Etykiety

środa, 13 grudnia 2017

#203 Femminicidio, czyli o tym, że kobiety we Włoszech nie mają łatwo.

Co dwa dni we Włoszech zostaje zabita kobieta. Tak "krzyczą" zbyt często nagłówki włoskich gazet, portali czy paski z wiadomościami u dołu ekranu.
Nie chodzi tutaj o wszystkie zbrodnie popełniane na kobietach, bo tych byłoby trochę więcej.
Mowa o femminicidio czyli włoskim zjawisku, które niestety wciąż nabiera na sile. Terminem femminicidio określa się zabójstwo dokonane przez mężczyznę żyjącego w bliskich relacjach z kobietą, czyli zabójstwa popełniane przez ich mężów, narzeczonych, byłych partnerów i krewnych.
Włosi przodują w zbrodniach popełnianych na bliskich kobietach i nigdzie w Europie wskaźnik ten nie jest tak wysoki.
Wyobraźcie więc sobie jak często słyszycie w Polsce o tym, że mąż/kochanek/były narzeczony, zamordował swoją partnerkę, a potem przemnóżcie to parokrotnie.

CO DWA DNI WE WŁOSZECH KOBIETA ZOSTAJE ZAMORDOWANA PRZEZ BLISKIEGO SOBIE MĘŻCZYZNĘ.

Mowa tutaj tylko o napaściach, które kończą się śmiercią. Jednak ponad 7 milionów włoskich kobiet jest napastowanych lub okaleczonych chociaż raz podczas swojego życia. Częste są przypadki pobicia, molestowania, gwałtów, a także okaleczania na całe życie.

Kilka miesięcy temu głośno było o pięknej, włoskiej modelce Gessice Notaro, która po zerwaniu ze swoim partnerem, została oblana przez niego kwasem. Twarz 27 latki została oszpecona na zawsze, nie wspominając już o niewyobrażalnym bólu i strachu. Gessica, która pomimo okropnej tragedii, dalej walczy o siebie i spełnienie swoich marzeń, stała się we Włoszech symbolem siły i walki z przemocą wobec kobiet. Osobiście także uważam, że jest bardzo silną osobą.



Oblana kwasem została także Lucia Annibali. Zdarzenie to miało miejsce już 4 lata temu, ale Lucia wciąż udziela wywiadów, wydaje książki i przeciwstawia się przemocy wobec kobiet, pomagając wielu z nich, które także zostały zaatakowane przez bliskiego im mężczyznę. Jej oprawca, były narzeczony, spędzi w więzieniu najbliższych 20 lat. Szkoda, że nie 100, ale cóż...

Głośną historią była także sprawa zabójstwa młodej Rosjanki i jej włoskiego narzeczonego, która miała miejsce w tym roku tuż przed wakacjami. Rosjanka przez krótki okres czasu spotykała się ze swoim przyszłym oprawcą. Nie dało się jednak udowodnić, że łączyło ich coś więcej. Najprawdopodobniej po prostu się przyjaźnili, a on nie mógł pogodzić się z jej odrzuceniem. Udając dobrego przyjaciela, pewnego wieczoru zaprosił ją i jej aktualnego narzeczonego na kolację. Do napojów dodał im środki nasenne, a potem ciężarną Anastazję zgwałcił i udusił, a jej partnera zmasakrował żelaznym prętem. Po wszystkim zgłosił się na policję i wciąż siedząc w areszcie pisze miłosne wiersze do zamordowanej przez siebie Anastazji. Mówić tu można o rozszerzonej wersji femminicidio.

W 2016 roku z rąk bliskich mężczyzn, we Włoszech zginęło 120 kobiet. Między 13, a 14 lipca 2017 zamordowanych przez partnerów lub byłych partnerów została czwórka kobiet. 4 ofiary śmiertelne w zaledwie kilka godzin. Pierwszą ofiarą była kobieta zadźgana nożem przez byłego męża, drugą 81 letnia kobieta pozbawiona życia przez męża w podobnym wieku, 26 latka, która zmarła w szpitalu po tym jak narzeczony pobił ją na śmierć po jednej z kłótni, czwartą kolejna ofiara znajomego nożownika.
Co jeszcze gorsza, jedna z kobiet już rok wcześniej została napadnięta przez byłego męża i ugodzona 25 razy nożem. Wtedy przeżyła.

Co natomiast ciekawe, partnerzy często po zamordowaniu swoich wybranek lub byłych partnerek, sami odbierają sobie życie. Czy dociera do nich czego dokonali czy po prostu boją się wymiaru sprawiedliwości?

W ciągu ostatnich kilku lat w Italii zostało zamordowanych 1740 kobiet (dane na połowę lipca) w tym 1251 z nich zginęło z rąk bliskich mężczyzn. To aż 80% zbrodni popełnianych na kobietach.

Włoszki stale walczą o poszanowanie ich praw. Bardzo często cierpią nawet, gdy nie dochodzi do zabójstwa. Najczęściej wśród wszystkich krajów europejskich, padają one ofiarami przemocy psychicznej w domu, zamykaniu w nim, obrażaniu, zastraszaniu, kontrolowaniu czy molestowaniu. Nie rzadkością są pobicia, gwałty, molestowanie, poniżanie czy uwłaczanie ich wartości.
Czemu akurat w Italii?
Co można zrobić, aby zatrzymać to przerażające zjawisko?
Ofiarami są kobiety i dziewczyny w różnym wieku. Najczęściej jednak mówi się o ofiarach między 18, a 30 rokiem życia. Jest ich zdecydowanie najwięcej.

Kto słyszał o historii Alby Baroni i jej narzeczonego? 22 letnia Alba znała starszego o dwa lata Mattia od przedszkola. Przyjaźnili się odkąd skończyli kilka lat, a przez ostatnich 6 pozostawali parą. Mattia nie mógł się jednak pogodzić z tym, że Alba chce od niego odejść i pod koniec lipca pozbawił ją życia, a następnie sam się zastrzelił.

Niedawno głośno było także o zabójstwie 16 sto letniej Noemi. Została ona pozbawiona życia przez swojego o rok starszego chłopaka, który tłumaczył swoją zbrodnię tym, że Noemi podżegała go do zabicia jego rodziny, aby mogła mieć go tylko dla siebie. Ile w tym prawdy?


W marcu 20sto letnia Irina będąca w 6stym miesiącu ciąży, została zabita kamieniem przez swojego partnera. Jak tłumaczył, zrobił to, ponieważ nie chciała poddać się aborcji.

Młoda Alessandra została zabita na początku września tego roku. Była piękna, pełna pasji, kilka dni wcześniej skończyła 24 lata. Pochodziła z Neapolu, dopiero co wróciła do domu z zagranicznych wakacji. Jej życie przerwała kłótnia z byłym chłopakiem, z którym pozostawała w związku przez 5 lat. Alessandra wciąż była w nim szaleńczo zakochana, ale chora zazdrość chłopaka sprawiła, że finalnie postanowiła od niego odejść. Podczas wrześniowej nocy, gdy po raz ostatni próbowała z nim rozmawiać, została przez niego wyrzucona z rozpędzonego samochodu. Pod jej zdjęciami na instagramie wciąż pełno serc i wyrazów tęsknoty, ale niestety Ale już nigdy nie doda kolejnego zdjęcia. Natomiast historia, którą przeczytałam pod jednym z jej zdjęć, którą napisała jej przyjaciółka, była jedną ze smutniejszych rzeczy ostatnich tygodni.
W dodatku jej mama z rozpaczy po jej stracie usiłowała popełnić samobójstwo.


Takich tragicznych historii jest niestety o wiele więcej. Włoskie gazety i portale zawierają tysiące podobnych zdarzeń. Łamie się serce za każdym razem, gdy patrzy się w oczy ofiar na błyszczących fotografiach, ich uśmiechy i nieświadomość swojego losu.

Czemu tak bliskie osoby po tylu latach zdolne są do popełnienia tak okrutnych zbrodni?
We Włoszech jest coraz więcej organizacji starających się walczyć z przemocą wobec kobiet, ale co tam naprawdę trzeba by zrobić, aby zatrzymać femminicidio?



(Tak, wiem, że grudzień miał być miesiącem świątecznym, a tu taki mroczny akcent... Jednak pragnęłam napisać wam o tym już od dłuższego czasu, a patrząc na szybko zmieniające się daty, zdecydowałam, że powinno się to stać jeszcze w tym roku. Wybaczcie małe odejście do tematu, ale podczas tych świąt pomódlcie się o to, aby ofiar femminicidio było coraz mniej).



