poniedziałek, 27 lutego 2017

#136 Co zabrać w podróż samolotową lub długą samochodową?

Witajcie kochani!
Dziś wpis nie do końca we włoskiej tematyce, ale myślę, że równie interesujący dla każdego kto planuje niebawem dłuższą podróż. Sama zawsze miałam problem z tym co powinnam zabrać do torebki do samolotu czy do samochodu tak, aby zawsze mieć przy sobie to czego potrzebuję.
Nie będę wam wspominać o najbardziej oczywistych rzeczach typu chusteczki higieniczne, dokumenty, pieniądze... ale z przyjemnością pokaże wam co ja muszę mieć ze sobą, aby być spokojna w podróży, a jednocześnie czekam na wasze typy! Może wprowadzę do bagażu coś nowego. :)
Przede wszystkim małe perfumy. Są idealne do samolotu, bo to miniaturki i bardzo brakowało mi właśnie takich zapachów, które mogłabym mieć blisko siebie. Są niesamowicie trwałe, polecam każdemu! :)
Słuchawki KLIK, które są bardzo wygodne, bo bezprzewodowe i można w nich spać bez żadnych problemów! Przy okazji na hasło Skyeenika15 macie 15% rabatu. :)

Zestaw do spania czyli maseczka na oczy i ciepłe skarpety. Mój tata dostał taki uroczy zestaw na jakimś długim azjatyckim locie i mi podarował. Z jednej strony maseczki mamy napis- Obudź mnie na jedzenie, a z drugiej- Nie budź mnie wcale. :D W takim woreczku zajmuje minimum miejsca. Do tego pomadki ochronne, które w podróży wolę zdecydowanie bardziej od szminek mimo, iż na co dzień używam tylko kolorówki. Krem do rąk to też taki niezbędnik, bo bardzo irytujące jest, gdy wysusza nam się skóra i nic z tym nie możemy zrobić.
Książka i notatnik. Nie zawsze chce mi się w podróży czytać, ale bez notatnika to jak bez ręki, bo ja non stop coś notuję!
Cukierki dzięki, którym uszy nie zatykają się tak bardzo, a poza tym dla mnie jest to lepsza opcja niż guma do żucia. Masełko shea jest doskonałe na powieki, usta, przesuszone skórki. Działa natychmiastowo, a w tej wersji jest bardzo poręczne.
Bibułki matujące do twarzy, niezbędnik. Oraz telefon z grą, która nie wymaga stałego internetowego połączenia. Świetny sposób na zabicie czasu.
Szczotka do włosów, nie wyobrażam sobie mieć jej w bagażu ogólnym oraz jakaś miękka gumka do włosów. Klasyczne denerwują mnie po dłuższym czasie i ciągną mi włosy.
Okulary to także niezbędnik, zwłaszcza jeśli wysiadamy w ciepłych krajach, albo gdy długo jedziemy autem i często wysiadamy na postojach.
Krem Nivea. Zawsze najwięcej mam ze sobą kremów, ale jak wiecie nivea sprawdza się na wszystko. Oraz to już taki must have! Lekarstwo na oczy. Kropelki, albo taki żel, który ostatnio przepisał mi lekarz. Mam bardzo wrażliwe oczy i po pewnym czasie w suchym powietrzu, albo w sztucznym świetle, albo przy zmęczeniu zaczynam widzieć w okropnej jakości, mimo że nie mam żadnej wady wzroku.

A co wy przede wszystkim musicie mieć ze sobą w podróży? :)

sobota, 25 lutego 2017

#135 Włoska zima czyli słownictwo, które warto znać.

Ciao a tutti! :*
Wiem, że teoretycznie już bliżej do wiosny niż do początku zimy (ufff), ale jakoś jak zwykle zabrakło mi czasu, aby przygotować odpowiedni wpis w odpowiednim czasie więc może nie obrazicie się na mnie śmiertelnie jeśli dziś porozmawiamy troszkę o zimie, a dokładniej o przyjemnych, pięknych słowach zachowanych w zimowej tematyce.
Mam nadzieję, że tym samym nie przywołam znów śnieżnych zamieci!
Myślę też, że tego typu wpisy to świetna forma nauki/ powtórki/ oswojenia się z nowymi słowami.

Najsłodszym słowem po włosku związanym z zimą zawsze będzie dla mnie il fiocco di neve (płatek śniegu) choć jest dużo innych, które o tą pozycję walczą! Na przykład il pupazzo di neve (bałwan). Samo słowo il pupazzo oznacza natomiast kukiełkę.
Kto z nas będąc małym nie miał ochoty na i giochi sulla neve(zabawy na śniegu)? W końcu każdy kiedyś był pazzo per la neve (w końcu każdy kiedyś miał bzika na punkcie śniegu. W sumie jak najlepiej brzmiałoby takie crazy about po polsku?).
Najlepszymi śnieżnymi zabawami z pewnością są: la battaglia di palle di neve (bitwa na śnieżki), lo slittino (sanki), gli angeli sulla neve (anioły na śniegu).
Oprócz tego dla miłośników szybkiej jazdy na lodzie, pozostaje pattinare su ghiaccio (jeżdżenie na łyżwach). Klasyczne lub il pattinagio artistico (jazda figurowa na łyżwach).
Z la neve (śnieg) i l'inverno (zima) kojarzą się też oczywiście i ghiaccioli (sople, które często też są rozumiane jako lody na patyku).
Gdy ziemia pokrywa się coraz grubszą warstwą białych płatków oznacza to, że nevica lub fiocca (pada śnieg). Choć słowo fioccare nie jest zbyt popularne i z dwojga najlepiej zapamiętać nevicareAle spokojnie, na szczęście cały ten śnieg zaczyna się już sciogliere (roztapiać)! I pozostaje nam już tylko czekać na la primavera (wiosna), która już za kilkanaście dni! :)

Tradycyjnie już pytam jak wam się podoba taki post? <3

środa, 22 lutego 2017

#134 Włoska zupa.

