Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 lutego 2020

Cornetto czy brioche? O co w końcu chodzi z tym rogalikiem?

Witajcie kochani!

Ah cornetto i brioche. Aż trudno sobie wyobrazić ile czasu spędziłam na "wykłócaniu się" w ich kwestii.
Na pewno każdy kto, choć raz był we Włoszech kojarzy te piękne rogaliki (czasem bardziej przypominające półksiężyc, czasem mniej), które nabyć można w wielu wariantach smakowych. Najczęściej spotykane są te puste lub z nadzieniem czekoladowym, pistacjowym lub z crema pasticcera. Jest to taki biały, słodki krem, ale nie mam zielonego pojęcia, jaki to ma polski odpowiednik. Krem cukierniczy? Nie chce was wprowadzić w błąd.
Zazwyczaj Włosi tłumaczyli mi to tym, że na południu Włoch używa się nazwy "cornetto" a na północy "brioche". To z tego powodu cały czas pozostawałam nieco niepokorna i za każdym razem, zamawiając cornetto w Mediolanie, powtarzałam, że chcę właśnie "cornetto" i nawet, gdy poprawiali mnie na "biorche", powtarzałam jeszcze raz, że "cornetto, cornetto". Moja mediolańska przyjaciółka cały czas pół żartem- pół serio mówiła: "Oj Mediolańczycy są na tym punkcie przewrażliwieni. Szybko narobisz sobie wrogów!"

Fakt, że spory o to, czy mówić "cornetto", czy może jednak "brioche" są dosyć zabawne. Poza jednak znanymi mi różnicami w nazewnictwie, wynikającym z zamieszkiwania różnych regionów kraju, postanowiłam przyjrzeć się tematowi nieco bliżej i ustalić, czy faktycznie istnieją jakieś konkretne różnice między tymi rogalikami.

Po wnikliwych obserwacjach i uważnym przeanalizowaniu kilku blogów kulinarnych okazuje się, że tak, prawdziwe cornetto różni się od prawdziwej brioche, ale to, co najczęściej można kupić we włoskich kawiarniach to jedno i to samo pod dwoma różnymi nazwami.
Pozwolę sobie zacytować jedną z takich stron:

Ore 8:30 circa del mattino, siamo al bar. Mentre a Milano qualcuno sta facendo colazione con cappuccino e brioche, qualcun altro a Napoli la sta facendo con cappuccino e cornetto…ma staranno per caso facendo la stessa colazione? La risposta è sì, entrambi stanno mangiando la stessa cosa: chiamarla brioche è soltanto un uso improprio del termine, diffuso al nord Italia. Lacucinaitaliana

Jest około 8:30 rano, jesteśmy w barze. Podczas gdy w Mediolanie ktoś je śniadanie składające się z cappuccino i brioche, ktoś inny w Neapolu je śniadanie z cappuccino i cornetto...Oznacza to, że jedzą takie samo śniadanie? Tak, obydwoje jedzą dokładnie to samo: nazywanie jej brioche jest tylko niepoprawnym terminem, który rozpowszechnił się na północy Włoch.

Jaka jest jednak różnica pomiędzy obydwoma tymi słodkościami w ich oryginalnej wersji? Brioche pochodzi z Francji i jest wyrobem na bazie drożdży, który powstaje przy użyciu masła, mąki, cukru, jajek oraz wody i smalcu. Jest bardziej puszysty i miększy niż klasyczne cornetto, które w oryginalnej wersji zawsze ma formę półksiężyca. Do wyrobienia cornetto dodatkowo dodaje się mleka i rezygnuje ze smalcu. Obie słodkości mogą być natomiast puste, jak i wypełnione kremem lub marmoladą. 

Niemniej jednak wychodzi na to, iż to co na północy zwą brioche, wciąż pozostaje po prostu cornetto!





Jaki rodzaj cornetto smakuje wam najbardziej?

piątek, 22 grudnia 2017

#206 Włoskie świąteczne potrawy.

Witajcie moi drodzy!
Czujecie już ten świąteczny klimat?
Jeśli nie to z pewnością jest to ostatnia chwila, aby to zmienić. Już pojutrze przecież Wigilia i takim to sposobem rozpocznie się trzy dniowy maraton rodzinnych spotkań. A podczas spotkań co...? Oczywiście dużo jedzenia, być może zbyt dużo jedzenia.
Jesteście ciekawi co Włosi jedzą podczas świąt?

Oczywiście wszystko zależne jest od konkretnego regionu. Każde miasto czy region posiada osobną kuchnię i oddzielne zwyczaje. Czasem jednak te potrawy są prawie lub całkowicie takie same, a różni je tylko nazwa.

Czego jednak nie może zabraknąć na włoskim stole podczas Bożego Narodzenia?

W regionie Abruzzo nie może zabraknąć minesta di cardi czyli zupy z karczochów. Obowiązkowo musi znaleźć się także miejsce dla zuppa di castagne e cieci czyli zupy z kasztanów i ciecierzycy. Brzmi pysznie, prawda?
Na deser nie może zabraknąć ostia con ripieno di mandorle, noci e miele czyli czegoś co przypominałoby nasz opłatek z tą różnicą, że przełożone jest migdałami, orzechami i miodem.
W regionie Calabria nie może zabraknąć crespelle ripiene alle alici e salumi, czyli czegoś w rodzaju włoskich naleśników wypełnionych sardynkami oraz salami.
Trudno wyobrazić sobie także święta bez capretto al forno alle erbe selvatiche, czyli pieczonej w ziołach kozy.