#202 Co z tą Wigilią?

Czy Wigilia obchodzona jest w równym stopniu na południu Włoch co i na północy?
A może niektórzy coraz bardziej odchodzą od tego zwyczaju?
Dowiecie się poniżej.:)

Vigilia, a raczej Cenone jak nazywa się tą uroczystą wieczerzę, jest bardzo ważnym elementem chrześcijańskich świąt.
Wigilia jest wciąż praktykowana wśród mieszkańców południa Włoch i ich centralnej części. Uważa się, że im dalej na południe tym więksi tradycjonaliści i z całą pewnością coś w tym jest. Na północy Wigilia nie jest, albo obchodzona wcale, albo jest po prostu małą kolacją, taką jaką i tak jadają wspólnie Włosi. Moja mediolańska przyjaciółka na przykład wcale nie obchodzi Wigilii choć jej rodzina jest jak najbardziej wierząca.

Podczas, gdy na południu do Wigilii zasiadają całe rodziny, krewni, babcie i ciotki, tak na północy kraju jest to skromny posiłek, do którego zasiadają jedynie osoby z najbliższej rodziny czyli na przykład rodzice i dzieci, albo nie jest ona obchodzona wcale.
Niektórzy w późny wigilijny wieczór udają się na Santa Messa di mezzanotte czyli odpowiednik naszej pasterki, po której rodziny zasiadają wspólnie przy szklance il vin Brulè, który jest czymś w rodzaju grzanego wina. Nie jest to włoski wynalazek, ale dość popularny na północy kraju.

Co można zjeść podczas Wigilii jeśli już się ona odbędzie?
Na przykład w regionie Val d'Aosta popularne jest danie, które nazywa się la carbonade. Są to kawałki mięsa marynowanego w czerwonym winie. Przyznajcie, że jest to dość nietypowe, bo w Polsce nie jemy potraw mięsnych podczas wigilijnej wieczerzy. W Piemoncie popularne są agnolotti czyli piemoncka odmiana ravioli. W Lombardi popularne są krewetki oraz ravioli wypełnione rybnym farszem. Friuli Venezia Giulia słynie na przykład z sałatki zrobionej z solonych sardynek.
Im dalej na południe kraju tym więcej smaków i różnorodności.
W Neapolu króluje węgorz. Smażony, pieczony, wszystko co tylko da się z nim zrobić!
Oczywiście także risotto z owoców morza i sałatka z dorszem.
W Kalabrii popularna jest zupa warzywna oraz dania na bazie karczochów.
Na Sardynii jada się culurgiones de casu czyli ravioli wypełnione serem pecorino i burakiem.

Najważniejszą tradycją jest jednak to, aby pamiętać, że zjeść trzeba przynajmniej siedem ryb lub dań na bazie ryb!

Próbowaliście kiedyś któregoś z tych dań? 

niedziela, 10 grudnia 2017

#201 Kiedy Włosi ubierają choinkę?

Kiedy powinno się ubierać choinkę? I kiedy robią to Włosi?
Powiem wam, że Włosi, których znam zawsze dziwią się, że w Polsce ubieramy ją tak późno. To znaczy rozumiem, że co rodzina to tradycje i pewnie w waszych domach też są różne daty ubierania choinki, ale u mnie jest to zazwyczaj na kilka dni przed Wigilią.

Quando si fa l'albero di Natale? Kiedy ubiera się świąteczne drzewko?

We Włoszech zazwyczaj robi się to 8 grudnia czyli w giorno dell'immacolata. Jest to bardzo ważne święto we Włoszech i jest nawet dniem wolnym od pracy. Włosi wychodzą wtedy do centrum miasta, spędzają czas z przyjaciółmi, oglądają szopki, zajadają się przysmakami, a ulice stają się praktycznie nie do przejścia. Wydaje mi się, że podobnie wygląda to także w Hiszpanii.
To właśnie w tym dniu wskazane jest ubranie swojej choinki.

A co można zawiesić na choince?
Nasze l'albero di Natale może być przyozdobione na wiele różnych sposobów! Decorazioni per alberi di Natale (dekoracje na drzewka świąteczne) znajdziecie w każdym sklepie z dodatkami do domu. Ostatnio będąc w Sorrento trafiłam na sklep Bożego Narodzenia gdzie pani przez cały rok produkuje ręcznie robione dekoracje. Dzięki temu w tym roku na moim drzewku zawiśnie piękna pallina (bombka) w kolorach włoskiej flagi.
Obok na pewno zawisną le calze (skarpety na słodycze) oraz fili d'oro (cienkie, złote ozdoby na choinkę).
U mnie nigdy nie brakuje także lucine colorate (światełka choinkowe) oraz ghirlande (wianki, girlandy), ale wiem, że to kwestia zależna od tradycji i każda rodzina sama decyduje o tym czy znajdą się one na choinkach.


Quando fate l'albero di Natale? Kiedy ubieracie choinkę?


środa, 6 grudnia 2017

#200 Jak złożyć życzenia świąteczne po włosku?

Zastanawialiście się kiedykolwiek w jaki sposób mieszkańcy innych państw składają sobie życzenia świąteczne? Niestety nie mogę rozwiać wszystkich waszych wątpliwości, ale z przyjemnością opowiem wam jak to wygląda we Włoszech i w jaki sposób składać życzenia w odpowiedni sposób, a przede wszystkim co wtedy mówić!

Święta Bożego Narodzenia są we Włoszech bardzo ważne. Zdecydowanie huczniej i poważniej obchodzone niż Wielkanoc. Tak jak i w Polsce, Włosi składają życzenia całej rodzinie i wszystkim przyjaciołom i ważne jest, aby nikogo w tym nie pominąć.

Nie wszyscy Włosi obchodzą Wigilię, ale o tym będzie później, więc życzeń świątecznych zazwyczaj nie zaczyna się składać w Wigilię rano jak to często robi się już w Polsce. Idealny czas na złożenie życzeń to wieczór poprzedzający Boże Narodzenie lub wręcz Boże Narodzenie rano.

Jak najczęściej życzy się Wesołych Świąt?
Buon Natale! Jest chyba najpopularniejszą formą i oznacza dokładnie tyle co Wesołych Świąt. Sprawdza się zawsze wtedy, gdy ktoś nie ma weny na bardziej skomplikowane zwroty lub po prostu kieruje życzenia do kogoś z kim nie ma zbyt zażyłych stosunków. Ale uwaga! Buon Natale powie się także do przyjaciela/przyjaciółki.

Możecie powiedzieć też Auguri di Buon Natale, co oznacza mniej więcej to samo.

Jeśli chcecie coś bardziej skomplikowanego i w formie wierszyka możecie powiedzieć na przykład:
Buon Natale e tanta felicità che duri da qui all'eternità! Czyli Wesołych Świąt i dużo szczęścia, które trwa od teraz na zawsze!

Możecie powiedzieć także : Buon Natale e felice anno nuovo! Czyli Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku jeśli nie planujecie już tej osobie składać życzeń bezpośrednio w sylwestrową noc.


niedziela, 3 grudnia 2017

#199 Cinepanettone 2017.

Witajcie w grudniu czyli w miesiącu świątecznych wpisów!
W tamtym roku pisałam wam tak dużo o włoskich zwyczajach, szopkach i prezentach, że sama nie wiem co jeszcze mogłabym dodać, ale pomysły na pewno wkrótce same się pojawią.
Pamiętacie jak pisałam wam o tym czym jest włoskie cinepanettone?
KLIK!
Trudno uwierzyć, że od tego czasu minął już okrągły rok.
Dla nowych osób przypomnę, że cinepanettone to neologizm, który jest w Italii bardzo popularny. Stanowi on połączenie dwóch włoskich słów "Cine"- czyli skrótu od słowa kino i "panettone" czyli drożdżowego ciasta jedzonego w okresie świątecznym.
Cinepanettone oznacza więc cykle włoskich, świątecznych i niezbyt inteligentnych produkcji filmowych, które powstają we Włoszech jedna za drugą.
W tamtym roku pisałam wam już gdzie obejrzeć cinepanettone jeśli chcecie poczuć klimat włoskich słów i, które z nich są najpopularniejsze.
W tym roku dodam wam jeszcze informacje o tym, że i w 2017 nie zabraknie świątecznych produkcji o dość prostackim poczuciu humoru.
Włosi jak zwykle stanęli na wysokości zadania i już za kilkanaście dni na ekranach kin pojawi się film "Super vacanze di Natale", który podsumować ma 35 lat tradycji cinepanettone.
Brzmi interesująco?
Szczerze?
Nie sądzę, ale zobaczcie to sami.
To tylko krótki trailer, ale myślę, że pomoże wam on zrozumieć czemu nazywam cinepanettone prostackim humorem.

