wtorek, 20 grudnia 2016

#112 Gli struffoli.

Witajcie kochani!
Święta jeszcze się nie zaczęły, a ja już jestem przejedzona. Niestety tak to jest jak się uczestniczy w cukierniczym biznesie i do tego samemu produkuje się tych słodkości co nie miara!
Obiecałam wam, że ten tydzień będzie nieco słodszy więc zapraszam was do czytania. Być może uda mi się was troszkę zainspirować i wprowadzicie na wigilijny stół trochę nowości. :)

Gli struffoli to moje odkrycie ostatnich dwóch lat. Przepis mam prosto z Włoch od mamy kolegi więc niemożliwe, żeby cokolwiek nie wyszło. ;)
Przez cały ten rok nie mogłam się doczekać kiedy znów je przygotuje. Są wciągające, uzależniające, nieprzyzwoicie słodkie i przeurocze, gdy już je przyozdobimy. :)
Jeśli już musiałabym przyrównać do czegoś struffoli to powiedziałabym, że to troszkę taki groszek ptysiowy tylko jeszcze bardziej chrupiący, aromatyczny i zdecydowanie słodszy.
Jest to świąteczny przysmak, który jada się w Neapolu i okolicy, ale oczywiście nie tylko, gdyż podobny przysmak pod innymi nazwami możemy spotkać między innymi na Sycylii ( Pignolata siciliana) czy w Abruzzo (cicerchiata). Przepisy różnią się zazwyczaj jedynie szczegółami. Np. rodzajem dodanego alkoholu czy zdobieniem.
Jak jednak gli struffoli (jak zwał tak zwał, nie dam rady przytoczyć wszystkich nazw ;D)to zawsze małe "piłeczki" smażone na głębokim tłuszczu. Mniam!


Składniki:
- 1/3 szklanki cukru pudru
- 3 jajka
- 1 żółtko
- 2 łyżki likieru anyżowego 
- skórka starta z 1 pomarańcza
- 2 szklanki mąki 00
- 60g roztopionego masła
+

- kilka łyżek miodu
- skórka kandyzowana z pomarańcza
- kolorowe posypki


Przygotowanie:
Przesiewamy mąkę i dodajemy kolejno: cukier, cukier, jajka + żółtko, skórkę pomarańcza, masło, likier. Zagniatamy z tego ciasto i zostawiamy na 30 min pod ściereczką. Następnie odrywamy kawałki ciasta, formujemy z nich długie i cienkie wałeczki, a następnie kroimy. Ważne, żeby kawałki, które odcinamy były dość małe miały ok. 1 cm długości. Może troszkę więcej. Takie kuleczki zanurzamy w rozgrzanym oleju i smażymy aż uznamy, że są ok. Wykładamy nasze ciasteczka do miski, najlepiej wyłożoną papierowym ręcznikiem kuchennym, aby wchłonąć nadmiar tłuszczu. Tak przygotowane struffoli możemy trzymać w suchym miejscu o temperaturze pokojowej, spokojnie przez kilka dni. Przed podaniem warto zanurzyć je w miodzie, dodać skórkę pomarańczową i posypać kolorowym "confetti". :) 


Ten wieniec to moja zeszłoroczna twórczość. :)
Jedliście kiedyś struffoli? :)

PS. Przepraszam was za różną wielkość czcionek, ale w połowie wpisu coś zepsułam i chyba nie potrafię już tego ogarnąć (próbowałam :p).

12 komentarzy:

  1. o kurczę. Nigdy nawet czegoś takiego nie widziałem, nie mówiąc o samym jedzeniu:P Pięknie wygląda:)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie jadłam, ale bym zjadła z przyjemnością. ;) chyba bliżej Świąt zrobię (a właściwie spróbuję zrobić), żeby jeszcze po Świętach mój prywatny łasuch mógł sobie zjeść, bo niestety Święta każde spędza ze swoją rodziną.
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawie to wygląda i pewnie wybornie smakuje ;)
    Pozdrawiam ;)

    www.moda-eny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. chciałabym spróbować :) apetycznie wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nigdy tego nie jadłam ale wygląda super :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę je kiedyś zrobić, słyszałam już o nich:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mniam, same pyszności
    Zapraszam także do mnie w 3 notce jest u mnie świąteczny konkurs z super nagrodami!
    Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń