Etykiety

niedziela, 11 grudnia 2016

#109 Bożonarodzeniowe zwyczaje we Włoszech.

Witajcie kochani!
Dziś przychodzę do was z już czwartym postem o tematyce świątecznej i obiecuję, że na tym wciąż nie koniec. :)
Tym razem będzie troszkę o świątecznych zwyczajach.
Nigdy nie spędziłam świąt Bożego Narodzenia w Italii choć zawsze o tym marzyłam i nawet dostałam wielokrotne zaproszenie na Wigilię i święta w jednym z włoskich miast u mojej przyjaciółki, ale wiecie jak to jest... Rodziny na święta się nie opuszcza i mimo, iż chciałabym przeżyć "przygodę" jaką byłaby włoska magia świąt, to też nie wyobrażam sobie tego czasu bez mojej rodziny!
Wykorzystuję więc wszelkie zamienniki, aby stworzyć troszkę Italii u siebie. Przygotowuje włoskie potrawy, wymieniam się ze znajomymi setkami zdjęć naszych wigilijnych stołów i opowiadamy sobie o wszelkich zwyczajach. Mam ogromną nadzieję, że któregoś roku zorganizujemy sobie we Włoszech taką małą wigilijkę na kilka dni przed, ah! :)

Nie o tym jednak miałam pisać, a znów całkiem straciłam wątek! Chciałabym przybliżyć wam kilka włoskich, świątecznych zwyczajów, o których udało mi się dowiedzieć. :)

1. Tak jak i u nas, we Włoszech święta na dobrą sprawę rozpoczynają się od Wigilii 24.12 spędzonej w gronie najbliższych osób wedle zasady "Boże Narodzenie spędzaj z rodziną, Wielkanoc z kim chcesz".
2. Tradycyjnie na wigilijnym stole powinno znaleźć się 13 potraw czyli więcej niż w Polsce. Zazwyczaj są to potrawy rybne, makaronowe, warzywne. Przede wszystkim postne.
3. Uczta siedmiu ryb czyli siedem z potraw powinno być na bazie rybnej. Ku uczczeniu siedmiu sakramentów.
4. Nie może też zabraknąć słodkości! Boże Narodzenie to właśnie czas na między innymi Panpepato, Panforte, Pandoro, Panettone i wiele wiele innych. Trudno byłoby wymienić wszystko, gdyż każdy region ma swoje tradycyjne, słodkie przysmaki.

5. Po wieczerzy wigilijnej, rodzina nie rozchodzi się! To wtedy zaczyna się gra w karty lub w popularną Tombolę.
6. Kwestia prezentów jest zależna od rodzin i regionów. Prezenty można wręczać zaraz po kolacji, po pasterce, albo 25.12 rano.
7. Jeśli chodzi o ubiór choinki, jest to dość ściśle określone. Choinkę powinno ubierać się 8 grudnia czyli w święto Niepokalanego poczęcia NMP, które we Włoszech jest dniem wolnym od pracy. Rozbierać zaś 6 stycznia czyli...
8. W kolejne święto, które ma trochę inny charakter niż w Polsce. 6 stycznia we Włoszech obchodzona jest L'Epifania. Tego dnia do dzieci przychodzi Befana- staruszka przypominająca czarownicę, przylatująca na miotle z prezentami. Niegrzeczne dzieci dostaną węgiel, grzeczne słodycze. Popularne są też cukierki wyglądające jak węgiel, bo któż by miał sumienie dać dziecku prawdziwy węgiel? ;)
9. Co jeszcze kojarzy się ze świętami we Włoszech? Oczywiście szopki! Tak, tak w Polsce także je mamy, ale te włoskie są naprawdę monumentalne. Nie znajdują się one jedynie w kościołach, ale i w prywatnych domach i na placach ulic. W końcu to z Italii wywodzi się szopkowa tradycja.
10. Mikołaj to po prostu Babbo Natale. :) Uroczo prawda?