No cóż... Jedni oglądają Kevina, a inni cinepanettone. Może w całym tym świątecznym zgiełku nie chodzi o to, aby obejrzeć produkcję na miarę "Lśnienia", ale jedynie o to by przez chwilę się zrelaksować i poczuć magię świąt?
Tylko czy magią świąt można nazwać paradujących nago ludzi nawiązujących do sprośnych sytuacji?
No cóż, zawsze uważałam, że Włosi mają specyficzne poczucie humoru.;)

czwartek, 30 listopada 2017

#198 Co najczęściej mówią Włosi dowiadując się, że...

... jestem Polką zakochaną od 23 lat w Italii?
Jesteście ciekawi jakie smaczki już w swoim życiu słyszałam? Większość pytań, które padają, jest taka sama. Zdarzają się jednak także takie bardziej wyszukane. Iniziamo!

1. "Ma beh, sei una ragazza napoletana!" (z pogardą).
To chyba moje ulubione. To znaczy trochę mnie śmieszy, ale generalnie jest bardzo niemiłe i pogardliwe więc powinnam obrażać się za każdym razem. Ja jednak staram się patrzeć na takie zachowanie z rezerwą, a poza tym miło mi, gdy ktoś nazywa mnie "ragazza napoletana" nawet jeśli jego to denerwuje i brzydzi. No cóż.
Jesteście ciekawi czemu nagle ktoś z pogardą kieruje w moją stronę słowa "Ależ ty jesteś neapolitańską dziewczyną!" po czym się obraża na amen, albo traktuje mnie jak szatana?
Wszystko dlatego, że nowo poznane osoby, nie ważne czy są to osoby spotkane w realu, czy takie, które czasem do mnie piszą na social media, najczęściej pytają mnie o to, które miasto najbardziej podoba mi się w ich kraju, z jaką kulturą się utożsamiam, gdzie chciałabym mieszkać, więc bez zastanowienia odpowiadam zgodnie z prawdą, że kocham moje piękne Napule (Neapol). Jeśli pyta osoba z Neapolu to pół biedy. Ona zazwyczaj powie coś w stylu "Wow naprawdę?! Jesteś cudowna!"
Gorzej jeśli jest to osoba z poza Neapolu (zwłaszcza z północy kraju). Ileż to już razy w życiu zostałam przez nich pogardliwie okrzyknięta neapolitańską dziewczyną. Trudno byłoby zliczyć...

2. Czemu znasz tak dobrze język włoski?
Pytanie numer dwa pada zawsze i wszędzie. Każdy chce wiedzieć dlaczego ja znam język włoski i to jeszcze tak dobrze! Z jednej strony dobrze rozumiem tą ciekawość, ale z drugiej, tak szczerze to już mam dość tego pytania.

3. Jak żyje się w Polsce? Spokojniej?
I zawsze dodawane na końcu to całe nadające sensu wypowiedzi "spokojniej?" Włosi często podkreślają jaki burdel mają w swoim kraju więc może dlatego słowo "spokojniej" musi tutaj współgrać.

4. Mieszkasz tu czy masz tu przyjaciół/rodzinę?
Gdy odpowiem, że przyjaciół, nagle towarzyszy temu coś w stylu "Aaaa i wszystko jasne!" Nagle udaje im się rozwiązać zagadkę czemu mówię tak dobrze po włosku. Tak jakby wszystkiego nauczyli mnie przyjaciele.

5. Milik! Zieliński! Znasz, kibicujesz, która włoska drużyna to twoja ulubiona?!
No tak.:)))


To są zdecydowanie najczęściej powtarzane pytania, ale oczywiście nie brakuje też innych. Z tych, które najbardziej utkwiły mi w pamięci, na pewno były:

- Polska... Tam się leci 5 godzin samolotem? - Nie, to jest blisko, około 2. -No jak skoro Polska jest za Moskwą?

- Co wy jecie w Polsce? Pizzę, nie?

- Jak bardzo złe jest włoskie jedzenie w Polsce?

- Ile zarabia się w Polsce?


Może dołożylibyście do tego jakieś inne zabawne pytania? ;)


sobota, 25 listopada 2017

#197 5 miejsc na Sardynii, które zwalą cię z nóg. ;)

Witajcie moi kochani!

Bez bicia od razu na wstępie przyznaję, że Sardynia to jedyny region (nazwijmy ją tak) gdzie nie byłam. Marzy mi się i kusi mnie, ale jakoś nigdy mi na nią nie po drodze. Nie będę umniejszać jej piękności, bo jestem całkowicie pewna o tym, że zachwyca na każdym kroku, ale jakoś... no po prostu zazwyczaj trafiam w zupełnie inne miejsca niż owa Sardynia, ale na pewno powoli zbliżam się do tego, aby poznać z bliska także i ją. :)

Zdarza mi się czasem (często...) przeglądać podróżnicze zdjęcia, ponieważ nawet jeśli byłam gdzieś milion razy, to ciekawi mnie spojrzenie na to miejsce okiem innej osoby. Nigdy nie widuje takich samych kadrów czy takich samych punktów odniesienia i chyba to w podróżowaniu kręci mnie najbardziej. Każdy widzi je inaczej i dla każdego jest zupełnie czymś innym. Czyż to nie jest boskie?!

Dlatego też dziś przygotowałam dla was 3 miejsca na Sardynii, które przyprawią was o szybsze bicie serca. AH!

1. Plaża Cala Luna.
Nie jestem raczej osobą, która lubi spędzać zbyt dużo czasu na plaży, ale rajski piasek, błękit wody i miejsca gdzie nie ma zbyt dużo ludzi, zawsze robią na mnie wrażenie.
Plaża Cala Luna położona jest na wschodnim wybrzeżu wyspy, niedaleko Orosei.
2. Bosa.
Kto kocha małe, kolorowe miasteczka tak jak ja?! Ja jestem ich ogromną fanką! Zdecydowanie wolę je od tych dużych i często przereklamowanych. Uwielbiam gubić się w wąskich uliczkach i siedzieć gdzieś na uboczu obserwując codzienność zwykłych mieszkańców. Bosa byłaby rajem dla każdej osoby, która także to sobie ceni. Oh kręci mi się w głowie od tych kolorów! Bosa znajduje się idealnie po drugiej stronie co wspomniana wyżej plaża.

3. Capo Caccia Alghero.
Czyli przylądek. Nie jest łatwo się tam dostać, bo żeby cieszyć oczy pięknym widokiem, konieczna jest kilkugodzinna wspinaczka! Ale czyż nie warto?! Jestem zakochana w tym miejscu już od jakiegoś czasu. Widok na otwarte morze zawsze mnie uspokaja. W okolicy znajduje się także słynna jaskinia Neptuna i trudno dostępna plaża. Może nie jest łatwo tam dojść, ale z pewnością warto. Na pewno tam kiedyś pojadę.

4. La baia delle Rocce Rosse.
Czyli wybrzeże czerwonych skał. Przyznajcie, że robią wrażenie! Ja patrząc na te zdjęcia mam wrażenie jakbym patrzyła na miejsca znane chociażby z Arizony lub innego odległego i opuszczonego miejsca.
Skały znajdują się niedaleko miasta Arbatax.
5. Isola Budelli.
Czyli jedna z małych wysepek u wybrzeży Sardynii. Marzy ci się odpoczynek na różowej plaży, ale nie masz funduszy, aby wybrać się na Karaiby? Nic straconego, wszystko to czeka na ciebie także w Europie. Przyznam się wam, że choć fanką różu nie jestem, to różowy piasek robi na mnie wrażenie!

(Zdjęcia pochodzą z aplikacji Pinterest)
Które miejsce spodobało wam się najbardziej?

czwartek, 23 listopada 2017

#196 23 rzeczy, których nauczyłam się we Włoszech.

Witajcie!
Bardzo zależało mi na tym, aby ten post pojawił się w dniu moich 23 urodzin. Nie mogę uwierzyć jak to szybko minęło i w to ile już mam lat! W głowie mi się to nie mieści, bo przecież dopiero co miałam 18stkę. :D

Jesteście ciekawi jakich 23 rzeczy nauczyłam się w Italii? Jakie prawdy o życiu poznałam, czego doświadczyłam i co będę pamiętać na zawsze? Jeśli tak, zapraszam do czytania.

