środa, 11 stycznia 2017

#120 Romantyczne Panettone.

Witajcie kochani! :)
Wiem, że już po Bożym Narodzeniu (minęło zaskakująco dużo czasu;o), ale może wybaczycie mi ten drobny wpis o świątecznym specjale, bo jakoś wcześniej nie było okazji, aby napisać wam o Panettone, a myślę, że parę słów zawsze warto wspomnieć. :)
Kiedy dostałam od mojej przyjaciółki z Mediolanu ogromną paczkę, a w niej między innymi tak cudownie zapakowane Panettone to całkowicie się rozkleiłam. Szczerze mówiąc, zawsze rozklejam się przy zagranicznych paczkach. Gdy je wysyłam jestem po prostu szczęśliwa, że sprawiam komuś przyjemność, ale gdy je odbieram to jestem niesamowicie wzruszona. Myślę, że przynajmniej część z was wie o czym mówię. Moment otwierania, rozklejania folii, zaglądanie do środka i to cieplutkie uczucie, że ktoś tam daleko kocha cię tak jak ty jego. :) Ah!

Nie przedłużając jednak... Jedliście kiedyś Panettone? W dzisiejszych czasach (oh jak to brzmi) można je kupić praktycznie wszędzie. Większość spożywczych sieciówek ma je w swojej ofercie tuż przed świętami. Szczerze powiedziawszy ja jadłam przeróżne Panettone. Takie przywiezione z Włoch i takie kupione "gdzieś tam" w Polsce. Te sieciówkowe zazwyczaj to wyschnięte ciasto bez smaku, nie polecam. Te z Włoch zawsze były lepsze, ale! To które dostałam tym razem było naj naj najlepsze ze wszystkich, które do tej pory jadłam... Miękkie, z dużą ilością bakalii, pachniało na cały dom! Było nieziemskie i potwierdzili to wszyscy, których poczęstowałam. Bajka.


Dziś jednak poza samym suchym opisywaniem wam smaku i mojego wzruszenia na widok kilogramowego ciasta, chciałabym opowiedzieć wam troszkę o samym Panettone.
Może słyszeliście kiedyś o tym, że mediolańskie Panettone co roku rywalizuje z Pandoro z Werony na tytuł najlepszego świątecznego wypieku? Jak dla mnie nie ma nawet porównania. Panettone zwycięża, za Pandoro nie przepadam, ale znam osoby, które uważają na odwrót więc jak widać spór jest słuszny. Na mnie działa dodatkowo fakt, iż Panettone jest niesamowicie romantycznym wypiekiem (a raczej jego historia, ale jakby nie patrzeć rzutuje to na wizerunek ciasta.:)).
Jedna z legend wisząca nad Panettone mówi o miłości dwójki młodych ludzi. Dokładnie mówiąc chodziło o miłość syna ulubionego giermka Ludovico Sforza i córki miejscowego piekarza. Oczywiście jak to bywa w smutnych historiach, tej miłości sprzeciwiali się WSZYSCY. Do tego piekarniczy interes ojca Adalgisy zaczął gwałtownie podupadać... Zakochany w niej chłopak robił wszystko, aby uszczęśliwić ukochaną (z którą de facto widywać się mógł tylko pod osłoną nocy...) i takim to sposobem eksperymentując z ciastem, zaczął dodawać do niego cukier i rodzynki. Nowy przysmak oczywiście wszystkim zasmakował, czyniąc na nowo piekarnie ojca Adalgisy, najpopularniejszą w mieście. Po takim sukcesie wszystko musiało się ułożyć. Rodzina Ughetto zaakceptowała jego wybrankę i młodzi zakochani niebawem się pobrali. :)
Takich XV wiecznych legend na temat wspomnianego wypieku jest więcej, ale ta zdecydowanie najbardziej trafia do mojego serca i w taką wersję chciałabym wierzyć! :)

I jak tu nie pokochać Panettone? :) Może próbowaliście go kiedyś?
Chcielibyście więcej wpisów o włoskich słodkościach?

19 komentarzy:

  1. Nigdy nie jadłam nic takiego. :) Wygląda apetycznie. :)
    Z miłą chęcią obserwuję i zapraszam do mnie! :)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. pycha!
    http://joannakocera.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę wygląda jak babka drożdżowa! To bardzo miły gest ze strony Twojej koleżanki. Wydaje mi się że już wspominałaś o tym cieście na blogu przed Świętami :>

    Kochana mogłabym Cię prosić o poklikanie u mnie na blogu w najnowsze linki? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah może coś i wspominałam troszeczkę. :D Zaraz poklikam. :)

      Usuń
  4. Wygląda apetycznie :-) ale nigdy nie jadłam.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. mniam zjadłabym z przyjemnością :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyślij mi kawałek pocztą :) będę dozgonnie wdzięczna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety po cieście pozostało już tylko wspomnienie.:D

      Usuń
  7. Ciasta nie jadłam, może będę miała jeszcze okazję zjeść prawdziwą włoska. Legenda natomiast bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam włoskie jedzenie, będę musiała kiedyś spróbować :)
    Zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Probowalam :) W Szwajcarii jest to powszechny bozonarodzeniowy wypiek :)

    OdpowiedzUsuń
  10. fajna legenda, ale ciasto to raczej nie moje smaki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nigdy nie jadłam. Ale trochę przypomina mi to ciasto drożdżowe!

    OdpowiedzUsuń
  12. Więcej wpisów o włoskich słodkościach, zdecydowanie! Nie jadłam tego, ale coś dość podobnego. Trochę wygląda jak ciasto drożdżowe. Trochę jak chleb z rodzynkami. Smakuje na pewno bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń