środa, 25 maja 2016

#44 13 rzeczy, których nie mówić Włochom...

... Chyba, że chcesz stracić wszystkich włoskich przyjaciół! ;)
Oczywiście wpis z przymrużeniem oka. Nie wszystko musi być takie serio, prawda? :)
Have fun!
1. Uważam, że jesz zdecydowanie za dużo makaronu.
2. Znasz jakiegoś prawdziwego mafiozę? Masz w rodzinie mafiozów?
3. Zawsze dziwiło mnie czemu masz prawie 35 lat i nadal mieszkasz z rodzicami.
4. Wasz język jest taaaaaaki łatwy. Pizza, spaghetti, amore!
5. Dlaczego chcesz oglądać powtórkę powtórki meczu?
6. Hmmm kiedy ostatni raz Włosi wygrali mistrzostwa w piłce nożnej? To nie było chyba tak bardzo dawno?
7. Z iloma dziewczynami się aktualnie umawiasz?
8. Właściwie to nie przepadam za włoskim winem.
9. Oh jesteś z Mediolanu? Zawsze uważałam, że południe kraju jest piękniejsze.
10. Nic już nie zjem, naprawdę.
11. Gdzie trzymasz kawę rozpuszczalną?
12. Uważnie śledzę włoską politykę. Muszę przyznać, że Berlusconi jest moim ulubieńcem.
13. No dobraaa może pizza ze Neapolu nie jest najgorsza, ale jednak moja ulubiona to ta z szynką i ananasem! Nie rozumiem co złego widzisz w ananasie na pizzy!


Spokojnie to tylko jednorazowy luźny wpis, niedługo wracam z formą :* Chętnie dowiem się od was takich "śmiesznotek" o mieszkańcach innych państw jak i o nas, Polakach! Liczę na waszą twórczość. :D

sobota, 21 maja 2016

#43 Omlet szarlotka.

Hej, hej!
Godzina 16 byłaby idealna do poważnego wzięcia się za studenckie życie naukowe więc dodaje wam wpis i znikam, obiecuję!
Mam dziwne skłonności do popadania w "śniadaniowe fazy". Po prostu, gdy coś mi przypadnie do gustu to jem to przez cały czas na śniadanie aż do znudzenia! Aktualnie są to smażone jajka połączone ze sobą + szczypiorek. Pycha! Jeszcze nie tak dawno moim ulubionym śniadaniem był omlet szarlotka jak to zwykłam go nazywać. Jeśli jesteście ciekawe dlaczego to zapraszam na przepis, a potem do kuchni na wypróbowanie! :)

Składniki:
-2 jajka
-cynamon
-2 łyżki mleka
-jabłko

Przygotowanie:
Oddzielamy białka od żółtek. Żółtka "bełtamy", a białka ubijamy na sztywno. Do żółtek dodajemy trochę mleka, mieszamy i dokładamy do nich białka. Bardzo delikatnie mieszamy! Ścieramy jabłko na tarce i dodajemy do masy wraz z cynamonem. Znów delikatnie mieszamy. Smażymy na rozgrzanej patelni z odrobiną oliwy lub oleju. Niestety omlet trochę się psuje podczas przerzucania, jest zbyt puszysty. Nie wygląda idealnie, ale jest przepyszny i bardzo lekki, a dzięki jabłku i cynamonowi także lekko słodki.
Smacznego!




wtorek, 17 maja 2016

#42 Włochy- piękne miejsca cz.2

Cześć kochani! :)
Powiem wam, że im dłużej nie pisałam tym trudniej się do tego zabrać! Ale niestety okres przed sesyjny jest straszny więc z pewnością mi to wybaczycie. Kto nie miał jeszcze w swoim życiu sesji może cofnąć się wspomnieniami do matury, albo testów gimnazjalnych i rozciągnąć je na prawie każdy dzień przez miesiąc yuhu...