Region Bazylikata słynie z Baccalà lesso con peperoni czyli z gotowanego dorsza z papryczkami. Jako dodatek także pane con le mandorle (chleb z migdałami) oraz pasta lievitata fritta con alici (smażone, drożdżowe ciasto z sardelami).

W Kampanii zjemy klasycznie spaghetti alle vongole (spaghetti z małżami), a na deser oczywiście Struffoli, które występuje w kilku regionach, ale zawsze pod inną nazwą. Przepis podawałam wam rok temu!
KLK

W Emilia Romana nie może zabraknąć tradycyjnego Culatello di Zibello, jest to rodzaj specjalnie leżakującego salami. Do tego oczywiście tradycyjne dla tego regionu potrawy jak lasagne, tagliatelle al ragù czy toretellini in brodo (małe pierożki z nadzieniem w rosole).

Friuli Venezia Giulia, mały region, ale zawsze rozczulający mnie ze względu na swoją uroczą nazwę, specjalizuje się w daniu o nazwie Brovada e muset, które powstaje z rape i cotechino czyli z rzepy i świńskich nóżek.

W Lazio czyli w regionie z pięknym Rzymem, na kolację wigilijną dostaniemy fritto misto czyli smażone w cieście i tłuszczu warzywa. Do tego baccalà fritto czyli smażony dorsz.
Na deser obowiązkowo pangiallo czyli słodkość zrobiona z kandyzowanych owoców i miodu.

Liguria to oczywiście maccheroni in brodo czyli rosół z makaronem. Ravioli alla genovese czyli bardzo popularne danie! Do tego wszystkiego także gotowany kapłon.

W Lombardii mają chyba podobny gust, bo też jedzą cappone in gelatina czyli kapłon w galarecie. Do tego mortadella, bo kto nie wie, mortadella jest typowo lombardzka, ale niespecjalnie przypomina to co w Polsce nazywamy mianem mortadelli.

W Marche podczas wieczerzy dostaniemy Cappelletti in brodo czyli dokładnie to samo co tortellini. Typowe dla tego regionu jest także Vincisgrassi czyli danie, które przypomina bardzo lasagne.


Molise czyli malutki region na południu kraju, uwielbia zuppa di cardi czyli zupę z karczochów. Oczywiście tu także mamy naszą baccalà, ale tym razem al forno czyli dorsza pieczonego. Dodatkowo z dodatkiem verza czyli kapusty.

W Piemoncie najbardziej przekonują mnie słodkości. To taki ciekawy region, który inspiruje się trochę Niemcami, trochę Austriakami, zawsze mają jakieś ciekawe zapożyczenia.
Na deser dostaniemy więc mousse di mele rosse czyli mus z czerwonych jabłek, albo torrone d'Alba czyli nugatowo migdałowy blok.

W Puglii zjemy prawdziwe smakowitości. Na przykład anguilla arrostita con alloro czyli pieczonego węgorza z liśćmi laurowymi. Na deser znów torrone i inne słodkości z migdałów i miodu.

Na Sardynii na przystawkę na pewno podadzą nam salsiccia, pecorino e olive czyli kiełbaski, ser pecorino i oliwki. Do tego smażone sezonowe warzywa.

Na Sycylii rewia smaków! Między innymi Sfincione czyli pizza sycylijska. Grube, pulchne ciasto i sos pomidorowy, mniam!
Do tego gallina in brodo czyli kurwa w rosole. Na deser buccellati di Enna czyli przysmak nazwany na cześć Etny i wypełniony suszonymi figami.

W Toskanii króluje Arrosto di faraona czyli pieczeń z perliczki. Oprócz tego zjemy tam też anatra czyli kaczkę oraz brodo di cappone czyli znany nam już rosół z koguta.

Trentino nie ma zbyt wielu typowych przysmaków. Głównie jada się capretto (koźle) lub capriolo (zając).

W Umbrii przeważają słodkości. Typowym jest super słodki panpepato z migdałów, czekolady, orzechów i owoców kandyzowanych.
Robiłam go dawno temu i był nieziemski.

W Valle D'Aosta zjemy lardo con castagne cotte czyli słoninę z gotowanymi kasztanami. Poza tym carbonara valdostana con polenta oraz zuppa alla Valpellinentze. 

W Veneto na przystawkę zawsze serwuje się różne salumi czyli wędliny i salami. Poza tym oczywiście znów brodo di cappone, którego już chyba nie muszę tłumaczyć po raz setny. Na deser pandoro di Verona czyli bardzo sławne ciasto, które wciąż walczy o przewagę nad panettone. Nie wyobrażacie sobie jak te ciasta zaciekle ze sobą rywalizują!