Witajcie kochani! <3
Dziś mam w końcu dla was włoski wpis kulinarny, bo choć gotuję sporo to zawsze umieszczanie tego typu postów przychodzi mi z trudem i sama nie wiem dlaczego.
Poniższy przepis odnalazłam w czeluściach internetu już jakieś 2 lata temu pod nazwą la zuppa toscana, ale z czasem odkryłam, że chyba niezbyt jest to sławna toskańska zupa... Tak czy siak przepis został ze mną na długo, a ja jestem zmuszana przygotowywać tą zupę średnio raz w tygodniu z każdego możliwego powodu. Fakt, jest pyszna i sycąca. Zdecydowanie jedna z moich ulubionych!


Składniki:
- oliwa na oko
- 3 ząbki czosnku
- 2 średnie cebule
- papryka
- 2 pomidory
- koncentrat pomidorowy kartonik (w sumie nigdy nie zwróciłam uwagi ile on ma pojemności:o)
- 1 lub 2 puszki pokrojonych pomidorów bez skórki zależnie od tego jak gęsta ma być zupa
- przyprawy (ja używam jakieś włoskiej mieszanki ziół, pieprzu i trochę czosnku)
- opcjonalnie: plastry gran padano, posiekana bazylia, grzanki
- 1l- 1,5l wody

Przygotowanie:
Na dno garnka wlewamy oliwę na tyle, aby pokryć denko, ale niepotrzebne, aby oliwy było więcej. Rozgrzewamy oliwę i dodajemy posiekany czosnek, cebulę i paprykę. Smażymy tak aż cebulka się przyrumieni. Dolewamy wody. Z początku niewiele, na oko pół litra, potem można dolać więcej. Dodajemy pokrojone pomidory bez skórki, pomidory z puszki, koncentrat i mieszamy. Pozostawmy na wolnym ogniu do gotowania. Dodajemy przyprawy, dolewamy wody. Gotujemy jeszcze kilka minut. Już na talerzu przed podaniem możemy posypać serem, bazylią lub/i grzaneczkami. :) Mi czasem zdarza się dodać pietruszki.;D
Smacznego!

niedziela, 19 lutego 2017

#133 Włochy- piękne miejsca cz.11

 Witajcie kochani!
W ten jeszcze zimowy i niedzielny poranek zabieram was w miejsce, które marzy się nie jednej osobie (a dla ścisłości to w dwa miejsca.:)).

Rapallo i Portofino, bo to o nich mowa to dwa malownicze miasteczka znajdujące się w Ligurii. Przed przyjazdem, oba te miasta kojarzyłam kolejno jedynie z- traktatami w Rapallo kończącymi wojnę, o których słuchałam od taty i z malowniczymi widokami Portofino + luksusem mu towarzyszącym.
Portofino i Rapallo to już rzut kamieniem od Genui, a choć są bardzo turystyczne to jednak spokojniejsze od wspomnianej wielkiej metropolii i posiadają zdecydowanie więcej własnego klimatu. Może więc warto zboczyć trochę z drogi jadąc do Genui? Z pewnością. :)
Oba miasteczka przywitały mnie deszczem, ale przyznam się wam, że nawet lubię ten letni, włoski deszcz. Jest zdecydowanie przyjemniejszy od jesiennego i zdecydowanie szybciej się kończy. Letni, włoski deszcz jest bardzo nastrojowy, wiem co mówię. ;)
Czy może być coś lepszego niż spacer mokrymi ulicami wraz z nuconą w głowie Love in Portofino?
Zdecydowanie jest to miasto, w którym można się zakochać. Bardzo romantyczne, bardzo subtelne. Grzechem jest być w Ligurii i nie zawitać do Portofino nawet jeśli uważacie je już za ciut komercyjne miasteczko!

W Rapallo za to swój pomnik ma Krzysztof Kolumb co raczej nie dziwi, bo przecież urodził się tuż obok, w Genui.

Oba te miejsca nie są najtańszą opcją na wakacje, ale pamiętać trzeba, że wybrzeże Ligurii generalnie najtańsze podczas sezonu nie jest... Dodatkowo lokalizacja miast, między Genuą, a Cinque Terre... Mimo to uważam, że warto tam pojechać. Nawet, albo specjalnie, gdy pada deszcz! :)






Moja prowizoryczna mapa, na której oznaczam wam posty, nr 11 :D

Kto z moich kochanych czytelników już tam był? :*

czwartek, 16 lutego 2017

#132 Sanremo 2017

Witajcie kochani!
Pamiętacie, gdy kilka miesięcy temu "zabierałam" was do Sanremo? KLIK
Dziś znów tam wracamy tym razem z powodu festiwalu, który dopiero co się zakończył. Z pewnością każdy z was zna festiwal piosenki włoskiej w Sanremo. W końcu odbywa się on już od 1951 roku i jest jednym z najbardziej kojarzonych i efektownych na świecie.
Sanremo jest doskonałym sposobem na wybicie się nowych artystów. W 2013r. festiwal wygrał sam Marco Mengoni z utworem "L'essenziale", który jest według mnie najbardziej wzruszającą piosenką tego artysty. Swój złoty czas na festiwalu mieli także muzycy z Il volo, którzy nigdy nie przestają zachwycać swoimi głosami. W przeszłości konkurs wygrali także Eros Ramazzotti, Al Bano i Romina Power, klasyka włoskiej muzyki- Domenico Modugno...
Od lat staram się obejrzeć chociaż kawałek festiwalu, bo uwielbiam rozmach, z którym jest on organizowany oraz magię, która zawsze mu towarzyszy. Poza debiutami możemy posłuchać piosenek znanych wykonawców, zapraszanych jest wielu gości.
W tym roku jak zwykle "pozamiatał" Tiziano Ferro coverem Luigi Tenco. Niestety nie potrafię znaleźć lepszego wideo.
Poniżej chciałabym wam przedstawić najpiękniejsze moim zdaniem piosenki Sanremo 2017, a na koniec zwycięzce, który niestety mojego serca nie zdobył. :/

Chiara- Nessun posto è casa mia
Przyznam, że od pierwszej nuty wiedziałam, że będzie to coś specjalnego. Tekst rozłożył mnie na łopatki od pierwszego przesłuchania. Być może, że wszystko o czym śpiewa dotyczy mnie w tej chwili, ale jej niespokojny głos w połączeniu z tekstem dał świetny efekt i na chwilę obecną jest to jedna z moich ulubionych piosenek.
Oraz zwycięzca.
Zdania co do samego konkursu jak zwykle są podzielone także wśród Włochów. Festiwal z pewnością przestał być tym czym był kiedyś... Kiedyś, gdy wielkie sławy typu Modugno stały przed publicznością i śpiewały swoje poetyckie piosenki... Może tak już po prostu jest, że stare czasy miały lepszy "smak". Mimo to Sanremo zawsze jest dla mnie jakimś przeżyciem i nawet jeśli jego poziom spada podobnie do naszego konkursu w Opolu to mogę nacieszyć oczy i uszy chociaż tym przepychem. ;)
A wy co o tym sądzicie?
Interesujecie się festiwalami?
A może mieliście swoich typów? :)

wtorek, 14 lutego 2017

#131 Walentynki we Włoszech.