Nie ma jednak narzekania! Tradycja musi mieć swój ciąg dalszy dla tego dziś przychodzę do was notką z kolejnym miejscem z listy najpiękniejszych miejsc jakie widziałam we Włoszech. Może zainspiruje was na nadchodzące wakacje!  Traf chciał, że znów proponuję wam miasto z samej północy. Co zabawne dopiero niedawno skojarzyłam, że ono faktycznie jest tak wysoko na mapie Włoch.:D Jakoś wcześniej nie dziwiło mnie, że pokonujemy 200 czy 300 km haha...
Palmanova jest miastem naprawdę wyjątkowym. Byłam tam już raz jako dziecko i później dwa lata temu kiedy to wykonałam te fotografie. Akurat pojechaliśmy na inscenizacje bitwy dlatego zdjęcia są jakie są, o i nawet spotkaliśmy Polaków, którzy przyjechali tam specjalnie, żeby "walczyć":). Cudowny klimat i przeżycie, polecam każdemu. Wracając jednak do wyjątkowości miasta. Zbudowane zostało na planie gwiazdy przez co bywa nazywane płatkiem śniegu. Nie potrafię wam tego lepiej zobrazować, ani niestety nie mam zdjęcia z lotu ptaka, ale gdy wpiszecie w wyszukiwarkę, szybko przekonacie się, że jego kształt i samo obwarowanie robi wrażenie. Uwielbiam dawne europejskie miasta właśnie za to, że są tak bardzo hmmm... poukładane? Choć miasto generalnie nie jest specjalnie duże i na codzień nie dzieje się tam tak wiele to z przyjemnością bym tam zamieszkała choć na trochę. Mam tyle włoskich miast, w których mogłabym mieszkać, że chyba nie starczyłoby życia! Mam więc nadzieje, że finalnie los rzuci mnie tam gdzie sam zechce.
Aha i dodam jeszcze, że na uwagę zasługują także tereny podmiejskie, które są cudowne! Cóż będę mówić więcej, pakujcie się i przybywajcie. :D





Byliście? Wybieracie się w tym roku?

czwartek, 12 maja 2016

#41 Amor Polenta.

Czwartki wysysają ze mnie całą energię niczym krwiopijcze pijawki. Ratunku! Sesja tak blisko, powinnam zasuwać jak mała, pracowita mróweczka, a ja w końcu po pracowaniu ciężko cały rok, opadłam z sił. Koniec. Finito. Basta. Bye bye. Mam nadzieję, że mi to przejdzie, bo przyznajcie, że jest to bardzo nierozsądne!
Nie o tym dziś jednak. Chciałabym wam pokazać przepis na proste, włoskie ciasto, które naprawdę ma delikatny i wyśmienity smak! Trochę jak piaskowiec, ale jednak z taką fajną nutą smakową.

Składniki :
Mąka kukurydziana 100g
Cukier 120g
Rum 1-2 łyżki
Mąka 00 80g
Mąka migdałowa 70g (mogą być po prostu drobno zmielone migdały)
Miąższ z laseczki wanilii
Masło 100g
2 Jajka
Proszek do pieczenia 8g

Wykonanie :
Drobno posiekane masło miksujemy z cukrem na gładką masę. Następnie wbijamy oba jajka i dalej miksujemy. Do masy dodajemy miąższ z wanilii i proszek do pieczenia. Kolejno dodajemy: mąkę 00, mąkę kukurydzianą i mąkę migdałową(lub zmielone migdały) i dokładnie mieszamy bądź miksujemy. Na koniec dodajemy ok.2 łyżek rumu. Tzw. keksówkę dokładnie natłuszczamy 
i przekładamy do niej ciasto. Formę należy wstawić do rozgrzanego do 170 st. piekarnika na ok.40-45 minut.





wtorek, 10 maja 2016

#40 Rozliczenie z przeszłością.

