piątek, 14 lipca 2017

#165 A może by tak zamieszkać w Rzymie lub Wenecji?

Witajcie moi mili! :)
Tytuł z pewnością nie jest przypadkowy. Zestawiłam ze sobą dwa włoskie miasta, w których pomimo mojej najszczerszej i największej miłości do Italii, chyba nie potrafiłabym zamieszkać.
Oba miasta są piękne i wyjątkowe, prawda?
Ale czy życie w nich chociaż w najmniejszym stopniu przypominałoby bajkę?
Kiedyś opowiadałam wam o tym, że Rzym byłby jednym z pięciu miast, w których zamieszkałabym z przyjemnością więc teraz możecie poczuć się dosyć zaskoczeni. Wynika to z tego, że w moim sercu wciąż walczy Rzym zapamiętany z moich sekretnych miejsc i Rzym przeludniony, w którym trudno o spokojny oddech.

Rzym to taka włoska klasyka. Serce Włoch mimo, iż omijałam go przez wiele wiele lat nie będąc do końca pewną czy jestem gotowa na to, aby go zobaczyć. Nigdy nie wyobrażałam sobie pierwszej podróży do Rzymu w sposób w jaki robi to wielu ludzi. Nikomu nic oczywiście nie zarzucam i każdy podróżuje jak chce, ale... Nie potrafiłabym spontanicznie zakreślić Rzymu, spakować się i za kilka godzin w nim wylądować. Czułam chyba jakąś wewnętrzną potrzebę dorośnięcia do tego miasta. Krążyłam bliżej lub dalej niego i zawsze pozostawał tym miastem "na później". Chyba troszkę się bałam, że się rozczaruję, że okaże się inny niż myślałam czy widziałam w telewizji. Do Rzymu finalnie po raz pierwszy dotarłam 4 lata temu po 18 latach włoskich doświadczeń więc sami widzicie ile to czasu minęło... No i oczywiście jak to w życiu bywa, los wszystko pokrzyżował, a ja pierwsze godziny w wiecznym mieście spędziłam w fatalnym stanie. Nie mniej jednak, gdy wszystko wróciło do normy, zaczęłam odkrywać Rzym ze spokojem i wiecie co? Czułam się w nim dziwnie. Nie dziwnie w sensie, że mi się nie podobało czy, że jak najszybciej chciałam wracać... Podobało mi się i to bardzo, ale wśród tych wszelkich, wielkich zabytków, które znajdują się na rzymskich listach MUST SEE, znalazłam swoje własne i zdecydowanie spokojniejsze miejsca, które przeważyły o tym, że Rzym finalnie uznałam za wyjątkowy. Teraz, gdy piszę ten post, naprawdę brakuje mi trochę Rzymu. Chciałabym usiąść pod Fontanną Di Trevi, napić się wina z widokiem na Tyber i już o zgrozo szukam możliwości na dostanie się do Rzymu. Mimo to nie wyobrażam sobie, że mogłabym tam zamieszkać na okres dłuższy niż parę tygodni czy miesięcy. Nigdy nie mów nigdy więc gryzę się w język i przepraszam za swoje słowa. ;)
Mimo to Rzym jest dla mnie o wiele za duży. Nie potrafię w żaden możliwy sposób odnaleźć się wśród tego tłumu ludzi. Miliony mieszkańców + niezliczona ilość turystów. Włoskie miasta zawsze są nich pełne, ale Rzym najpewniej gromadzi ich najwięcej. Nie potrafiłabym swobodnie poruszać się jego ulicami. Metro budziło mój lęk. :D Mimo, iż większość włoskich miast jest głośnych, Rzym bije wszystkie pozostałe o głowę. Z drugiej jednak strony jest właśnie ten mój własny, odnaleziony Rzym... Marzenia o jeździe na Vespie niczym z "Rzymskich wakacji". Rzym, który milknie na chwilę, gdy wchodzisz do jednej z restauracji w bocznej uliczce.