Obiecałam wam walentynkowy post i jak widzicie nie zapomniałam o was. :)
Gdy myślicie o najromantyczniejszych miejscach to jakie przychodzą wam na myśl?
Ja oczywiście skupię się na Italii, bo jakby inaczej. :) Są takie miejsca, na które wystarczy spojrzeć, aby wiedzieć, że zapadną nam w pamięć na długo. Są takie, które wywołują silne emocje i takie, które od razu kojarzą nam się z miłością. Tak! Z miłością, wrażeniami, uniesieniami i porywami serca. Bo czymże jest życie jeśli nie tymi spontanicznymi chwilami?
Trudno jest wybrać jedno najromantyczniejsze miejsce Włoch, bo w każdym potrafię bez trudu znaleźć piękno i miłość. Wszystkie są magiczne.
Jeśli musiałabym zawęzić krąg chociaż do kilku to z pewnością byłby to Rzym, Taormina, Portofino i Siena. Rzym wydaje się taki banalny, ale przynajmniej nie wskazałam na Weronę, prawda? :)
Może właśnie cała magia Rzymu leży w tym, że na pierwszy rzut oka jest taki banalny. Te same trasy wydeptywane przez tysiące turystów dziennie, te same artystyczne fotografie pod Fontanną Di Trevi i te niekończące się kolejki do wszelkich muzeów. Ja mam jednak jedno swoje ulubione miejsce w Rzymie, które bezbłędnie uchwyciłam kiedyś na jednej z fotografii i patrzę na nią za każdym razem, gdy mi tęskno. Nie mogłoby być więcej nostalgii i miłości niż właśnie w tym jednym rzymskim miejscu.

Nie miałam wam jednak pisać o miejskiej romantyczności, a o włoskich walentynkach! Znów tracę wątek, ale myślę, że lubicie, gdy rozpisuje się na wszelkie poboczne tematy.:) Kto nie lubi niech się przyzna natychmiast. ;)
Często słyszy się, że walentynki to wymysł Amerykanów. Nie wiem, może w takiej komercjalnej formie jak jest obecnie mieli swoje wpływy, ale zapewniam was, że walentynki jako święto wywodzi się właśnie z Włoch. Z kraju miłości! :)
Swoją historią sięgają starożytności i wywodzą się od Lupercalii, święta ku czci boga płodności. Lupercalia przypadały na dni 13-15 lutego i nie były obchodzone w sposób specjalnie moralny. :)
Dziś walentynki to przede wszystkim święto zakochanych choć według mnie zbyt wyolbrzymione i czasem przesadnie obchodzone. Wiemy jak obchodzone jest w Polsce, często też docierają do nas wiadomości z zagranicy, ale jak wygląda to w słonecznej Italii? :)
Podstawowym walentynkowym prezentem jest coś czerwonego. Zazwyczaj chodzi o czerwoną bieliznę, którą wybranka powinna dostać od mężczyzny, ale generalnie chodzi o to, że prezenty powinny być zachowane w krwistej, kojarzonej z gorącą miłością kolorystyce. ;)
Do tego bardzo charakterystyczne czekoladki! Baci Perugina. We Włoszech kupicie je naprawdę wszędzie, to typowa włoska klasyka. Ja specjalnie za nimi nie przepadam, a do tego są dość drogie. Nic straconego. :) Nie zmienia to faktu, że najwyraźniej włoscy chłopcy i mężczyźni uważają, że Baci wyrażają więcej niż tysiąc słów i są klasyką na każdą ważną okazję. Do tego czego to nie wymyśla firma z okazji walentynek! Baci można kupić z tej okazji w specjalnych edycjach limitowanych. Pięknie pakowane, często z bonusami w środku. Bodajże rok temu była edycja z cytatami o miłości z piosenek Tiziano Ferro. :) W tym roku możecie je nabyć wraz z torebką, poduszką... Mówiłam wam, że oni nie znają granic.

Poza tym we Włoszech jest też pewien szczególny przesąd. Pierwszym mężczyzną, którego zobaczy niezamężna kobieta w dzień świętego Walentego, będzie jej przyszły mąż. Najwidoczniej jednak omylność wróżby doprowadzała niektórych do rozpaczy, dlatego też zasady uległy zmianie i wystarczy, że kobieta zobaczy mężczyznę jedynie podobnego do swojego wyśnionego przyszłego męża. ;)

Jakie jest według was najbardziej romantyczne miasto świata? :)


A dla was najbardziej miłosna piosenka ostatnich lat. <3

niedziela, 12 lutego 2017

#130 Jak zapewnić sobie szczęście we Włoszech?

