środa, 29 czerwca 2016

#50 Niebezpieczeństwa we Włoszech.

Chyba bardzo wkręciłam się w te wakacyjne klimaty i cieszę się tak na swój lipiec we Włoszech, że nie mogę pisać o niczym innym, a przecież miało być dzisiaj jedzonko... No nic. Poniżej lista kilku niemiłych rzeczy, które mogą przydarzyć się nawet w raju na ziemi!

- Porywacze, faceci, którym nie można ufać pod żadnym pozorem!
Wiem, że brzmi to jak z jakiegoś horroru, ale wcale nie przesadzam.
Takie sytuacje nie dzieją się na co dzień, ale sama mam na swoim koncie jedną dość nieprzyjemną, gdy jakiś "szaleniec"próbował nas uprowadzić. Zastanawiałam się czy opowiedzieć jak to się stało, jak uciekłyśmy i co wydarzyło się później, ale chyba najlepiej jednak zostawić to dla siebie i po prostu przed tym ostrzec. W każdym kraju zdarzają się cwaniaczki i w każdym miejscu na ziemi trzeba uważać. Ja mam niestety to utrudnienie, że spędzając we Włoszech tyle czasu po prostu...
Ufam im wszystkim. Ale do was apel, nie ufajcie każdemu przymilającemu się chłopakowi przede wszystkim na południu!
Ps. Jeśli nie znasz włoskiego uważaj trzy razy bardziej.
- Kradzieże.
Zawsze tego boję się najbardziej. Zwłaszcza Rzym, Neapol, Wenecja, Sycylia. Mekki włoskich złodziei, ale oczywiście każde większe miasto się od ich roi. Włosi wycwanili się już tak bardzo w napadaniu na innych, że mają na to swój własny sposób.
Kradzieże ze skutera, których w sumie nie sposób powstrzymać.
-Naciąganie.
Pewnego razu wzięliśmy z moim chłopakiem taksówkę i 3 km przejechaliśmy za 6 euro. No ok... Następnego dnia dzwonię do tej samej "sieci" i pytam ile kosztuje TEN SAM kurs! 20 euro. Śmiech na sali by płacić 20 euro za 3 km, ale cóż oni doskonale wiedzieli, że jest środek sjesty i żaden autobus nie przyjedzie przez najbliższe godziny. Zagadałam do pana na stacji benzynowej, który podwiózł nas za darmo zagadując przez całą drogę, super miły pan! :) A wynajem samochodu? Boh.
-Ciemne uliczki nocą.
Przyznam, że nie raz włóczyłam się nocą po Włoszech, bo przecież w tym cały klimat. Jednak każde większe miasto, głównie te na południu typu Bari, Neapol mają swoje miejsca, do których po zmroku się nie zagląda.
-Spacery krawężnikiem.
Włosi jeżdzą dość szybko i porywczo. Po sjeście często pod wpływem alkoholu(ale spokojnie od czego na mają włączony kierunkowskaz? :D Przecież po to, aby to oznajmić i ostrzec :D).
-Zwierzęta.
Wspominałam o tym ostatnio. Skorpiony pod poduszką, ogromne pająki pod łożkiem!(uwaga na malmignatto, super jadowitego pająka, którego jako dziecko hodowałam na włoskim balkonie(Boże, chyba mi słabo), małe płaszczki, które mogą zabić (tak mówi moja koleżanka Włoszka, ale cały czas mam nadzieję, że to jednak żart!), rybki z kolcami, małe rekiny, kraby, małe ośmiornice, meduzy(caravella portoghese, która podobno od pewnego czasu ochoczo przypływa do wybrzeży Italii, a jej jad może być śmiertelny), węże. Jednak to także głównie chodzi o południe Włoch.
-Jedzenie.
Jeśli jesteś wrażliwym alergikiem, nie daj sobie wmówić, że peperoncino calabrese nie jest ostre i nic ci po nim nie będzie haha.

 Co dodacie do listy? :>

niedziela, 26 czerwca 2016

#49 Stereotypy o Włochach.