Włączam muzykę. Reamon- supergirl. Zamykam oczy i znów mam kilka lat. Jadę na wakacje. Obserwuje zmieniający się za oknem krajobraz. Na horyzoncie majaczą sie niebezpieczne wierzchołki gór, coś co powoduje we mnie napady strachu. Mam wrażenie, ze zaraz rusza prosto na mnie i przygniotą mnie na zawsze. Nie ma ratunku.
Mam piec lat. Mieszkamy w małym domku pośrodku niczego. Trzeba niezłe się nagimnastykować, aby dostać się na górę na której stoi. Obok mieszka rodzina Niemców. Codziennie mijam ich biegnąc do śmietnika i krzyczę wesołe :guten morgen za które odwdzięczają mi się rozbawieniem. Niemiec cały dzień leży na hamaku i kartkuję prawdopodobnie ta sama gazetę. Znalazł się w raju wiec czegoż można chcieć więcej? Po drugiej stronie mieszka Włoszka z trojka dzieci. Maz wraca jednie na weekendy i wtedy zmienia się cały tryb życia rodziny. Gdzie znikają te krótkie sukienki i kolorowy makijaż? Chłopiec w moim wieku notorycznie ciągnie mnie za włosy, nie zrozumiemy do końca wakacji co do siebie mówimy, ale to nie przeszkadza mu przychodzić codziennie. Mam polską czekoladę, on dobre ciastka. Tak smakują dziecięce wakacje.
Jestem niewiele starsza, gdy idę do szkoły po raz pierwszy. Gorzki smak herbaty z trudem przepływa mi przez gardło. Wcale się nie ciesze. Łzy w oczach i niebieski plecaczek na plecach.
Mija kilka kolejnych lat. Moje włosy ciemnieją i chyba już nie będę jasna blondynka. Wypadają mi ostatnie mleczne żeby. Dotykam językiem nierówności jakie po sobie pozostawiły.
Ciepłe lata spędzam na dworzu z koleżankami i kolegami. Gramy w klasy i piłkę nożna, która zawsze wywoływała na mojej twarzy szczery uśmiech. Jemy moje ulubione wtedy lody kokosowe, do których sentyment pozostał mi do dziś. Przygłupie produkcje na mtv, myspace i proste gry na telefonie odcisnęły się na moich czasach i nie oddałabym ich za nic.
Mijają kolejne lata i jestem w miejscu, w którym nigdy nie chciałabym się znaleźć. W gimnazjum, które nie spełnia moich marzeń i narzuca mi język francuski, który okazuje się utrapieniem. Szukam pozytywów i tworze miliony zmyślonych historii, które zapisuje w każdej wolnej chwili. Zbiory zeszytów z powyrywanymi kartkami i posklejanymi planami. Mogłabym być kim tylko bym chciała. Dziennikarstwo i fotografia cisnęły mi się na usta, gdy tylko ktoś pytał o przyszłość. Chciałam zbawiać świat od zawsze. Pisać o polityce, o problemach i walczyć za innych, a potem... Chciałam zamykać piękno na kilku błyszczących fotografiach, szokować, inspirować i zawsze znajdywać się na samym szczycie nie dając o sobie zapomnieć. Liceum było miejscem idealnym choć traktowałam je z przymrużeniem oka. Robiłam zdjęcia. Przypomnij sobie jakie to cudowne uczucie planować coś, czekać na to i w końcu realizować! Spędzałam długie noce nad photoshopem i pendrive tworząc tysiące jak mi się wydawało kopii.  Mogłabym przywołać smak każdej spędzonej tak chwili. Odtworzyć od nowa każdy uśmiech, każdy pstryk i każdy odmrożony palec. Zakochałam się. I jak się okazało nie tylko w fotografii. Przeszłam długa drogę podczas, której unosiłam się ze szczęścia, upadałam, paliłam swoje ideały i zarzekałam, ze już nigdy nie zbawię świata! Wyszło mi to na dobre, gdy wszystko się skończyło. Skończyłam z zakochanym sercem wyrzucając z niego wszystkie słabości i miłości. Stałam się zimna na pewien czas. Z aparatem wciśniętym w kat i przyrzeczeniem, ze w tym życiu nie zrobię już więcej zdjęć. I wtedy nauczyłam się najwięcej ze wszystkich tych lat. Przeleciała mi przed oczami roześmiana 5 latka i chciałam ja wziąć w ramiona, zderzając się z własnym odbiciem. Moja słodka imaginacjo! Przywołałam zapach szwajcarskich kwiatów we włosach, belgijskiej czekolady, świeżo kupionej książki i pierwszego śniegu. Poczułam, ze ideały czasem się pala i nie ma w tym nic złego. Nie takie tragedie widział świat. Przekreśliłam dziennikarstwo wierząc, ze idę w dobra stronę. Przestałam walczyć o zbawianie świata. Mogłabym zatracić się w rozpaczy, w tęsknocie za utraconymi ideałami i spędzać dni z zegarkiem w ręku odliczając ze smutkiem kolejne godziny, które nigdy się nie powtórzą.  Ale czy to coś by zmieniło skoro nadal jestem ta sama osoba co dziesięć, piętnaście lat temu? Czyż nie jest tak, ze wszyscy kreujemy swoją drogę tak, aby z wesołej kilkulatki stać się pewna świadomością? Czyż nie jest w tym pewien misterny plan? Czyż nie gromadzimy gorzkich momentów po to, aby się czegoś uczyć? By zbierać niewidoczne na naszej skórze pręgi przeżyć? O to chyba chodzi , aby przez całe życie dostrzegać w sobie ta sama osobę. Nie zależnie od tego co wybierzemy i gdzie pójdziemy. żeby nie czuć smutku myśląc o tym co utraciliśmy. Żeby pamiętać, ze to co przeżyliśmy jest nasze. Tylko nasze. Tak to naprawdę byłeś kiedyś ty! I nadal jesteś. Nie marnujmy życia na wskrzeszanie naszych złamanych marzeń, a kierujmy energię w stronę tego co żywe. Twórzmy, bawmy się i stawiajmy nowe cele. Bez żalu za tym co się nie udało. Pamiętaj o beztroskiej pięciolatce.
And then she'd say: It's OK, I got lost on the way
But I'm a Supergirl and Supergirls don't cry.