Oczywiście nie są to wszystkie przysmaki. Prawdopodobnie spędziłabym cały dzień wymieniając poszczególne dania i na pewno i tak coś by mi umknęło. Niemniej jednak starałam się wybrać choć trochę z typowych dla danych regionów potraw.
Próbowaliście czegoś? Co was zaciekawiło?


środa, 6 września 2017

#178 Potrawy, których trzeba spróbować będąc we Włoszech.

Hej kochani! :)
Włoska kuchnia jest tak powszechnym tematem, że wielu osobom zdaje się, że widzą o niej już wszystko. Tymczasem włoskich specjałów jest tak dużo, że nie sposób ich zliczyć. Każdy region, każde miasto ma swoje tradycyjne potrawy, które co prawda często są do siebie podobne, ale jednak ich sposób przyrządzania czy choćby jeden składnik mogą się różnić. W dzisiejszym wpisie przedstawię wam moje top potrawy, których po prostu trzeba spróbować wybierając się do Włoch!

1. Pizza.
Byłoby nieco dziwnie, gdyby nie znalazła się w tym zestawieniu, prawda? Pamiętajcie jednak, że pizza pizzy nie równa. Nawet we Włoszech. Już wam o tym pisałam, ale powtórzę setny raz. :) W popularnych, turystycznych miejscach często można natknąć się na pizzowego bubla, który powstał z mrożonego ciasta. Wybierajcie więc swoją pierwszą pizzerię bardzo ostrożnie. :) Niekoniecznie kierujcie się przewodnikami czy internetowymi ocenami. Spytajcie Włocha mieszkającego w danym mieście na stałe lub kierujcie się intuicją. Tutaj sprawdzi się metoda obserwacji i oddalania się od centrum. Miejsce, w którym wieczorem jadają grupy Włochów z pewnością nie może być złe. :) Często najlepsze pizzerie to też te, których wygląd nie powala na kolana.
Raczej odradzałabym branie wymyślnych pizz typu pizza z frytkami i parówką. Postawienie na klasykę czyli na Margheritę lub wersję z rukolą i prosciutto z pewnością wyjdzie wam na dobre. :)


2. Carbonara.
To co dostać można w Polsce bardzo często różni się od prawdziwej carbonary. Przede wszystkim zapamiętajmy to raz na zawsze! W carbonarze nie ma żadnej śmietany! Carbonara jest jednym z moich ulubionych makaronów, a więc często gości na moim stole. Z doświadczenia jednak wiem, że nawet we Włoszech łatwo trafić na niezbyt udaną carbonarę.

3. Frittata di pasta.
Przysmak głównie południa Włoch. Nic innego niż zapieczony makaron z sosem, ale jakie to jest dobre! Musicie koniecznie spróbować. Takie proste dania najlepiej ukażą wam smak włoskiej kuchni. Danie najczęściej kupicie w małych budkach oferujących jedzenie na wynos. Piszę ten post w środku nocy i zaraz zaślinię klawiaturę. Po prostu kocham frittata di pasta i nie wyobrażam sobie jak chociaż raz w życiu można tego nie spróbować. U mnie dość często pojawia się na stole.
(http://la.repubblica.it/cucina/ricetta/frittata-di-spaghetti-napoletana/45696/)

4. Arancini.
Ta przekąska także bardziej popularna jest na południu kraju niż na północy, ale za nią tęsknie za każdym razem, gdy opuszczam gorące południe. Arancini to smażona kuleczka z ryżem, serem i różnymi dodatkami. Dowód na to, że najprostsze jedzenie jest najlepsze na świecie.

5. Risotto alla milanese.
Do spróbowania zwłaszcza jeśli jesteście w Mediolanie lub przynajmniej w Lombardii. Ma charakterystyczny żółty kolor i niepowtarzalny smak. W gruncie rzeczy w risotto alla milanese nie znajdziecie żadnych wyszukanych składników, ale zapewniam was, że w prostocie tkwi siła, a jeśli macie okazję spróbować oryginalnego, mediolańskiego risotto to czasem lepiej sięgnąć po nie niż po pizzę. :) Risotto milanese to król wśród wszystkich risotto, a jego receptura sięga XVI wieku.
(http://www.ganzomag.com/risotto-alla-milanese-italian-risotto.html)

6. Tiramisù.
O tym deserze słyszał każdy i chyba nie ma osoby, która by go nie próbowała. Ja kocham tiramisù i mogę już nawet powiedzieć, że na czym jak na czym, ale na tiramisù znam się bardzo dobrze i szybko potrafię odróżnić oryginał od falsyfikatu. W Warszawie znam tylko dwa miejsca, które mają naprawdę doskonałe tiramisù, a i we Włoszech natknęłam się parę razy na turystyczną podróbę. Niemniej jednak zachęcam do szukania miejsca gdzie jest ono właśnie takie jak powinno być, bo nie istnieje nic lepszego niż poprawnie wykonane tiramisù.

7. Cannoli.
Nie jestem ich fanką, ale będąc na Sycylii warto ich spróbować i samemu wyrobić sobie o nich zdanie. Dla mnie zdecydowanie za słodkie.