1. Przyjaźń to rzecz święta.
Wszystko zależy od osób, ale podoba mi się to, że Włosi traktują przyjaźnie naprawdę bardzo serio. Powiedziałabym, że często poważniej niż swoje związki. Nauczyłam się, że naprawdę istnieją osoby, z którymi można stworzyć koleżeństwo oparte na zaufaniu i wzajemnej umiejętności podania sobie pomocnej dłoni, gdy zajdzie taka potrzeba. Nauczyłam się, że istnieje honor, który nie pozwala zrywać przyjaźni od tak.

2. Jedzenie jest prawie tak ważne jak oddychanie.
Jeśli nie jesz tyle co oni, albo nie nadążasz za ich tempem, zawsze będziesz traktowany jako ktoś z poza. Jedzenia się nie odmawia i broń Boże nie marnuje się go.

3. Do ludzi podchodzi się z sympatią.
Wiadomo, że nikt nigdy nie jest dla wszystkich miłych i że są osoby "trudniejsze" we współżyciu jak i te łatwiejsze, ale generalnie zasada jest taka" bądź miły dla obcych, a i oni otoczą cię sympatią i troską".

4. Mam dwa domy.
Jedna z najcenniejszych rzeczy jakie mam w życiu. Świadomość, że mój drugi dom jest w Italii i zawsze na mnie czeka, sprawia, że życie mija mi spokojniej i lepiej. Każdy lubi wiedzieć, że ma swoje miejsce na świecie, prawda?

5. Może warto wyrzucić zegarek.
Czas jest płynny i nie ma sensu umawiać się z nikim na konkretną godzinę. Przyjdzie to przyjdzie i basta. Po co się spieszyć i wpisywać się na siłę w ciasne schematy?

6. To co mnie trapi... załatwię jutro.
Oh nie zawsze jest mi łatwo brać to sobie do serca, ale z każdym kolejnym rokiem jest lepiej. Nie jestem mistrzynią przekładania spraw na potem i wcale nie chce nią być, ale odkładanie smutków na kiedyś tam, jest wygodną opcją.

7. Są rzeczy niewytłumaczalne.
Np. dlaczego pociąg, który miał być godzinę temu, nigdy nie nadjechał? Who cares.

8. Piękno istnieje na wyciągnięcie ręki.
Jeśli spędzasz część swojego życia pomiędzy najpiękniejszymi wąskimi uliczkami jakie tylko mogły ci się wymarzyć, a później jesz pizzę na schodkach jednego z kościołów na głównym placu miasta, jak można zwątpić w cudy?

9. Włoska pizza nie zawsze jest włoską pizzą.
Może brzmi to zabawnie i co poniektórzy popukają się teraz palcem w głowę, ale co ja poradzę, że nawet włoska pizza czasem bywa masowym gniotem? Lepiej uświadomić to sobie zamiast powtarzać każdemu, że włoskie jedzenie zawsze jest taaaaaaaakie idealne.

10. Gotowanie to radość.
Pokochałam prostotę gniecenia makaronu czy wykładania składników na moją przepiękna pizzę. Kocham gotować od zawsze, ale też żyję Italią od zawsze więc trudno chyba zdecydować co było pierwsze.

11. Makaron miesza się z sosem i składnikami na patelni, białe nitki makaronu na talerzu to wstyd.
No tak, zrozumiałam, że włoskie potrawy mają swoją duszę i dlatego tak wielu osobom przypadają do gustu. Makaron musi być bardzo dokładnie wymieszany z sosem i dodatkami, zanim wyląduje na talerzu. Te piękne układanki z instagrama w stylu biały makaron, na nim kleks z sosu i uroczy listek bazylii to mit.

12. Co by się nie działo, szukaj pozytywów.
Nie w modzie ciągłe marudzenie i narzekanie. Nawet w najgorszych życiowych sytuacjach, Włosi się uśmiechają. Nie chodzi o to, że nie mają problemów. Oni po prostu nie lubią o nich mówić, nawet w gronie przyjaciół. Po co nam wiszące nad głową czarne chmury?

13. Picie grappy powoduje mdłości.
Mówię serio. Niezależnie w jakich ilościach, jak i kiedy. Nie do powtórki.

14. Słowa "cazzo" użyć można na milion różnych sposobów.
Może to nie powinno się tu znaleźć, ale co ja poradzę, że mnie to bawi, a przy okazji ma żywy udział w moim życiu. "Cazzo" oznacza tyle co ch*j i jest chyba najczęściej używanym włoskim słowem. Ale kto by pomyślał, że można go użyć na tyle sposobów?

15. Obiad zawsze o 13.
Jak mnie to śmieszy, gdy wszyscy moi znajomi punkt 13 zasiadają do obiadu, a na wiadomość o tym, że ja zjem go o 15 czy 16, za każdym razem dziwią się tak jakbym mówiła im to po raz pierwszy. No cóż, ja rozumiem, że to bardzo szokujące. Będąc we Włoszech natomiast faktycznie najczęściej zaczynam jeść o 13, a kończę obiado-kolacją o 22.

16. Życie zaczyna się o zachodzie słońca.
Trudno z tym polemizować.

17. Zbyt częste "scusa" uprzyjemnia życie.
Oj tak, nigdzie nie słyszę tyle przepraszam co we Włoszech i paradoksalnie nigdy nie mówię tego tak wiele razy jak właśnie też tam.

18. Chodzenie środkiem ulicy paradoksalnie zmniejsza ryzyko wypadku.
To prawda, że przez Włochów prowadzana zazwyczaj jestem środkiem ulicy i wciąż żyje. Chodzenie chodnikiem czy poboczem w wielu miejscach w Italii wydaje się o wiele bardziej niebezpieczne.

19. Skuter ułatwia życie, ale jego prowadzenie nie jest tak łatwe.
Jest wiele wiosek porozrzucanych na stromych skałach gdzie jeżdżenie autem praktycznie zawsze kończy się urwaniem lusterek lub zarysowaniami. Trudno się więc dziwić, że skutery zrobiły taką furorę. Drugiej części tego zdania najlepiej nie będę wcale rozwijać ahah.

20. Pozytywne myślenie przyciąga szczęście.
Nieważne, że twoja dziewczyna właśnie cię porzuciła, dom spłonął, kot uciekł, a ty straciłeś pracę. Ważne, że masz jeszcze przyjaciół, którzy przygarną cię pod swój dach.
Krótko mówiąc- nieważne co by cię nie spotkało, zawsze skupiaj się na pozytywach.

21. Płacenie to jakaś bliżej nieokreślona czynność.
Zawsze trudno mi ogarnąć co właściwie zachodzi podczas płacenia grupowego. Każdy nagle rzuca jakąś sumę pieniędzy bez jakiegoś dogłębnego przeliczenia i jakimś cudem zawsze wychodzi idealnie.

22. Włoskie leki są mocniejsze.
Tak naprawdę nie wiem czy to prawda, ale jedynym co działa na moją alergię to włoski krem. A te same leki kupione w It i w Polsce też działają na mnie o wiele lepiej.

23. Kocham to miejsce, moją drugą ojczyznę.
I tym po prostu zakończmy. :)


Któryś z punktów spodobał wam się szczególnie?
Tak naprawdę dopiero tworząc tego posta, uświadomiłam sobie jak wielu różnych rzeczy się nauczyłam. Mogłabym tak pisać pewnie bez końca, ale zależało mi, żeby zamknąć to w tych 23 specjalnych punktach. :)

poniedziałek, 20 listopada 2017

#195 Słowa, których nie nauczą cię na lekcji włoskiego.

Si! W końcu się zmotywowałam i zebrałam odpowiednią ilość słów (choć po dodaniu tego wpisu znów okaże się, że o czymś zapomniałam i coś znów przyszło mi do głowy... No cóż), aby móc napisać konkretny wpis o wyrazach, których z pewnością nie poznacie na typowej lekcji włoskiego. Być może zrobię jeszcze mały update za jakiś czas, gdy faktycznie okaże się, że zapomniałam o wszystkich najważniejszych rzeczach...Póki co jednak przedstawiam wam 14 moich ulubionych słów i wyrażeń, których używam na co dzień, a których zdecydowanie brakowało mi na lektoratach.
Nie wiem jak wam, ale mi zawsze najbardziej ze wszystkiego, brakuje właśnie tych kolokwialnych wyrażeń. Kto posługuje się w normalnych okolicznościach sztucznym językiem?!
Z pewnością nie ja. Ja klnę jak Włosi choć na pewno nie jest to piękne, wrzucam w zdania wszelkie włoskie zwątpienia, zniecierpliwienia i gestykuluję jak szalona jak oni. Siła przyzwyczajenia. Dlatego też nie mogłabym porozumiewać się swobodnie, nie znając mowy potocznej. Mam nadzieję, że choć kilka słów/wyrażeń będzie dla was nowością.