Ostatnio temat szczęścia jest topowy w moim życiu. Może nie tyle szczęścia co właśnie przeróżnych wypadków losowych, pecha, nieszczęścia i niezdecydowania. Zdecydowanie potrzeba mi trochę radosnych promyków słońca dlatego, aby dodać sobie troszkę otuchy i ciepełka w sercu, zdecydowałam się pisać dzisiaj o włoskim szczęściu. Nie będą to typowe rady na to, aby uśmiech nigdy nie schodził wam z twarzy, a pieniądze na koncie rosły w nieskończoność, bo takich przepisów niestety nie znam i nie wiem czy ktokolwiek zna. :)
Będą to proste ciekawostki na temat tego jak nie dopuścić do tego, aby dopadł nas włoski pech! :D

Generalnie jest tak, że możesz essere fortunato (mieć szczęście/być szczęściarzem), albo avere sfortuna (mieć pecha). Czasami śmieję się do znajomych, że porto sfortuna (przynoszę pecha), ale na całe szczęście zaprzeczają i zabraniają mi tak mówić, a ja mam nadzieję, że to szczere słowa. Słowo sfortuna (pech) możesz zastąpić też słowem sfiga, która jest po prostu kolokwialną formą, często używaną na co dzień. Zwykłym szczęściem jest słowo fortuna, do radości odnosi się bardziej felicità. Jeśli życzysz komuś dobrze możesz powiedzieć buona fortuna! (powodzenia), ale mnie zawsze drażnią te dwa słowa zestawione razem więc wolę powiedzonko in bocca al lupo! (dosłownie oznacza to "w paszczę wilka"). Dodaje mi więcej pewności siebie i siły niż zwykłe buona fortuna. Na buona fortuna odpowiadam uśmiechem, aby nie zapeszać, na in bocca al lupo odpowiada się Crepi!
Włosi mają też trochę inną, przynoszącą pecha numerologię. Il numero 13 (liczba 13) przynosi w Italii szczęście. Pecha może przynieść ci co najwyżej il numero 17 (liczba 17). Ostatnio czytałam, że to prawdziwy il portatore di sfortuna (nośnik/nosiciel nieszczęścia), ale jedna z firm wypuściła biżuterię z motywem 17. Nie wiem może po to, aby podarować ją swojemu nemico (wrogowi)?
Il gatto nero (czarny kot) także przyniesie ci pecha jeśli przebiegnie przez drogę. Zupełnie jak w Polsce, prawda? Wiem, że czasem osoby niepijące decydują się brindare a qualcuno (wznieść toast za kogoś) popijając wodą. We Włoszech to z pewnością nie przejdzie. Albo pijesz wino, albo pech gwarantowany!
W niebezpieczeństwie są także osoby nie będące w związku. Jeśli jesteście samotni i pójdziecie z przyjaciółmi na obiad, nigdy nie siadajcie przy rogu stołu. Jeśli tak się przydarzy to mi dispiace (przykro mi), ale już nigdy nie weźmiecie ślubu.
Złym pomysłem jest też versare/ rovesciare (wylewać) oliwę. Przyznam się wam, że byłam ciekawa dlaczego. Wpisałam w wyszukiwarkę kilka słów i pierwsze co się wyświetliło to: Quanta sfiga porta rovesciare l'olio? (Ile nieszczęścia przynosi rozlanie oliwy?). Brzmi groźnie, przyznajcie! Wśród wielu wyjaśnień odnalazłam to najbardziej sensowne. Chyba. Oliwa była towarem bardzo kosztownym i drogocennym, zwłaszcza w latach powojennych. To dlatego rozlanie lub rozbicie butelki to prawdziwa disgrazia (nieszczęście). Jeśli już jesteśmy przy tym słówku to co jeszcze tak pechowego może się przydarzyć? A no na przykład la disgrazia non mi lascia (nie opuszcza mnie pech), albo nic ci nie wychodzi i jest to il tuo giorno di disgrazia (twój pechowy dzień). Jak więc żyć kochani?
Aby dodać sobie trochę pomyślności wystarczy toccare ferro (dotknąć żelaza, odpowiednik odpukać w drewno), albo nabyć cornicello, talizman, który ochroni cię przed wszystkim. Ja swoje mam zawsze przy sobie. :)

 Dajcie znać czy jesteście fanami postów, w których przekazuję wam troszkę nowych słów oraz tradycji. Ciao! <3

Edit:
A na dobrą niedziele, dość znana włoska piosenka, którą kiedyś bardzo lubiłam. Powodzenia kochanie!

piątek, 10 lutego 2017

#129 Najczęściej zadawane pytania.

Witajcie kochani!
Dziś chyba jeden z bardziej wyczekiwanych postów na moim blogu, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo dostawałam dużo tego typu meili i postanowiłam w końcu odpowiedzieć na wszystko w jednym poście + pytania, które przewijają się przez całe moje życie. Niektóre słyszę co chwilę NAPRAWDĘ i dlatego też się tutaj znalazły, aby raz na zawsze rozwiać wszelkie wątpliwości TADAM. Mam nadzieję, że taka forma wam się spodoba.


1. Włochy ci się nie nudzą?
Słysze to pytanie milion razy w miesiącu! Tak naprawdę nie, nie nudzą mi się. Wiem, że to pytanie pojawia się głównie dlatego, że wiele osób myśli, że ze wszystkich miejsc na świecie byłam tylko we Włoszech, ale to nieprawda, bo do 18r. życia byłam w 20 krajach i w większości wielokrotnie. Dopiero ostatnie lata to włoski zastój, ale pewnie i to zmienię niedługo. Oczywiście więc, że są inne miejsca, które zapierały mi dech w piersi- Szwajcaria, Francja, Monako, Luksemburg... A z miast to chociażby Wiedeń, który jest blisko mojego serca prawie tak samo jak włoskie miasta.
Ale wracając do pytania, Włochy nigdy mi się nie znudzą, bo to jak mój drugi dom, w którym czuje się doskonale. Poza tym dla mnie każdy wyjazd do Włoch to możliwość praktykowania żywego języka, który przez resztę roku jednak z reguły jest najczęściej pisany, spotkanie ze znajomymi, poznanie nowych ludzi.

2. Jak dogadujesz się z ludźmi z innej kultury?
Są takie dni, gdy myślę sobie, że między nami jest ogromna przepaść kulturowa, ale potem uzmysławiam sobie, że tak naprawdę rozumiemy się doskonale. Rozumiem wszystkie ich dziwactwa, do których przez tyle czasu przywykłam, a oni starają się pojąc moje. Myślę, że w tym przypadku dzielące kilometry nic nie zmieniają. Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, a najważniejsze
to mieć otwarty umysł i umieć akceptować inność. Ps. Moi znajomi mówią, że więcej we mnie Włoszki niż w niektórych Włoszkach więc tak, chyba dogadujemy się bez problemu haha.
Za każdym razem też czegoś się od siebie uczymy. Np.Oni potrafią wymienić wszystkie najlepsze polskie potrawy! :D

3. Dlaczego akurat Włochy?
To jest jedyne pytanie, na które nie potrafię odpowiedzieć. Miłość do Włoch pojawiła sie bardzo dawno, majac 5 lat deklarowałam przed kamerą, że nauczę się włoskiego i będę dzielić swoje życie na pół i o to jest tak jak miało być.