Cześć!
Przyszła pora na kolejny post o Włoszech i Włochach.
Gdy czasem mam dość poważnych rozmów ze znajomymi, zaczynamy dyskutować o różnicach polsko włoskich, o tym jak postrzegamy siebie w swoich państwach oraz o tym jakie stereotypy nas definiują i jak duże o ile w ogóle mają one odniesienie do rzeczywistości. Przyznam, że jest to dość zabawny temat, dopóki nie przypomnimy sobie, że niektórzy naprawdę wierzą we wszystkie utarte określenia.
Jak to jest z tymi stereotypowymi Włochami?

1. Wszyscy Włosi to makaroniarze i jedzą tylko makaron.
Yep, makaron to bardzo ważna część kultury kulinarnej Włoch i z całą pewnością je się go dużo, ale... hola hola. Moi włoscy znajomi twierdzą, że jedzą zdecydowanie mniej makaronu ode mnie. Jedna z moich koleżanek kilka razy w miesiącu udaje się do polskiej restauracji gdzie zajada się pierogami i bigosem i otwarcie mówi, że makaron zupełnie jej nie kręci. Zapamiętajmy więc, że to, że makaronu je się dużo i często nie oznacza, że wszyscy jedzą go codziennie i nawet nie myślą o innych rodzajach jedzenia brrrr...
2. Włosi to pewni siebie podrywacze.
TAK TAK TAK! Jednak postrzeganie ich wszystkich przez ten pryzmat jest co najmniej niesprawiedliwe. Istnieje wielu normalnych facetów, którzy potrafią zawierać przyjaźnie i nie dążyć jedynie do romansu. A to, że zwykli zaczepiać dziewczyny gdzie tylko się da? Cóż to może po prostu ta ich pewność siebie. :)
3. Włosi nie mówią po angielsku.
Chyba najczęściej wyśmiewana rzecz. Jest to problem głównie południa, ale ostatnio zauważyłam, że dużo młodych osób przykłada się do nauki więc zdecydowanie nie jest z tym tak źle. Myślę wręcz, że wśród włoskich znajomych, to ja jestem najsłabsza z tego języka uh. Tak więc angielski mit częściowo obalony.
4. Włosi to najbardziej leniwy naród.
Niespodzianka, ale nie. To wcale nie są takie lenie jak można byłoby pomyśleć. Oczywistym powinno być, że praca w 40 stopniach jest mniej efektywniejsza, ale ja uważałabym ze słowami typu "lenie", "nieroby". Jak patrzę chociażby na te setki kilometrów pięknych autostrad to doceniam, że ktoś naprawdę w tym upale musiał to robić. Ponadto oni są tacy pomocni, życzliwi i zawsze doradzą. Lenie się tak nie zachowują!
5. Włosi to fatalni kierowcy.
Wbrew pozorom we Włoszech w wypadkach drogowych ginie mniej ludzi niż w Polsce. Włosi mają swój własny, niepowtarzalny styl jazdy, ale to nie znaczy, że są gorszymi kierowcami. Moim zdaniem mimo, iż za kółkiem są dość nerwowi to są też dość życzliwi dla pieszych. I tak muszę to napisać setny raz. Marzę o prawku we Włoszech.
6. Wszyscy Włosi to mafiozi. Tylko kombinują i robią lewe interesy.
Bardzo często spotykam się z tym stwierdzeniem, nie powiem trochę mnie to bawi. Nie tylko mnie z resztą. Mój kolega do tej pory nie może uwierzyć, że tak się o nich mówi. Z pewnością mafia to spory problem południa Włoch i to po prostu czuć, ale twierdzenie, że każdy południowiec pracuje dla mafii jest co najmniej szalony. Heeeej, większość z nich czuje przerażenie myśląc o tej samowolnej gangsterce.
7. Włosi są zawsze spóźnieni.
No tak, to chyba trudno mi obalić. Czas jest płynny. Nie ma początku, ani końca, a umówienie się na 20 nie oznacza, że każdy wie kiedy ta 20 jest. Ahah. Nie ma co się jednak złościć. Takie drobne rysy na idealności dodają uroku. :D
8. Włosi bardzo dużo przeklinają.
Tutaj chyba też trudno byłoby mi to podważyć. Włosi są bardzo emocjonalni, lubią pokrzyczeć, poprzeklinać, podenerwować się... A ja? Gdy pierwszy raz krzyknęłam w nerwach"cazzo", zostałam okrzyknięta idealną Włoszką więc coś w tych przekleństwach zdecydowanie jest. ;)