1. Oziare- wylegiwać się/obijać się.
Kiedy pierwszy raz ktoś na odpowiedział tak na moje pytanie "Che fai?" (co robisz?) byłam lekko zdezorientowana. Oczywiście zrozumiałam z kontekstu co ma na myśli, ale szczerze byłam trochę zaskoczona. Nigdy wcześniej nie słyszałam tego słowa.

2. Il pisolino- drzemka.
Dość popularne słowo, prawda? Skutecznie jednak omijana na wszelkich lekcjach.

3. Mi viene l'acquolina in bocca- cieknie mi ślinka.
Dosłownie oznacza to, że do ust napływa mi ślina, ale po polsku lepiej to brzmi jako cieknie mi ślinka. Używane często, gdy ktoś obok ciebie je coś dobrego, proponuje ci coś dobrego, a ty mówisz do niego "Gnam, mi viene l'acquolina in bocca!"

4. Meno male- całe szczęscie/ dzięki Bogu!
Ok przyznam wam, że przez wiele lat myślałam, że "meno male" oznacza coś typu "nie najgorzej". Sporo czasu minęło zanim uświadomiłam sobie jego prawdziwe znaczenie, ale lepiej późno niż wcale, prawda?
Meno male używa się na każdym kroku. Nie ma dnia, żeby ktoś nie powiedział do mnie "meno male".

5. Due risate- żart/ śmiech.
Mówi się na przykład "lei mi fa due risate" czyli "ona mnie śmieszy/jest powodem mojego śmiechu". Nie chodzi o to, że ktoś się ośmiesza więc się z niego śmiejemy. Na przykładzie powyższego zdania może być tak, że "ona" po prostu opowiedziała coś zabawnego, co "fa due risate".

6. Smettila- przestań.
Jeśli ktoś narzeka bez powodu, zanudza cię swoimi problemami lub po prostu masz go dość mówisz "Ma smettila!" czyli "ależ przestań!" Mówi się tak także, gdy ktoś wyolbrzymia daną sprawę, którą ty raczej lekceważysz.

7. Che palle- nuda.
Przetłumaczyłam to z konieczności zapełnienia miejsca powyżej, ale tak naprawdę wyrażenie "Che palle" jest dość trudne do przetłumaczenia. "Che palle" używamy, gdy coś nas nudzi, jest żmudne lub mamy tego dość. Typu "Che palle, domani di nuovo vado al lavoro!" czyli "Ale masakra, jutro znów idę do pracy".

8. Intendo- mam na myśli.
W bezokoliczniku intendere. Używane, gdy na przykład rozmówca nie zrozumie co chciałeś pierwotnie powiedzieć (nie, że nie zrozumie, bo mówisz błędnie tylko dlatego, że na przykład coś jest zawiłe). Mówisz wtedy "Intendo che..." czyli "mam na myśli, że...", "Chcę powiedzieć, że..."

9. Mica tanto- wcale/słabo/niezbyt/nie za bardzo.
Używany bardzo często przez Włochów. Aby zrozumieć "mica tanto" wystarczy podać przykład.
"Sai cantare?" "Mica tanto!" Czyli pytamy kogoś czy umie śpiewać, a ta osoba odpowiada "wcale!" czyli "mica tanto".

10. Anzi- wręcz przeciwnie/ co więcej/zmiana zdania.
Jak ja nie lubię słowa "anzi"! Jeśli miałabym wybrać jedno dowolne słowo, które usunęłabym z włoskiego słownika, to byłoby to właśnie "anzi". NIENAWIDZĘ tego słowa, ale używane jest nagminnie przez wszystkich Włochów, których znam.
Dla mnie to takie słowo "wszystko i nic". Zmienia swoje znaczenie zależnie od kontekstu i dla początkujących osób z pewnością będzie niemożliwością odgadnąć co autor miał na myśli. ;)

11. Addirittura- wręcz! Co ty nie powiesz?!
To słowo zazwyczaj jest po prostu wykrzyczane. Można nim zobrazować zaskoczenie, albo wzmocnić niektóre słowa.
"Mi sento male, addirittura malissimo."- Czuję się źle, wręcz tragicznie.
Ale na przykład
"Non ho dormito da 2 giorni" "Addirittura?!"- Nie spałam od dwóch dni. No co ty?!

12. Avere culo- mieć szczęście.
No cóż, zabawne te włoskie sposoby na szczęście.
Biorąc pod uwagę, że "culo" to tyłek to bardziej brałabym tutaj pod uwagę wyrażenie "dawać dupy" (wybaczcie) niż mieć szczęście. Niemniej jednak powiedzenie "Ho culo" oznacza tyle co "mam szczęście".

13. Freddoloso- zmarźluch.
Uwielbiam to słowo więc nie mogło go tu zabraknąć! Czemu nikt go nie uczy? Oh.

14. Dormiglione- śpioch.
Nie jestem śpiochem, ale bardzo często używam tego określenia względem innych dlatego to zdecydowanie jedno z ulubionych słów.


Które wyrażenie wam się spodobało? A może któreś już znaliście?
Dajcie znać!

sobota, 18 listopada 2017

#194 Czym jest włoski trash?

Przyznać się, ilu z was jest tutaj, ponieważ zaintrygował was tytuł?
Zdecydowanie brzmi bardzo tajemniczo. Włoski trash? Trash po angielsku oznacza śmietnisko, odpadki, a we włoskiej mowie potocznej, jest określeniem wszystkich włoskich reality show. Muszę przyznać, że nazwa nie mogłaby być trafniejsza.
Pisałam wam już kiedyś czemu oglądanie włoskiej TV może prowadzić do choroby psychicznej (z przymrużeniem oka, a link do wpisu tutaj KLIK), więc ten kto jest ze mną już od jakiegoś czasu, na pewno nie zdziwi się czemu znów poruszam wątek włoskich trashów.
Włoska telewizja to naprawdę studnia bez dna! Znaleźć można w niej tyle perełek, że aż głowa mała.

Choć Włosi są mistrzami tworzenia reality show, które trwają godzinami (serio, ostatnio oglądałam włoskiego big brothera i wyłączyłam go, gdy zaczęła się trzecia godzina...) to zdecydowanie najpopularniejszym trashem jest program "Uomini e donne". Nie oglądam tego na bieżąco, raczej naprawdę od przypadku do przypadku (inaczej już bym zwariowała), ale prawda jest taka, że będąc we Włoszech, czytając włoskie gazety, oglądając instagramy czy w ogóle mając za przyjaciółkę Włoszkę (co za ulga, że chociaż mój kolega tego nie ogląda), nie da się nie wiedzieć kto aktualnie bierze udział w programie, jaką wtopę zaliczył czy kogo wybrał.
Wydaje mi się, że wśród Włochów do 30 roku życia, trash jest niczym narkotyk. Środa wieczór zawsze obfituje w screeny z programu, zabawne historie i licytowanie się kto kogo wybierze.
Czasem szczerze mi siebie żal, że daje się wplątywać w takie polemiki od czasu do czasu.

Uczestnicy trashów naprawdę natychmiast stają się rozchwytywanymi celebrytami...
Ale od początku.

Czym jest "Uomini e donne"?
Z założenia jest to program randkowy. Wybierani są czterej troniści. Tronistą jest osobą, która siedzi na tronie pośrodku studia i to do niej zgłaszają się osoby chcące podbić jej serce. Kandydatów jest naprawdę dużo! Do programu zgłaszać się mogą także osoby homoseksualne. Wydaje mi się, że to pewnego rodzaju nowość, bo we wszystkich pozostałych programach randkowych zazwyczaj widzi się tylko pary mężczyzna + kobieta.

Troniści mają określony, bardzo krótki czas (z tego co pamiętam około minuty), aby porozmawiać z każdym kandydatem. Na podstawie tej szybkiej pogawędki następuje selekcja. Tronista lub tronistka wybiera tych, którzy ją zainteresowani i to z nimi może umawiać się na randki, aby ich lepiej poznać. Oczywiście kamera towarzyszy im przez cały czas, a jakby inaczej!