4. W jakich miejscach byłaś?
Byłam w każdym regionie poza Sardynią! Także w większości większych miast, ale nie każde widziałam na tyle ile bym chciała. No i oczywiście kilka tych dużych jeszcze przede mną.:)

5. Gdzie chciałabyś zamieszkać we Włoszech?
W Neapolu. Ewentualnie mogłaby być Siena, Pescara... Każde miejsce by mnie zadowoliło. :). Gdy byłam mała pierwszą moją myślą zawsze była Pescara. Teraz nie jestem taka pewna.

6. Jak zaczęła się twoja nauka?
Podstawy podstaw nauczyłam się ze słuchu od Włochów oraz z książek dla dzieci, w któreś z pierwszych klas podstawówki.
Mówiąc o podstawach mam na myśli opowiadanie o sobie, proste pytania, prośby, czas teraźniejszy, liczebniki, czasowniki, kolory, pory roku, zwierzęta (haha). Nie było tego wiele, ale byłam mała, a ta baza dużo mi dała w przyszłości.
Po tym epizodzie miałam dłuuuugą przerwę. Pod koniec gimnazjum stwierdziłam, że zdaję włoski na maturze no i zaczęło się na poważnie.

7. Jacy są Włosi?
Często dostaje tego typu pytania, ale jak na nie odpowiedzieć? Przecież każdy jest inny, to wiadomo... Jeśli miałabym mówić jednak naprawdę ogólnie, to myślę, że są dobrymi przyjaciółmi. Są szczerzy, pomocni. Lubią się bawić, a jednocześnie nie przesadzają z alkoholem. Są spontaniczni, lubią otaczać się przyjaciółmi i myślę, że w tej kwestii naprawdę są lojalni. Jeśli chodzi jednak o związki myślę, że długo dorastają...(ale to tylko moje zdanie, znam i długo letnie pary) i czasem więcej obiecują niż się ma wydarzyć. Zauważyłam też, że włoskie dziewczyny robią się bardzo zazdrosne i czujne, gdy ich facet jest w otoczeniu innych kobiet(my kobiety chyba już tak mamy haha, ale mam wrażenie, że Włoszki są już  mega zazdrosne). Włosi cieszą się życiem i to widać. :) Oczywiście tak jak pisałam, to tylko ogólne obserwacje, trudno mówić za wszystkich, ale na pewno to rozumiecie.

8. Byłaś w związku z Włochem?
Umawiałam się, w związku nie byłam.

9. Czy kiedykolwiek spotkałaś się z niechęcią do Polaków we Włoszech?
Nie. :) Zazwyczaj wszyscy reagują z entuzjazmem, a jeśli nie to po prostu z obojętnością. ;) Nigdy nie spotkała mnie przykrość z powodu, że jestem Polką.

10. Myślałaś o Erasmusie?
Myślałam przez chwilkę, naprawdę małą chwilkę, ale potem dowiedziałam się, że mój wydział nie wysyła ani do Neapolu ani do Catanii więc... Jestem w stanie sama radzić sobie w Italii doskonale więc póki co to jest mój cel, a nie erasmusy.:)

11. Najlepsze wspomnienia z Włoch?
Mam ich naprawdę wiele i trudno byłoby wszystko opowiedzieć. Szczególnie miło wspominam spontaniczne poznawanie ludzi na kolejkach w Mirabilandii i to jak obudziłam moją przyjaciółkę o 3 w nocy na wschód słońca. Siedziałyśmy do rana  na plaży(było mega zimno;o) i czekałyśmy, a tymczasem słońce wstało za ogromną górą.xd
Cudowna była też wyprawa o 6 rano na plażę z moim chłopakiem. Było tak spokojnie, gdy zbiegaliśmy z klifu i słychać było w dole jedynie morskie fale.
Mega śmieszne było też jak jechaliśmy samochodem i zgubiliśmy drogę. Spytaliśmy karabinierów (tak to się powie po polsku?xd), a oni zaoferowali nam  eskortę i na sygnale odwieźli nas we właściwe miejsce. Albo jak dostałam zaproszenie na mega huczne zaręczyny włoskiej pary. To było piękne!

12. Najgorsze wspomnienia z Włoch?
Nie mam ich wiele. Jeśli musiałabym wybierać to chyba chłopcy z pistoletami na imprezie na Sycylii. Troszkę czułam się nieswojo widząc, że mają broń. Ewentualnie też, gdy zgubiłam się o zmroku w dużym mieście bez telefonu. Miałam może 14 czy 15 lat i nie potrafiłam sobie przypomnieć na jakiej ulicy mieszkam.

13. Czy zdarza ci się myśleć po włosku?
Tak, zdarza mi się, że gdy długo rozmawiam z przyjaciółmi to potem myślę po włosku, albo pisząc po polsku nagle wrzucam jakieś włoskie słowo niechcący. Ale zakładam, że każdy tak ma w jakimś języku, gdy zbyt długo go używa rozmawiając.


Mam nadzieję, że te kilkanaście pytań nie będzie się już więcej przewijać, albo przynajmniej nie aż w takim stopniu.;D Mam też nadzieję, że podobała wam się taka notka!
No i oczywiście do usłyszenia. :*

poniedziałek, 6 lutego 2017

#128 Który region Włoch wybrać na pierwszą wyprawę?

Czasami wybierając jakiś konkretny kraj, zastanawiamy się który region najlepiej byłoby wybrać.
Nie jestem w stanie mówić za każde państwo świata, ale mogę postarać się doradzić wam jeśli chodzi o wybór miejsca wypoczynku we Włoszech.