Wenecja jest sprawą łatwiejszą, bo mimo, iż bardzo mi się podoba, nigdy nie zdarzyło mi się myśleć o zamieszkaniu w niej. Było to pierwsze duże miasto, które zobaczyłam we Włoszech jako 2 letnia dziewczynka więc na pewno zawsze będę mieć do niego sentyment i nawet lubię wracać do tego miasta, ale myśl, że mogłabym tam kiedykolwiek zamieszkać, zawsze jest dla mnie pewnego rodzaju abstrakcją. W Wenecji dotyka mnie jeden zasadniczy problem... Poczucie ciasnoty. Jak dla mnie w Wenecji wszędzie jest ciasno, wszędzie muszę ocierać się o ludzi, gdziekolwiek nie pójdę mam wrażenie, że stoję jedynie na skrawku niestabilnego lądu. W Wenecji brak miejsc, które odnajduję w innych dużych miastach. Nie ma miejsc sekretnych gdzie można by przystanąć, odpocząć od ludzi, poczuć się na chwilę samotnym.
Zawsze mówi się, że w Rzymie, Neapolu i właśnie w Wenecji najłatwiej o kradzież i choć pewnie to prawda to jedynie w Wenecji naprawdę się o to obawiam i w sumie tylko tam byłam świadkiem tego jak policja goniła złodzieja. Dodatkowo chyba nie mogłabym przywyknąć do mieszkania w mieście gdzie wszędzie dostawać się muszę taksówką wodną i mimo, iż kocham wodę to prawdopodobnie zbrzydłaby mi całkowicie gdybym musiała być nią otoczona z każdej strony.
Wiem też, że mieszkańcy Wenecji nie mają łatwego losu i często mówi się o tym, iż właśnie ich miasto jest jednym z najgorszych do zamieszkania na stałe. Potwierdza to także stale zmniejszająca się liczba mieszkańców, którzy uciekają poza Wenecję, gdy tylko mają ku temu sposobność. Mieszkańcy mają żal, iż ich miasto prawie całkowicie dostosowane zostało do odwiedzających je turystów. W samym mieście coraz mniej normalnych sklepów spożywczych i urzędów, a ceny posiłków w restauracjach są znacznie zawyżane.
Do tego problemy z transportem i fakt, iż Wenecja nie jest zbyt stabilnym miastem. Samo miasto stale osiada, a poziom wody z każdym rokiem rośnie.
Brakuje mi tam poczucia spokoju i miejsc, w których można by na chwilę zapomnieć o tym, że znajdujemy się w samym środku turystycznego chaosu.


A wy moglibyście odnaleźć się w którymś z tych dwóch miast?


10 komentarzy:

  1. Zdecydowanie nie mogłabym mieszkać w żadnym z tych miejsc. Zgadzam się z Tobą, że są one zbyt duże, a to sprawia, że nie czuję się "jak w domu" a poza tym te tłumy turystów! Nie wiem, czy byłabym w stanie przyzwyczaić się do tego ;o Jakkolwiek są sezony, gdzie tłumy są mniejsze, a wtedy to już bajka i raj ! ;) Taka Wenecja bez ludzi ! Oh ;D (chyba tylko tęskniłabym za poruszaniem się autem ) haha

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, ze takie rzeczy dzieją się z Wenecją. Współczuję jej mieszkańcom, którzy muszą uciekać na stały lad ze względu na podnoszące się koszty utrzymania i wieloletni brak zainteresowania ze strony władz. Smutno mi, ze perła Adriatyku zniknie kiedyś pod wodą, a nadal jest wielu ludzi, którzy wierzą, że globalne ocieplenie wcale nie wpływa na poziom wód (a wpływa). Ale zamieszkałabym tam poza głównymi częściami turystycznymi. Większość turystów to ci, którzy zjawiają się na kilka godzin i zaglądają w okolice pl. św. Marka. przy getcie jest już chyba spokojniej, co nie?
    W Rzymie nie byłam, ale wieczne miasto może dawać jeszcze jakieś perspektywy zawodowe. Z drugiej strony znajduje się w środkowych Włoszech, a tam już ryzyko trzęsienia ziemi jest większe niż na Niz. Padańskiej, gdzie jest ono bardzo niskie :/
    Pozdrawiam
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie okolice placu św. Marka są najbardziej zatłoczone, ale jak dla mnie cała Wenecja jest przeludniona... Może dlatego, że jest mało lądu, a tak dużo turystów... Nie ma po prostu możliwości zejść "na ubocze".

      Usuń
  3. Trudna sprawa z tym zamieszkaniem we włoskich miastach. Wenecja bardzo mi się podobała, ale... czy chciałabym tam zamieszkać tak na stałe? Chyba nie. Pomimo całego mojego szacunku dla tego miasta, dla wody i jej siły to nie czułabym się tam zbyt dobrze. Owszem, na miesiąc czy nawet na rok mogłabym tam zamieszkać. Nie wyobrażam sobie siebie jednak jako staruszki krążącej gdzieś po tych licznych mostkach. Nie wiem czym jest to spowodowane. Chyba właśnie tym, że to miejsce może kiedyś zniknąć, a mijanie się z ludźmi w ciasnych uliczkach przyprawiało mnie o zdenerwowanie.
    Z Rzymem jest już inaczej. Mogłabym tam zamieszkać, a nawet się zestarzeć. Te tłumy by mi nie przeszkadzały, bo nawet w trakcie mojej wizyty byli oni wszyscy gdzieś poza mną. Podobnie z Paryżem. Nie zauważałam tych wszystkich tłumów, może tak mogę to ująć.
    W sumie teraz zaczęłam się zastanawiać w jakich miastach mogłabym się zestrzeć i ojej, trudne to! :D Myślę, że we Włoszech wygrywa w tej chwili Rzym właśnie. W innych krajach też znalazłabym swoich faworytów :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ahh widoki są zdecydowanie cudowne <3 Ja bym bardzo chciała chociaż raz odwiedzić Rzym <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Wlochy to zdecydowanie nie jest kierunek, w ktorym szukalabym miejsca do zycia. W gre wchodzi tylko aspekt turystyczny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Móc odwiedzić też by było super :)


    buziaki:*
    WWW.KARYN.PL || FACEBOOK || INSTAGRAM

    OdpowiedzUsuń
  7. W Wenecji byliśmy dwa razy, w Rzymie raz. Oba miasta odwiedziliśmy podczas podróży poślubnej w 2016 roku. Zachwyciły mnie stare budowle, typowe włoskie, piękne kamienice, multum zabytków, ale... to nie miejsca dla mnie. Ogromna ilośc turystów, brak miejsc do złapania oddechu. W Wenecji na pewno brakowałoby mi możliwości jazdy na rowerze, z kolei w Rzymie na każdym kroku balabym się, że go ukradną. Bardziej odpowiadałby mi malutki domek w okolicy Cascii lub na typowej, nizinnej włoskiej wsi niż mieszkanie w miescie.

    Pozdrawiam

    Magda

    OdpowiedzUsuń
  8. akurat te dwa miasta to takie, w których raczej nie chciałoby się mieszkać. ;) mnie duże miasta (bądź takie szalenie turystyczne) bardzo męczą, dlatego w Krakowie (gdzie mieszkam) rzadko bywam w lecie w centrum, gdy przewalają się tam tabuny turystów. dzisiaj musiałam przejść się Plantami i byłam w szoku, bo zupełnie nie słyszałam polskiego języka. ;/
    we Włoszech to najchętniej w jakiejś toskańskiej wiosce bym zamieszkała. ;)
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zawsze zachwycam się zdjęciami, jak masz możliwość to zamieszkaj zawsze to nowa perspektywa ;)

    OdpowiedzUsuń