8. Spaghetti all'amatriciana.
Bardzo proste i bardzo smaczne danie. Amatriciana składa się głównie z boczku, pomidorów i sera pecorino, a więc powinna zasmakować praktycznie wszystkim. :) Pamiętacie zeszłoroczne trzęsienie ziemi we Włoszech? Wtedy też powstała akcja zgodnie, z którą, pieniądze pozyskane ze sprzedaży Amatriciany szły na poszkodowanych.
(http://www.abeautifulplate.com/classic-spaghetti-allamatriciana/)

9. Bistecca alla fiorentina.
Ponoć najbardziej znane włoskie steki zje się właśnie w Toskanii. :) Ja za stekami aż tak bardzo nie przepadam, ale osławionego steku z Florencji spróbować trzeba.


(https://www.tripadvisor.com/LocationPhotoDirectLink-g187901-d1210602-i32143907-Restaurant_La_Stella-San_Gimignano_Tuscany.html)

Wasze ulubione włoskie danie to...?:)

czwartek, 27 lipca 2017

#168 Mozzarella in carrozza.

Witajcie moi mili! :)
Dziś mam dla was przepis na mój zdecydowany kuchenny hit. Uwielbiam włoską kuchnię (co pewnie nie jest zaskoczeniem dla nikogo kto mnie czyta:)), a co za tym idzie także włoskie przekąski. Zawsze są pyszne i co najważniejsze, bardzo łatwe i szybkie to przygotowania.
Mam nadzieję, że poniższy przepis przypadnie wam do gustu i zdecydujecie się przygotować taką drobną przekąskę we własnych domach. Dajcie mi znać koniecznie czy wam smakowało!

Składniki na 4 tosty:
- 8 kromek tostowego chleba
- opakowanie mozzarelli (przy opcji 3-4 tosty.)
- 100 ml mleka
- 3 jajka
- oliwa
- przyprawy
- możecie też dodać szynkę
Przygotowanie:
Kromki kroimy na pół i maczamy jedną stroną w mleku. Na mokrej stronie kładziemy mozzarellę  (i szynkę) i przykrywamy drugą częścią kromki. Całość obtaczamy w roztrzepanym jajku z przyprawami. W między czasie rozgrzewamy oliwę na patelni i gdy będzie nagrzana, kładziemy nasze tosty. Smażymy z obu stron aż ser się rozpuści, a chlebek będzie rumiany.
Pyszności!

Smacznego moi drodzy <3 Lubicie takie przekąski?

wtorek, 2 maja 2017

#153 Włoska zupa cebulowa.

Witajcie kochani!
Dawno nie było u mnie postu kulinarnego co wcale nie oznacza, że przestałam gotować. O nie, moja kuchnia ma się świetnie!
Dziś mam dla was przepis na włoską zupę cebulową, która jest super łatwa w przygotowaniu, a smakuje idealnie. Uwielbiam wszystko co z cebulą i przyznam, że wykonanie cebulowej zupy chodziło za mną już od jakiegoś czasu i, gdy w końcu kilka miesięcy temu znalazłam przepis idealny, wiedziałam co będzie kolejną potrawą, którą przygotuję. :)

Na dowód, że była przepyszna macie tylko jedno zdjęcie. Gdy już była gotowa i zaczęłam jeść to momentalnie zapomniałam o fotkach i przypomniało mi się jak już wszyscy zjedli i garnek był pusty. ;)

Składniki:
- 3-4 cebule
- 1 litr wody
- 3 kostki mięsne
- 2 kieliszki białego wina
- 2 łyżki mąki
- 50 g masła
- przyprawy
- 1 łyżeczka brązowego cukru
- 2 łyżki oliwy

Przygotowanie:
Kroimy cebulę na kostkę i przysmażamy w dużym garnku na 2 łyżkach oliwy i maśle przez kilka minut. Dodajemy wino i cukier. Gotujemy chwilę i dodajemy mąkę. Mieszamy co jakiś czas i gotujemy kilka minut. Po tym czasie dodajemy 3/4 wody z rozpuszczonymi kostkami. Doprawiamy, dodajemy resztę bulionu i gotujemy 30-50 minut na małym ogniu.

Smacznego! Dajcie znać jak wam wyszło. :)

czwartek, 9 marca 2017

#140 Włoskie ciekawostki kulinarne.