1. Jeśli lubisz ciszę i kontakt z naturą wybierz TOSKANIĘ.
W Toskanii byłam na dłużej niestety tylko trzy razy, ale szczerze powiedziawszy było to miejsce gdzie wypoczęłam zdecydowanie najlepiej, czułam się jak we włoskiej rodzinie, naładowałam baterie podwójnie!
Teraz już pamiętam, musiałam być w Toskanii tylko dwa razy(edit: wybaczcie mi moje zakręcenie, nawet ja już z nim nie mogę! Byłam 3 razy, bo jeszcze raz nad morzem Ahah), gdyż za pierwszym razem mieszkaliśmy w kamiennym domku na skale.
Tak, tak to takie skalne miasteczka nad przepaściami jakie pewnie kojarzycie z włoskich filmów lub podróży. :D
Było to malutkie miasteczko, zakładam, że nawet w sezonie nie mieszkało tam więcej niż 100 osób. Wynajmowaliśmy domek
od rodziny, która mieszkała kilka metrów niżej. W miasteczku była tylko jedna restauracjo kawiarnia gdzie przesiadywali wszyscy mieszkańcy. Naprawdę można było poczuć się jak w rodzinie, wszyscy tacy otwarci i życzliwi. A do tego jaki trening nóg, gdy już udało ci się wdrapać po prawie pionowej skale do domu! :D
Strasznie podobało mi się, że w tym domku był pamiętnik, który funkcjonował od wielu wielu lat i różni mieszkający tam ludzie zapisywali tam swoje przygody. Oczywiście ja też coś tam naskrobałam! Cudownie czytało się historię ludzi z Belgii czy Holandii, którzy postanowili spędzić tam Boże Narodzenie. Napadało tyle śniegu, że nie mogli zejść po skale na dół!
Wszystkie pieniądze wydali na ogrzewanie, a Wigilię spędzili z włoskimi rodzinami, wszyscy razem w tej jednej restauracji.
CUDO!
Za drugim razem w Toskanii mieszkaliśmy w agroturystyce z przemiłymi Włochami za ścianą, którzy posiadali sto tysięcy kóz i owiec. :D Przebiegające przez pola kozy z dzwoneczkami w stronę zachodzącego słońca... Bajka, cisza i spokój.


2. Jeśli pragniesz dużo pozytywnej energii wybierz KALABRIĘ.
Każdy ci to powie, że południowcy są o wiele bardziej energiczni, żywiołowi i roześmiani niż mieszkańcy północnych Włoch. Są bardzo życzliwi i zagadają cię w każdym miejscu. Czy to sklep, czy bar czy peron. Wszędzie można porozmawiać i spotkać kogoś interesującego. Uśmiechy wracają, a tam uśmiecha się każdy.
Nie potrafię przestać doceniać Kalabryjczyków. Mają bardziej pod górkę niż nie jeden mieszkaniec północy. Mafia, susze, bieda... A mimo to znajdują w sobie tyle pozytywnej energii do życia, że myśląc o nich wstydzę się, że zdaża mi się narzekać.
Zawsze przed oczami będę mieć dziadka ok.80-90 lat, który był właścicielem hotelu, w którym byłam 2 razy i jednocześnie uprawiał ogromny ogród. Do tej pory nie mogę pojąć jakim cudem znajdował on w sobie tyle siły, aby w samo południe pielić grządki i zrywać pomidory, ale biło od niego takie niesamowite ciepło i radość z tego kawałka ziemii... Naprawdę
jedna z najpozytywniejszych osób jakie spotkałam w życiu. Zawsze zagadywał, częstował i uśmiechał się. Moje myśli  cały czas cieplutko wokół niego krążą, niech żyje 150 lat!


3. Jeśli chciałbyś garść szwajcarskich widoków rodem z Włoch wybierz ABRUZJĘ.
Wystarczy, że odjedziesz trochę od wybrzeża, a twoim oczom zaczną ukazywać się zapierające dech w piersiach widoki. Gran Sasso d'Italia. Najpiękniejsze pasmo gór jakie widziałam w życiu. A między nimi rajskie łąki pełne kwiatów. Polany, strumyki i rzeczki. Powietrze także prawie jak w Szwajcarii! Wyobraź sobie ogromną przestrzeń i siebie pośród niej.
Pięknie, prawda? W Abruzzo każdy znajdzie coś dla siebie. Długie i szerokie piaszczyste plaże, płytkie morze, a kawałek dalej wysokie góry i nieprzemierzone szlaki. Przez długi czas Abruzzo było moją ulubioną częścią Włoch i bardzo chciałam tam mieszkać, ale z czasem moje myśli opadły jeszcze bardziej na południe... Choć naprawdę nigdy nie pogardziłabym domkiem w Abruzzo. :)
Zawsze ten region będzie miał szczególne miejsce w moim sercu.



4. Jeśli wybierasz się na wakacje z dziećmi wybierz WENECJĘ EUGANEJSKĄ lub FRIULI WENECJA JULIJSKA.
Wybaczcie nigdy nie mogę przyzwyczaić się do Wenecji Euganejskiej, dla mnie to zawsze będzie Veneto i tyle! Nie są to moje ulubione regiony, ale uważam, że sprawdza się na pierwsze włoskie wakacje dla rodzin z małymi dziećmi. Są dość bezpieczne, sporo turystów, dobrze rozwinięta infrastruktura, atrakcje, blisko do Wenecji, plaże też są całkiem OK. Ja po dłuższym czasie w tych dwóch regionach zaczynam wariować, ale jak byłam mała to zdecydowanie mi to nie przeszkadzało! Głównie dlatego, że plaże i morze są naprawdę OK, a prawdopodobnie to najbardziej doceniają dzieci. Poza tym nie kierujcie się też moim wariactwem, bo ja po prostu nie czuję się najlepiej na północy, a to już na pewno wiecie. Znam ludzi, którzy za to najlepiej odnajdują się w tych okolicach.