 A jakie stereotypy rządzą według was? :)


piątek, 24 czerwca 2016

#48 Tarta z warzywami.

Kochane!
Dziś mam dla was coś troszkę innego niż Włochy, Włochy i Włochy. Myślę, że wyjdzie nam na dobre taka zmiana. :D Powracamy więc do kolejnej kategorii mojego bloga- gotowanie czyli coś co powoduje ogromny uśmiech na mej twarzy! Poranek przy "garach" zdecydowanie mi nie straszny.
Przed wami prosty, szybki i bardzo smakowity przepis na... tartę z warzywami! Tak to naprawdę może smakować obłędnie. :)

Składniki:
-5 jajek
-1,5 szklanki mąki
-3 łyżki oliwy
-dowolne przyprawy, u mnie zazwyczaj pieprz, odrobina soli, zioła prowansalskie, słodka papryka
-2 garści startej Mozzarella lub innego dowolnego :)
-3 łyżki mleka
-dowolne warzywa pokrojone w paseczki/kostkę (papryka, pomidor, szpinak, cebula, brokuły, szparagi...)


Przygotowanie:
z 2 jajek, mąki, oliwy zagniatamy ciasto. Dodajemy przypraw, zagniatamy. Ciasto formujemy w kulkę i wkładamy na 15-20 min do lodówki. Po tym czasie wyjmujemy i rozwałkujemy na wielkość naszej formy pamiętając, że musi starczyć ciasta na boki. Układamy je na formę na papierze do pieczenia. Pieczemy 20 minut w 180 stopniach. W tym czasie w misce mieszamy 3 jajka, ser, mleko, przyprawy i nasze dodatki w postaci warzyw(pamiętajcie, że np. brokuła trzeba chwile podgotować!). Na ostudzone ciasto wylewamy naszą masę i zapiekamy jeszcze 20-30 min w tej samej temperaturze.
GOTOWE! :)







poniedziałek, 20 czerwca 2016

#47 Na co przygotować się jadąc do Włoch?

Misie! 
Jestem bardzo szczęśliwa, że wkońcu mogę się tu z wami znaleźć! Brakowało mi pisania, ale sesja niestety wciągnęła mnie na dobre. Mogę powiedzieć nie pewnym głosem- zdałam wszystko dość dobrze! Niepewnym dlatego, że muszę poprawić jeszcze jedną pracę ehhh, a myślałam, że to już takie słodkie wakacje. Niemniej jednak esej to nie egzamin prawda?
Muszę się wam do czegoś przyznać. Postów mam napisanych z milion! W przypływie szalonej weny jakieś 2 miesiące temu, napisałam kilkanaście postów z włoskiej serii, jednak leżały one bezpiecznie na dysku. Brak czasu mnie do tego zmusił, a teraz 3 tygodnie przed wyjazdem muszę nadrabiać hyhy. Czekajcie, bo nadchodzi ciąg dalszy pięknych miejsc z Włoch i różnych ciekawostek!

Dziś przygotowałam dla was kolejny post oparty na moich doświadczeniach. Nie musicie ze wszystkim się bezwzględnie zgadzać jednak zauważyłam, że lubicie takie moje posty, moje rady, moje odczucia więc zaczynamy. 
Przeczytajcie jeszcze raz tytuł posta. Wszystko jasne, tak? :)
1. Należy być świadomym, że Włochy (zwłaszcza samo południe) znajdują się w południowej części Europy(oj odkrywcza jesteś) i łatwo spotkać tam nieco egzotyczniejsze zwierzęta niż u nas. Na swoim koncie mam ukąszenie przez skorpiona, poparzenie przez meduzy, które potrafią być naprawdę duże (wybrzeże Sycylii) i ugryzienie w morzu przez coś niezidentyfikowanego co de facto objęło mi całą kostkę i zostawiło ślady zębów. Widziałam też gekony, małe ośmiornice i całą masę owadów. Warto pamiętać więc o sprawdzeniu pościeli przed położeniem się do snu(no cóż kiedyś znalazłam pod poduszką skorpiona, a w Neapolu podczas snu próbowały skonsumować mnie jakieś dziwne owady ahaha).Ale oczywiście też nie przesadzajmy. Większość sytuacji może być po prostu nieprzyjemnych, a nie zagrażających życiu. To nie Afryka czy Australia. :D 
2. Warto zabrać ze sobą adaptery do gniazdek, ponieważ większość z nich ma inny rozkład niż nasze polskie(zwłaszcza jeśli wynajmujesz mieszkanie) Chyba, że śpisz w najlepszych hotelach, tam ponoć mają normalne. 
3. Chaos miejski. Coś czego nie da się opowiedzieć dopóki się tego nie przeżyje. Jednak ja kocham ten chaos, marzę o zrobieniu prawka we Włoszech, cóż może już przywykłam.
4. W większości restauracji dostaniemy rachunek z doliczonym serwisem. Płacimy więc za miejsce/talerz jak to się mówi.
5. Sklepy, banki, niektóre urzędy zamykają się na kilka godzin w ciągu dnia lub są czynne dopiero po południu.
6. Coś o czym już wspominałam w innej notce. Nie da się tak po prostu kupić karty do telefonu. Trzeba podpisać umowę i podać numer rozliczenia podatkowego(?) lub dowodu. 
7. Uzbroić się w cierpliwość. Nie istnieje żaden powód dla którego ktoś powinien się z czymś pospieszyć! ;) Ale nie oszukujmy się, to jest urocze. 
8. Znaki drogowe no cóż... Ich rozstawienie to zjawisko nie do pojęcia. Kilka razy widziałam znaki pokazujące sprzeczny dojazd w dane miejsce. Oznakowania rond to totalna magia. No cóż, kto nie zobaczy, nie uwierzy. :D
9. Przestań się łudzić, że poniżej Rzymu ktoś mówi słowo po angielsku! To zdanie pewnego Włocha. Oj no dobra wiadomo, że jest trochę podkoloryzowane. Studiujący młodzi ludzie zazwyczaj chcą nauczyć się tego języka i idzie im dobrze. :) Co do innych miejsc to nie oszukujmy się i w Polsce różnie z tym bywa. Ja jednak nie postrzegam tego jako minus, dla mnie lepiej, że nie próbują usilnie mówić po angielsku zamiast po włosku :D tak jak często zdarza im się przemawiać po niemiecku na północy ;_;


PS! MYŚLAŁAM JAKIŚ CZAS NAD TYM, ABY ZROBIĆ Q&A NA TEMAT NAUKI WŁOSKIEGO, CIEKAWOSTEK, KULTURY ITD. ZE WZGLĘDU NA TO, ŻE ZDARZA MI SIĘ OTRZYMYWAĆ PYTANIA NP. NA TUMBLR, NA KTÓRE NIE ZAWSZE TAM ODPOWIADAM. MOGŁABYM WIĘC ZROBIĆ Q&A TUTAJ, OCZYWIŚCIE NA TYLE ILE STARCZA MI DOŚWIADCZENIA I WIEDZY, ALE ZAWSZE TEŻ MOGĘ PODPYTAĆ KOGOŚ KTO "SIEDZI W TYM" Z RACJI URODZENIA :D MOŻECIE ZADAWAĆ WSZELKIE PYTANIA TUTAJ POD POSTEM LUB NA MEILU LUB TUMBLR (ADRESY W ZAKŁADCE KONTAKT). 
:* 

piątek, 10 czerwca 2016

#46 Rady dla młodszej siebie.