Co jeszcze mogę dodać? Nie sposób byłoby opisać wszystko, a ja opowieści moich znajomych chłonę chyba każdą komórką ciała! Już nie mogę się doczekać mojego Pandoro, włoskich piosenek i cinepanettone, które specjalnie z okazji świąt, puszczę sobie w tle. :)

A na koniec...
Dzieci, które dowiedziały się, że słodyczy w tym roku od Befany nie będzie.;D I zachwycająca szopka prosto z Mediolanu!

Do usłyszenia! :*

czwartek, 8 grudnia 2016

#108 Świąteczne piosenki po włosku.

Witajcie kochani! :*
Tworząc dla was tego posta, pierwszy raz w tym roku słucham świątecznych piosenek. :) Dzięki temu zaczęłam odczuwać chociaż trochę tej grudniowej magii, która nie udzieliła mi się ani przy kupowaniu prezentów, ani przy pieczeniu pierników, ani przy wysyłaniu paczek. :>
Na początku zastanawiałam się czy powinnam pisać wam o dzisiejszym święcie (Niepokalanego Poczęcia NMP), które choć nie obchodzone w Polsce (w takim stopniu, bo domyślam się, że przez kościół jest jak najbardziej obchodzone!), we Włoszech jest dniem wolnym od pracy i przyzwoleniem na ubieranie choinek. Ostatecznie doszłam jednak do wniosku, że zamiast przedstawiać wam suche fakty, pokaże wam troszkę świątecznych piosenek po włosku. :)

Może wiecie, a może nie, ale Włosi nie słyną raczej ze świątecznych kolęd ani piosenek. Oczywiście nie zmienia to faktu, że przetłumaczyli na swój język większość (albo i wszystkie?) najbardziej znane bożonarodzeniowe utwory.
Osobiście bardzo lubię ich słuchać, bo o ile angielskie wersje wychodzą mi już czasem bokiem, włoskie nie są tak oklepane i zawsze wprowadzają mnie w dobry nastrój.
Jestem ciekawa czy znacie te wykonania i jak wam się podobają!







Przypadło wam coś do gustu?:)

poniedziałek, 5 grudnia 2016

#107 Świąteczne prezenty dla Italofila.

Witajcie kochani!
Do świąt pozostało nam jeszcze trochę czasu więc kupienie prezentu wciąż możliwe. Nie wykluczone, że jeśli macie w swoim otoczeniu jakiegoś szalonego Italofila to uda mi się was zainspirować! Ze smutkiem muszę stwierdzić, że u mnie takich osób brak (choć zawsze mogę zrobić prezent samej sobie? :>). Przedstawione pomysły powinny trafić w każdy gust. Ja na pewno bym się z nich ucieszyła. :)

1. Kosz włoskich przysmaków.
Czy może być coś lepszego niż włoskie jedzenie (jeśli się ze mną nie zgadzacie, po prostu przemilczcie.:D)? Kosz z włoskimi wyrobami można zamówić w internecie lub przygotować samemu. Proponowałabym dobrą oliwę, wino, jakiś oryginalny makaron(warto polować na ten w zabawnych kształtach i kolorach tylko w sumie nie wiem jak z jego dostępnością w Polsce), ser, prosciutto, ciastka typu cantucci. Kiedyś mój tata dostał taki kosz na święta od włoskich znajomych(każdy ma włoskiego znajomego hah) i sprawiło nam to dużo radości. Naprawdę takie drobnostki potrafią uradować lepiej niż drogi prezent. :)
2. Moka.
Chyba jeden z włoskich klasyków. Znajdziecie w każdym włoskim domu. Skoro nie mają czajników to chociaż mokę muszą mieć. :D Idealne dla fana kawy. W Polsce nie jest to zbyt popularne więc tym bardziej na plus!


