wtorek, 4 lipca 2017

#162 O włoskich urywkach z życia słów kilka cz.3.

Kiedy byłam mała i jeździliśmy nocą po Włoszech, często opowiadaliśmy sobie w samochodzie straszne historie. Przyciskałam twarz do szyby i wypatrywałam w mroku wszystkich przeraźliwych stworzeń, o których była mowa. Wierzyłam w porywające dzieci strzygi zamieszkujące w lesie i polujące na bezbronne ofiary wampiry. Kochałam straszne historie i zawsze się ich domagałam. Od dziecka uwielbiałam tworzyć w głowie niekończące się opowiadania, myślę, że już wtedy to wszystko się zaczęło. Pamiętam jak któregoś z czerwcowych dni jechaliśmy do Puglii i zastała nas noc. To nie były czasy bezproblemowego internetu, GPS i przesyłania informacji z szybkością światła. Jeśli chciałeś coś wiedzieć musiałeś biegle posługiwać się papierową mapą lub bez końca prosić napotkanych ludzi o pomoc.
Stało się.
Pomyliliśmy drogi i zamiast jechać ekskluzywną autostradą, rozpoczęliśmy niekończącą się podróż wąską, choć niby dwukierunkową ulicą wijącą się na sporej wysokości po krętych zboczach gór. Pamiętam tą podróż doskonale, bo wszyscy baliśmy się wtedy bardziej niż podczas opowiadania niestworzonych historii. Samochody z naprzeciwka jechały szybko i oślepiały nas światłami choć ta ich prędkość w każdej chwili mogła okazać się zabójcza, bo poruszali się niemalże dotykając kołami przepaści, która nie była zabezpieczona żadną barierką. Mój tata żartował, żeby poprawić nasze humory" przynajmniej jedziemy od strony skały, a nie przepaści." Całą drogę można było jedynie liczyć krzyże i upamiętniające tabliczki. Nieskończona ilość ludzi zginęła tam co ani trochę nie mogło nas pocieszyć. Naprawdę, ta droga ciągnęła się przez kilka godzin mimo, iż policja, którą pytaliśmy o drogę, zapewniała nas, że mamy do celu mniej niż 10 minut.
Puglia była cudowna. Głównie dlatego, że na całe szczęście nie wylądowaliśmy w jedynym z wielkich, puglijskich miast, które jak wiadomo nie cieszą się zbyt dobrą sławą. Mieszkaliśmy w lesie, w jednym z trzech domków na samym szczycie. Cisza, która tam panowała była ciszą absolutną, jedną z tych, które trudno odtworzyć. Leniwe popołudnia przerywał jedynie mój pierwszy włoski kolega. Zawsze patrząc na naszą roześmianą fotografię, zastanawiać się będę gdzie znajduje się w tym momencie.
Wieczory zawsze były gorące i spędzane na tarasie przed domem. Często wtedy rysowałam lub szukałam w mroku stworzeń, które raz po raz stawały się bohaterami kolejnych opowieści.
Poranki spędzaliśmy na plaży, ale zawsze jadłam śniadanie na tyle długo by uciekły wszystkie autobusy więc zazwyczaj szliśmy 3 km w dół i 3 km w górę.
Spacerowałam po wysokich klifach, łapałam morskie zwierzątka i oglądałam setki puglijskich miasteczek. W drodze na plaże zawsze dostawałam od miłego pana sprzedającego owoce darmowe śliwki. Czerwcowa i lipcowa Puglia bywa niebezpieczna. Temperatura czasem dobija do 40 stopni i wszystko wkoło się pali. Ogromny pożar wybuch ostatniego dnia naszego pobytu. Zamykali wszystkie drogi. Jechaliśmy wtedy jak najszybciej, a na poboczu paliło się wszystko. Zupełnie jakbyś jechał w korytarzu ognia...
Nie zapomina się smaków dziecięcych wakacji i chyba wspomnień o nich szuka się przez całe dalsze życie.
Gdzie byliście podczas wakacji 2000?

9 komentarzy:

  1. Puglia brzmi super, może kiedyś odwiedzę ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz wspaniałe wspomnienia ! Przygoda życia ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż za cudna opowieść! Ja przyznam szczerze nie pamiętam gdzie byłam w 2000!

    OdpowiedzUsuń
  4. piękne wspomnienia. <3 jeśli dobrze pamiętam, to w wakacje 2000 przeżywałam na koloniach nad morzem naszym polskim swoją pierwszą miłość. ;) i do tej pory uśmiecham się pod nosem na tamte wspomnienia, mimo iż głupia byłam bardzo. ;)
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Cię i Twoje wpisy ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspomnienia super, ja mam tylko jakieś urywki z dawnych, dawnych lat :) aż tak daleko pamięcią nie sięgam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak patrze na te twoje posty to az chce mi sie jechac do Włoch:)

    buziaki:*
    WWW.KARYN.PL || FACEBOOK || INSTAGRAM

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie wróciłam z Sycylii, jestem zachwycona ;) Byliśmy w okolicach Palermo. Tak jak piszesz, wielkie miasta nie są fajne, Palermo wydało mi się zatłoczone i chaotyczne.
    Mamy zamiar wrócić w przyszłym roku, ale w okolicę Katanii :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam czytać takie historie! Co robiłam w 2000 roku? Nie mam pojęcia! Siedemnaście lat temu to chyba była jakoś trzecia klasa podstawówki? Nie wiem, moja matematyka jest kiepska :D Jeśli tak to mogłam wtedy spędzać wakacje u kuzynostwa na wsi, pleść wianki, chodzić po życie, zbierać polne kwiaty :)

    OdpowiedzUsuń