Nie było mnie tu 10 dni. Przez ten czas prawie też nie komentowałam waszych blogów przez co troszkę mi głupio. Nie lubię znikać od tak, a więc mam dobry powód- egzaminy. Znaczna większość już za mną, ale to nie oznacza, że teraz z górki. Zostały dwa najcięższe, ale dam radę, bo jak nie ja to kto?!
Od wielu lat w sieci można zauważyć popularność postów na temat rad dla samej siebie, tyle, że w młodszej wersji. Sama ostatnio nad tym myślałam i sądzę, że mogę się z wami tym podzielić.
Ciekawi mnie także jakie pięć rad wy dałybyście swojemu młodszemu odpowiednikowi hmmm?:)

1. Spędzaj każdy dzień z przyjaciółmi. Okres mojego gimnazjum i liceum równał się całe dnie spędzone z przyjaciółkami, albo robiąc sesje. Potrafiłam cały weekend od rana do nocy mieć poustawiany zdjęciami, a w tygodniu zostawiać rzeczy po szkole, jeść obiad i lecieć na spacery, kawę, rolki. Spędzałam ogrom czasu z przyjaciółmi, ale z pewnością swojej młodszej sobie powiedziałabym- spędzaj go jeszcze więcej z tymi, których kochasz, bo potem oni odejdą... Będziecie pracować, studiować, mieć własne życie, poróżnicie się... I pewnego dnia poczujesz się choć trochę samotna.
2. Rób więcej zdjęć z przyjaciółmi! Robiłyśmy ich miliony, ale czasy mojego gimnazjum to czasy telefonów z 2 MPX.
Brak snapchata, instagrama, a nawet fb, bo wszyscy byli na grono.net! Część z nich, nawet większa część, skasowała mi się bezpowrotnie. Ehhh.
3. Ucz się angielskiego! Pokładanie całych moich sił w język włoski, a wcześniej francuski nie było do końca dobrym pomysłem.
Francuski z czasem przejadł mi się całkowicie (może nawet nie z czasem) i nic nie pamiętam. Włoski nadal jest moją miłością, ale angielskiego powinnam uczyć się z uśmiechem na twarzy już wcześniej, aby potem oszczędzić sobie wylanych łez i stresu.
4. Nie traktuj wszystkich tak serio, bo mając 15-16 lat mało osób jest NAPRAWDĘ.
5. Nigdy nie rób tego co wszyscy. Nie podążaj za tym co modne, szalone czy zakazane. Nie myśl o tym co mówią inni i czego ci życzą. Żyj własnym życiem, bo nigdy nie wiesz jak wiele przed tobą.




A wy co najważniejszego chcielibyście przekazać? 

środa, 1 czerwca 2016

#45 Kurczak z ryżem.

Hej wszystkim!
Nie było mnie tu tydzień, jak ten czas szybko leci. Koniec maja i czerwiec to niezbyt optymistyczny czas dla studenta więc myślę, że mi wybaczycie. :) Jeszcze 23 dni i po strachu, a przynajmniej taką mam nadzieję!
Przez moment zastanawiałam się czy nazwać wpis tak jak nazwałam czy jednak "Jedzenie z pudełka" haha. Tak dziś mam dla was przepis na pysznego kurczaczka, który sprawdzi się jako jedzonko na wynos na cały dzień w pracy, na uczelni czy w szkole. :)

Składniki:
- pierś z kurczaka
- garść szpinaku
- kilka suszonych pomidorów
- torebka ryżu
- przyprawy
-oliwa

Przygotowanie:
Kurczaka kroimy w kostkę obtaczamy w oliwie, słodkiej i ostrej papryce, czosnku i pieprzu. Smażymy na rozgrzanej patelni. Ryż gotujemy. W tym samym czasie liście szpinaku i pokrojone w paski pomidory dorzucamy do kurczaka i jeszcze chwile smażymy. Dodajemy ryż. W razie potrzeby dodajemy jeszcze przypraw. Gotowe w 15 min. i jakie smaczne. :)



A jakie jest wasze ulubione "pudełkowe" jedzonko? :)