Dzień dobry kochani!
Dzisiaj nadszedł ten wesoły dzień, w którym po raz pierwszy (tak mi się wydaje) powiem wam coś więcej o pewnej włoskiej książce. Gdy nie mam nic obowiązkowego do czytania na uczelnię, to oczywiście sięgam jedynie po książki włoskich autorów lub książki o mafii. Jasne, czasem zrobię jakiś wyjątek, ale dopóki nie przeczytam wszystkich włoskich arcydzieł, które sobie postanowiłam to szkoda mi dzielić czas na innych. ;)
Dziś będzie o książce, która wyrządziła w mej głowie niemałe spustoszenie. "Triumf śmierci" Gabriele D'Annunzio. Kocham wiersze D'Annunzio całym sercem więc któregoś z pięknych dni postanowiłam, że nabędę kilka jego książek i także przeczytam. Wiedziałam, że będzie to intelektualna wyprawa, ale nie spodziewałam się, że aż taka! Na pierwszy ogień poszedł wspomniany już "Triumf śmierci". Nie zraziło mnie, że tak wielu Włochów próbowało mnie zniechęcić do czytania. Sięgnęłam po nią z radością i ogromnym podekscytowaniem. "Oto trzymasz w rękach cudownego D'Annunzio"- powtarzałam sobie dotykając stron. AH!
Co powiedziałabym więc o samej książce?
Nie jest to lekka pozycja. Właściwie po 200-300 stronach(całość ma 500), czytelnik zaczyna czuć się zmęczony. Nie znudzony. Zmęczony psychicznie. Dodatkowo mniej więcej po tym czasie 200-300 stron zaczęłam domyślać się jakie będzie zakończenie i naprawdę czułam się tym mocno zaniepokojona, wręcz przerażona. Bohater wykańczał mnie psychicznie, ale tak bardzo chciałam dowiedzieć się czy mam rację (miałam), że brnęłam w jego emocjonalne przemyślenia dalej i dalej...
Zakończenie jest jednak trochę suche. Takie jak się domyślałam, ale takie zimne... Nagłe.
Jeśli macie wolną chwilę, depresyjny nastrój i chcecie pogrążyć się jeszcze bardziej to jak najbardziej polecam. Z pewnością jest to książka udana. Język jest doskonały, opisy także. Po prostu jest w niej coś niepokojącego... Coś przed czym ostrzegali mnie inni... Niemniej jednak nie żałuję i cieszę się, że spełniłam swoje małe czytelnicze marzenie nawet jeśli teraz moja głowa eksploduje od nadmiaru myśli.
Czytaliście kiedyś coś D'Annunzio?
Nie czytałam! Zaintrygowałaś mnie
OdpowiedzUsuńNiestety nie czytałam nic tego autora. Myślę, że po tę pozycję sięgnę w jakiś jesienny wieczór :) Zapisuję książkę, na mojej liście "do przeczytania"
OdpowiedzUsuńJa z reguł sięgam po dość luźne książki, żeby własnie odpocząć i zrelaksować się. Inaczej jestem zbyt rozdrażniona przez następne dni, niecierpliwie się i czytam jak najszybciej aby dojść do zakończenia i uspokoić się (lub najczęściej popaść w głębokie refleksje)
OdpowiedzUsuńUroczy kubek z kieszonką na ciacha ;D
Nie wiem czy przeczytałabym tą książkę,bo przeraża mnie fakt tego szybkiego zmęczenia psychicznego w czasie jej czytania
OdpowiedzUsuńhttp://natikooo.blogspot.com
Muszę przyznać, że nigdy nie czytałam książki włoskiego pisarza. Może kiedyś znajdę coś ciekawego dla mnie.
OdpowiedzUsuńLittleredcherrysmile click
Bardzo rzadko kiedy sięgam po lektury z braku czasu natomiast ta książka wydaje się być naprawdę ciekawa :)
OdpowiedzUsuńMusze ja sprawdzic:)
OdpowiedzUsuńBuziaki:*
WWW.KARYN.PL
Ciekawa pozycja☺
OdpowiedzUsuńnie znam ksiązki.
OdpowiedzUsuńSandicious
Chętnie bym ją przeczytała :)
OdpowiedzUsuńhttps://roseaud.blogspot.com/
Nie czytałam nic tego autora,ale chciałabym to zmienić :)
OdpowiedzUsuńNiestety nie znałam tego autora, ale bardzo podoba mi się fragment tej książki ;) może sięgnę :D i zazdroszczę luzu na uczelni...
OdpowiedzUsuńLuzu? :D Akurat nic nie czytam obowiązkowego, ale za to mam miliard esejów do napisania i prezentacji do zrobienia. XD
UsuńIntrygująca książka ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;)
www.moda-eny.blogspot.com