5. Jeśli marzy ci się reset od ludzi i czas na przemyślenia wybierz SYCYLIĘ.
Tutaj odczucia podobne co do Toskanii choć są to zupełnie dwie różne strony, zupełnie różne miejsca, zupełnie inny klimat, ale zawsze wydawało mi się, że Sycylia jest takim doskonałym miejscem na poznanie siebie i otaczającego nas świata. Ludzie są bardzo życzliwi choć sama Sycylia nie jest najbezpieczniejszym miejscem na świecie, ale o tych przykrych incydentach nie chcę tu chyba pisać więc jeśli ktoś byłby zainteresowany przed wyjazdem to mogę wam opowiedzieć na meilu. Pierwszy raz po Sycylii podróżowałam z przyjaciółką mając 18 lat i była to świetna przygoda, zobaczyłyśmy ogromną część wyspy. Jeśli miałabym napisać książkę podróżując po którejś z włoskich części to chyba wybrałabym Sycylię. Nigdzie indziej w Italii nie czuję się taka samotna, taka niepewna i taka przesiąknięta klimatem.
Za drugim razem byłam z chłopakiem i nigdy nie zapomnę jak zdziwiony spytał "Czy oni mówią tu po arabsku?" "Nieeeee to tylko sycylijski" "A rozumiesz coś?" "No! Kilka słów." Ahah.


6. Jeśli jesteś zafascynowany morskim życiem wybierz PUGLIĘ.
Puglia, albo Apulia jak kto woli wywarła na mnie ogromne wrażenie. Z pewnością jest jednym z najbardziej magicznych regionów Włoch. W końcu to samo południe, prawda?! Mówi się, że nie jest zbyt bezpieczna, może troszkę jak połączenie Sycylii i Neapolu, ale ja jestem zdania, że wszędzie trzeba zachować choć minimalną ostrożność. U mnie jest z tym bardzo ciężko i czasem sama się tego boję ponieważ jeśli chodzi o Włochów jestem okropnie naiwna i ufam wszystkim we Włoszech, bo zawsze wydaje mi się, że spędziłam z nimi wystarczająco dużo czasu, aby czuć się bezpiecznie, a jak wiadomo WSZĘDZIE SĄ ŹLI LUDZIE. Więc mam nadzieję, że moja naiwność kiedyś minie.
Co do samej Puglii... Czemu powiedziałam, że to raj dla osób zakochanych w morzu? Nigdzie nie ma takich pięknych skał, grot i podmorskiego świata. Jeśli nurkować we Włoszech to tylko tam! Nie nurkuję profesjonalnie, ale oglądanie podwodnego świata chociażby z rurką i maską, w Puglii daje niesamowitą przyjemność. Do tego zawsze będę pamiętać o tych wszystkich rejsach i grotach, które widziały moje oczy. Bardzo chciałabym tam wrócić!
FOTO, PUGLIA: https://monicaspitzer.wordpress.com


Jak widzicie, powyżej przedstawiłam wam 6 najlepszych propozycji na wyjazd. Zdaje sobie sprawę, że nie jest to super wiele, ale też nie jestem w stanie opisać każdego poszczególnego miejsca, a te wydają mi się najbardziej różnorodne i ciekawe. Dajcie znać, który region zaciekawił was najbardziej i gdzie chcielibyście się wybrać. :*

piątek, 3 lutego 2017

#127 Gomorra- serial.

Myślę, że nadszedł ten dzień, w którym w końcu opowiem wam o mojej wielkiej miłości.
Nie będzie to wpis pouczający, pewnie nie odnajdziecie w nim morału, ale opowiem wam o niektórych rzeczach, które mam w sercu.
Zastanawialiście się kiedyś nad wagą miłości? "Kocham" to czasem zabawne słowo, bo nadużywane traci swoją barwę. Z każdej strony słyszę "kocham jeść", "kocham spać", "kocham oglądać telewizję", "kocham jakieś tam miejsce, jakąś restaurację, jakiś kraj". I nie oceniam nikogo, bo i mi z pewnością zdarza się mówić "kocham" w kontekście jakiś tam rzeczy.
Ale czym jest miłość do miejsca?
Dla mnie jest to tęsknota towarzysząca w każdym momencie dnia, w każdym momencie życia. Jest to pewność, że chciałbyś walczyć za to miejsce i nigdy się go nie wyprzesz. Pewność, że należysz tam, jesteś akceptowany, umiesz tam żyć ze wszystkimi wadami i niebezpieczeństwami tego miejsca, bo przecież miłość to nie tylko słoneczne dni.
Chyba tak w wielkim skrócie mogłabym opisać komuś moją miłość do Włoch, która trwa od pierwszych lat mojego życia. Dzięki temu potrafię wierzyć w prawdziwą miłość! Tak wiele temu zawdzięczam.
Jak już wspomniałam, miłość do miejsca to chęć i umiejętność odnalezienia się tam pomimo jego ciemniejszych stron. Miłość bezwarunkowa.
Tak było w przypadku włoskiej mafii. Może brzmi to nieco dziwnie, nie zaprzeczam, ale włoska mafia była moją pierwszą, poważną, włoską odnogą miłości.
Dacie wiarę, że mając 5 lat snułam plany o poznaniu w przyszłości groźnego mafiozy z Neapolu i założenia z nim rodziny?! Co za ulga, że ten szalony pomysł w końcu minął uff. Fascynacja jednak pozostała i jeśli miałabym łączyć swoje życie zawodowe z Italią to chciałabym właśnie zająć się tematyką mafii. Artykuły, filmy, dokumenty, seriale, książki... Pochłaniam w tempie ekspresowym zupełnie jakbym chłonęła je przez skórę. Za każdym razem, z każdą nową informacją bije się w mojej głowie tyle sprzecznych myśli, a ludzie, którzy walczą z mafią, tworzą o niej artykuły narażając się własnym życiem, sądzą bossów, przenikają do organizacji, aby poznać jej sposoby funkcjonowania... Są dla mnie prawdziwymi bohaterami i wzorami do naśladowania. Chciałabym znaleźć w sobie tyle odwagi co oni...
Właśnie stąd pojawił się pomysł, aby napisać wam o moim ulubionym serialu. Właśnie skończyłam oglądać go po raz 4 i niecierpliwie czekam na kolejny sezon, a do tej pory może obejrzę "Gomorrę", bo to o niej mowa, 5 raz? Zastanawiałam się jak stworzyć ten post. Najpierw powinnam pisać o samej mafijnej organizacji, o książce, filmie czy serialu? A może zebrać wszystko razem? Ten pomysł wydał mi się najsłabszy, bo choć pewnie wpis byłby super przejrzysty, to nie wiem kto pokusiłby się o przeczytaniu postu na dwadzieścia przewinięć (albo i lepiej). Tak to w końcu wyszło, że na pierwszy ogień trafił serial. Naprawdę, mój ukochany serial na całym całym świecie. Niebezpiecznie pisać o serialu, aby nie spalić go zanim go obejrzycie, bo tak naprawdę na ile mogę sobie pozwolić recenzując go?
Najpierw może powody, dla których w ogóle sięgnęłam po "Gomorrę" dwa lata temu?
- Powstał na podstawię pomysłu Saviano więc dla mnie oczywistym było, że nie można tego zepsuć!
- Neapolitański. Najpiękniejszy język świata, którego słowa i wymowę wciąż staram się przyswajać, a słuchanie go na ekranie przynosi świetne rezultaty.
- Mafia. No właśnie.
Moim ulubionym bohaterem szybko stał się Salvatore Conte. Ma w sobie coś co nie pozwala mi przestać o nim myśleć. Z jednej strony pozbawiony uczuć, z drugiej bosko zdyscyplinowany i opanowany. To sceny z udziałem Conte były moimi ulubionymi,  a jednocześnie budziły we mnie największy lęk, bo nie do końca mogłam go rozpracować. Właściwie to w ogóle nie mogłam go rozpracować co było super ekscytujące!
Daje przebaczenie niosąc śmierć.
W ogóle sposób kreacji każdego z bohaterów... Perfekcyjny. Nie znalazłam ani jednej rzeczy, którą mogłabym im zarzucić. Są to postacie z krwi i kości, dopracowane w każdym calu i zagrane po mistrzowsku.