Cześć kochani! :)
Dziś przychodzę do was z dość ciekawym postem, bo w głębi duszy czuję, że każdy mniej lub bardziej lubi tematykę jedzeniową. Mianowicie przygotowałam dla was kilka włoskich ciekawostek związanych z gastronomią.
Dajcie mi znać jak podobają wam się takie posty!
1. Według statystyk przeciętny Włoch zjada rocznie 26 kg makaronu! A mi i tak to wydaje się całkiem niewiele, naprawdę!
2. Każdy region ma od groma swoich tradycyjnych potraw i specjałów. Północ, a południe to jak ziemia i niebo jeśli chodzi o regionalną kuchnie.
3. Najsłynniejszą cebulą jest ta pochodząca z Tropei, która ma zupełnie inny smak niż znana nam z Polski cebula. Przygotowuje się z niej także lody!
4. Najlepsze włoskie wina posiadają oznaczenie DOC lub DOCG (Denominazione di origine controllata e garantita), podobne oznaczenie DOP (denominazione di origine protetta) można spotkać na innych wysoko jakościowych produktach.
5. Pizza Margharita powstała w 1889r. i ten kto miał okazje zjeść ją w dobrej restauracji we Włoszech wie, że nie ma ona nic wspólnego z tą oferowaną w Polsce. Powstała ona w Neapolu na cześć królowej Margherity i tradycyjnie widoczne są na niej jedynie trzy kolory- zielona bazylia, biały ser i czerwony sos. Pizza jest więc zachowana w kolorystyce flagi narodowej.
6. Gdyby nie Marco Polo we Włoszech mogłoby nie być risotto!
7. Casu mazu to z pewnością jeden z najbardziej oryginalnych serów świata! Pochodzi z Sardynii, dojrzewa z żywymi larwami much i także z nimi zostaje zjedzony. Ciągle nie mogę uwierzyć jakim cudem ktoś może to zjeść...
8. Włoski makaron to makaron al dente i basta! ;)
9. Włoskie desery to nie tylko panna cotta i tiramisu'( mam nadzieję, że przynajmniej większość to wie! ;)).
Jest jeszcze semifreddo, crostata, cannoli, tartufo, cassata siciliana i naprawdę długo by wymieniać i wymieniać...
10. Włosi są największym producentem wina na świecie! Rocznie produkują prawie 49 mln hektolitrów wina!

Co was zaskoczyło, a co nie? :>

środa, 1 marca 2017

#137 Włoskie miejsca w Warszawie cz.1

Ciao a tutti! :)
Witam was w nowym miesiącu. Czy wierzycie, że to już ten wiosenny miesiąc? Ten miesiąc, w którym moja praca licencjacka powinna zrobić już znaczący krok na przód.;D  Tak czy siak, bardzo się cieszę na ten piękny marzec! Dla mnie zawsze jest to miesiąc przełomowy więc trzymam kciuki, aby tym razem były to tylko dobre przełomy.
Do serii z włoskimi miejscami w Warszawie skłaniałam się już od dłuższego czasu, ale jakoś zawsze rezygnowałam z tego typu postów, bo zastanawiałam się co naprawdę chciałabym wam w taki sposób przekazać. Ostatecznie zdecydowałam, że pokazywać wam będę różne knajpki z włoskim jedzeniem i oceniała wam je na tyle ile potrafię.
Na pierwszy ogień po prostu musiało pójść moje ulubione, ukochane miejsce i zawsze będę uważać, że nigdzie w Warszawie nie zje się lepszego włoskiego jedzonka.
SpaccaNapoli w samym centrum Warszawy, jak sama nazwa może sugerować, serwuje wiele wyśmienitych neapolitańskich przysmaków i uwaga! Pizza naprawdę smakuje jak w Neapolu. Pewnie po części dlatego, że robi ją Neapolitańczyk, a właścicielami też są Włosi. O tej restauracji swego czasu głośno było w neapolitańskich mediach, troszkę też widziałam w polskich, lokalnych gazetach. Dla mnie jest to istny raj. Desery smakują idealnie tak jak powinny, pizza i makarony to poezja. Do mych uszu docierają czasem neapolitańskie słowa rzucane przez kucharza, regionalna muzyka, proste wnętrze. Przez chwilę naprawdę czuję się prawie jak w Italii. No i ciekawostka! Lokal bardzo często bywa odwiedzany przez Włochów, którzy bardzo dobrze wypowiadają się o serwowanych potrawach. Czy może być lepsza zachęta? ;)
Ja to miejsce kocham całym sercem i jestem mega wdzięczna, że powstało i tak świetnie się rozwija. <3




Byliście kiedyś w Spacca Napoli? A może znacie inne knajpki z oryginalnym neapolitańskim jedzeniem i podzielicie się ze mną adresami? :)

środa, 22 lutego 2017

#134 Włoska zupa.

Witajcie kochani! <3
Dziś mam w końcu dla was włoski wpis kulinarny, bo choć gotuję sporo to zawsze umieszczanie tego typu postów przychodzi mi z trudem i sama nie wiem dlaczego.
Poniższy przepis odnalazłam w czeluściach internetu już jakieś 2 lata temu pod nazwą la zuppa toscana, ale z czasem odkryłam, że chyba niezbyt jest to sławna toskańska zupa... Tak czy siak przepis został ze mną na długo, a ja jestem zmuszana przygotowywać tą zupę średnio raz w tygodniu z każdego możliwego powodu. Fakt, jest pyszna i sycąca. Zdecydowanie jedna z moich ulubionych!