3. Książki z Włochami w tle.
Mam w domu niezliczoną ilość książek po włosku i książek o Włoszech. Nie ma możliwości, aby te tematy kiedykolwiek mi się znudziły. Po włosku czytać można dla hobby i wprawy, a o Włoszech z miłości. Polecam szczególnie propozycje ze zdjęć. Tzn. Akurat jeśli chodzi o ten różowy romansik to tak średnio polecam...Po prostu był pierwszą z brzegu książką po włosku. :D Ale Saviano polecam każdemu, bo to człowiek historia, a Brandys i jego podróże włoskie to moje odkrycie roku. To samo z resztą z książkami Erri De Luca. Kończę drugą i jeszcze dwie przede mną! Jeśli chodzi o nie czytających po włosku to niestety tylko dwie z dobytku literackiego De Luca, są przetłumaczone na język polski. 


4. Buty made in Italy.
Skórzane buty prosto z Włoch to zawsze świetny wybór. Ja swoją ulubioną parę upolowałam na przecenie ze 120 euro na 60 już z 3 lata temu i są jak nowe! Do tego najwygodniejsze buty jakie miałam. Przysięgam.:)
5. Mapa Włoch.
Ostatnio widziałam piękną mapę Królestwa Neapolu za ponad 3 tysiące złoty i zakochałam się w niej. Jednak na pewno można znaleźć coś taniej, a taka mapa to świetny dodatek na ścianę dla każdego miłośnika Italii.
6. Perfumy Giorgio Armani, albo Moschino.
Jak dla mnie perfumy Armaniego i Moschino zawsze ładnie pachną i nie ma wśród nich bubli. Ostatnio całkowicie straciłam głowę dla tych.;D Kocham Moschino za ich niesamowite projekty.
7. Tombola.
Prawdopodobnie byłabym najszczęśliwsza na świecie gdyby ktoś w Polsce ze mną w nią zagrał. 
Do tego Tombola jest całkowicie świąteczną grą! 
8. Gomorra na DVD.
Nie będę już więcej mówić. ;) Wystarczy tyle, że jest to najlepszy włoski serial. 
9. Bilety lotnicze.
Do Włoch oczywiście, bo gdzie indziej? Nie jest to najtańszy prezent pod słońcem, a na pewno nie tak tani jak tombola czy moka, ale kupując bilety z wyprzedzeniem, można znaleźć interesujące promocje, a bilety w dane miejsce to już połowa sukcesu.;)

Co jeszcze włoskiego można kupić?
Jeśli nie skusicie się na cały kosz przysmaków to może chociaż na doskonałe wino? To wydatek rzędu kilkudziesięciu złoty, a na pewno ucieszy przyjaciela. Jak nie wino to może grappa? A jeśli nie alkohol i myślimy o czymś naprawdę drobnym to może breloczek z Vespą? Fajnym pomysłem są też filiżanki do espresso. Może dorwiecie takie z włoskimi widoczkami lub miastami? Ja zawsze tracę głowę dla malowanych miseczek i talerzy z papryczkami, albo cytrynami. Specjalny nożyk do Nutelli zadowoli każdego łasucha! Tym, którzy kochają się w Italii platonicznie, można kupić włoską gramatykę na początek, a tym którzy jadą po raz pierwszy, zestaw przewodników. 

Co sądzicie o moich włoskich propozycjach? Co byście dodali? 

piątek, 2 grudnia 2016

#106 Cinepanettone.

Witajcie moi mili.:)
Wraz z przyjściem grudnia, postanowiłam zamieścić na blogu kilka całkowicie świątecznych wpisów! Szczerze powiedziawszy nadal nie dociera do mnie, że za 3 tygodnie już święta. Paczki nie wysłane, ba nawet zawartości nie kupione(pisałam to kilka godzin wcześniej, teraz już jednak mam wszystko:D), brak prezentów dla bliskich...
Dziś jednak nie będę wam marudzić na czas przepływający mi między palcami, bo nie warto kłócić się z rzeczami, na które wpływu nie mamy. :)