Chyba najważniejszą sprawą, o której trzeba wspomnieć to... We Włoszech mówi się często, że kobiety w ich kraju traktowane są dość przedmiotowo i czasem oglądając ich gazety czy telewizję, nie można się z tym nie zgodzić. Oczywiście, wszędzie w telewizji występują raczej atrakcyjne osoby, ale przecież polskie reality show pełne są ludzi przeciętnych/normalnych. Nie chce nikogo urazić. Chodzi mi po prostu o normalne osoby, takie jakie mijamy codziennie na ulicy. Takie jaką ja też jestem.
We Włoszech wygląda to zupełnie inaczej. Włoszki są piękne, nie można im tego odmówić, ale no... Uczestniczki "Uomini e donne" wyglądają trzy miliony lepiej niż dziewczyny z ulicy. Zazwyczaj są to młode kobiety między 18, a 30 rokiem życia, a większość z nich jest już po operacjach plastycznych, wymalowanych mega mocno, ubranych bardzo wyzywająco i w dodatku wszystkie o nienagannych figurach. Serio? Przeciętna Włoszka ma 175 wzrostu i waży 45 kg? No chyba nie...
Włoskie trash wyglądają tak jakby mogli zgłaszać się tam tylko ludzie idealni (bo mężczyźni w "Uomini e donne" też wyglądają jakby nagle zstąpili z wybiegu czy tam prosto z nieba). Czy włoskie programy randkowe pozwalają szukać miłości tylko ludziom pięknym i wręcz odrealnionym?
Nic dziwnego, że Włosi mają taki żal do swojej telewizji...
Kto pragnie oglądać non stop ludzi, których nie widuje się na ulicy...? I to w reality show?

Wróćmy jednak do programu... Co dzieje się pod jego koniec? Gdy tronista bądź tronistka wybiorą już swoją drugą połówkę następuje ich ponowna konfrontacja w studio na żywo. Siedzą obok siebie, jedno z nich zazwyczaj opowiada jak to boi się podjąć decyzję, jak to się świetnie bawiło, jak to trudno już teraz decydować... Za ich plecami oczywiście wyświetla się wielki napis "Fabio (lub każde inne dowolne imię trnisty/tronistki) dokona dziś swojego wyboru".
Jeśli już para się zejdzie to dzieje się prawdziwy szał ciał.
Lecą płatki róż, brokat, kolorowe karteczki, widownia klaszcze, płacze, piszczy, para całuje się i obściskuje jakby reszta świata nie istniała...

Co dzieje się z uczestnikami po programie? Ah oczywiście są wielkimi celebrytami i Włosi śledzą każdy ich krok i każde ich poczynanie. Wystąpić też mogą w big brotherze dla Vipów!
O dziwo jednak dość sporo par z "Uomini e donne" przetrwało próbę czasu i dziś są małżeństwami lub narzeczeństwem...

Jako ciekawostkę powiem wam, że od tego roku emitowany jest "Uomini e donne" w wersji dla osób po 50stce.. Zasady są jednak trochę inne. Między innymi nie ma na przykład tronistów.

Ah ten fenomen trashów.
Dla was poniżej mam kilka fragmentów. W pierwszym filmiku, jeśli przewiniecie całą tą paplaninę, od minuty 6:30 będziecie mogli zobaczyć ten szał ciał, o którym wam mówiłam.
POLECAM jako ciekawostkę kulturową.
Dziś Giulia jest chyba najpopularniejszą uczestniczką.



Poniżej macie też 20 najpiękniejszych par programu. ;)

Tutaj możecie jeszcze zobaczyć super ;) ekscytującą kłótnie pomiędzy uczestnikami. 



Co myślicie o trashach? ;)
Zdarza wam się oglądać?

środa, 15 listopada 2017

#193 Pompeje.

Witajcie kochani. Jak się macie? :)
Pogoda nieźle daje nam w kość więc czas spędzam planując kolejne wycieczki i oglądając zdjęcia pełne słońca i wakacyjnej beztroski. Ah kiedy to było to lato?! 2 miesiące temu zbierałam się do wyjazdu do Neapolu. Czas leci zbyt szybko więc pamiętajcie, aby nigdy go nie marnować.

Dziś zabieram was do miejsca gdzie historia spotyka się z oszałamiającym pięknem.
Po raz pierwszy w Pompejach byłam w 2013 roku i przez 4 lata marzyłam, żeby tam wrócić, ale nigdy nie było jakoś po drodze. Dlatego tak bardzo cieszę się, że w tym roku znów tam wróciłam i wiem na pewno, że niebawem znów tam pojadę.
To miejsce ma w sobie jakaś niesamowitą magię.
Gdy stajesz pomiędzy ruinami i uzmysławiasz sobie, że kiedyś to miejsce tętniło życiem, które nagle wszystkim zostało odebrane w tak okrutnie przemyślany przez naturę sposób...
To straszna myśl, której grozę zaczynasz czuć, gdy tylko sobie to wszystko uzmysłowisz.
Uwielbiam przechadzać się pompejskimi alejkami. Nie ma miejsca, które nie zrobiłoby na mnie wrażenia.
Uwielbiam ten widok na Wezuwiusza, który z daleka przecież nie wygląda tak groźnie!
Jak on mógł tak gwałtownie zmienić ludzkie istnienia i bieg historii?
Starożytnych mieszkańców Pompei już nie ma, ale pamięta o nich każdy. Zwłaszcza, gdy przybędzie do tego osławionego miejsca i zobaczy wszystko na własne oczy...









Nie mogę doczekać się aż wrócę tam po raz trzeci. Tak, wiem, jestem szalona, ale to miejsce działa na mnie jak narkotyk! Może to kwestia tego, że naprawdę kocham włoskie ruiny, może tego, że Pompeje zawsze były moją fascynacją, a może dlatego, że to tam najlepiej myśli mi się o życiu. Nieważne. Wrócę tam kolejny raz, kolejny raz napiszę wam jak wielbię to miejsce i kolejny raz usiądę na wiekowych kamieniach teatru, aby kontemplować otaczający mnie raj, który dla innych, wiele, wiele lat temu, okazał się ziemią przeklętą.

Byliście w Pompejach?

piątek, 10 listopada 2017

#192 Wezuwiusz.

Dziś kolejny post z neapolitańskiej serii. Wiem, że się cieszycie!
Wiecie, że Wezuwiusza zawsze oglądałam z daleka? To znaczy już parę razy w swoim życiu znalazłam się nieopodal, ale nigdy nie miałam okazji wejść na jego szczyt. Nawet nie wiecie jak o tym marzyłam, ale nigdy wcześnie jakoś nigdy nie było okazji... Wiedziałam, że tym razem nie odpuszczę i wejdę! Marzyło mi się zobaczyć Neapol z góry, a poza tym ja kocham wulkany. Etna mnie zachwyciła, teraz przyszła pora na Wezuwiusza, pana i władcę neapolitańskich istnień!
Najpierw trochę informacji organizacyjnych.
W centrum Neapolu najlepiej wsiąść do pociągu Circumvesuviana i pojechać aż na stację Ercolano. W życiu nie powiem wam teraz ile kosztuje bilet w jedną stronę, a żeby mieć pewność musiałabym przekopać się przez miliony starych biletów (kolekcjonuje wszystko!), ale z pewnością było to ok. 2 euro. Wydaje mi się, że nie mniej niż 2 i nie więcej niż 2,40. Mogę się jednak leciutko mylić.
Oczywiście ja jestem gapą roku. Serio, jeśli ktoś ma się gdzieś zgubić to z pewnością będę to ja. Notorycznie mylę kierunki i takim to sposobem wpakowałam nas do złego pociągu (a to pierwszy raz...?) Oczywiście Włosi to kochany naród i po kilku przejechanych stacjach, gdy pani siedząca obok mnie usłyszała słowo "Vesuvio" od razu zainteresowała się czemu jadę tym pociągiem. Oczywiście szybko poinstruowała mnie o tym, że wsiadłyśmy kompletnie źle i w co powinnyśmy się przesiąść. Niech żyją Włosi, którzy zawsze mnie ratują!