Składniki:
- oliwa na oko
- 3 ząbki czosnku
- 2 średnie cebule
- papryka
- 2 pomidory
- koncentrat pomidorowy kartonik (w sumie nigdy nie zwróciłam uwagi ile on ma pojemności:o)
- 1 lub 2 puszki pokrojonych pomidorów bez skórki zależnie od tego jak gęsta ma być zupa
- przyprawy (ja używam jakieś włoskiej mieszanki ziół, pieprzu i trochę czosnku)
- opcjonalnie: plastry gran padano, posiekana bazylia, grzanki
- 1l- 1,5l wody

Przygotowanie:
Na dno garnka wlewamy oliwę na tyle, aby pokryć denko, ale niepotrzebne, aby oliwy było więcej. Rozgrzewamy oliwę i dodajemy posiekany czosnek, cebulę i paprykę. Smażymy tak aż cebulka się przyrumieni. Dolewamy wody. Z początku niewiele, na oko pół litra, potem można dolać więcej. Dodajemy pokrojone pomidory bez skórki, pomidory z puszki, koncentrat i mieszamy. Pozostawmy na wolnym ogniu do gotowania. Dodajemy przyprawy, dolewamy wody. Gotujemy jeszcze kilka minut. Już na talerzu przed podaniem możemy posypać serem, bazylią lub/i grzaneczkami. :) Mi czasem zdarza się dodać pietruszki.;D
Smacznego!

środa, 11 stycznia 2017

#120 Romantyczne Panettone.

Witajcie kochani! :)
Wiem, że już po Bożym Narodzeniu (minęło zaskakująco dużo czasu;o), ale może wybaczycie mi ten drobny wpis o świątecznym specjale, bo jakoś wcześniej nie było okazji, aby napisać wam o Panettone, a myślę, że parę słów zawsze warto wspomnieć. :)
Kiedy dostałam od mojej przyjaciółki z Mediolanu ogromną paczkę, a w niej między innymi tak cudownie zapakowane Panettone to całkowicie się rozkleiłam. Szczerze mówiąc, zawsze rozklejam się przy zagranicznych paczkach. Gdy je wysyłam jestem po prostu szczęśliwa, że sprawiam komuś przyjemność, ale gdy je odbieram to jestem niesamowicie wzruszona. Myślę, że przynajmniej część z was wie o czym mówię. Moment otwierania, rozklejania folii, zaglądanie do środka i to cieplutkie uczucie, że ktoś tam daleko kocha cię tak jak ty jego. :) Ah!

Nie przedłużając jednak... Jedliście kiedyś Panettone? W dzisiejszych czasach (oh jak to brzmi) można je kupić praktycznie wszędzie. Większość spożywczych sieciówek ma je w swojej ofercie tuż przed świętami. Szczerze powiedziawszy ja jadłam przeróżne Panettone. Takie przywiezione z Włoch i takie kupione "gdzieś tam" w Polsce. Te sieciówkowe zazwyczaj to wyschnięte ciasto bez smaku, nie polecam. Te z Włoch zawsze były lepsze, ale! To które dostałam tym razem było naj naj najlepsze ze wszystkich, które do tej pory jadłam... Miękkie, z dużą ilością bakalii, pachniało na cały dom! Było nieziemskie i potwierdzili to wszyscy, których poczęstowałam. Bajka.


Dziś jednak poza samym suchym opisywaniem wam smaku i mojego wzruszenia na widok kilogramowego ciasta, chciałabym opowiedzieć wam troszkę o samym Panettone.
Może słyszeliście kiedyś o tym, że mediolańskie Panettone co roku rywalizuje z Pandoro z Werony na tytuł najlepszego świątecznego wypieku? Jak dla mnie nie ma nawet porównania. Panettone zwycięża, za Pandoro nie przepadam, ale znam osoby, które uważają na odwrót więc jak widać spór jest słuszny. Na mnie działa dodatkowo fakt, iż Panettone jest niesamowicie romantycznym wypiekiem (a raczej jego historia, ale jakby nie patrzeć rzutuje to na wizerunek ciasta.:)).
Jedna z legend wisząca nad Panettone mówi o miłości dwójki młodych ludzi. Dokładnie mówiąc chodziło o miłość syna ulubionego giermka Ludovico Sforza i córki miejscowego piekarza. Oczywiście jak to bywa w smutnych historiach, tej miłości sprzeciwiali się WSZYSCY. Do tego piekarniczy interes ojca Adalgisy zaczął gwałtownie podupadać... Zakochany w niej chłopak robił wszystko, aby uszczęśliwić ukochaną (z którą de facto widywać się mógł tylko pod osłoną nocy...) i takim to sposobem eksperymentując z ciastem, zaczął dodawać do niego cukier i rodzynki. Nowy przysmak oczywiście wszystkim zasmakował, czyniąc na nowo piekarnie ojca Adalgisy, najpopularniejszą w mieście. Po takim sukcesie wszystko musiało się ułożyć. Rodzina Ughetto zaakceptowała jego wybrankę i młodzi zakochani niebawem się pobrali. :)
Takich XV wiecznych legend na temat wspomnianego wypieku jest więcej, ale ta zdecydowanie najbardziej trafia do mojego serca i w taką wersję chciałabym wierzyć! :)

I jak tu nie pokochać Panettone? :) Może próbowaliście go kiedyś?
Chcielibyście więcej wpisów o włoskich słodkościach?

piątek, 23 grudnia 2016

#113 Panforte.