Zdjęcia zrobił mi Timek spontanicznie iphone'm w któryś z jeszcze chłodnych, kwietniowych dni. I tak na wszystkich patrzę w dół, haha! A co do wpisu to będzie to chyba mój ulubiony post w życiu, bo ilekroć przewijałabym tekst czuję w nim całą siebie, a przy okazji łzy w oczach.
Jak wyglądają wasze wspomnienia, które szczególnie odcisnęły wam się na sercu?

piątek, 6 maja 2016

#39 Włochy- piękne miejsca cz.1

Czeeeść kochani!
Dziś korzystając z wolnego dnia, poustawiałam sobie troszkę obowiązków, bo sesja już naprawdę mnie dogania! Nie ma co marudzić tylko brać się do roboty czyli zrobić spaghetti, posprzątać szafę... A potem oczywiście czytać i powtarzać, żeby nie było, że zapełniłam dzień tylko takimi przyjemnościami jak przewalenie trzech tysięcy wieszaków w szafie. :D
Całkiem spontanicznie, trzy minuty temu wpadłam na pomysł kolejnej serii, a mianowicie w każdej kolejnej notce tematycznej, przez jakiś czas będę wam przybliżać troszkę dane miejsce z Włoch. Najpierw zastanawiałam się czy nie zrobić takiej notki z miejscami z całej Europy(oczywiście tam gdzie byłam!), ale póki co postanowiłam zorganizować po prostu kolejną włoską serię. Przez te dwadzieścia lat trochę miejsc się zebrało, a przecież tyle lat temu nikt nie pomyślał o posiadaniu zdjęć na komputerze więc nie wykluczone, że do paru notek zeskanuje fotografie, hihi!

Na pierwszy ogień wybrałam Caorle, miasto położone na północy Włoch, które odwiedzałam kilkukrotnie choć dopiero dwa lata temu mogłam obejrzeć je świadomie (wcześniej byłam zdecydowanie zbyt mała by pamiętać wszystko). Pogoda nie była najlepsza, ale w końcu była to już jesień. Jesień na północy Włoch. Nie zawsze tak piękna i ciepła jakby się chciało! Myślę, że Caorle podbije wasze serca tymi pastelowymi kolorami domów, spokojnym morzem rozbijającym się o brzeg, wysoką wieżą (uwielbiam takie wieże, gdy mogę stać u jej podłoża i podnosić głowę do góry! To uczucie jest piękne). Poza tym czy może być coś lepszego niż długi spacer wzdłuż brzegu? Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam spacerować nad morzem i czuć na twarzy kropelki rozbijającej się wody. Cudo. Jeśli będziecie na północy, koniecznie musicie zobaczyć Caorle i zajrzeć choć na chwilę do kościółka nad samym morzem. Uwielbiam takie klimaty.









Podoba się nowa seria? ;)

poniedziałek, 2 maja 2016

#38 Pralinki toffi.

Nieprzespane noce, pustka w żołądku i pogubione myśli więc próbowałam spać, ale na nic mi to wychodzi. Usnęłam na 30 minut na pełnym słońcu i teraz muszę znosić swoją czerwoną twarz. Może dlatego nie potrafię się przymusić by spać dalej. Pozostaje mi pisanie posta, pracy końcowej i niekończąca się nauka, yuhu.
Przygotowałam dla was post z przepisem, żeby udręczyć się jeszcze bardziej, a przy okazji pokazać wam coś naprawdę pysznego i łatwego.

Składniki:
-tabliczka gorzkiej lub mlecznej czekolady
-puszka "krówki", masy krówkowej
-duży, dojrzały banan
-paczka pokruszonych łakotek

Przygotowanie:
Łakotki kruszymy na drobniutkie okruszki i przesypujemy do większej miski. Rozgniatamy banana i mieszamy z okruszkami. Na koniec dodajemy pół puszki masy krówkowej (lub więcej jeśli wolicie super słodkie) i dokładnie mieszacie! Bierzecie kawałki masy i formujecie kulki. Układacie na talerzu i dajecie do lodówki na pół godziny. W tym czasie możecie roztopić czekoladę w kąpieli wodnej. Chłodne pralinki maczacie w czekoladzie, opcjonalnie posypujecie posypką i voila! ;)