Pewnie zastanawia was tytuł? Musicie przyznać, że cinepanettone brzmi dość intrygująco!
Cinepanettone to tak naprawdę połączenie dwóch włoskich słów. Taki neologizm, który zadomowił się w Italii na dobre.
Cine (cinema)- kino i Panettone- pyszne, drożdżowe ciasto, które tradycyjnie je się w święta Bożego Narodzenia(polecam wam spróbować, zaraz obok Pandoro:)).
Co tak naprawdę kryje się pod tą tajemniczą nazwą?
Już wam mówię!
Cinepanettone to seria włoskich filmów produkowanych specjalnie na święta Bożego Narodzenia. Pierwszy film tego typu powstał dość dawno temu, w 1983 roku i zatytułowany był "Vacanze di Natale".

Od tej pory lista produkcji skupiającej się na bożonarodzeniowych perypetiach bohaterów, rozrosła się w zastraszającym tempie! Właściwie jest kilku reżyserów (Neri Parenti, Carlo Vanzina, Enrico Oldoini), którzy prześcigają się w wymyślaniu kolejnych "głębokich" i "porywających" fabuł.
Włoskie cinepanettone to już po prostu pewna klasyka. Wychodzę z założenia, że świąteczne produkcje nigdy nie są specjalnie rozbudowane i przemyślane więc płytkość włoskiego kina w tym przypadku nie powinna mnie zadziwiać. Cinepanettone mają być przecież jedynie lekkimi komediami. Niekiedy pełnymi żenujących, seksualnych żartów.
Nie zawsze były i są to filmy stricte związane ze świętami. Chodzi o samą śnieżną otoczkę.
Nie mogę uwierzyć jakim cudem ludzie są w stanie oglądać to w kinie (wyobrażacie sobie, żeby specjalnie kupić na to bilet, zapłacić i patrzeć na to ponad godzinę? Ja chyba nie), ale może oglądając to przy zapalonych choinkowych światełkach, w otoczeniu rodziny, przegryzając panettone i patrząc na to jednym okiem, produkcja nabiera jakiegoś klimatu?
Nie wiem czy chce się o tym przekonywać. Próbowałam, naprawdę. 20 minut to najwięcej ile mogę na to poświęcić, ale myślę, że warto spróbować i przekonać się samemu. Zawsze jestem zdania, że warto dać szansę nawet największemu gniotowi, bo dzięki temu poznajemy daną kulturę, wyrabiamy sobie opinie i ewentualnie wiemy czego unikać na przyszłość. ;)
Dla spragnionych większej dawki cinepanettonowych (czyż nie pięknie to odmieniłam?) emocji:
Kilka dni temu wyszedł kolejny film z tej serii, a mianowicie "Un Natale al sud" (zwiastun macie poniżej), a już 15.12 pora na kolejny "Natale a Londra- Dio salvi la regina" (też dałam wam zwiastun, jak szaleć to szaleć.;)).


Spotkaliście się kiedykolwiek z tym określeniem? Może udało wam się obejrzeć któryś z filmów? :)

środa, 30 listopada 2016

#105 Che sarà. Historia jednej piosenki zapisanej w życiu.