Dalej podróż minęła już mniej więcej gładko. Oczywiście pomijając zapchaną do granic możliwości Circumvesuvianę i Włocha, który usiłował mnie molestować i uciekł z pociągu speszony, gdy zareagowałam.
Po wyjściu ze stacji Ercolano zostałyśmy "zaatakowane" przez koordynatorów wycieczek. Norma w każdym turystycznym miejscu. Uściśliłyśmy więc opłatę 20 euro (10 za dowóz pod Wezuwiusza i 10 za samą możliwość wejścia) i poczekałyśmy chwilę na swoją kolej. Od razu uprzedzę tych, którzy powiedzą- O Boże 10 euro za przejazd pod Wezuwiuszaaaaaa.
Jedzie się naprawdę dość długo, jakoś 20-30 min, choć nie patrzyłam na zegarek. Możecie zaoszczędzić te 10 euro i iść na piechotę, ale ostrzegam, że jest to ok. 15-20 km pod górę, po zakrętach, po niezbyt bezpiecznej drodze (ja bym tamtędy raczej nie szła. Choć mówię to ja, która w Pizzo szła jeszcze gorszą drogą upsss). Możecie też podjechać samochodem, ale parking na górze też kosztuje ok.10 euro więc nie wiem czy wyjdziecie na swoje. :D
Po dojechaniu do celu, kierowca powiadamia, iż musimy wrócić na parking na czas czyli za 1,5 godziny. Inaczej nasze bilety staną się nieważne i nie będziemy mieli jak wrócić.


Z informacji praktycznych- nie ma co planować swojej wycieczki wcześniej, bo pogoda bywa kapryśna. Czasem w Neapolu pogoda jest boska, a nad Wezuwiuszem piętrzą się czarne chmury, które uniemożliwiają jakąkolwiek widoczność. Czasem za to w Neapolu jest brzydko, a na Wezuwiuszu pogoda idealna. Lepiej po prostu obserwować warunki atmosferyczne niż upierać się, że musicie wyruszyć akurat tego konkretnego dnia. Można też spytać lokalsów, którzy zazwyczaj wiedzą kiedy dobrze jest się wybrać, a kiedy sobie odpuścić.
Pamiętajcie też, że na Wezuwiuszu powietrze będzie lekko mówiąc... RZEŚKIE, żeby nie powiedzieć, że po prostu będzie bardzo zimno. Ja o tym doskonale wiedziałam już od lat..., ale mimo to postanowiłam wchodzić w shortach, cienkiej koszulce i cienkiej bluzie. Było mi naprawdę zimno, prawie jak w zimę ahah. Wydychałam parę i po ostrej wspinaczce po wdychaniu tego lodowatego powietrza, czułam mocne kłucie w klatce piersiowej.


Sama trasa może nie jest jakoś szalenie przyjemna. O wiele wygodniej i sprawniej wchodziło mi się na Etnę. Trudno powiedzieć ile trwała sama wspinaczka, ponieważ robiłam po drodze zdjęcia i ciągle się gdzieś zatrzymywałam, ale wydaje mi się, że z postojami i zdjęciami 30-45 min to max.
Na samej górze praktycznie nie ma nic do robienia. Na środku jest sklep z pamiątkami. Można podejść do "barierki" i zajrzeć do dymiącego się krateru, który naprawdę jest mniej widowiskowy niż Etna. Przechylałyśmy się tam z koleżanką, a pewna starsza pani z Anglii chyba dwadzieścia razy krzyknęła "Brave girls! Be careful!" ahah.

Podsumowując nie żałuję, że wybrałam się na Wezuwiusza- w końcu tyle razy patrzyłam na niego z lądu, ale raczej nie powtórzyłabym tego. Oczywiście wciąż mam do niego sentyment. Nic nie rozczula mnie tak niż widok Wezuwiusza z zatoki neapolitańskiej... Naprawdę, mam łzy w oczach. Gdybym zamieszkała tam na stałe, albo płakałabym za każdym razem patrząc na niego, albo uodporniłabym się i stałabym się całkowicie niewzruszona.
Jednym niepodważalnym plusem wędrówki, z pewnością jest fakt, iż widoki z góry są delikatnie mówiąc... nieziemskie! Ogromnie cieszę się, że trafiłyśmy taką świetną pogodę choć z tym był trochę ryzyk fizyk. Dzień wcześniej w ogóle nie było widać Wezuwiusza tak był zachmurzony! Ale ja, ryzykując, powiedziałam, że następnego dnia pojedziemy na 100% tak jak było ustalone od tygodni i pojechałyśmy. Pogoda była cudowna. Wybaczam nawet to lodowate powietrze.













Macie może jakieś pytania co do organizacji wycieczki na Wezuwiusza.?:)

wtorek, 7 listopada 2017

#191 Moje triki na naukę języka włoskiego.

Witajcie kochani!
Tak, wiem, podobny wpis już kiedyś był, ale taka tematyka zawsze cieszy się na moim blogu największą popularnością więc myślę, że mały update wam się przyda!
W dzisiejszym poście opowiem wam o tym:
 -jak sprawić, żeby nauka była przyjemnością,
 -jak uczyć się do kartkówek ze słówek,
 -jak znaleźć przyjaciela native speakera,

Zacznijmy więc od początku!

Niektórzy podchodzą do nauki jak do kary czy zła koniecznego. Nie dziwię się takiego podejścia, gdy ktoś (szkoła, rodzice) wymusza na was naukę i nie wynika ona z waszej szczerej chęci. Mimo to, nawet, gdy musicie uczyć się na zajęciach języka, który w ogóle wam nie leży, proszę was! Nie zniechęcajcie się! Też kiedyś byłam zbuntowaną nastolatką i też denerwowałam się na co mi szkoła z rozszerzonym francuskim skoro nienawidzę tego języka. Niestety uczyłam się go na siłę, robiąc wszystkim (a sobie najbardziej) na złość. Dziś wiem, że powinno wykorzystywać się wszelkie możliwości i jeśli nawet macie w szkole język, który zupełnie wam nie leży, i tak postarajcie się czerpać z tego jak najwięcej. I tak musicie to zdać, a przecież nie zaszkodzi wam przynajmniej próbować znaleźć w sobie miłość do niego.
Najważniejszym więc punktem jest odnalezienie w sobie pasji i tego czegoś co sprawi, że każda lekcja czy kontakt z danym językiem wywoła na waszej twarzy wielki uśmiech!
Wiele razy słyszałam teksty w stylu: Boże jest weekend, a ty uczysz się słówek?! Robisz ćwiczenia gramatyczne?! Nie masz życia?!
A może tak by to odwrócić i pomyśleć, że dla mnie otaczanie się ukochanym językiem jest prawdziwym szczęściem?
Dopóki więc nie pokochacie czegoś, zawsze będzie was to męczyć.
Czasem miłość przychodzi z czasem więc dajcie go sobie. Sprawdźcie jakie filmy zostały wyprodukowane przez dany kraj, w którym posługują się językiem, którego się uczycie. Posłuchajcie muzyki w tym języku. Może poczytajcie gazety czy poprzeglądajcie zdjęcia z miast znajdujących się w tym kraju. Znajdźcie w sobie miłość, albo nauka nigdy nie będzie szła gładko!


Kartkówki są lub były zmorą w waszym szkolnym życiu, trafiłam? Nauka pod kartkówki ze słownictwa nigdy nie bywa szczególnie przyjemna, bo zazwyczaj ogranicza się do wykucia iluś tam słów, napisaniu ich i... zapomnieniu?
A może by uczyć się tak, aby nigdy tego nie zapomnieć?
Mam na to kilka sposobów, które wykorzystywałam będąc w szkole jak i wykorzystuję do tej pory starając się nauczyć słownictwa specjalistycznego.
Po pierwsze wypisz słowa na oddzielną kartkę. Według mnie nie ma różnicy czy najpierw zaczniesz od wypisywania ich po polsku czy w innym języku, w moim przypadku po włosku.
Ja zawsze zaczynałam jednak od słówka włoskiego i dopiero później pisałam jego tłumaczenie.
Dodatkowym sposobem jest, aby po danym słówku, napisać jak najwięcej znanych wam synonimów. Nie ściągajcie ich jednak ze słownika czy internetu! Jedyne czego możecie użyć to wasza głowa, tylko wtedy to ma sens.
Po tym etapie możecie zacząć układać w myślach przykładowe zdania gdzie użylibyście tego słowa. Prowadźcie dialogi z samym sobą. Opowiedzcie sobie jakąś historyjkę!
Ważne, aby nie kuć słów na pamięć, a starać się je z czymś kojarzyć. Zobaczycie, że po pewnym czasie głowę pełną będziecie mieli zdań i synonimów, a słowa same będą przychodzić wam na myśl!