Witajcie kochani!
Jest mi troszkę przykro, bo to już ostatni post z włosko świątecznej serii. Nie wierzę jak szybko nam minął ten wspólny czas! Mam też nadzieję, że posty wam się podobały, bo oczywiście po świętach nie będę próżnować i czeka was wiele wiele nowości, ale jednak już z poza tej magicznej otoczki. ;)
Wszystko co dobre szybko się kończy, ale oczywiście nie pozwalam sobie na marudzenie, bo wszak całe to lenistwo i świętowanie jeszcze przed nami. :D

Do Wigilii jeszcze ok.1,5 dnia więc może ktoś z was skusi się na przygotowanie jednego z moich ulubionych świątecznych ciast- Panforte. Szczerze powiedziawszy, w tym roku przegięłam z przyrządzaniem słodkości, a jeszcze 2 dni temu dostałam ogromną paczkę od przyjaciółki z Mediolanu... ;) Myślę, że jednak to wszystko się nie zmarnuje i jakoś z rodzinką będziemy musieli sobie poradzić z moim szaleństwem wypiekowym. :D
Panforte jest wypiekiem tradycyjnym dla Toskanii. Głównie rozpowszechniony jest w Sienie. Jest to troszkę taki klejący się piernik, ale jeszcze bardziej aromatyczny i niebezpiecznie słodki dzięki przeróżnym rodzajom bakalii. Z tego to powodu zaleca się go jeść pokrojonego na cienkie plasterki przy akompaniamencie dobrego, czerwonego wina. ;)

Składniki:
- 100g orzechów laskowych
- opakowanko (ok.10-15 sztuk) suszonych fig
- 100 g migdałów
- 2 garści suszonych morel
- opakowanie kandyzowanej skórki pomarańczowej
- nieco ponad pół szklanki mąki
- 2 płaskie łyżki kakao
- 1 łyżeczka cynamonu
- 1 łyżeczka zmielonych goździków
- pół szklanki cukru pudru
- 30g rozpuszczonego masła
- szklanka rozpuszczonego miodu

Przygotowanie:
Tortownice wyłóżcie papierem do pieczenia i solidnie wysmarujcie dno i boki masłem, ponieważ jeśli zrobicie to niedokładnie to za nic nie odkleicie ciasta od papieru.;) Całe szczęście w tym roku w końcu zrobiłam to w 100% zawodowo. :D
Posiekajcie orzechy, migdały i bakalie i wymieszajcie w misce z mąką, kakao, cynamonem i goździkami. Zróbcie to na tyle dokładnie, aby wszystkie bakalie były pokryte mąką.
Na małym ogniu musicie umieścić rondelek z miodem, masłem i cukrem pudrem. Mieszacie i podgrzewacie aż do całkowitego rozpuszczenia i połączenia się składników. Jeszcze ciepły miód wylewacie na bakalie i szybko mieszacie, ponieważ im dłużej będzie to trwać tym trudniej będzie ruszyć łyżką.;) Nie może być widać ani kawałka suchych składników!
Masę przelewacie do tortownicy i dogniatacie drewnianą łyżką lub dłonią do denka. Pieczecie ciasto w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni przez około 30-35min.
Po upieczeniu ciasto musi spokojnie ostygnąć i dopiero po tym czasie powinniście próbować wyjąć je z tortownicy.


Smacznego! :)
Jedliście już kiedyś panforte?

wtorek, 20 grudnia 2016

#112 Gli struffoli.

Witajcie kochani!
Święta jeszcze się nie zaczęły, a ja już jestem przejedzona. Niestety tak to jest jak się uczestniczy w cukierniczym biznesie i do tego samemu produkuje się tych słodkości co nie miara!
Obiecałam wam, że ten tydzień będzie nieco słodszy więc zapraszam was do czytania. Być może uda mi się was troszkę zainspirować i wprowadzicie na wigilijny stół trochę nowości. :)

Gli struffoli to moje odkrycie ostatnich dwóch lat. Przepis mam prosto z Włoch od mamy kolegi więc niemożliwe, żeby cokolwiek nie wyszło. ;)
Przez cały ten rok nie mogłam się doczekać kiedy znów je przygotuje. Są wciągające, uzależniające, nieprzyzwoicie słodkie i przeurocze, gdy już je przyozdobimy. :)
Jeśli już musiałabym przyrównać do czegoś struffoli to powiedziałabym, że to troszkę taki groszek ptysiowy tylko jeszcze bardziej chrupiący, aromatyczny i zdecydowanie słodszy.
Jest to świąteczny przysmak, który jada się w Neapolu i okolicy, ale oczywiście nie tylko, gdyż podobny przysmak pod innymi nazwami możemy spotkać między innymi na Sycylii ( Pignolata siciliana) czy w Abruzzo (cicerchiata). Przepisy różnią się zazwyczaj jedynie szczegółami. Np. rodzajem dodanego alkoholu czy zdobieniem.
Jak jednak gli struffoli (jak zwał tak zwał, nie dam rady przytoczyć wszystkich nazw ;D)to zawsze małe "piłeczki" smażone na głębokim tłuszczu. Mniam!