Witajcie. :)
Jeśli musiałabym wybrać piosenkę życia, której słuchałabym już zawsze, byłoby to bez wątpienia Che sarà.
Myślałam o tym wpisie od tygodnia i naprawdę miałam w głowie tyle myśli, a gdy przyszło co do czego i usiadłam nad tym pustym, białym plikiem to jak zwykle wszystko ze mnie wyparowało.
To nie tak, że trudno mi coś napisać, bo pisanie zawsze przychodziło mi łatwo i właściwie mogłabym zapełnić swoimi tłumaczeniami całą główną stronę bloga. Po prostu to co mam w sercu, chyba tam utknęło i jak na złość nie chce przejść do głowy. Ah to zrządzenie losu.
Obiecałam wam kiedyś na blogu trochę włoskiej prywaty, a wy zareagowaliście bardzo pozytywnie więc pozwólcie, że dziś z niej skorzystam.
Czy jest tu osoba, która nigdy nie słyszała Che sarà? Myślę, że tak mimo, iż jest to bardzo znana piosenka, która nawet w polskich radiach bywa od czasu do czasu maltretowana.
Jeśli chodzi o moje włoskie dojrzewanie to mogę śmiało powiedzieć, że dorastałam z Che sarà i Azzurro. Między innymi, bo było tego sporo. Funiculì śpiewane w aucie na włoskich autostradach na przykład. Pierwsze samodzielne tłumaczenia Tiziano Ferro i Erosa Ramazzotti.  Jednak to właśnie Che sarà i Azzurro zawsze były najbliżej mego młodego serca.
Nie wiem czy rozumiałam tą piosenkę tak jak powinnam mając na przykład 12 lat, ale myślę, że z każdym kolejnym rokiem rozumiałam ją coraz lepiej. Zwykłe, wyśpiewane słowa zaczęły kiełkować w moim sercu. Zostały tam.
Równy tydzień temu minął kolejny rok, właściwie już 22 rok mojego życia i jak zawsze spędziłam ten dzień przy Che sarà.
Niektóre rzeczy są blisko nas przez cały czas, ale potrzebujemy długich lat, abyśmy uświadomili sobie jak nieodłączną część naszej egzystencji stanowią.
Dawno dawno temu (za lasami, za górami- co można potraktować dosłownie, bo rzecz działa się we Włoszech) ktoś zadedykował mi tą piosenkę, nucąc jej pierwszą zwrotkę.

Paese mio che stai sulla collina
disteso come un vecchio addormentato
(...)
paese mio ti lascio io vado via.

Kraju mój, który jesteś na wzgórzu
wyciągnięty jak śpiący staruszek
(...)
Kraju mój, zostawiam cię, odchodzę.

To jedna z tych piosenek, które dla kogoś mogą być tylko słowami. Słowami, które teraz czytacie. Dla kogoś mogą być tęsknotą, silnymi emocjami. Dla kogoś mogą być utęsknieniem za utraconym rajem.
Czy właśnie tak smakuje zakorzeniona w sercu tęsknota? To niesamowite jak działają słowa.
Jak przypominają mi wszystkie chwile i miejsca. Wszystkich ludzi.
Nie jest łatwo należeć do dwóch miejsc jednocześnie i czasem nie chciałabym o tym pamiętać.
Zamykając oczy wszystko może być łatwe i poukładane na odpowiednich półeczkach.
Czasem myślę, że moi przyjaciele mają łatwiej. Na co dzień mają wszelkie moje tęsknoty na wyciągnięcie ręki.
Troszkę im potajemnie zazdroszczę, ale tylko odrobinkę.
Finalnie i tak należymy do jednego świata więc czemu by tęsknić za jednym małym rajem?


Jak jest z wami? Jaką piosenkę wybralibyście na piosenkę życia? Jakie tęsknoty wami targają? Gdzie jest wasze miejsce?

poniedziałek, 28 listopada 2016

#104 Caponata.

Witajcie kochani. :)
Od razu zadam wam proste pytanie. Czy wyobrażacie sobie Włochy bez dobrej kuchni? Bez świeżej bazylii, białej jak śnieg mozzarelli albo bez aromatycznego risotto?
Naprawdę nie wiem gdzie na świecie znalazłabym sobie miejsce gdyby nie było na nim Italii i wszystkich jej smaków.
Dawno nie było u mnie przepisu mimo, że włoskie dania powstają u mnie jedno po drugim. Moja włoska część zdecydowanie dominuje, gdy jesteśmy w kuchni, a to co najlepsze i tak dopiero przed nami! Panie i Panowie, jeszcze moment i święta, a co za tym idzie miesiąc przeznaczony na włoskie wypieki.
Dziś jednak stale pozostaje w jesiennym klimacie i mam dla was przepis z jesiennym królem- bakłażanem. Zasadniczo to nie wiem czy bakłażan jest typowo jesiennym warzywem i bardzo rzadko po niego sięgam, ale swoją kolorystyką i smakiem nierozerwalnie kojarzy mi się z opadającymi liśćmi.
Caponata, bo tak nazywa się potrawa, którą wam zaproponuję jest bardzo popularna na Sycylii i myślę, że jeśli choć raz tam byliście to zdarzyło się wam jeść prawdziwą caponatę, której smak nie tak trudno  przenieść do własnej kuchni, ponieważ co Sycylijczyk to inny przepis! :)
Caponata kojarzy mi się ze wszystkimi słonecznymi chwilami i późnymi, sycylijskimi obiadami. Jak jej więc nie kochać?