Moim małym, wielkim marzeniem zawsze było posiadanie włoskich przyjaciół. Może was to śmieszyć, ale było to moje malutkie life goal. W swoim życiu poznałam bardzo dużo Włochów i Włoszek. Z niektórymi cudownie mi się rozmawiało na żywo, ale gdy wracałam do kraju kontakt całkowicie się urywał. Wśród Włochów często byli tacy, którzy jawnie oczekiwali ode mnie czegoś więcej. Były też osoby, z którymi praktycznie od początku nie mogłam się dogadać. Była jedna dziewczyna, która wydawała mi się całkiem spoko, ale przez cały czas zadawała mi dziwaczne pytania i nasze rozmowy ograniczały się do tych serii dziwnych pytań typu: "Jaka strefa czasowa obowiązuje w Polsce?", "Z kim graniczy Polska?" itd. Mogłabym uznać to za słodką ciekawość, gdyby każdego dnia nie rozpoczynała od TYCH SAMYCH pytań. Nasze drogi więc szybko się rozeszły. Nie dlatego, że nie chciałam opowiadać jej o Polsce, bo o tym akurat bardzo często opowiadam moim znajomym, ale dlatego, że nie lubię, gdy ktoś bez przerwy pyta o to samo tak jakby w ogóle mnie nie słuchał.
Moje małe life goal spełniło się jakiś czas temu. Mam dwójkę naprawdę fajnych znajomych z Neapolu i Mediolanu. Przetrwaliśmy próbę czasu, odległości i odmiennych poglądów w wielu sprawach. W tej dwójce jest oczywiście moja boska przyjaciółka, z którą rozmawiam najwięcej ze wszystkich ludzi. Więcej rozmawiam chyba tylko z moim chłopakiem. S. byłaby od razu za nim na drugim miejscu, bo przegadujemy ogromne ilości czasu, które wykończyłyby na pewno pozostałych moich znajomych! A może to jednak z S. rozmawiam najwięcej? Hmmm trudny wybór!
Do moich znajomych mogę też zaliczyć pewną dziewczynę z Neapolu, której nie znam osobiście i ogromnie żałuję, że nie udało nam się spotkać, gdy byłam tam miesiąc temu. Następnym razem na pewno nie odpuszczę. Tak to instagram łączy ludzi! Nie rozmawiamy zbyt często, ale zdaje mi się, że to świetna dziewczyna.
Moje małe life goal spełniło się, ale trudno jest mi dać wam odpowiednią receptę na przyjaźń z native speakerem. Sama miałam miliony koleżanek Włoszek, z którymi kontakt umierał po kilku tygodniach. Miałam kolegów Włochów i gdy myślałam, że to ta dobra znajomość to okazywało się, że są lekko mówiąc mało rozumni, albo w znajomości jest drugie dno.
Trudno dać przepis na przyjaźń, ale zawsze trzeba od czegoś zacząć zanim ze zwykłej znajomości stanie się ona znajomością na całe życie, prawda?
Najłatwiej będzie wam poznać kogoś podczas wyjazdu. Możecie śmiało poprosić kogoś o pomoc w znalezieniu czegoś, oprowadzenie po mieście. Większość młodych ludzi nie będzie miała z tym problemu, a ty nie dość, że poćwiczysz język to może i poznasz kogoś naprawdę wartościowego.
Szansy na rozmowę i znajomość możesz poszukać także w social media. Instagram jest teraz całkiem fajnym miejscem do zagadania kogoś pod warunkiem, że oczywiście nie trafisz na wariata. :D

Jakie są wasze sposoby na poznawanie native speakerów bądź na naukę słownictwa?
Jestem ciekawa!

sobota, 4 listopada 2017

#190 Moda po włosku.



Witajcie kochani!
Gdy myślę o ikonach mody wcale nie mam na myśli Francuzek. W swojej głowie od razu widzę Włoszki, zwłaszcza te z południa. Neapol to prawdziwa stolica mody! Włoszki mają niezwykle oryginalny styl ubierania i im dalej na południe tym ciekawiej. Wiele stylizacji podbija moje serce, pewnie dlatego większość profili, które obserwuje na instagramie należy do Włoszek, z przewagą Neapoletanek i mieszkanek Abruzzo. Oczywiście jest też dużo outfitów, które budzą wręcz moje przerażenie.
Podczas upalnego września w Neapolu, niczym dziwnym były dziewczyny ubrane w kozaki do połowy uda, shorty stylizowane na skórzane i wielkie, kolorowe futra. Przypomnę tylko, że było 27 stopni każdego dnia. Było też sporo takich, które wieczorami wychodziły w niebotycznych szpilkach, miniówkach i samych koronkowych stanikach. Wyobrażacie to sobie? Moi włoscy koledzy pokazywali je sobie palcami i generalnie myślałam, że im się to podoba kiedy śmiali się i powtarzali "wow wow". Gdy spytałam jednak: "Serio? Według was 15 sto latka w kozakach do połowy uda i samym staniku jest spoko?" Oni odpowiadali: "Przecież śmiejemy się, bo wygląda jak kurw.."
Takich dziewczyn wieczorami niestety widzi się sporo, wiele stylizacji jest przerysowanych i na siłę mają one zwrócić uwagę. Na całe szczęście jest też dużo perełek, takich, których nie zobaczy się na polskich ulicach! Kocham Włoszki za to, że łączą ze sobą nietypowe ubrania, tworzą oryginalne kombinacje i zawsze wyróżniają się z tłumu.

1. Skarpetki.
W tym roku hitem włoskiej mody z pewnością są... widoczne skarpetki! Większość Włoszek kupuje skarpetki w Calzedonii zawsze pełnej unikatowych wzorów i fasonów, ja także jestem ich fanką. W całej zabawie chodzi o to, żeby skarpetki były jak najbardziej widoczne. Chodziłam ulicami Neapolu i od razu patrzyłam wszystkim dziewczynom na nogi i wszystkie miały wystające jak najbardziej skarpetki. Na początku śmieszyło mnie to, ale teraz szalenie mi się podoba.

Pic by Mariagrazia Lonati, one of my fav instagram.

2. Rajstopy a la kabaretki z perełkami i innymi ozdobami.
Zwykłe kabaretki odeszły w zapomnienie, a na ich miejscu pojawiły się kabaretki z perełkami, koralikami, plastikowymi sztucznymi kwiatkami. Najczęściej noszone do mega krótkich shortów lub kolorowych spódniczek, ale czasami także pod spodnie z dużymi dziurami.

Pic by Mariagrazia Lonati.

Pic by Veronica Alesci.

3. Spodnie z lampasami?
Nie wiem jak inaczej je nazwać, ale to te szerokie spodnie z kolorowymi paskami po bokach nogawek.

Pic by Clotilde Sansone.

4. Kolorowe futra i bluzy.
W tym sezonie włoskie ulice opanowały wielgaśne kolorowe futra, najczęściej różowe lub w pastelowych barwach oraz puszyste, sprawiające wrażenie o kilka rozmiarów za duże, bluzy. O ile uważam, że są całkiem fajne, noszenie ich w upalne dni jest dla mnie nie zrozumiałe.

Pic by Arianna Palazzo.

5. Przezroczyste bluzki lub noszenie samych staników i zakładanie na nich skórzanych kurtek.
Powiedziałabym, że to prawdziwy hit wśród młodych Neapoletanek. Nie wyszłabym tak na ulicę, ale może po prostu nie jestem już w tym magicznym wieku 16-18 lat! ;)
Na zdjęciu bardzo znana 17sto letnia gwiazda pewnego włoskiego show.

Pic by Marika Ferrarelli.

6. Buty Gioselin.
Jeśli miałabym wskazać jeden trend, który naprawdę mi się nie podoba, a który podbił chyba wszystkie południowo włoskie ulice byłby to... Gioselin, a raczej jego buty. Ok, mogę uwierzyć, że są wygodne, z całą pewnością oryginalne, ale to najbrzydsze buty jakie w życiu widziałam i nie mogę uwierzyć, że co druga młoda dziewczyna dała za nie 90 euro!
Na ich buty skusiła się nawet Argentyńsko- włoska modelka.

Pic by Belen Rodriguez.

Pic by Martyna Cepparulo.

Jak wam się podobają te trendy? Napomnę jeszcze tylko, że tak ubrane można zobaczyć także 50 letnie kobiety. Czasem zdaje mi się, że Włoszki mają jakiś problem z zaakceptowaniem uciekającego czasu i widok 40-50 letniej kobiety w bluzce z myszką Miki, różowym futrze i shortach nie jest niczym dziwnym.


MY FAV ITALIAN FASHION INSTAGRAM:

1. @Ilariascalera

2. @federica_of_rose


3. @lisadimaria_


4. @mariagrazialonati


5. @veronicaalesci


6. @giul_love

7. @sarychic

8. @rianna.p_ 


9. @martinacaccavo

10. @claudia_dibenedetto



Podoba wam się styl Włoszek? Może znaliście już którąś z dziewczyn?