nigdy bym się w nich nie zakochała? Nie uczyłabym się nocami setek słów, nie poznała ludzi, których znam.
Nie miałabym stałego celu i stałego marzenia, które majaczy się na horyzoncie i wiem, że mogę po nie sięgnąć.
Nigdy nie znalazłabym w sobie siły by walczyć o to co jest bliskie memu sercu i na pewno byłabym zupełnie inną osobą z zupełnie innymi zainteresowaniami. Podróże, przygody, znajomości zmieniają nas na poważnie już od pierwszych dni życia. Tworzymy w głowie mapy i łączymy punkty. Zbieramy doświadczenie i zapamiętujemy zapachy i uśmiechy.
To dzięki nim wiemy dokąd idziemy i po co. Nigdy nie rezygnujmy z podróży. Wciąż trzymam w szafce małego motylka, a dokładniej żelka w kształcie motylka, który dziś jest twardy jak skała i którego dostałam podczas moich pierwszych włoskich wakacji. Takie drobiazgi sprawiają, że czuję w sercu to piękne ciepełko, którego nigdy nie zapomnę.




A jak wyjazdy wpłynęły na wasze życie?

Jeśli chcecie być na bieżąco z Włochami to od niedzieli można obserwować wszystko na:
Instagramie- Skyeenika
Snapie- Skyeeniki