Składniki:
- 1/3 szklanki cukru pudru
- 3 jajka
- 1 żółtko
- 2 łyżki likieru anyżowego 
- skórka starta z 1 pomarańcza
- 2 szklanki mąki 00
- 60g roztopionego masła
+

- kilka łyżek miodu
- skórka kandyzowana z pomarańcza
- kolorowe posypki


Przygotowanie:
Przesiewamy mąkę i dodajemy kolejno: cukier, cukier, jajka + żółtko, skórkę pomarańcza, masło, likier. Zagniatamy z tego ciasto i zostawiamy na 30 min pod ściereczką. Następnie odrywamy kawałki ciasta, formujemy z nich długie i cienkie wałeczki, a następnie kroimy. Ważne, żeby kawałki, które odcinamy były dość małe miały ok. 1 cm długości. Może troszkę więcej. Takie kuleczki zanurzamy w rozgrzanym oleju i smażymy aż uznamy, że są ok. Wykładamy nasze ciasteczka do miski, najlepiej wyłożoną papierowym ręcznikiem kuchennym, aby wchłonąć nadmiar tłuszczu. Tak przygotowane struffoli możemy trzymać w suchym miejscu o temperaturze pokojowej, spokojnie przez kilka dni. Przed podaniem warto zanurzyć je w miodzie, dodać skórkę pomarańczową i posypać kolorowym "confetti". :) 


Ten wieniec to moja zeszłoroczna twórczość. :)
Jedliście kiedyś struffoli? :)

PS. Przepraszam was za różną wielkość czcionek, ale w połowie wpisu coś zepsułam i chyba nie potrafię już tego ogarnąć (próbowałam :p).

poniedziałek, 28 listopada 2016

#104 Caponata.

Witajcie kochani. :)
Od razu zadam wam proste pytanie. Czy wyobrażacie sobie Włochy bez dobrej kuchni? Bez świeżej bazylii, białej jak śnieg mozzarelli albo bez aromatycznego risotto?
Naprawdę nie wiem gdzie na świecie znalazłabym sobie miejsce gdyby nie było na nim Italii i wszystkich jej smaków.
Dawno nie było u mnie przepisu mimo, że włoskie dania powstają u mnie jedno po drugim. Moja włoska część zdecydowanie dominuje, gdy jesteśmy w kuchni, a to co najlepsze i tak dopiero przed nami! Panie i Panowie, jeszcze moment i święta, a co za tym idzie miesiąc przeznaczony na włoskie wypieki.
Dziś jednak stale pozostaje w jesiennym klimacie i mam dla was przepis z jesiennym królem- bakłażanem. Zasadniczo to nie wiem czy bakłażan jest typowo jesiennym warzywem i bardzo rzadko po niego sięgam, ale swoją kolorystyką i smakiem nierozerwalnie kojarzy mi się z opadającymi liśćmi.
Caponata, bo tak nazywa się potrawa, którą wam zaproponuję jest bardzo popularna na Sycylii i myślę, że jeśli choć raz tam byliście to zdarzyło się wam jeść prawdziwą caponatę, której smak nie tak trudno  przenieść do własnej kuchni, ponieważ co Sycylijczyk to inny przepis! :)
Caponata kojarzy mi się ze wszystkimi słonecznymi chwilami i późnymi, sycylijskimi obiadami. Jak jej więc nie kochać?

Składniki:
-3 bakłażany
-2-4 ząbki czosnku
-5 pomidorów
-garść czarnych oliwek
-garść kaparów
-2 cebule
-przyprawy
-oliwa

Przygotowanie:
Na patelni rozgrzewamy oliwę i dusimy bakłażana pokrojonego w kostkę, na małym ogniu. Dusimy aż zmięknie i lekko zbrązowieje. W między czasie dodajemy cebulę, czosnek i oliwki. Doprawiamy i dusimy jeszcze chwilkę. Proponuję wam od razu gotować w garnku, a nie na patelni jak zrobiłam za pierwszym razem!;D Dodajemy pokrojone w paski pomidory i kapary. Jeszcze raz doprawiamy i gotujemy przez kilka minut.
Gotowe!

 Jedliście kiedyś Caponatę? :)

poniedziałek, 31 października 2016

#93 Spaghetti al limone.

Witajcie kochani!:)
Miał być przewodnik, a jest jedzonko! Nie byle jakie jednak to jedzonko. Kolorowe, poprawiające humor nawet w taką słabą pogodę, a na dodatek dość oryginalne i mało spotykane.
Cytrynowe spaghetti. Kto z was słyszał o takim cudzie? Jadłam je parokrotnie w Italii i zawsze zaskakuje mnie smakiem na tyle, że postanowiłam przyrządzić je w końcu u siebie w domu. Oczywiście ja jak to ja zrobiłam dużo sosu i być może taka ilość dookoła makaronu nie jest do końca włoska, ale nie potrafiłam się powstrzymać. :>

Składniki:
- Spaghetti, ilość wedle uznania.
- 2 cytryny
- pietruszka
- 2 ząbki czosnku
- łyżka masła
- przyprawy

Przygotowanie:
Gotujemy nasz makaron i w tym czasie ścieramy skórkę ze sparzonych wcześniej cytryn. Potem wyciskamy z nich sok. Do garnuszka na małym ogniu wrzucamy łyżkę masła, posiekaną pietruszkę i posiekany czosnek. Po chwili dodajemy skórkę z cytryny, a potem sok. Doprawiamy. Ostudzony makaron mieszamy z sosem i gotowe!



Dajcie znać, gdy wypróbujecie! :)