Składniki:
-3 bakłażany
-2-4 ząbki czosnku
-5 pomidorów
-garść czarnych oliwek
-garść kaparów
-2 cebule
-przyprawy
-oliwa

Przygotowanie:
Na patelni rozgrzewamy oliwę i dusimy bakłażana pokrojonego w kostkę, na małym ogniu. Dusimy aż zmięknie i lekko zbrązowieje. W między czasie dodajemy cebulę, czosnek i oliwki. Doprawiamy i dusimy jeszcze chwilkę. Proponuję wam od razu gotować w garnku, a nie na patelni jak zrobiłam za pierwszym razem!;D Dodajemy pokrojone w paski pomidory i kapary. Jeszcze raz doprawiamy i gotujemy przez kilka minut.
Gotowe!

 Jedliście kiedyś Caponatę? :)

sobota, 26 listopada 2016

#103 Włochy- piękne miejsca cz.8

Ciao!:*
Są takie miasta na świecie, które można odwiedzać kilkanaście razy, a nadal mało się o nich wie. Nie można poznać danego miasta w pośpiechu choć często słyszę, że są ludzie dla których ważne jest BYĆ, a nie ZOBACZYĆ.
Jakie to piękno jest w tym wszystkim, gdy dniami i nocami włóczysz się po jakimś mieście i poznajesz jego sekrety, ulice, o których nigdy nie wspominały przewodniki.
W odkrywaniu najważniejszy jest czas i pokora.
Czas, który daje nam wolność, możliwość przystanięcia gdzieś na długie minuty zamieniające się w godziny.
Czas, w którym możemy się zgubić, cieszyć chwilą i chłonąć wszystkie bodźce.


Właśnie tak mam ze Sieną. Już kiedyś wam o niej sporo pisałam i właściwie zawsze, gdy jest okazja, dodaje coś o Sienie. Kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, mając chyba 14 albo 15 lat, moją pierwszą myślą było- "Jestem w raju. Chce tu żyć, mieszkać, studiować i gubić się codziennie".
Z całym szacunkiem do mojej wielkiej miłości do Neapolu i Rzymu- kocham te miasta, a zwłaszcza Napoli, ale żadne inne miasto poza Sieną nigdy nie odebrało mi mowy na tak długo.
Gdy jesteś w Neapolu, idziesz nad morze, albo na SpaccaNapoli i masz wrażenie, że stworzyła to wszystko jakaś magiczna siła. W Rzymie pierwsze co robisz to idziesz na Watykan, aby zachwycać się sztuką, albo doświadczyć duchowego przeżycia, a w Sienie?
Siena nie ma swojego Watykanu. Nie ma też zatoki neapolitańskiej. Ba! W ogóle nie zobaczysz z niej morza! A mimo to w Sienie unosi się jakiś niesamowity duch czasu. Piękna Siena, która kiedyś była etruską osadą, która z czasem stała się symbolem bankowości. Która wciąż zachwyca swoją XII wieczną katedrą, która wciąż ściąga na Piazza del Campo tysiące turystów.
Siena to takie włoskie must have i nie wiem jak kiedyś mogłam żyć bez niej.
Zadziwiające, że byłam w niej tyle tyle razy, a wciąż czegoś mi brakuje.








Jesteśmy tu gdzie numer 8! :D
Byliście kiedyś w Sienie czy wszystko przed wami?