piątek, 2 grudnia 2016

#106 Cinepanettone.

Witajcie moi mili.:)
Wraz z przyjściem grudnia, postanowiłam zamieścić na blogu kilka całkowicie świątecznych wpisów! Szczerze powiedziawszy nadal nie dociera do mnie, że za 3 tygodnie już święta. Paczki nie wysłane, ba nawet zawartości nie kupione(pisałam to kilka godzin wcześniej, teraz już jednak mam wszystko:D), brak prezentów dla bliskich...
Dziś jednak nie będę wam marudzić na czas przepływający mi między palcami, bo nie warto kłócić się z rzeczami, na które wpływu nie mamy. :)

Pewnie zastanawia was tytuł? Musicie przyznać, że cinepanettone brzmi dość intrygująco!
Cinepanettone to tak naprawdę połączenie dwóch włoskich słów. Taki neologizm, który zadomowił się w Italii na dobre.
Cine (cinema)- kino i Panettone- pyszne, drożdżowe ciasto, które tradycyjnie je się w święta Bożego Narodzenia(polecam wam spróbować, zaraz obok Pandoro:)).
Co tak naprawdę kryje się pod tą tajemniczą nazwą?
Już wam mówię!
Cinepanettone to seria włoskich filmów produkowanych specjalnie na święta Bożego Narodzenia. Pierwszy film tego typu powstał dość dawno temu, w 1983 roku i zatytułowany był "Vacanze di Natale".

Od tej pory lista produkcji skupiającej się na bożonarodzeniowych perypetiach bohaterów, rozrosła się w zastraszającym tempie! Właściwie jest kilku reżyserów (Neri Parenti, Carlo Vanzina, Enrico Oldoini), którzy prześcigają się w wymyślaniu kolejnych "głębokich" i "porywających" fabuł.
Włoskie cinepanettone to już po prostu pewna klasyka. Wychodzę z założenia, że świąteczne produkcje nigdy nie są specjalnie rozbudowane i przemyślane więc płytkość włoskiego kina w tym przypadku nie powinna mnie zadziwiać. Cinepanettone mają być przecież jedynie lekkimi komediami. Niekiedy pełnymi żenujących, seksualnych żartów.
Nie zawsze były i są to filmy stricte związane ze świętami. Chodzi o samą śnieżną otoczkę.
Nie mogę uwierzyć jakim cudem ludzie są w stanie oglądać to w kinie (wyobrażacie sobie, żeby specjalnie kupić na to bilet, zapłacić i patrzeć na to ponad godzinę? Ja chyba nie), ale może oglądając to przy zapalonych choinkowych światełkach, w otoczeniu rodziny, przegryzając panettone i patrząc na to jednym okiem, produkcja nabiera jakiegoś klimatu?
Nie wiem czy chce się o tym przekonywać. Próbowałam, naprawdę. 20 minut to najwięcej ile mogę na to poświęcić, ale myślę, że warto spróbować i przekonać się samemu. Zawsze jestem zdania, że warto dać szansę nawet największemu gniotowi, bo dzięki temu poznajemy daną kulturę, wyrabiamy sobie opinie i ewentualnie wiemy czego unikać na przyszłość. ;)
Dla spragnionych większej dawki cinepanettonowych (czyż nie pięknie to odmieniłam?) emocji:
Kilka dni temu wyszedł kolejny film z tej serii, a mianowicie "Un Natale al sud" (zwiastun macie poniżej), a już 15.12 pora na kolejny "Natale a Londra- Dio salvi la regina" (też dałam wam zwiastun, jak szaleć to szaleć.;)).


Spotkaliście się kiedykolwiek z tym określeniem? Może udało wam się obejrzeć któryś z filmów? :)

16 komentarzy:

  1. Ja na szczęście prezenty dla bliskich na święta mam już dopięte prawie na ostatni guzik w tym roku wyjątkowo szybko :) nie spotkałam się nigdy z takim określeniem ani nie widziałam żadnego z tych filmów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam podobnie, nie jestem w stanie patrzeć na coś przy pewnym poziomie żenowania :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Określenie pierwszy raz słyszę i żadnego z tym filmów nie oglądałam :) A filmy świąteczne uwielbiam, szczególnie Kevina :)
    Gingerheadlife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz słyszę o takich filmach, ale z założenia lubię oglądać takie świąteczne produkcje np w Boże Narodzenie. W każdym bądź razie do kina bym nie poszła :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Filmów nie widziałam, co do prezentów u nas nie ma takiej tradycji. Jakoś się nie przyjęło ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy o tym nie slyszalam.
    Zycze powodzenia w wyborze prezentow, caly ten magiczny czas jeszcze przede mna <3

    OdpowiedzUsuń
  7. lubię Twojego bloga, bo praktycznie z każdej notki dowiaduję się czegoś nowego. :) i to mi się własnie podoba. ;)
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja już w sumie do świat przygotowana :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też jestem w tyle z prezentami :( Najgorsze, że nie mam pomysłów. Obserwuję i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwszy raz słyszę to określenie. A tych filmów nie oglądałam. Ja już powoli szykuję świąteczne prezenty. Pomysły są, teraz czas na wykonanie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety nigdy nie słyszałam tego określenia, mam mało do czynienia z kulturą Włoch ogólnie, ale opowiadasz o nich bardzo interesująco. ;) Można by sobie obejrzeć taki maraton, to na pewno interesujące. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla mnie takim świątecznym filmem jest Kevin. No bez niego świąt nie ma :D

    OdpowiedzUsuń
  13. No u mnie w tym roku z prezentami dla bliskich troszkę nie wyszło, bo wszystko poszło na koncerty... :/ Mam nadzieję, że za rok im to ładnie wynagrodzę :)
    O filmach nie słyszałam, ale taki typowo świąteczny to chyba Kevin :))

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Nazwa gatunku filmów świątecznych, piękna :) ale te filmy do mnie także nie przemawiają.

    OdpowiedzUsuń