Kolejną ważną dla mnie rzeczą był fakt, że serial był dla mnie bardzo doszkalający i bardzo uświadamiający pewne kwestie... Z jednej strony o wielu rzeczach, które widziałam na ekranie, już czytałam. Mało co było dla mnie obce, ale jednak czasem bardziej dobitne jest zobaczenie czegoś niż tylko wyobrażenie. Przede wszystkim mocnym był dla mnie moment, w którym w końcu przyjęłam do siebie (zawsze się tego wypierałam i odsuwałam te myśli), że moje ukochane południe nie jest wcale tak bezpieczne, a rola kobiety mafii, w środowisku zdominowanym przez władczych mężczyzn, okrutna.
"Gomorra" to Neapol bez upiększeń. Dla mnie taki jest najbardziej rzeczywisty choć tą myśl też zawsze chciałam od siebie odsuwać. Biedne podwórka, góry śmieci, szarość. Nie ma słońca dla opuszczonych blokowisk Scampia. Co takiego jest w Scampii, że widok na nią ściska serce?
"Gomorra" to przede wszystkim też prawdziwe historie, prawdziwe zdarzenia, prawdziwe przemyty o czym zapewnia nas sam Saviano, a niektórzy aktorzy/bohaterowie filmu... sami schodzą na mafijną drogę i odsiadują więzienne wyroki. Czyż to nie jest wystarczający dowód na to, że produkcji daleko do fikcji, a cały ten mafijny świat przeplata się w codziennym Neapolu godzina po godzinie?
Do tego muzyka, która przyprawia mnie od dreszcze...
Jej tekst już sam w sobie jest mocno przytłaczający, a melodia wchodzi do głowy na zawsze... Nie wyobrażam sobie już włączenia odcinka bez automatycznego zaśpiewania refrenu. W dalszej części niestety nie dałabym rady dotrzymać tempa oryginałowi.;D

Podsumowując... "Gomorra" była dla mnie kolejną cenną lekcją, ale spodziewałam się tego, bo Saviano zawsze sprawia, że zaczynam czuć się obco sama ze sobą. Nie mam mu jednak tego za złe, wręcz przeciwnie! To on za każdym razem pozwala mi otworzyć szeroko oczy i dostrzec prawdziwe oblicze świata, akurat tego mojego ukochanego kawałka świata... I uwielbiam to, gdy pozostawia mnie z tymi wszystkimi emocjami- gniewem, złością, miłością, bezradnością. ..
A wy oglądaliście już ten serial?
Jakie są wasze odczucia?

środa, 1 lutego 2017

#126 Czy wiesz, że...

Witajcie kochani!
Dziś mam dla was kolejny wpis z serii "czy wiesz, że?". Jeśli pamiętacie, pojawiały się już takie publikacje w zeszłym roku i cieszyły się waszym zainteresowaniem więc postanowiłam podrzucić wam jeszcze troszkę ciekawostek. W ogóle powiem wam, że ostatnio czas chyba nie jest moim blogowym sprzymierzeńcem, bo piszę wam o tak wielu rzeczach, a chciałabym o jeszcze i jeszcze innych. Np. wciąż jakoś umyka mi czas na przygotowanie wpisów kulinarnych, bo zawsze przytrafi się coś pomiędzy.;D Albo gdzie jest czas na krótkie przewodniki po miastach?!


Jestem jak zwykle ciekawa ile z tych ciekawostek znaliście więc dajcie mi koniecznie znać w komentarzu co was zaskoczyło, a o czym już słyszeliście!

Czy wiesz, że...

1. Walentynki narodziły się we Włoszech? A więcej o tym już za 2 tygodnie!
2. W malutkim miasteczku w Lacjum znajduje się najromantyczniejsza restauracja na całym świecie?! Nazywa się "Solo per due" i tak, naprawdę zjeść tam mogą tylko 2 osoby.
KLIK
3. Prawie 80% kraju stanowią góry i wyżyny?
4. Neapoletańska stacja metra Toledo jest jedną z najpiękniejszych stacji Europy i jednocześnie jednym z symboli, z którym najczęściej kojarzy się to miasto?

5. Sycylijski i neapolitański to nie dialekty? To oddzielne języki uznane przez UNESCO.
6. Jedno z najbardziej oszałamiających miast Włoch, Matera stało się tłem wielu scen w filmie "Pasja" Mela Gibsona?
7. W magicznej Bolonii powstał pierwszy włoski uniwersytet?


Dajcie znać czy jesteście nadal zainteresowani tego typu wpisami!
Buziaki:*